Kiciputek: lipca 2016

sobota, 9 lipca 2016

Po kogo zadzwonisz, kiedy napadnie cię policja



Zezwalając określonym grupom na użycie przemocy musimy te grupy poddawać szczególnie czujnej kontroli. Zakładając, że każdy, kto ginie z rąk policjantów, musiał sobie na to zasłużyć, narażamy się ogromne niebezpieczeństwo. Nawet jeśli wydaje nam się, że sami nigdy nie wpakujemy się w kłopoty. 

UWAGA: podlinkowane w tekście filmy zawierają drastyczne sceny przemocy. 

Zdarza mi się, że pracuję z więźniami, w więzieniach, albo na rzecz więźniów i jest jedna rzecz, a właściwie spostrzeżenie, które wyniosłam z tej pracy - opinia publiczna nie znosi niuansów. W chwili popełnienia przestępstwa człowiek dla społeczeństwa się przegatunkowuje i nie jest już człowiekiem, tylko kryminalistą. Myśl, że może być naraz i jednym i drugim rodzi za wiele trudności. Łatwiej jest uznać, że ktoś, kto popełnia błąd, zasługuje na wszystko, co go spotyka; nieważne, czy ten błąd to morderstwo, drobna kradzież, popalanie trawki czy prowadzenie samochodu w stanie bycia czarnym. 

Piszę oczywiście w kontekście tego, co dzieje się ostatnio w Stanach. Coraz głośniej jest o kolejnych czarnoskórych ofiarach policji, wybuchają protesty, zamieszki, przemoc eskaluje - w ostatni czwartek pięciu policjantów pilnujących pokojowego protestu zginęło zastrzelonych przez samotnego napasnitka. 

Jedną z pierwszych najgłośniejszych spraw, która wywołała protesty, była historia Erica Garnera, który został zatrzymany za nielegalną sprzedaż papierosów i zginął uduszony przez trzymającego go policjanta, mimo że ten słyszał wyraźnie, jak Eric powtarza jedenaście razy: "nie mogę oddychać". 

Następny był Michael Brown, zastrzelony w niejasnych okolicznościach, którego śmierć wywołała burzliwe protesty w Ferguson. 

Tanesha Anderson, chora na schizofrenię kobieta, której rodzina poprosiła o pomoc policji w eskortowaniu jej do szpitala. Zginęła od ciosu w głowę zadanego przez wezwanego policjanta.

Tamir Rice, dwunastolatek zastrzelony za trzymanie w dłoni plastikowego pistoletu-zabawki. 

Pięćdziesięcioletni Walter Scott. Został zatrzymany za uszkodzone światło w samochodzie i zaczął biec, żeby uniknąć mandatu. Policjant postrzelił go śmiertelnie w plecy podczas próby ucieczki.

To tylko kilka przykładów. Najnowsze ofiary, które wywołały kolejną falę pytań i protestów to Alton Sterling (na przypadkowo nagranym filmie z aresztowania widać, jak policjant strzela do Altona, chociaż ten leży kompletnie unieruchomiony) i Philando Castile (zastrzelony we włanym samochodzie podczas zatrzymania przez drogówkę. W samochodzie znajdowała się również jego dziewczyna z czteroletnią córką). Nagranie z samochodu, w którym umiera postrzelony Philando zostało zastreamowane na facebooku. To jedyny sposób, w jaki przerażona dziewczyna Phila mogła wołać o pomoc. Bo po kogo można zadzwonić, kiedy strzela policjant?

Wątek rasowy tych wydarzeń jest oczywisty. W Stanach rasizm to ogromny społeczny problem, nadal nierozwiązany. Skala jest oczywiście nieporównywalna, jednak widzę pewne podobieństwa między problemami społeczeństwa polskiego i amerykańskiego. Oba są silnie zakorzenione w konserwatywnym patriotyzmie, który swoje tradycje ma osadzone w dążeniach niepodległościowych - a jednak oba mają współcześnie poważny problem z kwestionowaniem autorytetów. Było przecież i u nas kilka przypadków przemocy stosowanej przez policję w niejasnych okolicznościach, ze śmiertelnym skutkiem. Tak jak w ostatnim głośnym przypadku Igora S, który podobno "potknął się na schodach", lub dziewiętnastoletniego Rafała, który ze strachu przed policją połknął woreczek z marihuaną i w wyniku tego zginął. Chociaż to akurat mniej wina policji, a bardziej idiotycznego prawa, przez które nastolatek woli zaryzykować życiem, niż dać się przyłapać z pakietem trawki. 

Reakcje na podobne zdarzenia niezmiennie mnie przygnębiają. Nie mam pojęcia skąd w ludziach tak głębokie przekonanie, że policjanci nigdy nie używają przemocy poza absolutną koniecznością. To przecież też tylko ludzie. Mogą wśród nich być osoby agresywne, porywcze, niezrównoważone. To się może zdarzać i chociaż nie kwestionuję potrzeby istnienia samej instytucji policji i występowania okoliczności, w których musi używać siły, to jednak ludzie, którym przyznajemy prawo do jej używania muszą podlegać naszej stałej i czujnej kontroli. Pewna dawka nieufności i ostrożności jest wskazana. Od tego zależą nasze życia i funkcjonowanie naszego społeczeństwa. 

I jeszcze jedna rzecz, której nie jestem w stanie zrozumieć, to głosy w stylu "święty na pewno nie był, czymś musiał sobie zasłużyć". Ej, halo, o ile pamiętam, nie obowiązuje w Polsce kara śmierci za żadne możliwe przewinienie. A już na pewno wyrok śmierci nie powinien obowiązywać za takie rzeczy, jak przekleństwa czy stawianie oporu przy aresztowaniu. Broń i inne drastyczne środki powinny być używane wyłącznie w ściśle określonych przypadkach. Bo to, co niektórzy proponują, to godzenie się ze stałą świadomością, że za odstawienie jakiejś głupoty możemy zostać zabici w trakcie zatrzymania i będzie to w pełni usprawiedliwione. Nikt z was nigdy nie pił w miejscu publicznym? Nie zapalił trawki? Nie brał udziału w bójce? Nie przekroczył prędkości? Nie zniszczył mienia publicznego, choćby przypadkiem? Ok, być może są tutaj i tacy święci. Ale przecież znane są też przypadki zupełnie niewinnych osób, które z jakichś powodów wydały się policjantom podejrzane i przez to zginęły. A nawet jeżeli trafiło ci się być młodym białym mężczyzną o przyjemnej aparycji i prawdopodobieństwo takiego scenariusza jest drastycznie niskie - czy masz stuprocentową pewność, że jakaś nielegalna głupota nie przyjdzie nigdy do głowy twojemu bratu? Siostrze? Dzieciom? Czy ich śmierć w takim przypadku byłaby równie sprawiedliwa?