Kiciputek: Jak nie dać się złapać w pułapkę małżeństwa

czwartek, 14 kwietnia 2016

Jak nie dać się złapać w pułapkę małżeństwa


Jest kilka takich rzeczy, których nigdy nie zrozumiem. Jedną z nich jest to, co właściwie kieruje odbiorcami gadżetów w stylu koszulek "game over" ze smutnym piktogramem pana młodego przy ołatarzu, albo figurek na torty, w których biedak jest siłą ciągnięty do ślubu za nogę. No po prostu nie rozumiem żartu. Kochani śmieszkujący panowie, mielący w kółko mema o małżeństwie-pułapce, które wysysa z was wolność i radość życia - wiecie, że naprawdę, naprawdę nie musicie się żenić? 

Związany z tym ogon skojarzeń ciągnie się później przez kolejne etapy związku i biorą się z niego dalsze beznadziejne memy w stylu "facet czasem musi odpocząć od rodziny i się wyszaleć", albo że dzielenie obowiązków domowych z żoną to pantoflarstwo, że każdy mężczyzna potrzebuje swojej własnej, nienaruszalnej przestrzeni, tak zwanej "męskiej jaskini".

I znów - nie zrozumcie mnie źle, ja wiem, że w zdrowym związku bardzo ważne jest, żeby mieć czasem czas dla siebie, dla swoich znajomych i swoich pasji. Ale jakoś się w społecznej świadomości utarło, że to raczej facet ma do tej wolnej czasoprzestrzeni prawo. Bo dla kobiety dom, rodzina to naturalne środowisko, w którym czuje się najlepiej. A mężczyzna jest w to środowisko wrzucony jakby na siłę i tylko z poczucia obowiązku.

Ile słyszeliście historii o himalaistkach, które całe życie spędziły na szczytach, poświęcając się pasji, kiedy ich mężowie zostawali wiernie czekając w domu, zajmując się dziećmi? Jak wielu ze znanych wam mężczyzn, otrzymując ofertę wyjazdu na konferencję, zastanawia się w pierwszym odruchu, czy będzie miał z kim zostawić dzieci?

Niestety, jeśli chodzi o życie towarzyskie i zawodowe, to w naszym społeczeństwie ślub stanowi "game over" najczęściej właśnie dla kobiet.

Na koniec taka prywatna anegdotka. Byłam jakiś czas temu w barze ze znajomymi. Przy stoliku obok siedziała dość głośna grupka na oko trzydziestoletnich mężczyzn. Jeden z nich, któremu jakiś czas wcześniej urodził się syn, opowiadał kolegom jak wygląda życie po narodzinach pierwszego dziecka: "Wiecie, jest naprawdę spoko. Nadal mam życie, chodzę do pracy, ze znajomymi na piwko. A mały? No, Asia z nim siedzi cały czas. Naprawdę, jest ok, wcale nie tak źle, jak ludzie straszą. Tylko z seksem chujowo, od porodu w ogóle nie mogę Aśki namówić, nieważne jak próbuję...".


64 komentarze:

  1. Zgadzam się z każdym słowem, które napisałaś. Absolutnie. Zawsze mnie zastanawiało, kto oświadcza się kobietom, które potem stają się żonami tych męczenników.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pan z anegdotki potrzebuje pilnie, by ktoś mu wytłumaczył, jak działa ciąg przyczyna ----> skutek.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak zawsze celnie. Dziękuję, że jesteś, Kiciputku! Zwłaszcza teraz, gdy jest tak strasznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow, no bardzo ciekawe, dlaczego nie może jej namówić, normalnie zagadka wszechczasów ;]
    Chyba nigdy się nie dowiemy ;)

    A poważniej, to też mnie takie coś wkurza. Naprawdę, tak jakby ktoś ich przymuszał do tego ślubu i siedzenia z tą kobietą. Nie znoszę, jak widzę, że po prostu w związkach ludzie siebie nie szanują.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ej no, zmiana stanu cywilnego, to jednak jest dość ważny etap w życiu i takie głupie śmieszkowanie, że małżeństwo = KONIEC GRY, to chyba taka próba oswojenia strachu przed nieznanym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nosz kurna, a czemu nie na przykład "LEVEL UP!"? Nie znoszę tych memów z "końcem wolności", dla mnie poślubienie Żony to najwspanialszy dzień życia.

      Usuń
    2. Znaczy, ja się zgadzam, że znalezienie kogoś kto chce spędzić z tobą resztę życia w sformalizowanym związku, to jest powód do szczęścia.

      Ale czemu takie żarty niektórzy traktują tak poważnie, ja równie dobrze mógłbym się przyczepić do koszulek z: Level Up, bo co, jak ktoś jest nie ma partnera to znaczy, że jest, nie wiem... gorszym sortem? ;)

      Usuń
    3. żarty, żartami, ale to ma zawsze drugie o wiele powazniejsze dno i konczy sie wlasnie takimi sytuacjami jak z anegdoty.

      Usuń
    4. Jakim nieznanym, pary przeważnie już mieszkają ze sobą, zachowują się jak w małżeństwie, więc papierek niczego nie zmienia.

      Usuń
    5. Jak dla mnie, to cała ta gadka jest tylko i wyłącznie na pokaz, bo w naszej kulturze facet nie może się przyznać, że nie chce być całe życie macho playboyem, przed kolegami to już w ogóle. A potem z tak budowanych stereotypów wychodzą sytuacje Asi i wielu innych matek, których mężowie czują, że muszą pokazać, jacy to oni są nadal towarzyscy pomimo, że "przegrali" i oświadczyli się bogu ducha winnej kobiecie

      Usuń
  6. Jeszcze dorzuciłabym do tego kreowanie wieczorów kawalerskich/panieńskich jako "ostatni dzień wolności" itp.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zgadzam się z tym tekstem w 100%. Tacy pokrzywdzeni a wydaje mi się, że to jednak oni się oświadczają. Ja się trochę boję małżeństwa właśnie z tego powodu co był w anegdocie, że zostanę w mieszkaniu jak niańka i sprzątaczka a mąż się będzie dziwił co ja taka zmęczona. Dlatego szukam takich osobników z którymi będzie można żyć inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  8. Hmm, dla mnie i mojego męża takie koszulki i figurki na torty oraz wszelkie dowcipy o małżeństwach są właśnie żartami - najczęściej prywatnymi bądź w gronie zaufanych znajomych, ale tylko żartami. I nawet się zastanawiam czy takiej koszulki mężowi nie kupić, ale doskonale zdaję sobie sprawę, że będzie to powód do śmiechu ;)
    Zgadzam się jednak z przedstawionymi tutaj poglądami, tylko czasami ciężko stwierdzić, czy po ślubie mężczyzna nie zostawi wszystkiego na głowie kobiety - w końcu, przed tym magicznym wydarzeniem, najczęściej jest cud, miód i orzeszki.
    Szkoda tylko, że my, jako społeczeństwo, dajemy przyzwolenie na takie zachowanie już od lat dziecięcych. W końcu chłopiec musi się wyszumieć, a dziewczynka pomagać mamusi bądź bawić się kuchenką, w panią sklepową czy w dom.
    Wiem, że uogólniam, więc nie krzyczcie - niestety, takie uogólnianie i wpajanie stereotypów zaczyna się już w przedszkolu, nie jestem więc jedyna. A jedynie mogę się zastanawiać, czy to się w końcu zmieni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To juz zalezy od tego, jak wychowamy (wraz z partnerami) naszych synow

      Usuń
    2. Troche przestaja smieszyc te zarty po prostu, nie ze sa wprost obrazliwe. A z wychowaniem dzeci to juz zalezy teraz od mlodych rodziców, czy cos sie zmieni. Moja mama niby byla taka progresywna, ze wszystkie dzieci maja umiec gotowac i sprzatac, a uwage poswiecala tylko synowi. Nie wiem tylko czy to dlatego ze byl mlodszy niz ja i siostra, czy dlatego ze myslala ze kobieta to "se poradzi" a chlopca trzeba do prywatnej szkoly wyslac. Nawet nie zauwazylam tego zreszta w dziecinstwie. bo sie z rodzenstwem bardzo kochamy.

      Usuń
    3. Bo żarty śmieszą tylko wtedy, gdy jakoś nawiązują do rzeczywistości (wyjątkiem są żarty absurdalne, ale to zupełnie inna kategoria). Jeśli kogoś bawią żarciki o "utracie wolności", to dlatego, że ma zakodowane w głowie słynne "it's funny because it's true".

      Usuń
  9. 'Niestety, jeśli chodzi o życie towarzyskie i zawodowe, to w naszym społeczeństwie ślub stanowi "game over" najczęściej właśnie dla kobiet.'

    Małzenstwo niekoniecznie, natomiast dziecko to czesto absolutny koniec wolnosci dla kobiety co najmniej na kilka lat. Nawet, jezeli partner wykazuje wiecej checi wspołdziałania, niz pan z anegdotki

    OdpowiedzUsuń
  10. Mój osobisty ojciec, gdy z mamą wrócili po wyczerpującym, skomplikowanym porodzie do domu, zapytał o której obiad...Wytrzymała jeszcze pięć lat, potem od niego odeszła.

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak jak na fb ktoś to ładnie skomentował, facetom jest wstyd przyznać się, że bardzo kochają swoją partnerkę i nie chcą już szukać/szaleć itd.
    Mnie takie żarty nie przeszkadzają, bo wiem, że z wiekiem to tak czy siak, ciężko o bajeranckie życie towarzyskie pełne wyjść do klubów, restauracji, jakieś eventy itd. I to nawet gdy się nie ma męża/żony/dzieci. Udajemy na instagramie, że nasze życie jest takie fajne i ciekawe gdy tak naprawdę wszyscy leżymy w podśmiardujących piżamkach z nosem w laptopie ;>

    OdpowiedzUsuń
  12. Brr, anegdotka mrozi krew w żyłach.

    Ja mam trochę teorii skąd się bierze całe to pierdololo "ooo, obrączka kajdany, żona kapo, łeeee weźże se na kawalerskim ulżyj ostatni raz (najlepiej na twarz pani z agencji) bo potem to mogiła". Swoją drogą, równie wnerwiające jest pokazywanie ślubu jako szczytowego momentu (jak nie osiągnięcia) w życiu kobiety. Gdzie tam kariera, ambicje, pasje, ważne że W KOŃCU znalazła Tego Jedynego (długo jej zeszło wybrednej jędzy, już ma ponad 25 lat!). No i najważniejsze jaką wybierze sukienkę, a nie jak im się ułoży te następne kilkadziesiąt lat razem.

    Przede wszystkim winne są popkultura i społeczeństwo wmawiające ludziom uparcie jakoby "samotność=przegryw". I nie ma znaczenia, że jeszcze nie spotkałeś nikogo naprawdę super albo że nie masz w ogóle potrzeby stałego związku. Dopiekamy komuś mówiąc, że "żadna/y go nie chce" a zmartwienie stanem kawalerskim jest uznawane za komplement. Przez co rzesza ludzi opiera własną samoocenę, a także ocenia wartość innych osób na samym fakcie bycia lub nie w związku.

    Po drugie wiele osób w ogóle nie ma świadomości jak zdrowy związek powinien wyglądać, zwłaszcza jeśli nie mieli dobrego przykładu w domu. Jeden znajomy znajomego miał koszmarną dziewczynę, która co godzinę dzwoniła i go kontrolowała. Był przekonany, że "kobiety tak już mają" i trzeba to po prostu znosić dla seksu (sic!), bo skonsultował to z równie (nie)doświadczonym kolegą. Ile kobiet myli zaborczość lub wręcz agresję z pasją? Łączy się to także z punktem pierwszym, czyli przekonaniem, że lepszy już bylejaki związek niż bycie solo.

    No i też dużo ludzi daje się po prostu wmanewrować w negatywne schematy, bo rodzina naciska, bo tak wypada, bo nie ma innego pomysłu. Czują się nieszczęśliwi, ale podświadomie próbują usprawiedliwić swoje decyzje poprzez narzucanie takiej samej wizji życia innym, powielając przekonanie, że "tak musi być". Coś podejrzewam, że jednak w 95% to nie jest tak, że słodka Zosieńka nagle rok po ślubie staje się złośliwą (i tłustą) Zochą i taki miała od początku plan, tylko po prostu ty przymykałeś oko na jej wady, a ona miała jeszcze poczucie, że cośtam się starasz. Małżeństwo miało magicznie naprawić problemy (w końcu poszło 30 tysi na wesele) a tu dupa, jednak trzeba się starać i pracować, żeby było fajnie. Komu by się chciało? Uciekaj Mietek póki nie jesteś jeszcze pod pantoflem, hehehe, ja wiem co mówię, hehehe. Game over!

    Szczęśliwie presja małżeństwa z każdym rokiem maleje, ludzie oswajają się także z alternatywnymi sposobami na życie, a napływ dżenderu sprawia, że mniej boimy się rozmawiać o swoich uczuciach, oczekiwaniach i rolach.
    Ale jak jeszcze raz usłyszę "ja piwko chętnie ale żona mi nie pozwala huehuehue" to przysięgam dam w ryj.

    OdpowiedzUsuń
  13. Na pocieszenie opowiem Wam dykteryjkę z własnego życia.

    Otóż siedziałam kiedyś nocą ciemną na imprezie z moimi kolegami z klasy - pińcet lat później. Wszystkie dziewczyny juz poszły, ja dałam się namówić na pozostanie, jako jedyna miałam już duże dziecko i nie mogłam powiedzieć, że mi dzieci płaczą. Im dalej w las, tym bardziej alkohol ich odprężał, więc zaczęły się wielopiętrowe narzekania, jacy to nieszczęśliwi w małżeństwach, uciśnieni i zgwałceni. Ze słowa na słowo coraz mocniej czułam, jak bardzo nie chcę tam być.
    I wtedy wstał Maciek. Był tak zaprawiony, że ledwo trzymał się na nogach, ale wstał i ze wstrętem huknął do swoich wieloletnich przyjaciół:
    - Jesteście ostatnimi chujami! Ja kocham moją żonę, wybrałem ją i chcę z nią być do końca swoich dni.
    Po czym opadł łagodnie na kanapę i oddalił się w niebyt, a cisza nastąpiła taka, aż w uszach dzwoniło.
    Poczułam, że ktoś przyszedł i uratował świat. Bo nie dość, że powiedział coś takiego, to jeszcze w skrajnie niesprzyjających dla mężczyzny okolicznościach (Z kolegami się nie napijesz?!!!).

    Mówię to tylko po to, żeby łyżkę miodu w te beczkę dziegciu...

    OdpowiedzUsuń
  14. B Z D URY! Jedyna rzecz z jaką się zgodzę to to, że każdy potrzebuje czasu dla siebie. Reszta - brednie znudzonej swoim zyciem osoby. Bo nie wiem kto inny traci czas na przyczepianie się do żartu i rozdmuchiwanie go do skali problemu narodowego. Nie ma żadnego "ogonu skojarzeń". To wszystko, to tylko stereotypy, z ktorych warto się pośmiać zamiast nadymać się że to przecież nie prawda. Sytuacja z anegdotki - mężczyźni i kobiety żartują między sobą w charakterystyczny dla ich płci, często nieco chamski sposób - wciąż tylko żart. Jeżeli natomiast wspomniany pan mówił serio, to jest zwyczajnie głupi i z tym nic już się nie zrobi. Ludzie warto czasem się pośmiać z życia. Idąc dalej jest wiele kobiet które spełniają się w tym co chcą. Mamy już inne czasy, nie te utarte w STEREOTYPACH. Natomiast jeżeli któraś kobieta, bądź mężczyzna uważa że ślub to był dla nich game over (ta biedna wspomniana przez Ciebie kobieta, która musi zostać w domu np) to jest już ich problem i głupota wykraczające poza stereotyp. W końcu to ty zgodziłeś/łaś się na takie życie. Ty źle dobrałeś/łaś sobie partnera, bądź też Ty nie patrafiłeś/łaś wspomnianego problemu omówić ze swoją drugą połówką. Przestań więc użalać się nad sobą.
    Reasumując, żarty to żarty, a nieumiejętność ułożenia sobie życia to smutny problem. Nie wiążcie tego ze sobą. Jeżeli natomiast ktoś wierzy w stereotypy i wg nich żyje, a ich partner/partnerka to akceptuje, to zostawcie ich w spokoju. Widocznie tak im dobrze.
    Eehhh no i straciłem na Was tyle mojego czasu, Wy smutni ludzie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Too ile tych kobiet alpinistek znasz?

      Usuń
    2. Uwielbiam nadinterpretacje. Taki prosty tekst i aż dziw, ci niektórzy w nim znajdują. Parafrazując, ale wiesz, że naprawdę, naprawdę nie musiałeś nic pisać i lepiej spożytkować cenny czas?

      Usuń
    3. Tak, tak wszystko żart - dopiero gdy żart dotyczy mężczyzn to nie jest żartem, ale obrazą i od razu dżihad. Co do reszty to myślenie chłopka-roztropka, co to ludzie zawsze sobie winni. Z czego widzę - im z kogo większa szuja, tym lepiej kamufluje. Po ślubie zwykle sobie odpuszcza udawanie.

      Usuń
    4. @Anon1, tooo ile znasz kobiet które chciałyby być alpinistkami? Znając wszystkie trudności, niedogodności i zagrożenia z tym związane? Ilu facetów znasz którzy chcieliby być alpinistami wiedząc o problemach i szansach na śmierć? Ja nikogo z żadnej z płci. Zamiast drążyć 'ej czemu nie ma kobiet w tym-i-tym może trzeba się zastanowić po prostu nad ludźmi. A że faceci są naturalnie bardziej chętni podjąć ryzyko (czy to fizyczne, mentalne, finansowe) aby dojść do czegoś większego (albo wszystko stracić, ale cóż, ryzyko to ryzyko) to już inna sprawa. Nie mówię, że nie ma kobiet które chciałyby być alpinistkami, moc z nimi, ale podejrzewam, że byłoby ich dużo mniej niż facetów.

      Usuń
  15. Mój mąż chyba takich problemów nie miał ja też nie(teraz już synek ma 8 lat, więc czasem sobie pozwalamy na wyjście razem). Było mi jednak przykro jak się dowiedziałam po czasie od kolegów męża, że 'nie puszczam go na imprezy z nimi'... To oczywiście był ich wymysł, oni bez żon i dzieci(nawet bez dziewczyn) nie mogli zrozumieć tego, że czasem im odmówił, bo po prostu miał inne plany i od razu zwalili to na mnie... ;/

    OdpowiedzUsuń
  16. Dużo racji. :) Warto dodać, że "z drugiej strony" funkcjonuje podobny paradoks. Wystarczy się przespacerować po którejś z tych rakotwórczych stronek typu torebunia.pl, by zobaczyć, że w mniej więcej równej proporcji są wymieszane memy o tym jak znaleźć (usidlić! ;) ) faceta i zorganizować niezapomniany ślub z tymi o pt. "mój mąż jest gruby i leniwy, a tak w ogóle to nie miałam orgazmu od pół roku".

    Srsly: skoro w tym naszym "ludowym" mempleksie małżeństwo to takie pasmo udręk dla obu stron, czemu tyle ludzi najwyraźniej uważa, że ślub to Ostateczny Cel każdej 20-paro letniej osoby?

    OdpowiedzUsuń
  17. Mój osobisty facet (nie maz), konsultuje każdy wyjazd służbowy, bo mnie sie tez zdarzają, tak żeby było z dzieckiem w miarę po równo, przewijał, karmił a teraz zabiera na basen, czyta i robi wszystko inne. I czasami jak go wykopuje na piwo z kolegami to wykręca sie bólem głowy bo woli zostać w domu, pobawić sie z synem i obejrzeć ze mną film. Da sie ;) Mamy wspólny game over na poprzednie życie, ale w sumie to raczej level up :)

    OdpowiedzUsuń
  18. heh. celnie napisane :) tez nigdy mnie nie bawily dowcipy o facetach czy kobietach usidlonych w zwiazkach. odpoczac od rodziny i sie wyszalec? na wspinaczke w alpy, do baru ze striptizem czy na wyjazd do kopalni wegla moja kobieta sama mnie ciagnie ;) jak jej powiedzialem przed wyjazdem do Czarnobyla, ze zasypali tam najbardziej radioaktywne miejsce na swiecie, i nie dostaniemy sie tam, zrobila bardzo smutna mine :) jasne, zwiazki sie zmieniaja. przybywaja obowiazki, a potem jeszcze wiecej obowiazkow. ale jak masz czasem uczucie, ze nie chce ci sie wracac po pracy do domu, bo chcesz od tego odpoczac, to masz przegrany zwiazek.

    dlaczego nie wybrac sobie kobiety, z ktora mozna razem uciec od codziennosci?
    "kochanie, rzygam praniem i gotowaniem, choc pojedziemy na weekend do rumuni w gory, i bedziemy sie bzykac jak kroliki w jakims lesnym szalasie".

    OdpowiedzUsuń
  19. To ja spróbuję przedstawić kilka wyjaśnień żartowania z "małrzeństwo=więzienie":
    1. Wielu ludzi socjalizuje się marudząc. Jest to szczególnie widoczne u mężczyzn. No taki nawyk.
    2. Koszulka może być sygnałem dla otoczenia że dokonało się już ważnego życiowego kroku. Ciężko wyobrazić sobie facetów piszczących nad obrączką (strasznie to głośne).
    2,5. No i pozwala unikną flirtowania ze strony kobiet.
    3. Jakoś łatwiej przychodzi wykręcić się z popijawy argumentem "Ania prosiła żebym wcześnie wrócił." Choć byłem świadkiem sytuacji to świeżo upieczona małżonka zostawała na imprezie do rana, a mąż wracał do domu bo chciał się wyspać.
    4. "Game Over" nie oznacza jedynie przegranej ale również ukończenie gry sukcesem.
    5. Niektóre kobiety rzeczywiście tuż po ślubie (przez kilka miesięcy) stają się tyranami. Potem relację się normalizują.

    Ciekawe że feministki tak rzadko odwołują się do modelu relacji germańsko-normańskiego czyli mąż może robić poza domem co chce (palić, rabować, odwiedzać nierządnice itd.), a żona miała niepodzielną władzę nad gospodarstwem domowym. Pamiętajmy jednak że większość tych "gosporarstw" opiewała zwykle na kilkunastu niewolników, ogromny dom i przyległości. W niektórych regionach kobieta miała też władzę nad życiem i śmiercią domowników (łącznie z mężem). Minusem był brak władzy publicznej, z wyjątkiem kobiet walczących.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 4. Gry koncza sie "game over" chyba tylko jak wtopisz ;) gra skonczona sukcesem konczy sie "the end" ;)

      Usuń
    2. "Ciekawe że feministki tak rzadko odwołują się do modelu relacji germańsko-normańskiego czyli mąż może robić poza domem co chce (palić, rabować, odwiedzać nierządnice itd.), a żona miała niepodzielną władzę nad gospodarstwem domowym. Pamiętajmy jednak że większość tych "gosporarstw" opiewała zwykle na kilkunastu niewolników, ogromny dom i przyległości. W niektórych regionach kobieta miała też władzę nad życiem i śmiercią domowników (łącznie z mężem). Minusem był brak władzy publicznej, z wyjątkiem kobiet walczących."
      Denne to tłumaczenia, końcówka to żałosna.
      To żyjemy w czasach Wikingów? Też odwołanie do cudzej kultury, która w żaden sposób nie kształtowała związków w chrześcijańskiej Europy. Poza to tyczy się BOGATYCH, warstw uprzywilejowanych, których była garstka. Proponuje wziąć model bliższy rzeczywistości - wieś polska XIX w., gdzie mąż, żona i dzieci musieli zapieprzać.

      Usuń
    3. Nie musimy żyć w X czy XIX wieku by przyglądać się różnym rozwiązaniom i modelom. A tyczyło się to wszystkich WOLNYCH "obywateli", choć masz rację że była to mniej liczna grupa niż niewolnicy i najemni parobkowie.

      Usuń
    4. O ile pamiętam z historii germańskie kobiety często obserwowały swoich mężczyzn w trakcie bitwy, pełniąc podobna rolę jak NKWD na tyłach armii czerwonej. Zdaniem rzymian germanie bali się swoich żon bardziej niż wroga.

      Usuń
  20. Wiesz, że naprawdę, naprawdę nie musisz kupować takich koszulek, skoro jak twierdzisz, nigdy nie zrozumiesz co kieruje ich odbiorcami? Możesz po prostu pozwolić dorosłym ludziom urządzać ich małżeństwo tak jak chcą i żartować na jego temat tak jak chcą?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że możesz pozwolić dorosłym ludziom dyskutować o różnych modelach urządzania małżeństwa jak chcą?

      Usuń
  21. Ja tak tylko w kwestii wypowiedzi pana z prywatnej anegdotki: z jednej strony może i facet jest skończonym idiotą, bo zwala dom i dziecko na swoją żonę a potem dziwi się, że jego żona nie ma ochoty na seks ale z drugiej strony (w moim otoczeniu od kilku lat pojawia się coraz więcej dzieci, więc mogę sobie poobserwować pewne zjawiska) to, że facet jest,jaki jest to może być nasza (kobiet) wina. Znam przynajmniej pięć przypadków, gdzie kobiecie w momencie zostania matką coś w główce przeskoczyło i totalnie odseparowała tatusia od potomka. Przewinąć mu nie wolno, bo nie umie, wykąpać nie, bo pewnie podtopi, przebrać nie, bo jest za mało delikatny i zrobi dziecku krzywdę. Facet w końcu odpuszcza a kobieta później płacze, że ona taka zmęczona a on jest bucem, że jej nie potrafi pomóc.
    Jak tak patrzę na młode mamy to mam wrażenie, że stereotyp, że mężczyzna nie umie zająć się dzieckiem jest ciągle żywy. Pamiętam zdziwienie mojej Teściowej, jak zobaczyła jak mój mąż kąpie i przebiera swoją bratanicę. Jak małej kiedyś trzeba było zmienić pieluchę i szwagier chciał ją przewinąć, to też się rzucała, że ona to zrobi, ona potrafi, że gdzie on się będzie w kupie babrał. Na szczęście szwagier nie w ciemię bity i mamę spacyfikował, ale nie każdy facet będzie miał chęć, siłę i zapał żeby walczyć z kobietami w swoim otoczeniu i w końcu da sobie spokój.

    OdpowiedzUsuń
  22. O, widzę, że kontynuujemy zabawę w przeinaczanie faktów generowany przez to, że kobiety jako ogół podejmują takie a nie inne decyzje (np. mało z nich zostaje alpinistkami, wiele z nich chce być matkami i rodzą dzieci)w problemy. No i rzecz jasna winnymi istnieniach tych "problemów" z pewnością nie są kobiety. Coś jak z brakiem kobiet w STEM na zachodzie - najwięcej na ten temat wypowiadają się panie po różnego rodzaju socjologicznych/artystycznych studiach, nie zauważając, że same nie poszły na fizykę. Ani ich liczne koleżanki.

    No i też jak zwykle mamy podejście - "nie rozumiem żartu, nie podoba mi się, DLACZEGO TAK JEST?". No bo tak jest, bo żart nie w Twoim guście, bo słaby, bo stary i wyświechtany. Ale to wciąż żart a nie przejaw przeciekającego patriarchatu.

    Kiciputku, dlaczego nie zostałaś alpinistką? Mogłabyś być świecącym przykładem alpnistki zostawiającej męża w domu.
    Swoją drogą, może nie znałem żadnej z nazwiska, ale:
    https://www.google.pl/search?q=famus+women+mountaineers&ie=utf-8&oe=utf-8&gws_rd=cr&ei=Y9oVV4HTGsWSU5zhnrgC#q=famous+women+mountaineers
    Kilka ich jednak jest. Może zechcesz mi zarzucić, że "ALE NIE ZNAŁEM ICH ANI TROSZKĘ. Cóż, żadnego alpinisty mężczyzny też nie znam, więc jest fair play.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Coś jak z brakiem kobiet w STEM na zachodzie - najwięcej na ten temat wypowiadają się panie po różnego rodzaju socjologicznych/artystycznych studiach, nie zauważając, że same nie poszły na fizykę. Ani ich liczne koleżanki." Szczególnie, że STEM to bardzo ale to bardzo szeroka dziedzina, bo wlicza się w nią i fizykę i biotechnologię, chemię i nauki im pokrewne. I patrząc na różne kierunki ilość kobiet może się różnić.

      Usuń
    2. Also yes.

      W labach dwóch oddziałów PANu jest zdecydowana przewaga kobiet jeżeli chodzi o pozycję adiunkta.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  23. "No po prostu nie rozumiem żartu." Moim zdaniem powinno się go w takim razie bezwzględnie zakazać! Albo lepiej, zmienić na smutną pannę młodą, wtedy będzie nie tylko zabawnie, ale też prawdziwie, bo "Niestety, jeśli chodzi o życie towarzyskie i zawodowe, to w naszym społeczeństwie ślub stanowi "game over" najczęściej właśnie dla kobiet."

    Pomijając pretensje o żarty które Autorki nie śmieszą, zastanawia mnie jedna rzecz. Biorąc za przykład pana z anegdotki - załóżmy że nie było to małżeństwo aranżowane, więc Asia musiała tego pana znać wcześniej, zapewne spotykać się z nim (może mieszkać wspólnie), być może był też okres narzeczeństwa, być może nie, ale od spotkania do urodzin dziecka minęło trochę czasu. Załóżmy też że Asi obecny stan rzeczy przeszkadza.
    Nie wierzę że przez ten cały czas pan był pomocnym, kochającym partnerem gotowym nie tylko do dzielenia obowiązków, ale do poświęceń by partnerka mogła uprawiać swoje hobby, na przykład ten nieszczęsny alpinizm. I dopiero po narodzinach dziecka to się pozmieniało. Dużo bardziej prawdopodobne że Asia uległa popularnemu niezależnie od płci kłamstewku że "po xxx się zmieni", gdzie xxx to ślub, zamieszkanie razem, urodzenie dziecka. W takim wypadku pozostaje zwalić odpowiedzialność za własne błędne decyzje na cokolwiek, na przykład patriarchat, albo społeczeństwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie to nie zawsze chodzi o uleganie kłamstewku. Może mi się świetnie żyć z partnerem, możemy razem gotować jak akurat nie jesteśmy w pracy, możemy razem sprzątać raz w tygodniu i może być idealnie. A i tak może zdarzyć się, że po narodzeniu dziecka facet stwierdzi nagle, że póki było sprzątanie i gotowanie to ok, ale teraz to już za dużo roboty. Kobieta nie jest w stanie sprawdzić partnera na 100% ZANIM się to dziecko nie urodzi. Np. mój facet zaczyna teraz widywać niemowlaki, którymi przychodzą pochwalić się jego koledzy - i budzi mu się instynkt tacierzyński. W momencie gdy uświadomiłam mu w jakieś rozmowie jedną prostą sprawę - (niemowlak oznacza często wstawanie całymi dniami i nocami co 2-3 godziny - a on ma gigantyczne problemy z oderwaniem się od łóżka) z zapału "chcę być tatą, choćby już" zmienił szybko front na "to ważna decyzja, trzeba będzie to dobrze zaplanować". To często wiąże się z tym, że faceci niby mają świadomość że jest ciężko z dzieckiem, że wszystko się zmienia, ale traktują to jak frazes. Trzeba im mocno nakłaść do głowy, najlepiej z przykładami, ILE jest tej roboty realnie. Jeśli nie będą wiedzieć przed, to bardzo szybko wycofają się do swojej "męskiej jaskini" jak będzie już po fakcie. Jak jeszcze podeprą się takimi żartami, to już będzie im zupełnie wygodnie - przecież takie jest ich prawo do odpoczynku.
      Dlatego kompletnie nie widzę powodu zwalania winy na Asię. Nie zawsze jesteś w stanie powiedzieć jak człowiek zachowa się w danej sytuacji, dopóki się w tej sytuacji nie znajdzie. A pierwsze dziecko to bardzo nietypowa sytuacja dla każdego.

      Usuń
  24. "...W małżeństwie nie ma dziś nic atrakcyjnego dla mężczyzny. Co dokładnie oferuje dziś małżeństwo mężczyźnie? "Mężczyźni wiedzą, że istnieje spora szansa, że stracą swoich przyjaciół, poważanie, swoją prywatną przestrzeń, swoje życie seksualne, swoje pieniądze, a - jeśli wszystko potoczy się według najgorszego scenariusza - swoją rodzinę" - pisze dr Helen Smith w książce "Men on Strike" ("Mężczyźni strajkują"). "Mężczyźni nie chcą podpisaywać żadnego kontraktu z kimś, kto faktycznie może zabrać im połowę oszczędności, pensji i własności, kiedy skończy się miesiąc miodowy. To nie jest tak, że mężczyźni "wymiękają" pozostając poza małżeństwem lub czegoś się boją. Oni są po prostu inteligentni"..."
    Fronda - i wszystko jasne.
    http://www.fronda.pl/blogi/przez-boga-do-czlowieka-przez-czlowieka-do-boga/dlaczego-zaden-mezczyzna-nigdy-cie-nie-poslubi,44867.html

    OdpowiedzUsuń
  25. To działa w obie strony. Zrzymanie się że role kobiety i mężczyzny nie są takie same jest nonsensem. No nie są i tyle. Znam niewiele kobiet które w związku z narodzinami dzieci brały drugi etat albo porzucały spokojną ale średnio płatną pracę i szły do nieprzyjemnego korpo bo kasa większa. A znam sporo takich ojców. Takie jest życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno jednocześnie wrzeszczeć z bólu na porodówce i pisać raport w korpo. Trudno jednocześnie mieć wiszącego noworodka na cycku i prowadzić prezentację dla kierownictwa. Trudno też matce zostawić niemowlaka na pierwsze pół roku w domu (ok. 24 tygodnie), gdy ojcu przysługuje max 6 tygodni urlopu tacierzyńskiego i 2 tyg ojcowskiego.
      Tego pierwszego się nie zmieni. Ale jakby to drugie było bardziej elastyczne, to może i więcej kobiet brałoby te dwa etaty.

      Ja z kolei znam masą kobiet, które "urodziły" ten dodatkowy etat - 24-godzinny. Ich mężowie zostali przy 8-godzinnym i migają się od wyrównania czasu pracy w małżeństwie. Więc jest się o co zrzymać jak najbardziej.

      Usuń
  26. To działa w obie strony. Zrzymanie się że role kobiety i mężczyzny nie są takie same jest nonsensem. No nie są i tyle. Znam niewiele kobiet które w związku z narodzinami dzieci brały drugi etat albo porzucały spokojną ale średnio płatną pracę i szły do nieprzyjemnego korpo bo kasa większa. A znam sporo takich ojców. Takie jest życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta, tylko pytanie czy robiły tak dlatego, że "biologia" im kazała, czy dlatego że nawet nie pomyślały, że można inaczej.

      Usuń
    2. Po pierwsze - pewnie ile kobiet tyle odpowiedzi chociaż większość moich znajomych, nawet takich które przed urodzeniem dziecka w pracy się całkowicie spełniały i zatracały po tym jak zostały matkami zaczynały inaczej organizować swoje życie, bo rozwój ich dziecka był dla nich czymś ważnym i nie chciały przegapić pierwszych kroków, pierwszego słowa itp. Po drugie: ciężko, żeby krótko po urodzeniu dziecka kobieta brała drugi etat albo brała dużo nadgodzin bo sorry, ale przez pierwszych kilka miesięcy dziecko jest w dużej mierze zależne od matki chociażby pod tym względem, że to ona rodzi, to ona po tym porodzie musi dojść do siebie i fizycznie i hormonalnie (bo po porodzie cała masa "funkcji" w organizmie się przestawia), ona też karmi. Jeśli dziecko jest na butelce to sprawa jest łatwiejsza, ale jednak dużo kobiet chce karmić piersią a przynajmniej początkowo próbuje. I ciężko pracować na dwa etaty lub brać nadgodziny w momencie, gdy z piersi ci się leje bo nie nakarmiłaś/nie zdążyłaś odciągnąć a trzymiesięczne dziecko w domu płacze, bo jest głodne.

      Usuń
  27. <>

    Ale przecież wiesz... mogły po prostu... nie wychodzić za mąż?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To odnośnie:

      Niestety, jeśli chodzi o życie towarzyskie i zawodowe, to w naszym społeczeństwie ślub stanowi "game over" najczęściej właśnie dla kobiet.

      Usuń
  28. bo to w ogóle bez sensu jest takie postawienie sprawy... jakoś bycie z żadną kobitką z którą byłem lub jestem /ze ślubem, czy bez ślubu/ nigdy nie było dla mnie żadną pułapką, wysysaniem wolności i radości życia... związek partnerski to taki, że oboje razem ustalają reguły gry, oni są tylko do tego uprawnieni, a nie jakieś tam zwyczaje... a gdy ktoś się w tych regułach źle czuje, to się albo je zmienia, albo gdy nie idzie się dogadać z drugą stroną, to się związek kończy...
    kiedyś znajomy chciał mi zrobić prezent przedślubny i wręczył mi pakiet gotowych zaproszeń z takim idiotycznym rysunkiem kolesia z kulą u nogi... upiekliśmy na nim kiełbaski na ognisku na jakiejś imprezce już po ślubie... na pakiecie znaczy, nie na znajomym... ja wiem, nieekologicznie i niezdrowo to jakoś było, bo farba drukarska, metale ciężkie, takie sprawy... ale przy tej ilości uznaliśmy wtedy, że nie ma to zbytniego znaczenia...

    OdpowiedzUsuń
  29. Nie do końca zgadzam się z Tobą, Kiciputku :)
    Myślę, że niekoniecznie żartowanie ze ślubu może być taką straszną rzeczą, owszem, zdarzają się panowie, którzy uważają ślub za koniec życia towarzyskiego czy jakiegokolwiek innego. Ja jednak, będąc osobą dość zdystansowaną i lubiącą sobie pożartować, nie miałabym nic przeciwko figurce na torcie, która przedstawiałaby mnie ciąnącą za krawat przyszłego/hipotetycznego męża :) Wręcz przeciwnie, to wg.mnie po prostu przedstawienie dystansu do sprawy, zawarcie związku małżeńskiego to nie jest aż tak duża zmiana dla osób, które żyją ze sobą już ładnych parę lat i które znają się jak dwa łyse konie.
    Problem faktyczny stanowi faktycznie podejście do rodziny. Mam to szczęście, że sobie na głowę wejść nie dam nawet własnemu facetowi, bądź co bądź związek musi się opierać na obopólnych obowiązkach, a nie na wykorzystywaniu jednej strony kosztem drugiej (niekoniecznie kobiety, zdarzają się przypadki kiedy kobieta całkiem nieźle wykorzystuje dobroć partnera). Tylko czy to podejście to naprawdę AŻ TAKA wina żarcików o ślubie? Może, odrobinę, ale nie demonizujmy biednej figurki na torcie weselnym. Moim zdaniem większy wpływ na to mają po prostu utarte schematy - baba w domu, facet niech lata po świecie. I to moim zdaniem trzeba zmienić. Ale nie pozbywajmy się dystansu do siebie i do świata :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimko, jeśli mogę Cię bezpośrednio spytać o komentarz do pewnej sytuacji? Mam znajomego, który pracuje w firmie IT - znaczenie ma to takie, że większość pracowników w dziale to dość nowocześnie nastawieni ludzie w wieku "okołożeniaczkowym", ze znaczną przewagą mężczyzn. Znajomy ten co i rusz przytacza mi teksty i żarty, które tam "lecą" - stałym repertuarem jest narzekanie "związanych" żonami czy dziewczynami w stylu tego "game over": "nie przyszaleję na imprezie, bo kobieta", na wyjeździe integracyjnym "wreszcie sobie od rodzin odpoczną". Zwykle w żartobliwym tonie, ale też i jako zwykle narzekanie. Znajomy też czynnie w tym uczestniczy. Tyle że z tego co wiem, jest naprawdę szczęśliwy w związku. Ba, dziewczynę ma tzw. "równą", która niemal sama go wyrzuca z domu na piwka z kumplami z pracy, tylko on woli ten czas spędzić z nią. Prawdopodobnie inni mają podobnie, tym bardziej że często to właśnie czyjaś żona rozwozi towarzystwo po integracyjnych piwkach do domów... Tylko w takim razie po co wzajemnie się nakręcać w "nieszczęśliwości i uciemiężeniu"?

      Usuń
    2. Żony też nie raz, nie dwa narzekają na mężów :) Zwykle w żartobliwym tonie, moje zdanie jest takie że nie warto popadać w paranoję ani doczepiać niewiadomo jakich łatek zła i diabołstwa do pozornych rzeczy. A co do sytuacji, którą przytoczono, skoro żadnej ze stron to nie przeszkadza, oboje są zadowoleni ze swojego związku (a ponadto jestem pewna że kobieta o swoim facecie też niejedno mówi) to dlaczego dołączać do tego ideologię, ot, zwykłe udawane narzekanie na siebie nawzajem. Takie droczenie się.

      Usuń
  30. Kurde praktycznie każdy artykuł Kiciputka da się skomentować w ten sam sposób...
    a mianowicie:
    Przestań traktować to, co ludzie mówią, do bólu dosłownie. Wyjmij kijek z dupy i w końcu może odnajdziesz radość życia. Jak ktoś w tak młodym wieku może już być tak zgorzkniały... i to w zasadzie tylko wynika ze sposobu, jak patrzy na świat.

    Faceci tak rozmawiają między sobą i z osobami, które uważają za swoje bliskie kumpele, bo tak mają i już. Każda sytuacja ma swoje plusy i minusy.
    Żaden facet nie widzi małżeństwa jako spełnienia swoich wszyskich marzeń bez żadnego wyjątku, choćby nie wiem jak się zarzekał że rodzina to jego największe szczęście. Życie to sztuka kompromisu, a takie teksty, nawet jak padną gdzieś, to jeżeli Cię urażają... powinnaś nauczyć się je ignorować i tyle. Krzywda nikomu żadna się nie dzieje...
    Nie jest nigdzie napisane, że jak facet zamarudzi, to w afryce umiera z pragnienia kolejny mały murzynek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Psychologowie mawiają: "podświadomość nie ma poczucia humoru". Każdy żart to taka kropla, która niezauważalnie rzeźbi światopogląd. Jeden - dwa wydają się niewinne, ale odpowiednio dużo może wydrążyć jaskinię.

      Usuń
    2. Ojej, a ja tyle żartów o matwych płodach i dzieciah opowiadałem. Co to ze mną teraz będzie? Ni chybi lada dzień zacznę mordować dzieci i wkładać je do beczek.

      Usuń
    3. Rozumiem, że faceci tak między sobą gadają, żeby wyglądać bardziej macho, lub czuć się bardziej macho... a jednak mam na to podobne spojrzenie jak Kiciputek - zawsze zastanawiało mnie, po co w takim razie ci faceci się żenią? Czy chodzi tylko o to, że tak na prawdę chcą być z kobietą, ale wstydzą się do tego przyznać przed światem? czy o coś innego? Może jako prawdziwy facet byłbyś w stanie mi to wytłumaczyć (nie jest to atak, po prostu naprawdę interesuje mnie wasz punkt widzenia i motywacja]?

      Usuń
  31. Moja podświadomość na pewno ma więcej poczucia humoru niż Kiciputek

    OdpowiedzUsuń
  32. Jestem bardzo zainteresowany tym blogiem. Regularne dodawanie wpisów i świetne redagowanie i konkretyzowanie materiałów. Można dodać do ulubionych!

    OdpowiedzUsuń