Kiciputek: Specyfika pracy rysownika

niedziela, 12 lipca 2015

Specyfika pracy rysownika

Jestem świeżo po korekcie laserowej prawego oka. Gojenie przebiega w miarę szybko i sprawnie, ale jeszcze przez kilka dni rysowanie cyfrowe będzie dla mnie nieco zbyt upierdliwe. Wyjątkowo podzielę się więc swoimi przemyśleniami w formie pisemnej (jak zwierzę!).

Zanim przejdę do rzeczy, muszę zaznaczyć, że kiedy ludzie pytają mnie, jak zostać zawodowym rysownikiem, zawsze odpowiadam: rysować, rysować, rysować, rysować. Dużo rysować. Tego się po prostu nie da inaczej zrobić. Nie ma żadnych sztuczek, a jeśli są - to marne. Trzeba przełamać pokusę prokrastynacji i perfekcjonizm. Wielu ludziom się wydaje, że perfekcjonizm tak naprawdę jest czymś fajnym, ale nie jest. Kompletnie sabotuje pracę rysownika, zwłaszcza na wczesnym etapie. Na wielu poziomach bycie wprawnym artystą polega na dokańczaniu prac i projektów, które zdążyło się szczerze znienawidzić i na unikaniu pętli wiecznych poprawek i szlifów.

Praca rysownika jest generalnie dość ciężka, często żmudna i raczej słabo płatna. Plusem jest możliwość załapania się na trochę chwały i uznania, jeżeli jesteście dobrzy i akurat was to kręci. Ale ogółem to raczej ciężka praca i każdemu polecałabym zastanowić się dwa razy przed wybraniem takiej ścieżki kariery. Jest to branża, w której ciężko o etat, a bycie prekariuszem (czy też freelancerem, jak ktoś woli) wiąże się z oczywistymi upierdliwościami. Brak urlopów i zabezpieczeń socjalnych, nieregulowany czas pracy i całkowity brak możliwości zaplanowania przyszłości na dłużej niż kilka miesięcy do przodu (nigdy nie wiadomo, kiedy wpadnie kolejne fajne zlecenie). Nie mówiąc już o takich fantazjach jak kredyt hipoteczny. To wszystko są jakieś nieistotne pierdoły, kiedy się jest beztroskim studentem, podjaranym pierwszą wynajętą kawalerką. Ale czasem tak bywa, że z wiekiem zaczyna się wymagać od życia trochę więcej. Trzeba to brać pod uwagę.

Ja wybrałam sobie takie właśnie życiowe zajęcie, mimo tych wszystkich śmieszków od fistingu Niewidzialną Ręką Rynku, według których ASP to fabryka bezrobotnych hipsterów. Zupełnie nie obczajam tego memu - artyści istnieją od początków cywilizacji i zawsze są potrzebni. Nie tylko do tworzenia wielkich, poruszających serca i umysły dzieł. Prawie wszystko w naszych czasach potrzebuje oprawy wizualnej. Każda firma, każdy event, każdy film, każda reklama czy kampania, każda książka, każda gra, Mamy co robić. 

Problem polega na tym, że jako ulubione medium wybrałam sobie komiks, ale wybrałam je z pełną świadomością, jak malutki jest polski rynek komiksowy. Dlatego raczej nikogo nie zdziwię, jeśli przyznam, że komiks nie jest bynajmniej moim głównym źródłem utrzymania. Żyję raczej z ilustrowania i okazjonalnych romansów z branżą reklamową. Patrząc w przyszłość nieśmiało snuję sobie plan życia z tworzenia książek dla dzieci i sprzedaży obrazów. 

Osób żyjących w Polsce wyłącznie z samego rysowania komiksów znam dosłownie kilka. Niektóre tworzą komiksy sieciowe, zarabiając na ich papierowych wydaniach, sprzedaży gadżetów, akcjach crowdfundingowych lub patreonie. Inni rysują komiksy na zlecenie zagranicznych wydawnictw, głównie na rynek frankofoński. Rynek komiksowy we Francji i Belgii jest ogromny. Naprawdę wielki. Przy czym praca zdalna zdalna z wypłatą w euro niesamowicie się opłaca, kiedy mieszka się w Polsce, gdzie koszty życia są tak niskie. Francuscy wydawcy o tym wiedzą, dlatego tamtejsi agenci komiksowi (czy to nie piękne, że funkcjonuje taki zawód?) regularnie odwiedzają polskie festiwale w poszukiwaniu utalentowanych rysowników. Warto więc pomyśleć o takiej ścieżce kariery. 

Trzecim znanym mi sposobem na życie z komiksu jest tworzenie plansz w technice tradycyjnej, bez nastawiania się na wielkie zyski ze sprzedaży, odbijając sobie za to na sprzedaży oryginalnych plansz. Polski rynek oryginałów całkiem nieźle się ostatnio rozkręca, między innymi dzięki działalności stron typu Artkomiks, które pośredniczą w sprzedaży między kolekcjonerem a artystą.

Wróćmy do samego rysowania. Jest taki etap, przez który przechodzi każdy wannabe rysownik. Chodzi o ten moment, kiedy świadomość artystyczna przerasta twoje możliwości warsztatowe. Czyli, w prostych słowach: wiesz, jak nasza praca powinna wyglądać, ale nie potrafisz jej oddać w pożądany sposób, bo brakuje ci wprawy, umiejętności, techniki. Takich frustrujących okresów jest zresztą wiele w ciągu całego życia i ładnie opisuje je ten wykres:

Najtrudniejszy jest zawsze pierwszy z tych kryzysów. Bez potwierdzonych sukcesów i pewności siebie łatwo pomylić ten etap z tak zwanym "brakiem talentu", stwierdzić, że rysowanie po prostu nie jest ci pisane i dać sobie spokój. 

Co zrobić, żeby pokonać te trudności i iść dalej? Z doświadczenia wydaje mi się, że trzeba przełamać w sobie dwie cechy, o których pisałam na początku: prokrastynację i perfekcjonizm. Są takie sposoby, które pomagają radzić sobie i z jednym i z drugim jednocześnie. Chodzi głównie o podejmowanie wyzwań (czy może raczej zobowiązań). Pierwszy prosty krok to publikacja prac w sieci (nawet jeśli wydają ci się niewarte pokazania). Zdobycie nawet małego grona odbiorców, którzy będą upominać się o kolejne rysunki pomoże wyćwiczyć pierwsze zalążki systematyczności. Następnym krokiem może być podjęcie drobnego zlecenia lub start w konkursie. Pierwsze zetknięcia z deadlinem są bardzo ważne - uczą pracy pod presją czasu, wymuszają nawyk regularnego rysowania i przede wszystkim dają silną motywację do skończenia pracy nawet, jeśli w trakcie rysowania przestała ci się podobać. Zaczynanie i niekończenie prac to jeden z największych problemów u początkujących. Warto pamiętać, że nawet średnio udana, ale skończona praca to o wiele większy sukces niż świetny, nigdy nie skończony pomysł.

Jeszcze jedna rada ode mnie to dać sobie spokój z porównywaniem się do innych artystów. To nie jest konkurs i nie dajcie sobie tego wmówić. Każdy z nas rysuje inaczej, to jest fantastyczne i powinniśmy czerpać z tego frajdę, a nie frustrację. To nie jest wyścig, w którym wszyscy biegną jedną drogą, a ostatni odpadają z gry. Strasznie mnie bawią niektórzy znajomi, głównie artyści digitalowi, którzy koszmarnie spinają dupki o tak zwane nabijanie skilla. To są ludzie, którzy - i przesadzam tutaj tylko odrobinę - chętnie założyliby pieluchy, żeby tylko zaoszczędzić czas i spędzić więcej czasu przed tabletem, zamiast w toalecie. Tacy ludzie z dumą opowiadają, że w wieku 20 lat nabawili się zwyrodnień kręgosłupa i nagdarstka, a znajomym spędzającym piątkowy wieczór w barze posyłają pogardliwe uśmieszki - bo jak można cokolwiek czerpać z życia zamiast poświęcać je w imię skilla? Jak już wspominałam, rysować trzeba dużo, a praca artysty jest ciężka, ale jest pewna granica, za którą kończy się pogoń za marzeniem, a zaczyna zwykłe pompowanie ego. Organizując czas na rysowanie lepiej rezygnować z wielogodzinnych prokrastynacji, klikania kolejnych tubek w sieci czy kolejnych godzin grania - ale nie ze swojego zdrowia i życia towarzyskiego.  

I to chyba wszystko. Powodzenia! 

41 komentarzy:

  1. Szczególnie z ostatnim akapitem się zgodzę, chyba się nawet domyślam, do jakiej grupy twórców to nawiązanie :P Szczególnie w gamedevie jest to odczuwalne, ciągły nacisk na 'levelowanie'. Buduje się wrażenie, że bez wielkich poświęceń i rysowaniu 20 godzin na dobę nie osiągnie się żadnego sukcesu, a tysiące innych rysowników depcze Ci po piętach. Po takiej nagonce mam wyrzuty sumienia, jak w weekend po pracy zamiast znów rysować, odpoczywam z książką :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiciputku, czuję się Twoją siostrą w niedoli, bo idę z pasji na zoofizjoterapię i do tego dodatkowo szkolę się w pisaniu porządnych recenzji i artykułów, czyli jestem praktycznie po tych samych pieniądzach, co ludzie rysujący – nje dostanę pracy, darmozjad, jakieś artystyczne cuda humanistyczne, omg fizjoterapia konia pogrzało. Bezrobotni hipsterzy C: Dlatego, jak mnie pytają, co ja zawodowo chcę robić, bo wydaję się im przedsiębiorcza (wow wow żadna praca nie hańbi, plantacja wiśni, magazyn mangowy, korepetycje biologiczne), to mówię, że chcę być ghostwriterem i trzepać srogie hajsy. Wtedy mam chwilę spokoju.
    Mnie literacko właśnie ten perfekcjonizm rozbija, bo nie umiem usiąść i pisać, bo co chwilę muszę to kasować i trzepać głową o ścianę. Na szczęście jestem typem, który przechodzi ewolucję bez wchodzenia w etap praktyki, więc mogę nie pisać praktycznie wcale, ale skill rośnie.
    Podziw wiele, że świadomie wybierasz coś tak niepewnego! Kiciputek superbohaterka z prawdziwego zdarzenia!
    Wiedziałam od dawna, że Francja komiksem stoi, wiele kontrowersyjnych i niszowych mang się tam ukazuje, ale nie wiedziałam, że aż tak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam za offtop, ale bardzo mnie to zastanawia - jak udaje Ci się nie pisać praktycznie wcale z rosnącym skillem? To pewien fenomen, zarówno wśród pisarzy, jak i innych artystów.
      Sama też piszę i fakt, z wiekiem trochę skill mi się poprawiał, nawet jak pisałam mało (chociaż bardziej znaczenie miało osiągnięcie pewnego stopnia dojrzałości emocjonalnej, aniżeli faktycznego skilla) - ale tylko pisząc, pisząc i pisząc skill naprawdę rośnie.
      (I taka mała rada od koleżanki po fachu - nie zastanawiaj się nad zdaniem napisanym pół strony wcześniej, po prostu leć do przodu i pisz to, co chcesz. Jak skończysz, popraw. Potem odstaw tekst na tydzień. Popraw znów. I tak dwa, trzy razy. Pomaga. Nabierasz wtedy dystansu do własnego tekstu, szlifujesz go, ale bez popadania w perfekcjonizm. ;)

      Usuń
    2. Bo ja ewoluuję w głowie XD Nie mówię, że jakoś wiele umiem, wręcz przeciwnie, ale jednak zawsze do przodu. Czytam dużo analiz i staram się zwracać uwagę na cechy dobrego stylu, gdy czytam coś autentycznie dobrego. Po prostu zaczynam zauważać, że na przykład takie sformułowanie jest złe, wychwytuję pewne tendencje, których trzeba unikać, i takie, które są pożądane. Dlatego piszę w dużych odstępach czasu, a teksty różnią się poziomem dość widocznie. U mnie to jest głównie na poziomie czysto mentalnym. Siadam i piszę, a ponieważ w miedzyczasie zaszly zmiany w moim mysleniu, to, co pisze, również jest inne. Różni ludzie potrzebują różnych rzeczy, żeby podnosić skilla. Nie umiem tego jakoś dobrze opisać, bo tutaj mój niezbyt dobry skill zawodzi, ale po prostu u mnie praktycznie wszystko może się pozmieniać bez etapu częstego pisania i pisania.
      Obecnie to ja właśnie po prostu płynę, siadam i lecę wręcz słowotokiem, a potem to ogarniam. Przestałam już raczej tworzyć opowiadania i inne cuda, tylko właśnie recenzje i jakieś artykuliki.

      Usuń
    3. Mam podobnie! Czytam różne rzeczy (jakieś artykuliki o interpunkcji, analizy), wychwytuję błędy, staram się pytać siebie „Co sprawia, że ta książka jest dobra?”… I, co najważniejsze, po jakichś dwóch tygodniach wracam do tego, co napisałam. I tak co jakiś czas do tekstu wracam, na przykład przez trzy miesiące co dwa tygodnie. I tekst robi się coraz lepszy, a ja uczę się i mam dobry kawałek pisanidła, choć trzy miesiące nic nie pisałam.

      Usuń
  3. To samo dotyczy człowieka piszącego... :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślałam, że napiszesz o korekcji oka, bo sama chcę to zrobić, a się boję :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co się bać, wybierz tylko porządną klinikę, nie taką z grupona ;)

      Usuń
  5. Eeeeej! Nielubię XD. "Najtrudniejszy jest zawsze pierwszy z tych kryzysów. Bez potwierdzonych sukcesów i pewności siebie łatwo pomylić ten etap z tak zwanym "brakiem talentu", stwierdzić, że rysowanie po prostu nie jest ci pisane i dać sobie spokój." - ładnie to z takim tekstem wyjechać, jak już chciałam pisać, że na szczęście po dwudziestu latach doszłam w końcu to wniosku, że nie mam talentu i rzuciłam rysowanie w cholerę XD?! Na szczęście mam coś na swoją obronę - dorobiłam się jedynie kilku przypadkowych hejterów, żadnych wielbicieli i w końcu zdałam sobie sprawę z tego, że mój "skill" nie tylko nie rośnie, tylko leci w dół na łeb na szyję w postępie geometrycznym. Przeszłam zatem z ostrzenia ołówków na nic-nie-robienie. To znaczy próbuję ciułać kasę na dziwny zawód niszowy. Jak każdy zawód niszowy, uprawnienia i kurs to chore pieniądze, a całość można zrobić w całym jednym mieście w kraju. Ale w ogóle można... Ogólnie jednak musiała mi stuknąć trzydziestka, żebym się przekonała do końca, że tak, są ludzie tacy jak ja, którzy potrafią nic i mają talent w stronę niczego. Ktoś musi sprzątać, ne :D?

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję, że podzieliłaś się swoimi przemyśleniami. :) Ja właśnie mam ten duży problem z porównywaniem się do innych, zwłaszcza do profesjonalistów, którzy rysują z 5x dłużej niż ja. I wtedy faktycznie człowiek się niesamowicie frustruje, ale czasami jest to też motywujące.

    I co do poświęcania czasu jedynie na rysowaniu - pamiętam, że nie raz widziałam czyjeś rady i właśnie wiele z nich brzmiało, jakbym w życiu, skoro chcę pracować w branży gier komputerowych, nie mogła niczego innego robić, tylko rysować, rysować i rysować. To jest trochę śmieszne, nie rozumiem, dlaczego ktoś miałby poświęcić całe swoje życie na pracę, bo już ciężko tu mówić o typowej pasji czy hobby, skoro robi się to w konkretnym kierunku. :)

    A ciekawi mnie jedno, czy zmieniło Ci się podejście do rysowania od momentu, kiedy zaczęło to być też Twoją pracą? Mam na myśli to, czy takie zwykłe rysowanie dla siebie sprawia(ło) Ci więcej przyjemności niż zlecenie? : )

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo Ci dziękuję za ten wpis. Chyba go sobie wydrukuję i powieszę na ścianie :). Ja akurat należę do grona szczęśliwców i zaraz po studiach znalazłam pracę w zawodzie (!), a mianowicie robię grafikę do gier. I mimo, że siedzę już w tym dwa lata (!), to ciągle mi się zdarza wątpić w siebie i swoje umiejętności. Ciągle sądzę, że moja kreska nic się nie poprawiła, że wszyscy rysują ode mnie lepiej, a najgorsza z tego wszystkiego jest obawa, ze szef znajdzie kogoś kto rysuje ładniej i do tego szybciej. Oczywiście marzy mi się być rozpoznawalną w necie, ale boje się wyjść z jakimkolwiek swoim projektem do ludzi, że zaraz mnie będą hejtować, że się nie przyjmie, i te de, i te pe... ale powoli widzę, że coraz mniej zaczynam się przejmować takimi rzeczami. Mam grono bliskich, którzy mnie wspierają i we mnie wierzą, dlatego ja wierze w nich, bo: "jeśli nie wierzysz w siebie, to uwierz we mnie, gdyż ja wierzę w ciebie!". Pomaga :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Sądząc po zmontowanym poście - częściej Ci mogą oczy fotonami kropić, chwalę i życzę skutecznego gojenia.

    OdpowiedzUsuń
  9. A co myślicie o osobach które późno zaczynają? Powiedzmy po 20 roku zycia. Czy wciąż maja szanse na przyszłość rysownika?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczytaj Feynmanna :) Nauczył się rysować, grac na perkusji i otwierać sejfy.

      Usuń
    2. To nie jest jeszcze tak późno. Trochę samozaparcia i daje się osiągnąć mega dużo i opieram tą tezę na przykładach z życia.

      Usuń
    3. Ojej, naprawdę uważasz, że 20 lat to późno? :D

      Usuń
  10. a juz myslalam ze bedzie o strzelaniu laserami z oczu (albo z oka i to w dodatku prawego).
    artykul fajny i zgadzam sie z tym ze bycie rysownikiem to nie jest zawod prosty ani szybka droga do zarobienia milionow ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Czekam na moment, kiedy moje rysownie zacznie przynosić choć małe pieniądze, byłoby naprawdę miło. Teraz wciąż jestem na etapie pracy nad sobą. Mnie chyba najbardziej frustruje, że mimo upływu czasu nic konkretnego jeszcze nie osiągnęłam , zwłaszcza że na uczelni codziennie widuje artystów- rówieśników z masą osiągnięć. Obserwowanie Twoich prac Kiciputku, w pewnym momencie też mnie frustrowało, że ja jeszcze tak nie umiem :). W takich momentach kusi szukanie jakiś skrótów, ewentualnie leżenie na podłodze i użalanie się nad sobą. Chyba już mi przeszło na szczęście, w każdym razie na jakiś czas. A rady bardzo trafione :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dużo na tym blogu interesujących mnie rzeczy, oprócz gadania o homo.
    Do tego nie widać tu tych komentarzy zwierającymi bzdury bluzgi i obrażanie, jak to zwykle na tym wesołym blogu.
    Rzeczowy wpis w każdym razie, dzięki i polecam.

    OdpowiedzUsuń
  13. A uczyłam sie na uczelni robić animacje lub takich rzeczy, ktore dadzą Ci potem możliwość pracy jako motion designer? To chyba jest lepiej poplatne zajęcie. Jestem ciekawa czy w ogóle sie tego w szkole uczycie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy zajęcia z animacji i montażu, a nawet nam teraz otworzyli specjalizacje z nowych mediów i tam jest wszystko, co związane z filmem i animacją.

      Usuń
    2. ASP smierdzi troche a nawet bardzo :P tj to szkola artystyczna i zawodu trzeba sie nauczyc na wlasna reke. Rzeczy, ktore robi kiciputek nie sa ogolnie dobrze widziane na ASP, niestety

      Usuń
    3. Lol, to bardzo ciekawe co mówisz, bo akurat jestem na grafice i jeżeli grafika wydawnicza, projektowa, typografia, montaż, rysunek czy obróbka to są rzeczy niepotrzebne w zawodzie, to ja nie wiem, jakie są potrzebne w takim razie :P A moje "rzeczy, które robię", chociaż nie wiem, o które konkretnie ci chodzi, są bardzo dobrze widziane na mojej uczelni. Ale najwyraźniej wiesz coś, czego ja nie wiem po czterech latach studiów.

      Usuń
    4. Moja opinia odnosi sie do uczelni artystycznych ogolnie, moze akurat twoja jest inna ale generalnie jest tak jak mowie, przynajmniej na mojej uczelni a i moje odczucia pokrywaja sie z odczuciami innych studentow z innych uczelni. Mowa tu ogolnie o ASP z duzych osrodkow (Warszawa, Krakow, Wroclaw, Lodz) gdzie generalnie jest wieksze zadecie, parcie na sztuke i w ogole ą ę. Calkiem mozliwe, ze studiujac nie na ASP tylko na Wydziale Artystycznym i nie w metropolii tylko w niewielkim osrodku masz zupelnie inne odczucia.

      Chodzi mi ogolnie o twoja tworczosc komiksowa. Mi sie ona podoba ale na wiekszosci ASP bys zostala zjechana za to, ze robisz rzeczy zbyt "komercyjne", ktore nie sa wielka sztuka galeryjna. To dobrze jesli studiujesz na takiej uczelni, ze nikt nie ma ci tego za zle badz sobie wywalczylas normalne traktowanie u wykladowcow.

      Owszem - sa przedmioty zawodowe (chociaz roznie prowadzone) ale rozmawiamy w tym momencie o profesji zawodowego rysownika (nie grafika projektowego) i malarstwo czy rysunek na ASP gdzie nie ucza warsztatu, na realizm czy sztuke akademicka patrza krzywo a wymagaja chlapania plotnem po farbie i performensow sa useless.

      Wiekszosc z nas (studentow ASP) musi badz musiala uczyc sie tylko i wylacznie na wlasna reke, robic portfolio (pod gry, komiksy. ilustracje, ogolnie rysowanie i malowanie komercyjne) po godzinach i raczej wykladowcy w tym przeszkadzali niz pomagali. Za chec cwiczenia warsztatu, tworczosc "komercyjna" dostawalo i dostaje sie na ASP nadal po lbie. Stad taka moja opinia a nie inna.

      Usuń
    5. Są też przecież zajęcia z ilustracji i rysunku, a kierunek ten na każdej uczelni nazywa się GRAFIKA - musi więc przygotowywać nie tylko ilustratorów, ale i grafików projektowych i warsztatowych. Ilustracja, wydawnicza, typografia, to są niesamowicie ważne dla mojego zawodu zajęcia. Znam profesorów z warszawskiej ASP, mam z nimi zajęcia i sami przecież zarabiają tworząc również sztukę komercyjną. Ze środowiskiem łódzkiej i krakowskiej też mam kontakt, w żadnym z tych metropolii nie zostałam objechana za prace komiksowe czy ilustratorskie - wręcz przeciwnie, byłam zachęcana do rozwijania swoich indywidualnych zainteresowań. Co nie znaczy, że nagle pojawią się w programie związane bezpośrednio z komiksem czy game devem. Grafika to kierunek bardziej ogólny, nie może zajmować się każdą niszą. Ćwiczy uniwersalne umiejętności, które potrzebne są każdemu artyście niezależnie od tego, czym konkretnie się zajmuje. Obycie w - jak to nazywasz - sztuce "ą" "ę" jest przecież też niezwykle ważne. Zdobycie sprawności warsztatowej w tworzeniu grafik cieszących oko na potrzeby gier, ilustracji czy reklamy to przecież nie jest coś, co wymagałoby pięcioletnich studiów na wyższej uczelni. Nie widzę też problemu w tym, że trzeba nad swoimi prywatnymi projektami pracować po zajęciach. Przecież każdy student tak robi, niezależnie od tego, czym się prywatnie zajmuje. Wiadomo, że prace na uczelnię to co innego, niż prace do portfolio, choć czasem się pokrywają. To raczej naturalne. Żaden z moich znajomych spoza mojego niewielkiego ośrodka nie miał z tym nigdy problemu.

      Usuń
    6. Akademia zawsze miala swoich zagorzalych zwolennikow jak i przeciwnikow, studentow zadowolonych i tych mniej. Ja znam mase ludzi, czesto pracujacych w branzy, ktorzy nie sa zadowoleni, ty jestes i ok.

      A moze jestes zadowolona i masz poparcie srodowiska, bo jak sama napisalas komiks to twoje "prywatne zainteresowanie" i nie probujesz tego przeniesc na grunt ASP i tam rozwijac? Nie wiem.

      Pragne zauwazyc jedna rzecz tylko - jesli jak sama piszesz "prace na uczelni a prace do portfolio to cos innego i to naturalne" to oznacza, ze uczelnia nie przygotowuje do zawodu albo przygotowuje tylko jak sama napisalas "czasami" kiedy te prace sie pokrywaja. Nie, to nie jest normalne ze na uczelnie robisz cos zupelnie innego a prywatnie/zawodowo tez cos innego, bo wtedy studiowanie nie do konca ma sens. W USA masz artystyczne uczelnie, gdzie przygotowujesz portfolio DO PRACY i uczelnia ma za zadanie cie w tym wesprzec i wspomoc. Nie wiem dlaczego sobie dalas wmowic przez system edukacji, ze to normalne i jak najbardziej ok tracic 5 lat na cos, co nie jest zwiazane z twoja przyszla praca, bo w ten sposob "poszerasz horyzonty" i jestes "wszechstronna". Aha - ja nie mam problemu z tym, ze trzeba robic po godzinach - jak sama napisalas to normalne i potrzebne. Mam problem z tym, ze musze uprawiac schizofrenie, ze nawet spokojnie nie moge doskonalic warsztatu rysunkowo-malarskiego. Dziwi mnie, ze ty, ktora tak mocno dzialasz na rzecz roznych idei nie masz z tym problemu.

      Generalnie profesorowie z pracowni nazwijmy to "projektowych" (czyli te wszystkie wydawnicze i typografie) maja troche inne podejscie do tematu i nie sa tak oderwani od rzeczywistosci jak profesorowie od ogolnoplastycznych (rysunek, malarstwo, rzezba itd). Niemniej ty caly czas piszesz, ze grafika jest ok, bo typografia (ok), bo nie moze przygotowac tylko pod gamedev (ok, serio - nie mam z tym problemu), bo studia nie sa od zdobycia sprawnosci warsztatowej (sic! to od czego sa? by 5 lat chlapac po plotnie i udawac artyste? czy bieglosc warsztatowa nie wpisuje sie w "uniwersalne umiejetnosci potrzebne kazdemu artyscie niezaleznie od tego czym sie zajmuje?") a zupelnie pomijasz mysl przewodnia mojego komentarza - ze na ASP nie naucza cie dobrego warsztatu rysunkowo-malarskiego a nawet beda probowac cie do tego zniechecac na rzecz nie wiadomo czego. Zgodze sie, ze warsztat mozna opanowac rowniez samemu ale uczelnie artystyczne jednak od czegos sa. Obycie ze sztuka jest potrzebne ale dla mnie jest czyms innym niz pozorowanie pracy, udawanie artysty i wypluwanie z siebie prac niskiej jakosci, co jest niestety domena ASP.

      Niemniej kazdy ma inne oczekiwania. Widocznie twoje ASP spelnilo, wiec nic tylko sie cieszyc.

      Usuń
    7. Ale przecież cały czas ci podaję konkretne przykłady zajęć, które SĄ mi bardzo potrzebne w pracy i są z nią ściśle związane, nawet jeżeli nie wrzucam ich do portfolio. Przecież nie wrzucasz do portfolio każdej pracy, jaką zrobisz. Ono nie do tego służy. Na uczelnię robisz rzeczy, na których czegoś się uczysz, a wprawki to nie jest materiał pokazowy. Nie pokazujesz też w portfolio pewnych umiejętności, które są jakby w domyśle - takich jak skład.

      A sprawność warsztatowa to przecież nie jest coś, czego ktoś cię może nauczyć. Ona się kształtuje sama, a ASP uczy, jak ją wykorzystać.

      Usuń
    8. Poza tym nie rozumiem, dlaczego wszechstronnośc i poszerzanie horyzontów ujmujesz w cudzysłów - przecież to są ważne rzeczy. Historia sztuki czy teoria percepcji to nie są rzeczy bezpośrednio związane z ilustrowaniem książek, nie wsadzę ich sobie do portfolio, co nie znaczy, że to są rzeczy, które mi się nie przydadzą i które są nieważne.

      A co do komiksów - napisałam, że nie są moim głównym źródłem utrzymania. Tylko tyle. Nie wiem skąd wniosek, że są moim prywatnym zainteresowaniem i że w takim razie nie pokazuję ich na uczelni. Komiksem zaliczyłam w tym semestrze zajęcia z linorytu, a to tylko jeden przykład.

      Usuń
    9. Na projektowaniu graficznym sie nie znam. Wierze ci na slowo, ze ASP jest wstanie do tego zawodu w jakims stopniu przygotowac, nawet u nas te pracownie projektowe sa dosc solidne - chociaz podobnie jak wspominalas o ilustracji - imo projektant nie musi konczyc 5-letnich studiow na wyzszej uczelni.

      Sprawnosc warsztatowa moze i ksztaltuje sie w wyniku praktyki ale samego sposobu budowania obrazu, patrzenia jak najbardziej mozna sie nauczyc od kogos i jesli masz kogos kto wskaze ci bledy i pokaze jak mozna cos zrobic lepiej, szybciej dochodzisz do pewnych wnioskow. Przeciez teoretycznie po to sa korekty na uczelni.

      Jak najbardziej pewne rzeczy sa wazne i cenie sobie np. wyklady z historii sztuki. Sek w tym, ze czesto pod przykrywka "wszechstronnosci" kryje sie niski poziom ksztalcenia, masa zapychaczyi struktura "troche tego, troche tamtego, nic dobrze".

      Wydawalo mi sie, ze skoro aktywnie dzialasz na polu komiksow, to mozna to zaliczyc do prywatnych zainteresowan. Dobrze tez, ze nie masz przykrosci na uczelni. Sugeruje jedynie, ze w moim odczuciu ASP nie sa szkola, ktora przygotuje cie do zawodu profesjonalnego ilustratora/komiksiarza/grafika z gamedevu etc. Nie jest to uczelnia, ktora stwarza warunki do szlifowania warsztatu czy zapewnia odpowiednia pomoc w tym temacie. To jest troche tak, ze po 5 latach na tej uczelni mozesz byc tak samo dobra na wyjsciu, jak bylas na wejsciu. Oczywiscie jesli sie przylozysz to w 5 lat mozna sie sporo nauczyc ale rownie dobrze mozna nie studiowac na ASP i efekt bedzie porownywalny. Ta uczelnia ksztalci albo projektantow w tradycyjnym tego slowa znaczeniu (wzornictwo, grafika) albo artystow galeryjnych (i to z reguly slabych), czasem gdzies sie przewina pracownie komiksu czy ilustracji ale to tez mozna sie czasem ciezko zdziwic na czym to w praktyce polega.

      Usuń
    10. Chciałam zaznaczyć, ze Anonimowy nr 2 podpial sie pod moja wypowiedz. Ja zadałam jedynie pierwsze pytanie o animacje. Niby nic, ale trochę wkurza, gdy ktos podpina sie pod Ciebie bez żadnego zaznaczenia

      Usuń
    11. Znam ludzi o pozytywnych opiniach i tych negatywnych. Osobiście nie dostałam się na ASP Krk, ale poszłam na wydział sztuki UP z Grafiką i ludźmi z ASP. Nie chciałam tracić roku, więc i nawet nie próbowałam na nowo. Wydaje mi się, że wiele zależy od człowieka, jego pracy, samozaparcia i tego ile poświęca na samodoskonaleniu. Niestety jestem osobą często przedkładającą odpoczynek nad rysowanie. Nawet z rysunku babeczka, z którą ogólnie się chyba nie lubiłam stwierdziła kiedyś: "Pomysły i umiejętności są, no ale..." Gdzie miała na myśli niedokończone prace. Z bólem przyznaję, że uczelnia wiele ofiarowała, ale trzeba było samemu brać, nikt mnie nie kopał w tyłek do pracy... Niesprawiedliwe jednak owszem było, gdy ja robiłam często prace z wstawkami hiperrealistycznymi pochłaniajacymi ogrom czasu, a przyznająca otwarcie koleżanka do zachlapywania kartek o wątpliwych walorach (już wtedy znałam lepsze kolorystki) by było szybko skończone była chwalona za odwagę i "pracowitość"... Tymsamym zaznaczę, że każdy zadany temat mogliśmy realizowac w indywidualny sposób, który mógł być przystosowany do przyszłego portfolio. Także reasumując, jak dla mnie, wszystko zależy od tego co ktoś robi z tym co mu życie daje. Nikt nie zrobi nic za Ciebie. Tylko pozazdrościć ludziom jak kiciputek rozwinięcia umiejętności...

      Usuń
  14. Znam mnóstwo ludzi którzy właśnie jęczą że nic im nie wychodzi, że nie warto nawet zaczynać, bo "mój skill się nie podnosi omg". Mój facet też tak ma. Porzucił już raz rysowanie i przestaje powoli grać na gitarze chociaż kochał to od pięciu lat. Pyta się mnie: "Czemu ty wciąż rysujesz, przecież twój skill się nie podnosi?". A mnie to wali. Mam chill. Nie muszę być najlepsza, po prostu to lubię, od dziecka rysowałam po zeszytach, nawet obecność osób z prawdziwym talentem mi nie przeszkadzała. Nie dajcie sobie wmówić że nie warto czegoś robić jak nie robi się tego perfekcyjnie.
    Też piszę i to traktuję z większą ambicją. I na wszelki, nie pokazuję facetowi. Jeszcze by się zaczął rozwodzić na temat mojego skilla ;D

    OdpowiedzUsuń
  15. Prawda jest taka, ze jesli ktos rysuje a skill mu sie nie podnosi tzn. ze albo cwiczy za malo albo robi to zle/jest zle prowadzony (badz jedno i drugie).

    Trzeba miec swiadomosc, ze nie kazdy (a nawet wiekszosc) nadaje sie na samouka. Wiele osob potrzebuje dobrego nauczyciela - kogos kto wskaze bledy, nakieruje itd., bo praca wlasna badz slaby nauczyciel nie przynosi efektow. Tyczy sie to zwlaszcza osob poczatkujacych. Im ktos wiecej umie, tym w mniejszym stopniu jest zalezny od nauczyciela.

    Wiele osob przesadza z tym kregoslupem i nadgarstkami nakrecajac jakis sztuczny wyscig szczurow ale prawda jest taka, ze bez codziennej, wielogodzinnej pracy ciezko mowic o postepie. Jesli ktos raz na kilka dni cos porysuje w zeszycie, to jest to hobby i nie mozna liczyc, ze dojdzie sie w ten sposob do profesjonalnego poziomu. Na pewno wymaga to wiecej pracy niz zaliczenia jakichkolwiek studiow na odwal sie i pod tym wzgledem faktycznie zycie towarzyskie sie mocno ogranicza :P ale tez bez przesady.

    OdpowiedzUsuń
  16. Wiecie co? Zdumiewające jak wiele z powyższych spostrzeżeń znajduje idealne odzwierciedlenie w zajmowaniu się Matematyką, dziedziną wydawałoby się odległą o całe lata świetlne od rysunku.

    PS. Barwy biedy są świetne. Grzecznie prosimy o kolejne części.

    OdpowiedzUsuń
  17. "Warto pamiętać, że nawet średnio udana, ale skończona praca to o wiele większy sukces niż świetny, nigdy nie skończony pomysł" to tyczy się nie tylko rysowników, ale każdego "ahtysty". Niby oczywiste, ale nieoczywiste i trzeba to sobie wbić do sprokrastynowanego i perfekcjonistycznego łba :P.
    W ogóle, nie wiem czy świadomie, dość uniwersalny wpis :P.
    Btw. laserową korektę wzroku przeżyłam lat temu pięć i jest to najlepsza rzecz, jaką można sobie i ślepiom swym zrobić (podjarka "Ja WIDZĘ!!!!" regularnie od lat pięciu okazjonalnie poprawia humor, a najgorszy koszmar nocny to nie ten, w którym wielka dżdżownica odgryza Ci pół głowy, a ten, w którym przestajesz widzieć)

    OdpowiedzUsuń
  18. Mam pytanie! Rysuję od niedawna... A przynajmniej próbuję się nauczyć. Co rysować na początku? Rysować to co się widzi? Znaleźć jakieś fajne obrazki i je rysować? Będę wdzięczny za pomoc!

    OdpowiedzUsuń
  19. Bycie samoukiem jest o tyle fajne, że o wiele mocniej wyrabia się swój własny styl rysowania niż w przypadku, kiedy ktoś cię tego uczy. Chyba, że zaczynasz się uczyć mając już wyrobiony styl.

    OdpowiedzUsuń
  20. Gdyby nie to co właśnie przeczytałam, prawdopodobnie do końca życia zostałabym na etapie 'jestem beztalenciem'. Obiecuję, że (jeszcze nie wiem jak) ale zrobię Ci medal. Jeśli liczysz sobie dobre uczynki, dopisz jeszcze jeden - uratowałaś artystę od artystycznej śmierci :) Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  21. Co rozumiesz przez "brak urlopów" w pracy freelancera? Jestem freelancerem (choć nie rysownikiem) i właściwie mam urlop, kiedy zechcę - muszę tylko z grubsza uzgodnić jego termin ze zleceniodawcą/-ami, żeby go/ich nie zostawić na lodzie z czymś ważnym i pilnym. Oczywiście jest to urlop bezpłatny, ale coś za coś. Nieregulowany czas pracy też jest raczej zaletą niż wadą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To raczej oczywiste, że miałam na myśli urlop płatny. A nieregulowany czas pracy może być wadą lub zaletą.

      Usuń