Kiciputek: maja 2016

wtorek, 10 maja 2016

Pełnomocnik do spraw równych i równiejszych

"Nie sądzę, aby prawo powinno tu cokolwiek nakazywać albo zakazywać. Przeregulowanie wolnego rynku jest zawsze niekorzystne" - Wojciech Kaczmarczyk zapytany o to, czy hotelarz ma prawo odmówić obsługi klienta ze względu na kolor skóry


Koło południa zwykle robię sobie przerwę w pisaniu pracy, parzę sobie kawkę i zasiadami do tak zwanej prasówki. Niestety, przykre okoliczności polityczne, w jakich przyszło nam żyć sprawiają, że po takiej rundce prasówki kawa w ogóle mi już nie smakuje i strapiona, przepełniona słusznym gniewem wracam do pisania. Ale nie tym razem.

Tym razem trafilam w sieci na wywiad, którego udzielił Gazecie Wyborczej Wojciech Kaczmarczyk, rządowy pełnomocnik do spraw równego traktowania. Czegoś tak kuriozalnego nie czytałam od dawna. Chcę więc przeżyć ten wywiad, jeszcze raz, od początku, razem z wami. 


Ewa Siedlecka: Jak pan jako pełnomocnik rządu ds. równego traktowania ocenia obywatelski projekt całkowitego zakazu aborcji? 

Minister Wojciech Kaczmarczyk nie uważa, by ta kwestia należała do zadań pełnomocnika rządu ds. równego traktowania. Osobiście jest zdania, że człowiek zasługuje na ochronę od poczęcia, bez różnicowania tej ochrony. 

Zaczyna się mocnym akcentem. Pan rzecznik nie widzi powodu, żeby przejmować się równym traktowaniem kobiet. Za to zapłodnione komórki zawsze mogą liczyć na jego wsparcie. 

 Suwak na listach wyborczych? 

Minister uważa, że gwarantowanie kobietom miejsc sprowadza się do uprzedmiotowienia kobiet.

Ech. Jeśli dostęp do głosu w polityce i debacie publicznej jest uprzedmiotowieniem to proszę, mówcie o mnie od dzisiaj "to". 

Miałam zresztą pisać o tym oddzielną notkę. O takim typie ludzi, którzy na wszystkie sygnalizowane problemy z dyskryminacją odpowiadają "dla mnie to nie ma znaczenia, ja nie widzę rasy/płci/narodowości/orientacji tylko człowieka". Tak jakby system, który wyrósł na tysiącach lat dyskryminacji i wykluczenia można było po prostu zresetować i zacząć od nowa na świeżych zasadach. Takie podejście to ignorowanie rzeczywistości. To, że ktoś zdecydował się nie zauważać problemu, nie znaczy, że on znika. A o jakim problemie mówimy w przypadku suwaków? Często spotykam się z argumentem, że równość płci na listach wyborczych jest zaprzeczeniem demokracji. Z tym że, uwaga niespodzianka, listy wyborcze nie są przecież wybierane w procesie demokratycznym. Ktoś je ustala. I jakimś cudem według tych ustaleń na listach, a zwłaszcza na pierwszych miejscach, prawie zawsze dominują mężczyźni. Nikogo nigdy to nie dziwi. Czy wszyscy przyjęliby sprawę za oczywistość, gdyby sytuacja wyglądała odwrotnie? Gdyby to kobiety dominowały na listach? Czy też może uznano to za spisek zakonu politycznej poprawności? A przecież, podobno, nie płeć ma znaczenie, tylko tak zwane kompetencje. Czyżby więc mężczyźni mieli te kompetencje genetycznie zaprogramowane? A może po prostu chętniej garną się do polityki? Wiele osób zadaje sobie te pytania i dochodzi do wniosku, że wciskanie kobiet na listy wyborcze pod przymusem to jakiś absurd. Z tym że, jak pokazuje przykład ostatnich wyborów, ich wcale nie trzeba wypychać do polityki na siłę. Wystarczy zapewnić równe możliwości i wolne od dyskryminacji środowisko, a chętne i kompetentne kobiety jakoś się znajdują, i to w proporcjach mniej więcej równych do mężczyzn. Zdziwieni? Czym? Przecież jest nas w Polsce ponad połowa. A płeć podobno nie ma znaczenia. 

Porzućmy teraz tę subtelną agitację i wróćmy do rozmowy z panem Kaczmarczykiem:

Pełnomocnik stawia raczej na edukację i budzenie wrażliwości firm.

Jakimi metodami chce pan to osiągnąć? 

Pełnomocnik stawia na organizacje pozarządowe.

I to jest ten moment, w którym nasuwa mi się pytanie, po jaką cholerę nam w ogóle w rządzie jakiś pełnomocnik, skoro całą swoją robotę zwala na organizacje pozarządowe. 

Polska nie prowadzi żadnych statystyk dotyczących przemocy, m.in. wobec osób LGBT, co wytykały nam i Komitet Praw Człowieka ONZ, i Agencja Praw Podstawowych, i Europejska Komisja przeciw Rasizmowi i Nietolerancji. Czy sprawi pan, by takie dane były gromadzone? 

Pełnomocnik odpowiada, że nie ma też danych o przemocy wobec innych grup, np. osób duchownych.

A to jest z kolei moment, w którym wybucham ponurym śmiechem. Panie pełnomocniku, kiedy ostatnio jakiś duchowny został pobity na ulicy? Czy kościoły są już ostrzeliwane i obrzucane kamieniami? Czy odmawia im się prawa do założenia rodziny? W tym ostatnim może tkwić ziarno prawdy, ale w takim przypadku należałoby utworzyć program ochrony duchownych przed dyskryminacją ze strony Kościoła.


Wracając do postulatów organizacji kobiecych: swobodny dostęp do nowoczesnej antykoncepcji? 

Pełnomocnik nie dostrzega żadnego ograniczenia tego dostępu.

Niektórzy aptekarze odmawiają sprzedaży środków antykoncepcyjnych. 

Zdaniem pełnomocnika mają prawo do sprzeciwu sumienia. Można sobie poszukać innej apteki

Nie macie chleba? Jedzcie ciastka. Nie macie za co żyć? Weźcie kredyt i zmieńcie pracę. Aptekarz odmawia wam sprzedaży leku? Jedźcie sobie do innej apteki. Szczególnie jeśli mieszkacie na wsi.

Nie chodzi nawet o sam argument, ale wydaje mi się, że jest coś bardzo bardzo nie tak, jeżeli pełnomocnik, który ma pomagać wykluczonym, zwraca się do ludzi w tak lekceważący i pogardliwy sposób. 

A wychowanie seksualne w szkołach? 

Pełnomocnik przyznaje, że edukacja seksualna, która nie wkracza w prawa rodziców i w intymność dziecka, jest w szkole potrzebna.

Serio, nawet jak ten typ próbuje powiedzieć coś sensownego, to musi, po prostu MUSI zaraz po tym dodać coś czym podliże się prawicy. W jakie prawa rodziców może wkraczać edukacja seksualna w szkołach? W prawo do nieedukowania własnego dziecka? Odmówiliśmy im już tego prawa wprowadzając powszechny obowiązek szkolny. Wkraczanie w intymność dziecka? Czym? Wiedzą o jego własnym ciele?

Będzie pan działał w tym kierunku? 

Pełnomocnik uważa, że nie jest pełnomocnikiem ds. wychowania seksualnego. Kobiety niezadowolone z edukacji seksualnej w szkole mogą same edukować swoje dzieci.

Znowu cynizm, znowu pogarda. I założenie, że dziećmi zajmują się tylko kobiety.

A jak ktoś jest niezadowolony z poziomu fizyki w szkole to ma sobie zrobić doktorat i sam edukować swoje dzieci? 


Na pierwsze spotkanie po objęciu urzędu zaprosił pan m.in. Ordo Iuris. Potem napisał pan: "Zgodziliśmy się, że think tank prawniczy III sektora, jakim jest Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris, może stać się wsparciem Pełnomocnika ds. Równego Traktowania w identyfikacji obszarów dyskryminacji, które wymagają interwencji państwa". Czy organizacja działająca na rzecz wykluczenia pewnych grup społecznych to dobry doradca w sprawach równości? 

Pełnomocnik stwierdza, że to pytanie insynuuje, iż Ordo Iuris wyklucza kogokolwiek z życia społecznego.

Przecież napisało projekt, który pozbawia osoby nieheteroseksualne możliwości otrzymywania zaświadczeń o stanie cywilnym potrzebnych do zawarcia związku za granicą i odmowy zeznawania przeciw partnerowi. 

Zdaniem pełnomocnika nie świadczy to o chęci wykluczenia z życia społecznego. Tym pytaniem rozmówczyni uprawia mowę nienawiści.

Ordo Iuris konsultatem do spraw równego traktowania. Obawa przed wykluczeniem mową nienawiści. Czy dziś jest Reverse Day? CO TU SIĘ DZIEJE?

Zarządzeniem premiera zlikwidowano Radę ds. Przeciwdziałania Dyskryminacji Rasowej, Ksenofobii i związanej z nimi Nietolerancji. Pełnomocnik nie zabiegał o jej pozostawienie.

Tak kończy się wywiad i my też tym skończmy. Każdy kolejny komentarz, jaki mi się nasuwa, to boleśnie oczywisty banał. Taka właśnie jest nasza nowa władza. Zabija satyrę. Nie da się śmiać z czegoś tak absurdalnego. Powyższe wypowiedzi nadawałyby się do obśmiania wypowiedziane przez każdego klasycznego prawicowego buca. Wypowiedziane przez rządowego pełnomocnika do spraw równego traktowania to już czarny humor niewymagający komentarza.

PS: Jeszcze jeden przykład na to, że mamy dzisiaj Dzień Absurdu. Bractwo Małych Stópek, organizacja "prolajferska", czci pamięć "bohatera" Łupaszki, zbrodniarza odpowiedzialnego za masakrę w Dubinkach, gdzie wymordowana została ludność cywilna, w tym kobiety i dzieci. No cóż, najwyraźniej Małe Stópki zasługują na troskę wyłącznie dopóki się nie urodzą. Już dwa miesiące po narodzinach można je swobodnie mordować i jeszcze zostać za to bohaterem. A może nie chodzi wcale o żadną ochronę życia, tylko po prostu o znęcanie się nad kobietami? W tej kwestii ze swoim bohaterem Bractwo też znalazłoby wspólny temat.