Kiciputek: Internet nie leczy

poniedziałek, 21 września 2015

Internet nie leczy



Czy znacie takie osoby, które za nic w świecie nie pójdą do lekarza, bo "jeszcze coś wykryje i będzie kłopot"? Spokojnie, dzisiaj nie chcę nikogo wyśmiewać. Nie ma nic dziwnego w tym, że ludzie często podchodzą do swojego zdrowia w sposób emocjonalny, a wiadomo, że emocje nie zawsze chcą się dogadywać z racjonalnym myśleniem. 

Dlatego dzisiaj spróbuję odstawić emocje na bok i poprodukować się trochę o zagrożeniach związanych z próbami leczenia się przez internet. Oczywiście nie chcę tu wpadać w ton cyber-paniki typowy dla pokolenia baby boomersów. Nie będę pisać o tym, że internet i smartfony zmieniły nas w bezmyślne i leniwe zombie. Internet to wspaniałe narzędzie, które ułatwia nam życie na milion sposobów. Niestety, jeżeli chodzi o usługi medyczne czy diagnozę wciąż nie jest w stanie zastąpić kontaktu ze specjalistą. Przede wszystkim dlatego, że - no cóż - pełno w nim ludzi, którzy niekoniecznie wiedzą o czym mówią. Wyłowienie z tego oceanu śmiecia informacji faktycznie użytecznych może graniczyć z cudem. A właściwe ich zinterpretowanie już raczej przerasta możliwości laika. 

Myślicie, że tłukę wam do głowy oczywistości? Może tak, ale według statystyk Scanmedu, 9 na 10 Polaków szuka w internecie informacji na temat zdrowia. Połowa Polaków robi to częściej niż raz w miesiącu. 35% internautów szuka tych informacji na forach ogólnotematycznych, na których, jak wiadomo, wypowiadają się najczęściej ludzie o medycynie niemający zielonego pojęcia. I aż 50% deklaruje, że leczyło siebie lub bliskich metodami znalezionymi w internecie! Na wizytę u specjalisty po wykryciu niepokojących objawów decyduje się tylko... 34% badanych. 

Dość niepokojące dane. Dlatego dałam się namówić na mały test, żeby zweryfikować jakość medycznej auto-diagnozy w internecie. Zadanie przedstawia się tak:

"Zdiagnozuj się na podstawie poniższego opisu dolegliwości i informacji znalezionych w sieci. Pamiętaj, aby uwzględnić w diagnozie swój styl życia, wiek i płeć.

Jest połowa września. Wstajesz rano, jest 8:00. Czujesz się lekko osłabiony i zmęczony, chociaż w nocy spałeś dobrze i położyłeś się spać przed północą. Dzień zaczynasz od mocnej kawy i to stawia Cię na nogi, jednak po chwili czujesz lekkie palenie w przełyku.

Podczas porannego prysznica zauważasz na lewym boku swędzącą, czerwoną wysypkę w postaci sporych czerwonych plamek. Swędzenie nie mija w ciągu dnia, ani po kilku dniach. Po około tygodniu zaczynasz czuć lekki ból stawów podczas porannego wstawania. "


W pierwszej kolejności postanowiłam skorzystać ze stron oferujących profesjonalną, automatyczną diagnozę na podstawie krótkiego testu. Podałam w nim swój wiek, wagę i płeć, a później po kolei odpowiadałam na pytania dotyczące występujących u mnie objawów. Niestety, algorytmy programu okazały się wyjątkowo marne - internetowy "lekarz" potraktował każdy z moich objawów osobno i zdiagnozował u mnie niezależnie zapalenie gardła oraz liszaja. 

Podczas drugiego podejścia postanowiłam więc wykonać mały research na własną rękę. Wujek googiel skojarzył od razu moje objawy z półpaścem i przekierował mnie na różne fora ogólnotematyczne, na których inni użytkownicy zwierzali się z podobnych problemów. Zamiast konkretnych wskazówek diagnostycznych większość odpowiedzi zawierała wpisy ludzi o zupełnie innych objawach, którzy po prostu chcieli się wygadać na temat własnych problemów zdrowotnych. Przygnębiające, ale niezbyt pomocne.

Trzecim rzutem trafiłam na bardzo podejrzaną stronę na temat tak zwanej "medycyny alternatywnej" (czyli po prostu takiej, która nie daje żadnych sprawdzalnych naukowo efektów). Dowiedziałam się z niej, że zgodnie z moimi objawami niechybnie zarażona jestem pasożytem. Nawet nie zdążyłam się przestraszyć, bo szybki zerk na tabelkę objawów uświadomił mi, że według autorów strony pasożytem można wyjaśnić właściwie wszystko, od nieświeżego oddechu po raka. 

Podsumujmy: na czym stoję? Może mam zapalenie, może liszaja, może półpaśca. Prawdopodobnie to trzecie. Rewelacje o pasożytach pozwolę sobie zbyć milczeniem. Co mogę z tym zrobić? Internauci proponują mi... zioła i homeopatię. Niby nic takiego, co jest złego w ziółkach i wodzie z cukrem? Może nie zaszkodzą, ale jeżeli zastąpią wizytę u specjalisty, może się to skończyć nieciekawie. Żeby dotrzeć do faktów skonsultowałam się z prawdziwym lekarzem - okazuje się, że niektóre postacie półpaśca nieleczone mogą prowadzić do upośledzenia widzenia. 

Nie wiem jak wy, ale ja jestem już pewna : gdyby to nie był test, tylko życie - po prostu poszłabym do lekarza. 

Zerknijcie zresztą na oficjalny spot kampanii - miałam w niego swój skromny wkład graficzny i nie tylko. 





46 komentarzy:

  1. Zgadzam się, że internet nie leczy i z niepokojącymi objawami należy udać się do lekarza, ale nie wyśmiewałabym kwestii pasożytów. Dają bardzo dużo objawów, a że większość z nich kojarzy się głównie z innymi chorobami, lub jest mało męcząca, zazwyczaj wychwytuje się je bardzo późno, gdy chory jest już mocno zarobaczony. Ale to tez może, a wręcz powinien, zdiagnozować lekarz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakie to gatunki pasożytów i jakie dają objawy? Co to jest "mocne zarobaczenie"?

      Usuń
  2. Jako osoba, która często ma problemy zdrowotne (choroba przewlekła leczona immunosupresją sprawia, że łapię różne schorzenia poboczne), w pełni popieram rozsądne korzystanie z Internetu.
    Choć nie powiem - nieco mnie bawi, że po przeczytaniu objawów "zadania", natychmiast pomyślałam "półpasiec". Głównie dlatego, że sama go przeszłam (zdiagnozowała go szkolna lekarka i odesłała do specjalisty). Dobrze, że o tym piszesz, Kiciputku

    OdpowiedzUsuń
  3. A na pasożyty, jak wiadomo, smarujemy się mąką http://forum.gazeta.pl/forum/w,577,31128950,,lamblie_a_kapiele_w_ziolach_itp_.html?v=2 ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak śmiesz dyskutować z internetem! ;-)
    Pewnie nabiłam dużo odsłon w tym badaniu. Często szukam informacji na tematy związane ze zdrowiem i leczeniem niekonwencjonalnym, ale do głowy mi nie przyszło, żeby wierzyć pierwszej lepszej stronie bez sprawdzenia wiarygodności informacji i przeczytaniu jakichś fachowych artykułów. I, co najważniejsze, diagnozuję się u lekarza, a w necie szukam dodatkowych informacji i innych sposobów leczenia (tabletki mi szkodzą i unikam jak mogę). Ale nie na forach! Jest tyle wartościowych stron o zdrowiu, lekarze i naukowcy publikują wyniki swoich badań... No, ale... O_o

    Jestem jednym z tych smutnych przypadków, który kilka razy wylądowałby w szpitalu z powikłaniami przez niekompetencję lekarz POZ, a uratował mnie właśnie internet i własny rozum, ale nawet ja nie ogarniam tego zjawiska. Może to jakiś sposób Matki Natury na kontrolę liczby urodzeń? Odsiew jednostek głupich i niemyślących poprzez zanik instynktu samozachowawczego?

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam wrażenie, że u Polaków może wiązać się to z brakiem zaufania do lekarzy. Po pierwsze lekarz też może źle zdiagnozować, a niektórzy w ogóle nie douczają się po studiach i leczą tak samo przez 20 lat, pomimo że nauka idzie do przodu. Często słyszałam historie, zwłaszcza od starszych osób albo chorujących przewlekle na rzadkie choroby jak to źle zdiagnozowana choroba i źle przez to dobrane leki doprowadziły ich do jeszcze gorszego stanu. Żeby daleko nie szukać, mojej babi zapisano tabletki na nadciśnienie które miały fatalne skutki uboczne, przez co zniszczyło się jej mnóstwo naczyń krwionośnych w nogach. Lekarz jej nie posłuchał pomimo że mówiła, że ma problemy z krążeniem. Ja się wcale nie dziwię, że niektórzy ludzie wolą leczyć się naturalnymi metodami, pić zioła i zmienić styl życia niż faszerować tabletkami o trudnych do przewidzenia skutkach ubocznych. Po drugie większości Polaków nie stać na wizyty prywatne, a świadczenia NFZ mocno odbiegają od sensownego poziomu jakości. Dużo lekarzy po prostu nie interesuje się pacjentem, wysłucha objawów i zapisze tabletki i do widzenia.

    Z drugiej strony nie nawołuję też do wrogiego nastawienia do lekarzy, ale nie da się ukryć, że ciężko trafić na rzetelnego lekarza, który nie potraktuje pacjenta jako kolejnego nazwiska w systemie, wysłucha, zainteresuje się i postara dobrać właściwą terapię. Ja bardzo szanuję lekarzy, robię wszystko co mi każą (szczególnie jeśli ich porada wychodzi ponad diagnozę i zapisanie recepty), ale jak słyszę że koledze trzy razy w roku lekarka zapisuje antybiotyk na przeziębienie, to mnie szlag trafia :)

    Last but not least, te obśmiane "naturalne metody leczenia" i "ziółka" też mają potężne zdolności lecznicze, często właśnie bagatelizowane jako "nieprawdziwe". A są to zupełnie pełnoprawne środki lecznicze, zbadane i opisane nie tylko przez lekarzy i naukowców, ale pokolenia praktyki prostego ludu. Z niektórych ziół w ogóle nie powinno się korzystać bez konsultacji z lekarzem, np. piołun, glistnik jaskółcze ziele, wrotycz. Tylko co z tego, skoro lekarzy na studiach medycznych nie uczy się o właściwościach tych ziół tylko każe przepisywać tabletki. Mam ogromny szacunek do takich lekarzy, którzy poza przepisaniem lekarstwa doradzą np. wprowadzić zmiany w diecie i stylu życia, więcej ruchu czy warzyw, czy zalecą pić więcej płynów. Człowiek to nie jest maszyna w której wystarczy naprawić jedną dźwignię żeby wszystko wróciło do normy - to żywy organizm, który trzeba traktować całościowo.

    Nie chcę twierdzić że wszystko można wyleczyć "wiedzą" z internetu, ale nie popadajmy w skrajności. Ślepa wiara w autorytet lekarza to taki sam mit, jak ten że każdy pigularz chce naszej zguby. ;) Pozdrawiam, antropolog mający na co dzień styczność z lekarzami (mnogość moich znajomych)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W polsce lekarze często są przemęczeni (praktyka publiczna + prywatna + papierki do NFZ). Druga sprawa że utarło się że na każde schorzenie bierze się tabletki, bo mówią nam o tym reklamy. Polacy są praktycznie lekomanami, a medycy nie przepisują leki bo "zawsze się tak leczy".

      Sam jako hipochondryk unikam szpitali żeby nie wmawiać sobie chorób, bo jestem świadomy swoich skłonności. I zastanawia mnie ilu obywateli wmawia sobie objawy jak tylko o nich przeczyta.

      Usuń
    2. Prawda jest taka, że lekarze pracujący w polskiej służbie zdrowia są niesamowicie zmęczeni tym wszystkim co się dzieje. Ciocia jest lekarzem rodzinnym i mówi, że kocha swoją pracę, ale nienawidzi matek z małymi bachorami, które wiedzą najlepiej co dolega ich dziecku... W ten sposób ona przepisuje tabletki i matka jest szczęśliwa, bo bez recepty ani rusz
      I tu nie chodzi tylko o nie, a o wszystkich, bo przeświadczenie jest takie, że tabletki pomogą na wszystko.

      Usuń
  6. Tak poza tematem, będzie jakiś wpis post-coperniconowy?

    OdpowiedzUsuń
  7. Sensownych lekazy jest tyle co kot napłakł xP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Specjaliści uciekli do UK albo inną zagranicę, bo lepiej płacą, a w Polsce zostały konowały.

      Usuń
  8. A najgorsze jest to, że lekarze bywają wcale nie lepsi od takich internetowych specjalistów. Nie zrobią dokładnego wywiadu, nie zlecą badań, tylko przepiszą byle co, byleby się hajsik zgadzał. Nic dziwnego, że tyle ludzi niechętnie chodzi do lekarza.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też nabiłam te staty, ale usprawiedliwiam się sporą ilością medycyny przerobionej na studiach, jestem w stanie odróżnić medyczne strony od pseudomedycznych, rozumiem zasady działania leków i jestem w stanie samodzielnie określić, czy dany środek z fizjologicznego punktu widzenia ma prawo działać.
    Hasło o lekarzu, który na pewno ,,coś wymyśli i będzie kłopot" jest dla mnie absurdalne, gdyż zawsze spotykałam się z czymś zupełnie odwrotnym-lekarze ignorowali moje objawy i twierdzili, że nic mi nie jest-na przykład przez kilka lat nie doprosiłam się sensownej porady odnośnie przewlekłej bezsenności, spałam w kilkuletnim okresie średnio raz na trzy-cztery dni, często miałam halucynacje z braku snu i to dla lekarzy było nic. Nic mi nie było także podczas trwającego miesiąc kaszlu, podczas omdleń ani trwającego dwa tygodnie zaparcia. Nie zdziwię się, jak teraz uznają, że łapanie zadyszki po wejściu na pierwsze piętro to też nic. Trzymajcie za mnie kciuki, wizyta po skierowanie do kardiologa już za tydzień-tyle się czeka w scanmedzie ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Pozwolę sobie coś dodać, bo poznałam trochę internetowe leczenie od kuchni.
    Parę ładnych lat temu było w Polsce trochę lekarzy, którzy wierzyli, że internetowe poradnie są bardzo dobrym pomysłem - pomagały powstrzymać ludzi, którzy z temperaturą 37 stopni, utrzymującą się już od trzech godzin gotowi są gnać do lekarza i kierowały do lekarzy osoby, które uważały, że w zasadzie nic im nie jest, ale tak jakoś źle się czują, ale nie tak bardzo... a po opisie dolegliwości wychodziło, że powinny natychmiast iść do lekarza.
    Pomysł świetny, porad udzielali lekarze (każdy zajmował się swoją specjalizacją), więc dlaczego nie zadziałało? Z dwóch powodów. Po pierwsze - problem systemowy. Wielu lekarzy nie traktowało poważnie swoich kolegów po fachu, którzy udzielali się w internecie (NIE diagnozowali pacjentów, tylko doradzali im, szczególnie tym, którzy nie chcieli czekać na skierowanie, a nie wiedzieli, do jakiego specjalisty się zapisać). Jeśli coś było w internecie, to było złe i już. Nawet "The Merck Manual" liczy się przecież tylko na papierze. Po co więc dopuszczać w ogóle myśl, że pacjent napisze lekarzowi mail z pytaniem, czy na wizytę powinien umawiać się za jakiś czas czy już-teraz-natychmiast? Taki pacjent może sobie poczekać w rejestracji i zarejestrować się na wizytę w przyszłym miesiącu.
    Był też (równie poważny) problem drugi - pieniądze. Wszyscy lekarze (z portalu, którego działanie znam i opisuję, a który już nie istnieje) pracowali za darmo. Nie odsyłali pacjentów do swoich gabinetów. Portal w założeniu utrzymywać miał się z reklam. Tylko pytanie - kto zamieszcza na stronach informacje o lekach? Kto je reklamuje? Duże firmy reklamowe sprzedają kampanie wielkim koncernom farmaceutycznym. Czy można sprzedać takiemu koncernowi miejsce na reklamę na największym polskim bezpłatnym portalu, gdzie porad udzielają lekarze? Nie. Można tę przestrzeń sprzedać firmie, która wybierze, jakie reklamy tam zamieści. Czyli twórcy portalu nie mają żadnej kontroli nad tym, co na ich stronie będzie reklamowane. To przecież bez sensu, portal ma być wiarygodny.
    I w ten sposób nie mamy medycyny przez internet (rozwijanej w różnych krajach) i chyba... słusznie. Bo jak widać nie jest ona potrzebna w naszym systemie. My możemy za darmo zapytać o radę na stronach, gdzie dowiemy się też, jak przestać obgryzać paznokcie, jak pozbyć się moli spożywczych, a za pomocą suplementu diety pozbędziemy się upławów (kupimy ubrania/buty/ziółka/cokolwiek).

    OdpowiedzUsuń
  11. Zrobiłam tę głupotę dwa razy - pierwszy raz w desperacji, szukając sposobu na złagodzenie bólu ucha (dopiero poczułam czym jest ból, jak zastosowałam jedną z tych genialnych internetowych metod - ale czuję się leciutko usprawiedliwiona, bo był środek nocy i byłam półprzytomna, garść apapów mnie z czasem ululała, a rano poszłam do lekarza), a drugi raz wczoraj - zachorował mój pies a weterynarze trochę nabrali wody w usta, więc zaczęłam szukać informacji. Według internetów moim zajęciem na teraz powinno być wybieranie odpowiednio sympatycznej jabłonki, pod którą psa już niedługo pochowam.
    W rzeczywistości jego choroba jest dość poważna, ale nie aż TAK.
    Zapobiegawczy płacz przez pół popołudnia był zdecydowanie niepotrzebny.

    OdpowiedzUsuń
  12. A tam. Tak jak z wieloma innymi rzeczami, wystarczy korzystać z głową i zdrowym rozsądkiem, których pewnie większość poszkodowanych przez internetowe diagnozy używa źle. Zaś przypadek opisany jako "test" wydaje mi się być słaby i mglisty. Wszystko jest "lekkie", mało uciążliwe, a każdy symptom wygląda na powodowany przez osobny błahy czynnik.

    OdpowiedzUsuń
  13. Te opisane w teście objawy to BORELIOZA, na pewno!!! ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Oj Kiciputku pozazdrościłaś bloga Bartowi, przyznaj się. ;) W internecie to można sprawdzić objawy, ale najlepiej skonsultować z lekarzem + badania. To zależy gdzie się trafi, bo są fora dla chorych na coś, gdzie ludzie wspierają w problemie i znaleźć pożyteczne informacje (jaki lekarz dobry, jakie badania zrobić). Lekarze to narzekają na Google, bo przychodzą pacjenci z chorobą studenta medycyny, którzy żądają sprzętu jak u dr House.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze mu zazdrościłam bloga :D niestety nie mam tyle wiedzy, co Bart, więc włączam się w akcję tylko bardzo ogólną notką - żeby szerzyć ideę.

      Usuń
  15. Poza szydzeniem z ludzi, warto by było zadać sobie pytanie dlaczego ktoś szuka porady w internecie. To nie jest tak, że wszystkie te osoby "leczą się w internecie", bo nie chce im się ruszyć do lekarza. Bardzo dużo osób próbuje się czegoś dowiedzieć z internetu, bo:
    -Kolejka do specjalisty jest długa i trzeba czekać nawet rok
    -Pacjent był na wizycie u lekarza, ten mu nawet coś zdiagnozował, coś przepisał, ale absolutnie nic mu nie wytłumaczył, więc ten próbuje w internecie otrzymać jakiekolwiek informacje
    -Pacjent był na wizycie u lekarza, ale terapia nie przynosi skutku, jednocześnie nie jest pewny diagnozy, bo nie dostał gwarancji, że to to a nie coś innego
    -Pacjent był już u wielu lekarzy, ale żaden nie był w stanie mu pomóc
    I wiele wiele innych.
    Niestety problem tkwi głębiej. Uważam, że przedstawianie ludzi, którzy szukają informacji na tematy zdrowotne jako debili jest bardzo przykre i krzywdzące. Dużo większym problemem jest to, że jesteśmy leczeni nie przez internet, a przez reklamy (tym samym reklamowane suplementy). Teraz na wszystko jest lekarstwo dostępne bez recepty. I naprawdę jest masa, dosłownie MASA ludzi, którzy np łykają przez 3 lata magnez (non stop) tylko dlatego, że reklama im powiedziała, że to jest dobre na wszystko.
    Ludzie też zapominają, że przy wielu chorobach dieta i wysiłek fizyczny ma ogromne znaczenie. Przykładowo: uporczywą zgagę można wyleczyć przez unikanie konkretnej listy spożywanych produktów , o czym lekarz nie zawsze będzie pamiętał, bo lekarz zna się na lekach, ale na dietetyce niekoniecznie.
    Plus człowiek nie jest ani zwierzęciem, z którym nie można porozmawiać, ani otwartą księgą, w której od razu ma się rozpisane wszystkie objawy. Czasem czytanie o różnych chorobach w internecie pomaga pacjentowi zastanowić się nad tym co właściwie jest istotne przy rozmowie z lekarzem, czy dany objaw jest nieistotny, czy może jednak warto o nim wspomnieć.

    PS życzę komentujacym by nigdy im się nie trafiło chorowac na boreliozę czy pasożyty. Wszyscy są tu bardzo wyedukowani, więc na pewno poradziliby sobie z tak błahymi rzeczami jak jakieś głupie robaki i bakterie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama prawda, podpisuję się pod tym rękami i nogami.
      Na boreliozę choruję od pięciu lat (jak nie dłużej), internet i medycyna alternatywna wyciągnęły mnie z najgorszego stadium choroby, stanęłam na nogi, a lekarze konwencjonalni nie potrafili, a w zasadzie nawet nie próbowali mi pomóc.

      Usuń
  16. Zdarzało mi się przeglądać fora dyskusyjne dotyczące różnych chorób (co prawda nie w ostatnim czasie) i bardzo często wręcz wypycha się ludzi żeby poszli do lekarza. Często pojawiało się też przekonywanie, że lekarz wiele już widział i nie ma czego się wstydzić, pisanie, że im szybciej się pójdzie do lekarza tym lepiej. Niejednego już wystraszono, że może być to coś groźnego i że zwłoka może zaszkodzić i później pisał, że jednak był u lekarza. Jak kogoś rodzina uspokaja, że to pewnie nic takiego i że czasem lepiej nie wiedzieć, czy nie ruszać (np. znamienia), to Internet może właśnie dać kopa do jakiegoś działania. Są osoby, które naprawdę chorują na daną chorobę i chcą o niej rozmawiać z innymi chorymi, czy z ludźmi podejrzewającymi, że chorują na to samo. Mogą poradzić o jakie badanie czy o jakie leki zapytać lekarza, czy też wychwycić, kiedy lekarz prowadzi pacjenta jakoś dziwnie. Opisują też jak np. wyglądało ich badanie, o co pytał lekarz, o czym warto wspomnieć (niestety nie każdy lekarz zadaje ważne pytania), jakie badania zrobili wcześniej, a to pomaga nieprzekonanym do wizyty przygotować się jakoś psychicznie. Zresztą o to jak powinno wyglądać badanie padają też pytania np. od kobiet, które nie są pewne czy lekarz nie pozwolił sobie na zbyt wiele. Mogą też się dowiedzieć, że ich lekarz w porównaniu z innymi jest wybitnie nieuprzejmy, niedelikatny i że wcale nie muszą być tak traktowane. Co do poszerzania wiedzy o jakiejś chorobie to można znaleźć w Internecie teksty pisane przez specjalistów, czy też materiały dla studentów medycyny. Bywa, że jeden lekarz nie uznaje danej metody leczenia, a inny tak. Medycyna też się rozwija i zdarza się, że nowości trafiają w różnym czasie do różnych szpitali. Poza tym ludzi źle zdiagnozowanych nie brakuje. Lekarze zbyt często nie zlecają potrzebnych badań. Lekarz to nie Bóg i może się też pomylić. Np. wiele tragedii brało się z tego, że kogoś bolał brzuch przez dłuższy okres czasu i te bóle nawracały, a lekarz nie wykluczał po kolei przyczyn, nie zlecał kolejnych badań tylko stwierdzał, że dana osoba po prostu tak ma. To jedna z historii, która powtarza się niesłychaną ilość razy. Nie bez powodu bardzo wielu chorych ciekawi co zaniepokoiło innych i jak inni są leczeni przez swoich lekarzy.

    OdpowiedzUsuń
  17. "Żeby dotrzeć do faktów skonsultowałam się z prawdziwym lekarzem - okazuje się, że niektóre postacie półpaśca nieleczone mogą prowadzić do upośledzenia widzenia."

    Musiałam sprawdzić czy rzeczywiście aż tak się pozmieniało i okazuje się, że nie. Po wpisaniu w google "półpasiec forum" już w pierwszym wyniku jaki wyskakuje o tym jest. Jest też odesłanie by pytać też lekarza.

    "kol.3 09.08.14, 08:47
    Absolutnie nie powinnaś chodzić do pracy, bo zarażasz. Skontaktuj się w tej sprawie z lekarzem, który powie Ci kiedy mozesz wrócić do firmy. Półpasiec to choroba którą można przechodzić bardzo lekko i krotko albo długo i ciężko.
    Może np. atakować oczy i doprowadzić do ślepoty. Nie ma żartów."

    Na innych forach też wspominają "o oczach", jak również o innych powikłaniach. Nie jest wcale aż tak źle. Nie mówię, że kampania nie jest potrzebna, ale jednak muszę oddać trochę sprawiedliwości ludziom na takich forach ze względu na własne pozytywne doświadczenia z przeszłości.

    OdpowiedzUsuń
  18. Kiciputku, błagam, nie oglądaj tylko jednej strony medalu i nie wylewaj dziecka z kąpielą. Ja do lekarzy chodzę regularnie, ale od lat żaden nie zlecił mi głupich podstawowych badań krwi (nawet ginekolog, który powinien się kapnąć o co biega). Mnie z kolei nie przyszło do głowy, że bycie leniem, śpiochem i zmarzluchem to objaw choroby, o którym lekarza powinnam poinformować, wręcz wstydziłabym się powiedzieć o tym - dowiedziałam sie dopiero z internetu, że TAK, lenistwo, senność i uczucie zimna to MOGĄ BYĆ objawy pewnych chorób. Na własną rękę zrobiłam badanie krwi i zinterpretowałam je z pomocą internetu. Pani doktor bardzo mnie pochwaliła i powiedziała, że przyszłam do niej w samą porę, a raczej w ostatniej chwili, bo mogłoby się skończyć szpitalem i transfuzją; przepisała leki i dała skierowanie na kolejne badania. Wniosek: zabiegany lekarz przyjmujący dziennie czterdziestu pacjentów ma prawo nie zauważyć, że pacjentowi jest coś jeszcze oprócz tego, na co leczy się regularnie, a pacjent nie zawsze kojarzy swoje dolegliwości z chorobą, jednak ma większą szansę obserwować swoje ciało i przyjść do lekarza z czymś konkretnym - ja np. spisałam sobie odczuwane objawy na kartce, żeby nie zapomnieć o czymś powiedzieć. (Są także lekarze, którzy za cholerę nie wymówią przy pacjencie nazwy choroby, więc człowiek skazany jest na domysły, co mu jest i jakie są rokowania, ale to już inna historia. A jeszcze inna, to te kolejki do specjalistów... Słusznie tu piszą ludzie, że nie ma co wyśmiewać zdesperowanych ludzi, którym lekarze nie chcą lub nie mogą pomóc, i którzy próbują pomóc sobie sami, zamiast ich zrozumieć. Ale cóż, młodość jest bezwzględna.)
    Aha, jak ktoś ciekawy, co to była ta moja choroba, to niech sobie wygoogla :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i zapomniałam jeszcze dodać, że do przewlekłej choroby, przez którą stale odwiedzam lekarzy, doprowadziła mnie pewna szanowana pani doktor, od której przez 10 lat nie dostałam skierowania do specjalisty. Kiedy zmieniłam lekarkę, było już za późno na leczenie przyczyn, ale przynajmniej objawowe leczenie zaczęło być skuteczne. A skąd się dowiedziałam, że należy ŻĄDAĆ skierowania do specjalisty i że stały kaszel i katar to nie jest grypa? No skąd? Cóż, internetu wtedy nie było, ale byli ludzie do rozmawiania na żywo, ludzie o wiele mniej wykształceni niż szanowna pani doktorka, umiejąca przepisywać wyłącznie polopirynę i nie uznająca wypisywania skierowań do specjalistów. Właśnie ci prości ludzie swoimi radami uratowali mi życie.

      Usuń
    2. Zdenerwowałaś mnie tym "jak ktoś ciekawy, co to była ta moja choroba, to niech sobie wygoogla" bo mam podobne objawy i też nikt mi nie chce pomóc a internet sugeruje depresję/tarczycę/brak witamin/anemię i chuj wie co jeszcze a tak miałabym jakiś punkt zaczepienia ;/

      Usuń
    3. A to przepraszam. Już podaję rozwiązanie zagadki.To była (w moim przypadku, pamiętaj!) anemia z niedoboru żelaza spowodowana przez zbyt silne krwawienia miesięczne. Warto sobie zbadać krew, żeby to wykluczyć lub potwierdzić. (A ta przewlekła, nieuleczalna choroba, której mogłam uniknąć mając normalnego lekarza - to astma.)

      Usuń
    4. Ale podejrzenie o tarczycę też było, dlatego zalecono mi też badania hormonów TSH i FT4 - to też warto. A depresję musiałby stwierdzić psychiatra, więc gdyby fizjologiczna badania nic nie dały, to OCZYWIŚCIE, że warto go odwiedzić - czasami nic nie stwierdza, ale może przepisać jakiś łagodny proszek, żeby przeszły objawy obniżenia nastroju lub nerwowości - warto.

      Usuń
  19. Hej hej hej. Nudzi się komóś? Jeśli tak to zapraszam na mojego bloga, na podstawie ktorego niedlugo zostanie wydana ksiazka! http://zolty-jelen-przeznaczenia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  20. A mnie internet pomogl wyleczyc sie z migren wieloletnich, alergii skornych, problemow z prostata, oczami...
    Wczesniej chodzilem na rozne badania lekarskie z ktorych nic nie wynikalo,bralem rozne tabletki,sterydowe masci, robilem gastroskopie, wykupywalem drogie recepty i nadal chorowalem bo lekarze skupiaja sie na skutkach chorob a nie szukaja przyczyny.
    W koncu ,po latach bezskutecznego leczenia konwencjonalnego u wszelakich lekarzy zaczalem czytac na internecie rozne poradniki , fora itp.
    W czasie okolo dwoch lat analizy,wpisywania objawow, porownywania z ludzmi ktorzy mieli podobne choroby,
    wyleczylem sie ze wszystkich moich dolegliwosci.Niektore z nich wedlug medycyny konwencjonalnej sa ponoc nieuleczalne;) W takim razie jestesm jakims wyjatkiem bo moje migreny ustapily calkowicie, tak samo alergie skorne , nie mam juz problemow z prostata i wzrok mi sie poprawil.!!!
    Jak dla mnie to internet jest Boskim wynalazkiem ;) A lekarze? Coż...wielu znich niestety spoczęło na laurach zaraz po studiach i stalo się z czasem niedouczonymi ignorantami.
    Niestety nie mam dobrego zdania o wiekszosci z nich bo z reguly wprowadzali mnie w błąd,wydawali pospiesznie mylne diagnozy , lekcewazyli moje sugestie, nie sluchali...
    Nie rozumiem tej cslej akcji..Czyzby koncerny fsrmaceutyczne czuly sie zagrozone i spadala im sprzedaz piguleczek??? Zaprzegli lekarzy do pomocy, zeby straszyli ludzi internetem jak w sredniowieczu sie straszylo demonami??? To juz nie te czasy i chyba ludzie sie nie nabiora na to bo maja troche wiecej rozumu niz w sredniowieczu i dobrze bo lekarze moze poczuja konkurencje i zaczną sie doksztalcac ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafiłeś w sedno. Zyski z gównianych lekarstw spadają więc muszą zaprzęgnąć do akcji jakichś blogerów, zrobić nagonkę na "czerpanie wiedzy medycznej z internetów", by człowiek poszedł do lekarza i lekarz już wie co ma jemu przepisać. W końcu dostał wycieczkę od jakiejś tam firmy, prawda?

      Robienie takich akcji wg. mnie jest częścią propagandy kryminalistów z Sanofi/Bayer i całej reszty tego syfu o czym możemy dowiedzieć się w powiązaniach na stronach związanych z "akcją".

      Społeczeństwo nie jest już jednak takie głupie - widzi, że robią z nich idiotów, że każdego dnia kupowali tone tabletek bez których da się żyć. Na dodatek lepiej i zdrowiej niż z nimi.
      Czas farmacji mija, a każdy kto uczestniczył w tej propagandzie niech zda sobie sprawę, że w ten czy w inny sposób za to odpowie.

      Ważne, by rozwijać świadomość ludzi i mówić im, że tabletki wcale nie są najważniejsze, a czasem wręcz jest wskazane by poczytać na internecie czy lekarz na pewno mówi prawdę. Czy lekarz nie ukrywa przed nami skutków niepożądanych. Czy aby na pewno szczepionki są bezpieczne i jakie korzenie mają firmy farmaceutyczne. Pozdrawiam :)

      Usuń
  21. pamiętam, gdy jako małolat dorwałem się do Encyklopedii Zdrowia, by się dowiedzieć, o co chodzi z moim bolącym zębem i jak długo mogę odwlekać wizytę u dentysty zadowalając się leczeniem objawowym /czyli proszkami "z krzyżykiem", były takie kiedyś/, zanim dojdzie do poważniejszych komplikacji... w końcu doszło do komplikacji i japa mi spuchła :)...
    to było tytułem żartobliwego/?/ wstępu, a teraz poważniej... to nie w tym rzecz, by wcale nie "konsultować" się z netem w kwestiach swojego zdrowia... to by było przegięcie w drugą stronę... kiedyś miałem taką akcję: kardiolog przepisał mi lek, ale nie uprzedził, że może wywoływać reakcje alergiczne /ułamek procenta populacji/... w ulotce też nic na ten temat nie było/!!!/... gdy po kilku dniach zacząłem się drapać z maniackim uporem, zajrzałem do neta i znalazłem relacje kilku osób, które miały podobnie... potem znalazłem jakąś stronkę bardziej naukową, gdzie się dowiedziałem o możliwości takich skutków ubocznych... lek odstawiłem i zmieniłem kardiologa /ten nowy był zresztą nieźle zbulwersowany zachowaniem swojego poprzednika i niedoborem info w ulotce/...
    jaka puenta?... puenta jest taka, że nie net jest be, tylko wśród ludzi są idioci, którzy nie potrafią z tego narzędzia korzystać... to trochę tak, jak z narkotykami, nie substancja jest be, ale człowiek bywa durniem... jeden kieliszek lub ścieżynka nie zaszkodzą, mogą wzbogacić zabawę, ale źle używane mogą wpędzić w niewąskie kłopoty...

    OdpowiedzUsuń
  22. Cos mi tu smierdzi....ten Scanmed prowadzi sobie kampanie promujaca siebie i tworzy swoje statystyki ile to Polakow leczy sie na wlasna reke przez internet. To sobie wymyslili tania reklame na zasadzie wysmiewania wg. nich watpliwej inteligencji Polakow ktorzy podejmuja ryzykowne poszukiwania sposobu na pozbycie sie chorob przez internet zamiast....skorzystac z ich uslug czyli Scanmedu;) Faktycznie calkiem bezinteresowna akcja ogolnospoleczna ;)))))))))))

    OdpowiedzUsuń
  23. Fajny ten spot. :)
    Dobrze przemyślany i wykonany, odrazu zachęca do przemyśleń.
    +Kiciputek (=daje dodatkowe punkty do zajebistosci!)

    OdpowiedzUsuń
  24. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  25. Siade okrakiem na barykadzie - Internet kopnal mnie w sempiterne w celu udania sie do DOBREGO endokrynologa, ktory nie powiedzial - "och, ma pani wyniki w normie" tylko zainteresowal sie tym, ze ledwie kontaktuje i zapisal leki.
    Jesli wie sie, gdzie szukac, mozna sporo doczytac - bo bez urazy, ale diagnoza pana ortopedy "ma pani hipermobilnosc stawow, to musi bolec, bo taka pani uroda i jest pani gruba" diagnoza w moim rozumieniu nie jest, zwlaszcza ze jak doczytalam co robic, czego unikac, to bolec przestalo.
    Niestety masa stronek poleca amigdaline, noni i inne pierdy jako terapie na raka - osoba niedouczona bedzie je zazywac az do momentu, gdy nie bedzie za pozno. Czasem medycyna akademicka jest bezsilna, czasem oferuje rozwiazania nieprzyjemne dla pacjenta, czasem mowi fujka! ze pani ma zmiany w szyjce macicy, a nie zawsze trafi sie na lekarza, ktory wyjasni na spokojnie i przystepnie co zrobimy, jakie sa szanse etc.

    OdpowiedzUsuń
  26. Jestem w stanie uwierzyć w - cytowane wyżej przez Ciebie - dane statystyczne.
    Stwierdzam tak po obserwacji znajomych... i siebie, ale jest to o tyle usprawiedliwione,
    że spostrzeżenia internetowe są dla mnie bodźcem do wizyty u lekarza.

    ...i nie stosuję medycyny alternatywnej w typie homeopatii, bioenergoterapii, itp.

    OdpowiedzUsuń
  27. Internet pomaga w delikatnych schorzeniach chociażby dermatologicznych typu trądzik.

    OdpowiedzUsuń
  28. "Leczę się" internetem. Wiem, nie ładnie,wiem "be". Ale cóż poradzić, jeśli moja praca z jednej strony jest na tyle "niewiele płatna", że po opłaceniu rachunków itp, na prywatną wizytę u lekarza nie zostaje prawie nic, a nasze prawo jest jakoś dziwnie kopnięte, że do lekarza rodzinnego można się przepisywać 3 razy? Hm. A z drugiej, bo tak jest druga strona: praca wymusza na mnie co jakiś czas przeprowadzkę do innego miasta. No właśnie... styczeń, katar, przeziębienie, kasze, poszłam do lekarza.... i już jedno "zapisanie się". Koniec stycznia wyprowadzka do miasta 150km dalej... w lutym okazało się że przeziębienie nie minęło (może i przez przeprowadzkę) i kolejny lekarz, bo nie wracałabym 150km do samego lekarza... w marcu znów wyjazd, ląduję w mieście ~90km dalej... jestem zdrowa aż do czerwca (w międzyczasie jeszcze jedna wyprowadzka, tyle że w obrębie jednego miasta) gdy w czerwcu dostaję dziwnej alergii... no i oczywiście trzecia "zmiana lekarza"... a raczej jej próba. Bo na pytanie w przychodni czy mogę się trzeci raz przejerestrować w odpowiedzi dostaję że tylko jak jest ważny powód, inaczej płacę. Na pytanie jak mam udowodnić że zmiana lekarza jest "konieczna", dowiaduję się, że powinnam móc później przedstawić NFZ-owi np. dowód zameldowania... co czasem może być skomplikowane, plus, gdy NFZ uzna, że się "przedobrzyło" w zmianach lekarza, najpierw dostaje się wezwanie do zapłaty, później dopiero można się tłumaczyć - znając moje szczęście, wezwanie przyszłoby na jakiś ze starych adresów i dowiedziałabym się o nim dopiero, jakby ścigała mnie windykacja za należność wobec NFZ. Oczywiście zostaje jeszcze opieka nocna - wizyta tam skończył się na " proszę zgłosić się jutro po antybiotyk do swojego lekarza, bo jest potrzebny.". Hm. Tak niestety wygląda publiczna służba zdrowia. Mogę tylko sobie pomarzyć, że za niedługo będzie mnie stać na to, by nie przejmować się tym, ile kosztuje wizyta lekarska.

    OdpowiedzUsuń
  29. ZAPRASZAM!!!!!!!!http://najlepsza-historia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  30. Wiem, że to nie leczenie, ale dużo ludzi zamawia produkty farmaceutyczne z wątpliwych źródeł, już w ogóle nie mówiąc o tabletkach poronnych.

    OdpowiedzUsuń
  31. Jakość bloga, to przede wszystkim konkretne wpisy, artykuły i szczegółowe omawianie tematów. Tutaj mi się bardzo podoba podejście i poczucie estetyki.

    OdpowiedzUsuń
  32. Internet nie leczy, to prawda. A żeby samemu się diagnozować, trzeba umieć myśleć. Nie da się powiedzieć, że zupełnie nie da się nic zrobić. Szczerze mówiąc większość chorób, na jakie chorowałam ja czy członkowie mojej rodziny diagnozowałam sama, zanim lekarz w ogóle zjawił się w okolicy, żeby swym fachowym oczkiem powtórzyć to, co mówiłam. Nie mówię, że to oznacza, że jestem lepsza od lekarza, bo diagnoza a leczenie to dwie różne rzeczy. Niemniej... podam przykład.
    Mam niedoczynność tarczy. Przypuszczalnie już od liceum, ale problemy ze zdrowiem pojawiły się u mnie na drugim roku studiów. Z początku ignorowane, ale w pewnym momencie zaniepokoiły mnie. Miałam problemy z wagą (poważna niedowaga mimo że jadałam normalnie i syto), naprzemienne stany depresyjne i maniakalne (znane jako choroba dwubiegunowa), problemy menstruacyjne, ciągłe bóle głowy, brzucha, oczu... i wiele innych. Zaczęłam więc poszukiwania. Najpierw zebrałam wszystkie objawy i zaczęłam wykluczać po kolei choroby, na które raczej nie miałam szans zapaść. Było to bardzo pracochłonne (na szczęście przypadło akurat na okres maniakalny, więc nie machnęłam na to ręką). Zbieranie objawów, szukanie w sieci osób o podobnych problemach, przeglądanie książek (zarówno papierowych, jak i online) o tematyce medycznej zaowocowały silnym tropem: to coś z hormonami. Więc zawężenie do chorób hormonalnych. Dalsza diagnostyka jasna: chora tarczyca. Jedyny mój błąd, to że na podstawie utraty wagi, ciągłego uczucia zimna i kilku innych stwierdziłam u siebie nadczynność, niemniej z gotową diagnostyką wybrałam się do endokrynologa, bardzo pewna swoich racji. Odesłanie na USG, badania krwi i kilka innych potwierdziło: chora tarczyca, ale niedoczynność, a nie nadczynność. W dodatku wyjątkowo wredna, bo wielkość tarczycy prawidłowa i czasami produkuje hormon prawidłowo, a czasami nie.
    Czemu o tym piszę? Bo gdybym nie zdiagnozowała sama siebie, tylko chodziła po lekarzach z poszczególnymi objawami, byłabym leczona na: bóle ucha przez laryngologa, migreny przez pierwszy kontakt, niestrawności i zaparcia przez gastrologa, a psychiatra dałby mi antydepresanty. Wątpię, aby sami wpadli, aby połączyć wszystkie fakty w jedno, moja rodzina siedzi w branży lekarskiej i wiem, jak to działa.

    Inny przykład. Miałam problem z uchem. Zatykało mi się, bolało, nie słyszałam na nie. Chodziłam do laryngologa, nic. Zaczął mnie boleć ząb, więc poszłam do dentysty. Ząb do umartwienia. Podczas kolejnej wizyty zadaję pytanie: czy to możliwe, że przez ząb zatykało mi się ucho (akurat po tej samej stronie twarzy i górna szczęka). W odpowiedzi od pani doktor słyszę: tak, to dosyć częste przy takim zapaleniu. Ząb wyleczony, zero problemów z uchem. Jaki wniosek? Laryngolodzy, psia ich mać, u których byłam nawet nie wpadli na to, aby zajrzeć mi do szczęki. Tylko kolejne antybiotyki zapisywali. Żaden nie zasugerował wizyty u dentysty na przegląd. Bo każdemu lekarzowi wydaje się, że człowiek to zespół małych szufladek i że jak choruje coś w jednej szufladce (np. ząb), to już nie jego działka i nie ma wpływu na jego "dziedzinę". A tymczasem od zepsutego zęba, jak się dowiedziałam, poza problemami z uszami czy wzrokiem, może brać się niestrawność, bóle głowy, kołatanie serca...

    Więc podsumowując, tak, internet nie leczy. Ale pomaga w diagnostyce i pozwala podjąć odpowiednie kroki, zamiast błądzić po omacku od lekarza do lekarza, w nadziei, że trafisz do tego właściwego, zanim umrzesz. Nie, serio. Przy naszych kolejkach do lekarzy i zapisach "na przyszły rok" w styczniu, lepiej wiedzieć, co ci jest, żeby uniknąć iście odysejowskiej tułaczki po przychodniach.

    OdpowiedzUsuń