Kiciputek: Ja vs Inne Dziewczyny, czyli wszystkie kobiety są prawdziwe

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Ja vs Inne Dziewczyny, czyli wszystkie kobiety są prawdziwe

Mam straszną alergię na sytuacje, kiedy kobiety szczuje się przeciwko sobie. Matki na bezdzietne, grube na szczupłe, bogate na biedne - i na odwrót. Naprawdę i szczerze mi smutno, kiedy widzę, jak kobiety same pogłębiają te podziały. Nie będę udawać, że nie wiem, skąd to się bierze. Dorastałyśmy i wciąż żyjemy w atmosferze stałej rywalizacji. Obraz relacji damsko-damskich w popkulturze opiera się na konflikcie i konkurencji. Być może dlatego, że popkultura w ogóle obraca się raczej wokół mężczyzn - a więc i relacje kobiet buduje wokół mężczyzny, w kontekście którego druga kobieta ma stanowić wyłącznie zagrożenie. 

Powstał z tego, na przykład, taki trend wśród młodych kobiet, żeby nabijać sobie punkty fajności kosztem innych dziewczyn, tworząc fałszywe podziały na podstawie zupełnie absurdalnych kryteriów. Stąd rozróżnienie: pierwszy rodzaj to dziewczyny "normalne", "prawdziwe", które są głębokie, wrażliwe i mają fajne zainteresowania (fajne to zawsze te powszechnie uważane za "niebabskie", czyli gry, fantastyka, sport). Dziewczyny prawdziwe naturalne, czyli nie malują się wcale, lub bardzo delikatne. Czasami ta prawdziwość objawia się też w kształtach ciała, które u prawdziwych kobiet muszą być, oczywiście, zaokrąglone i obfite. Można powiedzieć, że to wszystko są po prostu jakieś cechy charakteru lub wyglądu, zainteresowania, wiadomo - każdy ma jakieś. Jednak z jakiegoś powodu bywają traktowane jako coś absolutnie wyjątkowego i stawiane w kontraście do tak zwanych pustaków. Pustaki są chude i blond, noszą widoczny makijaż, skąpe ubrania i generalnie lubią rzeczy uznawane za babskie. A wiadomo, że jak babskie - to głupie.

Internet już jakiś czas temu to zauważył i zaczął się nabijać. Zaczęło się od rysunku, który opublikowała na tumblrze użytkowniczka o nicku beekkake:



W zamierzeniu miała to być parodia, chociaż ironia nie przez wszystkich została odpowiednio odebrana, przez co autorka została zasypana krytycznymi komentarzami. Tak czy inaczej, mem poszedł w świat, kiedy użytkownik tokimekuwaku zreblogował post dodając komentarz o treści "I dunno guys... I think they should make out." i załączając odpowiednią ilustrację:




Tak narodził się fandom Normal-chan i Other-Girls-sempai. Powstało wiele uroczych artów.


 


Oto internet w działaniu. 
Nie mogłam dotrzeć do źródeł tych prac, więc jeśli je znacie - podrzućcie proszę w komentarzach, żebym mogła je podpisać.

Sama poczułam pewną inspirację, choć przyznam, że bardziej posłużyła mi jako wymówka do stworzenia lesbijskiej pracki prosto z centrum mojej strefy komfortu:


Przepraszam, jeśli po publikacji tej pracy wczoraj na moim facebooku spodziewaliście się tematyki czysto lesbijskiej - nie martwcie się, na pewno nie będę stronić od tematyki w przyszłości.


A teraz do sedna: dziewczyny, proszę, trzymajmy się razem. Wspierajmy się. Ten świat i tak bywa dla nas przesrany. Nie musimy dodatkowo kopać się nawzajem za jakieś błahostki. Pokażmy na przekór głupim stereotypom siłę babskiej przyjaźni i solidarności. Szanujmy i ceńmy różnice w naszym wyglądzie, zainteresowaniach i wyborach. Bez względu na stan naszej kościstości lub krągłości, bez względu na ulubiony gatunek muzyki, kolor włosów, rodzaj ubrania, orientację seksualną czy plany prokreacyjne. Nie musimy budować naszej wartości na kontraście. Każda z nas ma własną, wyjątkową wartość. Musimy ją w sobie dostrzegać. 



112 komentarzy:

  1. Jak to ujął Tumblr: nie ma nic lepszego niż odzyskanie prawa do kobiecości po długich latach kupowania kłamstw o tym, jak noszenie sukienek obniża lub niweluje moją wartość jako człowieka :3

    Jakiś czas temu czytałam yuri "Girl Friends" Milk Morinagi (ciekawostka - wychodzi też po polsku). Pomijając fakt, że konwencja yuri jest jednak nieco infantylna, manga zaskoczyła mnie pozytywnie pod wieloma względami. Największym plusem było jednak bardzo pozytywne przedstawienie środowiska dziewcząt w szkole średniej, których bonding time obejmował te wszystkie straszne złe głupie dziewczyńskie rzeczy, jak wspólne wypady do fryzjera, robienie makijażu, zakupy itd. Przy czym urzekło mnie jak różne osobowości i zainteresowania miały te dziewczyny, jak łatwo komplementowały siebie nawzajem i jak silne były więzi pomiędzy nimi. I to, że dla większości z nich dbanie o swój wygląd nie miało nic wspólnego z chłopcami, ale było czymś, co robiły same dla siebie. Jestem w tym wieku, że nie sądziłam, że jeszcze kiedykolwiek przyjdzie mi się wzruszać nad szkolną mangą, ale czytając to łkałam w duchu przepraszając czternastoletnią wersję mnie samej za te wszystkie rzeczy, które pozwalałam sobie wmawiać i jednocześnie wkurzałam się, bo gdzie były te komiksy, gdy byłam w takim wieku, że ich potrzebowałam? Cóż, mam wiele do nadrobienia.
    Cudowny art Kiciputku. Supportuję wszelką tematykę lesbijską na twoim blogu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmm... Z jednej strony bardzo się zgadzam i też nie mogę patrzeć na wzajemne zaszczuwanie się. Z drugiej strony nie lubię takiego obudowywania się "między nami kobietkami", bo to krok do budowania barykad i szukania wspólnego wroga, którym niekoniecznie jest mizigonia na przykład. Dużo trzymających się razem kobiet na przykład nienawidzi trans kobiet. Albo mężczyzn. Z pasją. I akceptują, że dziewczyny są nieidealne (czy wpadają w moje znienawidzone "jędzowanie), ale wiecznie narzekają, że faceci tacy źli i nieprawdziwi. Skończyć z nienawiścią między kobietami i głupią rywalizacją - dobry cel, ale idealnie by było dążyć do skończenia tego w ogóle między ludźmi, którzy wcale nie muszą być sobie wrogami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Generalnie to w ogóle mogłabym napisać posta o tym, że wszyscy powinniśmy się kochać, wspierać i szanować, ale wydaje mi się, że posty ukierunkowane na konkretny problem mają jednak lepszą skuteczność.

      Usuń
    2. Dokładnie, rasiści się będą poklepywać po pleckach bo cały świat ich krzywdzi. A posty ukierunkowane/celowane w stronę imigrantów i zUych, m00rzyńskich muzulmanów maja jednak większą skuteczność ;)

      Usuń
    3. Nie mam zamiaru krytykować sensu tego posta. To jest po prostu z mojej perspektywy druga strona medalu. Solidarność jest super, ale czasem można w niej popaść w babskie getto (jak we wszystkim, kiedy jest skrajne), a szkoda. Tak jak chyba generalnie feministyczne jest umożliwianie dzieciom zabawę czym chcą, bez podziału na zabawy dla chłopców i dziewczynek, tak byłoby na naszą korzyść, gdyby tak robić też w dorosłym życiu. Czyli fajnie, jeśli kobiety akceptują się nawzajem, mimo bardziej lub mniej "babskich" czy "męskich" zainteresowań, ale fajnie też, kiedy nie myślimy o płciowych etykietkach w ogóle i bez względu na płeć możemy gadać o grach albo modzie, bez dzielenia się na obozy.

      Usuń
    4. "Generalnie to w ogóle mogłabym napisać posta o tym, że wszyscy powinniśmy się kochać, wspierać i szanować, ale wydaje mi się, że posty ukierunkowane na konkretny problem mają jednak lepszą skuteczność."

      Wiesz, tak samo uważają ci którzy produkują hasła typu "Prawdziwe kobiety mają krągłości".

      Usuń
  3. Mnie chyba najbardziej wkurzają różne fanpage na fejsie, które się przyczyniają do szerzenia niepotrzebnego hejtu. Taka na przykład "Beka z mamuś na forach". Ja sama nie jestem (jeszcze) matką, i rzeczywiście mam wrażenie, że czasem słusznie piętnują oni głupotę ludzką (niektóre panie rzeczywiście mają dziwaczne pomysły), ale każdy post jest tam komentowany przez dziesiątki młodszych lub starszych dziewcząt, które wyśmiewają się z matek w ogóle... nie wiem, komu to potrzebne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, też mnie trochę brzydzi ten fanpage, bo chociaż publikowane posty faktycznie są popisami wyjątkowej głupoty, to za często z samego wyśmiewania głupoty zmienia się to w seksistowskie uogólnienia. Zawsze przy takich okazjach nachodzi mnie refleksja, gdzie się podziała beka z głupich tatuśków na forach. I wychodzi na to, że głupich tatuśków na forach po prostu nie ma, bo większość z nich w Polsce dziećmi się praktycznie nie zajmuje.

      Usuń
    2. Albo po prostu nie udzielają się na forach? Ale nie, lepiej uznać że się nie zajmują, wstrętne samce. Tfu!

      Usuń
    3. Ale powiedz mi - naprawdę, NAPRAWDĘ uważasz, że w polskim społeczeństwie nie istnieje przekonanie, że to kobieta powinna bardziej zajmować się dziećmi i naprawdę Twoim zdaniem w Polsce ojcowie zajmują się dziećmi po równo i z takim samym zaangażowaniem? Bo według mnie nie. Problem istnieje i nie jest to wina "wstrętnych samców" tylko pewnych skostniałych ról społecznych, które nadal funkcjonują.

      Usuń
    4. A to paskudne role społeczne, to one tak wszędzie mieszają, nawet w moim związku.

      Usuń
    5. Po aferach z pedofilami ojcowie jeszcze mniej mają ochotę zajmować się dziećmi. Bo co jak ktoś zobaczy i wyciągnie fałszywe wnioski. Kobiet nie oskarża się o molestowanie (zwykle). Druga sprawa że faceci zwykle są przekonani że dziecko łatwo uszkodzić i czują się jak słonie w porcelanie. I są jeszcze zwyczajne buce którym się nie chce.

      Usuń
    6. Mężczyźnie powinni bezwzględnie przejąć równe pół obowiązków matki. Z karmieniem piersią włącznie. Taką mam koncepcję.

      Usuń
    7. Ratzing, masz rację, jak się nie da wspólnie piersią karmić przez pierwszy niecały rok życia to już w ogóle nie ma sensu to całe zaangażowane ojcostwo i lepiej od razu pieprzyć to wszystko i zająć się swoimi męskimi sprawami. Bez cycków nic się wokół dziecka nie zrobi, wiadomo.

      Usuń
    8. I to jest dyskusja jaką lubię - na wyolbrzymienie przekazane pół żartem, pół serio odpowiadamy innym ekstremum. Taki rodzaj rozmowy ma zwyczaj prowadzić do absolutnie niczego, no może poza wzajemnym antagonizmem.

      Bo ja tam się z Tobą zgadzam, też uważam, że ojcostwo jest traktowane po macoszemu i społeczeństwo jako takie nie przywiązuje do niego dostatecznej wagi ani nie kładzie dostatecznego nacisku.
      Nie uważam po prostu że "równy" podział obowiązków jest odpowiednim rozwiązaniem - lepszym określeniem wg. mnie byłoby: ojciec i matka powinni dać z siebie maksimum w ramach możliwości i rozsądnego podziału. A faktem jest, że standardowo ojciec do maksimum raczej nie dąży. A w wielu przykrych przypadkach nawet nie zaczyna dążyć.

      Usuń
    9. Równy podział obowiązków nie oznacza, że oboje rodzice mają robić to samo, ale np. poświęcać dzieciom równie wiele swojej uwagi i czasu.

      Usuń
  4. Ja tak bardzo uwielbiam to trzymanie się razem. Dotarło to do mnie całkiem niedawno, ale staram się to wpajać młodszym siostrom (i wszelkim napotkanym na drodze dziewczynom), bo przecież jeśli nie będziemy stawać murem za sobą nawzajem, to kto to za nas zrobi? Panowie? Huhu, szczerze wątpię. Nie jesteśmy idealne, nie wszystkie jesteśmy zjawiskowo piękne, ponadprzeciętnie inteligentne czy w czymś szczególnie uzdolnione. I jesteśmy RÓŻNE, co znaczy że mamy prawo mieć różne zainteresowania, upodobania i plany. I nie są one w niczym lepsze lub gorsze od tych innych dziewcząt. Masz ochotę oglądać filmy o kosmetykach na youtube? Proszę bardzo, zawsze będę mogła zapytać o radę w sprawie makijażu. Zdarza ci się grać przez cały weekend zapominając o wzięciu prysznica? Masz do tego prawo, w razie szukania prezentu dla gracza będę wiedziała do kogo się zwrócić. Zawsze bardzo przykro mi się robi, kiedy dziewczyny perfidnie obgadują koleżanki, wolę nie przebywać z takimi ludźmi. Staram się z kolei dziewczęta komplementować, bo przecież zasługują. Bo w każdej się znajdzie coś, o czym można powiedzieć coś miłego, a nawet nie trzeba specjalnie się starać! To jest widoczne na pierwszy rzut oka! Ja ostatnimi czasy poznałam kilka uroczych dziewczyn nie mogę wyjść z podziwu jakie to wspaniałe. Bo jesteśmy dla siebie miłe. Bo nie mamy problemu ze zrozumieniem niecodziennych hobby, uwielbienia do brokatu, filmów o superbohaterach czy Taylor Swift. I możemy bez problemów pożyczać sobie ciuchy i spać w jednym łóżku bez robienia muru pt. "NO HOMO" z poduszek.
    Tak więc: 1. po raz kolejny się z Tobą zgadzam; 2. WIĘCEJ ZAKOCHANYCH DZIEWCZĄT *____*

    I tak na marginesie, troszkę obok tematu: tumblr potrafi być męczącym i momentami naprawdę niedorzecznym miejscem w sieci, gdzie nie można słowa napisać żeby ktoś się nie poczuł obrażony, ale mimo wszystko rzeczą którą lubię tam najbardziej, są sytuacje takie jak ta wyżej. Ktoś wrzuci obrazek czy krótkie zdanie i nagle się okazuje, że ktoś ma pomysł na komiks. Ktoś inny na fanfik. Ktoś jeszcze inny zrobi animację... Ludzie są niesamowici.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Muszę się zarówno zgodzić jak i...nie zgodzić. Zgodzić bo faktycznie ma to tam jakiś sens a nie zgodzić ponieważ wyłania się tu dość wyraźna ignorancja. Mylenie psychologicznych konsekwencji z konsekwencjami socjologicznymi... Nie ładnie, nie ładnie tak w błąd wprowadzać.

    "Dorastałyśmy i wciąż żyjemy w atmosferze stałej rywalizacji. Obraz relacji damsko-damskich w popkulturze opiera się na konflikcie i konkurencji. Być może dlatego, że popkultura w ogóle obraca się raczej wokół mężczyzn - a więc i relacje kobiet buduje wokół mężczyzny, w kontekście którego druga kobieta ma stanowić wyłącznie zagrożenie. "

    Obawiam się, że nie masz racji. To nic innego jak instynkt a nie cecha nabyta przez dorastanie w takiej a nie innej rzeczywistości. Proces był odwrotny, nie jesteście takie jakie jesteście ponieważ rzeczywistość jest taka tylko to rzeczywistość jest taka ponieważ natura przystosowała was do takiego działania. Świat też kręci się w około mężczyzn ponieważ mężczyźni wywalczyli sobie taką pozycje pomimo tego że jest nas mniej i to też wynika z naszego przystosowania, z niczego więcej. Pozdrawiam i pisz dalej zaglądaj jednak do źródeł naukowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co rozumiesz przez pojęcie instynktu? Z czyjej teorii socjologicznej wynika to co napisałeś? Dlaczego uważasz że konsekwencje socjologiczne są odrębne od konsekwencji psychologicznych?

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Mogą być odrębne choć nie muszą fakt. A to z tego względu że inaczej działa społeczeństwo a inaczej jednostki w nim. Z niczyjej. Nie czytam o socjologii to akurat było uzupełnienie na podstawie logiki i wiedzy na temat psychologii nie socjologii. Jestem filozofem nie socjologiem choć w niektórych przypadkach to przenikające się dziedziny jednak nie tożsame.
      I ubiegając zarzut, że jestem hipokrytą nawołując do czytania źródeł naukowych samemu opierając się na wiedzy tylko częściowej - to nie jest błąd. Uzupełnianie braków logiką jest dość powszechne bo do tego ona między innymi służy. To po pierwsze. Po drugie to tylko mój komentarz, gdybym pisał artykuł czy felieton postąpiłbym zgodnie z mym zaleceniem i zajrzał do odpowiednich źródeł. To raczej normalne postępowanie. Nie ma co takich rzeczy pisać z głowy.

      Usuń
    4. Hmm, a z jakich źródeł Ty korzystasz że z taką pewnością piszesz o "instynkcie"? Zapominasz, że wszyscy ze sobą od zawsze rywalizują, nie tyko kobiety między sobą o mężczyzn, ale też mężczyźni o kobiety (chyba nawet bardziej), oraz każdy z każdym o zasoby i jest to uwarunkowanie ewolucyjne. W tym względzie "instynkt" kobiet wcale nie różni się od męskiego, czy może raczej ogólnoludzkiego:) Różnice w postępowaniu i ogólnie pojętej "solidarności" wynikają IMO już tylko z wychowania na wielu płaszczyznach. Otóż po pierwsze: kobiety wcale nie są uczone rywalizacji, lecz na odwrót: "bycia miłymi" w każdej sytuacji i paradoksalnie stąd biorą się największe konflikty: chcą rywalizować i robią to, ale wychowanie nie pozwala im rywalizować w sposób otwarty, zamiast więc krótko i zdrowo (tzw. "po męsku") wyjaśnić sprawę, prowadzą wojny podjazdowe unikając otwartej konfrontacji. Po drugie: mit księżniczki.Tak, (niemal) każda dziewczynka ma od dziecka wpajane, że ma być najpiękniejsza i wiele dziewczyn z takim pragnieniem (świadomie lub nie) wchodzi w dorosłe życie, co jest potem przyczyną zazdrości i w linii prostej - kolejnych wojen podjazdowych. Wystarczy jednak, żeby rodzice wreszcie zaczęli uczyć swoje córki, że ich wartość nie opiera się tylko na wyglądzie (i to także w kwestii zdobycia partnera, bo jest wielu panów preferujących nieco brzydsze ale za to mądrzejsze partnerki), żeby ambicje dziewcząt przeniosły się na inne pola (chociażby naukowe czy zawodowe), gdzie mogą rywalizować ze sobą - i z chłopcami - w zdrowszej atmosferze: wygrywa ten/ta, która włożyła w pracę największy wysiłek. Wtedy też zupełnie naturalną dla ludzkiego gatunku płci obojga zazdrość (o urodę, osiągnięcia czy chociażby lepszy samochód) daje się przekuć w coś o wiele bardziej konstruktywnego: motywację do większego wysiłku, zamiast dotychczasowej wrogości.

      Co do reszty Twojego wpisu... hmm, chyba zaklinasz rzeczywistość. Mężczyźni swojej pozycji nie wywalczyli, mieli ją "w defaulcie". Oczywiście można długo rozprawiać nad przyczynami takiego stanu, IMO jest to wprost pochodna większej siły fizycznej mężczyzn i ich utartej pozycji myśliwego-żywiciela, od którego cała reszta (kobiety i dzieci) są ostatecznie zależni. Zauważ też, że historycznie to mężczyźni byli bardziej skonfliktowani i ostrzej rywalizowali o kobiety. Wszystko to jednak tak czy inaczej przeszłość: żyjemy w innej rzeczywistości, gdzie już od czasów rewolucji przemysłowej każdy/-a może pozyskiwać zasoby równie skutecznie, bo nową siłą jest inteligencja i wiedza, tym samym zmienia się dystrybucja zasobów i stosunki społeczne, czego ciężko nie zauważyć analizując np. ostanie 100 lat. Obawiam się też (ze względu na Ciebie), że świat już od dawna nie "kręci się wokół mężczyzn". Nie żeby miał się kręcić teraz wokół kobiet, po prostu kręci się wokół inteligentnych i pracowitych jednostek dowolnej płci, czego skądinąd spora część panów zdaje się nie zauważać - ale to już inny temat.

      Usuń
  7. W tym wpisie poście jest właśnie to, czego nie lubię w feminizmie - ta solidarność z innymi ludźmi tylko dlatego, że mają piersi i pochwę. Tak jakby właśnie to było najważniejsze w ocenie człowieka i w naszej z nim relacji.
    Dla mnie taka solidarność może mieć znaczenie tam, gdzie faktycznie chodzi o jakieś sprawy biologiczne np. przy brafittingu czy cytologii. Ale w środowisku zawodowym czuję znacznie większą solidarność z grupą ludzi inteligentnych i pracowitych, a nie z grupą kobiet.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, gdyby Kiciputek napisała tu dodatkowo o nerdach i hip-hopowcach przesłanie byłoby uniwersalne na poziomie (praktycznie) dosłownym, ale "kochajmy się dziewczyny" nie jest równoznaczne z "kochajmy się tylko między sobą dziewczyny".

      Anonimowy Tomek

      Usuń
    2. Solidarności, a może raczej tolerancji, nie szczucia na kogoś, bo jest inny. Widać, że proste sprawy nie docierają do osób przekonanych o swojej wyższości. Zakłada, że należy się do grupy osób inteligentnych i pracowitych, to co będzie solidaryzować z jakimiś kobietami albo innym plebsem.

      Usuń
    3. Feminizm to nie jest solidarnosc z cyckami. Feminizm to jest dazenie do RÓWNOUPRAWNIENIA obu plci. Czyli dobro dla wszystkich - równe prawa dla ojców i matek na przyklad, jeden z niewielu przykladów gdzie mezczyzna ma mniejsze prawa niz kobieta.

      Usuń
    4. I to się ma tak do tematu, że...?

      Usuń
    5. Naprawdę mnie to irytuje. Feminizm powstał przez kobiety i dla kobiet i chociaż zajmuje się też równouprawnieniem mężczyzn, to nie znaczy, że trzeba o nich wspominać przy okazji poruszenia jakiegokolwiek problemu kobiet. Pretensje do feminizmu, że mówi o kobietach to jak pretensje do straży pożarnej, że gasi pożary.

      Usuń
    6. Magdalena wszystko dobrze, ładnie fajnie. Szkoda tylko, że mężczyźni solidaryzują się z innymi mężczyznami bo mają penisa. Pamiętam jest taka książka pt.'podziemne życie mężczyzny' idzie chłopak do taksówki i taksówkarz mu odpowiada, że już skończył kursy, już idzie do domu i nie może go nigdzie podwieź ale jak ten powiedział, że jego kumpel zdradza swoją dziewczyne i tak się dowiedziała i trzeba go 'ratować' to odrazu się zgodził i bez pieniedzy go na miejsce zawiózł. Albo pamiętam jak czytał jakąś kobiete, który pisała na blogu, że jej mąż nie czyta książek napisanych przez kobiete. Czemu? No pewnie dlatego, że penisa nie ma. I tak zgadzam się z Kiciputką Feminizm powstał d la kobiet, owszem pomaga też mężczyzną ale to nie znaczy, że zawsze trzeba o nich mówić jak się pomaga kobietom. Bo po pierwsze w ten sposób nic się nie zmieni. 2. Moim zdaniem to tak zasłona dla mizoginów i mizoginek.

      Usuń
    7. Popieram Magdalaenę, ponieważ też wolę się solidaryzować z chłopakami którzy nie odstają ode mnie np. poziomem intelektualnym czy hobby niż z pustakami którym tylko kosmetyki w głowie.

      Do Anonima: "Zakłada, że należy się do grupy osób inteligentnych i pracowitych, to co będzie solidaryzować z jakimiś kobietami albo innym plebsem."
      Pff, tego się nie zakłada, to się wie. Jeśli widzę że robię w pracy więcej niż ktoś inny to jest to fakt. Ludzie dobierają się naturalnie w grupy przyjacielskie, bo mają coś współnego i to coś jest czymś więcej niż tym, że natura obdarzyła nas tą samą płcią.
      Nigdy nie rozumiałam "solidarności jajników", może dlatego że spotkałam w swoim życiu więcej ciekawych mężczyzn niż kobiety i to z nimi wolę przebywać i ich bronić jeśli już. A jak ktoś nie inwestuje w swój rozwój i jest pustakiem (bez względu na płeć) to zawsze będę się z takich osób wyśmiewać lub ich żałować (w zależności od sytuacji). Jesteś głąbem = jesteś głabem bez względu na płeć, nie mam zamiaru przebywać czyimś towarzystwie i się nudzić tylko dlatego, że ma parę cycków jak ja. Litości :/

      Usuń
  8. Jak już się naprawdę uprzeć i głęboko kopać to w kulturze dominuje pościg za cipką. Ani to chwalebne dla kobiet których głównym "zadaniem" jest nie stracić swojej wartości (np spiknąwszy się z niskiej wartości facetem, bzykając na prawo i lewo co zmniejszy ich atrakcyjność przez wyższą podaż, albo niszcząc swoje ciało itp) ani dla facetów którzy swoją egzystencję mają w całości ukierunkować na zdobycie wartościowej kobiety/narobienie jak największej liczby punktów.

    Ale czego oczekiwać? Jesteśmy małpami które niby mózgi mają wielkie, ale rodzice nas wszystkich chociaż różnią się w wielu cechach zawsze jedną mają wspólną - osiągnęli sukces reprodukcyjny. Do tego software na popęd seksualny mamy bardzo stary, opierający się na prostych do zaobserwowania kryteriach. Homo sapiens nie rozpisywał sobie w excelu korzystnych cech matrymonialnych potencjalnych partnerów. Patrzy. Widzi zdrową sylwetkę i młode ciało - reakcja natychmiastowa. Albo w drugą stronę wysokiego bydlaka, któremu pozostałe osobniki okazują respekt. Mając tak prosty mechanizm na dnie popędu seksualnego + przywiązując tak wielką wagę do seksu = nic dziwnego że te prymitywne żądze wypływają późnej w kulturze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet gdyby rozpisywał, nic to nie zmieni póki się to nie odbędzie na poziomie całych populacji co jest teraz nierealne, gdyż cały przyrost populacji następuje w krajach gdzie dostęp do excella jest najwyżej w komórkach a jest to ta ostatnia rzecz którą na nich odpalą.

      Co do wpisu Kici, to jest mocno dyskryminujący a niebezpieczny dla kobiet. Tak, kobiety was mogą i często będą krzywdzić bardziej niż którakolwiek z innych (41258127iu) płci.

      Usuń
    2. "jest mocno dyskryminujący a niebezpieczny dla kobiet"
      Wskaż

      Usuń
    3. Jak to wskaż? Tutaj chodzi o nawolywanie do sympatyzowania z SSmankami oraz kobietami które inicjują oraz wykonują obrzezanie dziewczynek zamiast sympatyzowania z ludźmi którzy kobietom rzeczywiście pomagają. Po drugie przez ominięcie innych płci jest okrutne bo nie zasługują one na sympatię według autora. Wyobraź sobie, ze w pracy podwyżkę dostanie tylko jedna płeć.

      Usuń
  9. Zauważyłam też, że kobiety z reguły krytykuje się za "babskie" zainteresowania - że są płytkie i głupiutkie, że nie są oryginalne, że "każda dziewczyna", bla, bla. Z drugiej natomiast strony, gdy facet interesuje się czymś wśród mężczyzn popularnym i "typowym" (sport, motoryzacja, gry itd.), to nikt nie ma z tym problemu. Babeczki nie mogą przyznać się do interesowania się tym, co popularne, bo są przez to nudne, ale mężczyznom się tego nie wypomina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie wypomina, ale jest to postrzegane jako prostackie. Interesowanie się sportem oraz motoryzacją cuchnie dresiarnią co samo w sobie jest obraźliwe. Z drugiej strony nie jest jasne czemu dziewczyny wolą mieć "babskie" zainteresowania gdy patrzy się na nie z góry. Powinny zaniknąć nawet jako sam koncept ponieważ mają tylko niekorzystne wpływy. Albo ... może to nie jest takie czarno-białe.

      Usuń
    2. IMHO kluczowe nie jest pojedyncze zainteresowanie, ale całe spektrum psychiki czy charakteru danej osoby. Makijaż, moda, sport to są zupełnie fajne hobby, ale jeśli dla kogoś istnieje TYLKO moda albo TYLKO samochody, no to cóż - jego "moc obliczeniowa" nie jest zbyt duża.

      Usuń
    3. Ale to działa też w drugą stronę - dziewczyna interesuje się motoryzacją? OMG MARRY ME! Facet lubi komedie romantyczne i woli kawiarnie od barów? NO KURWA PEDAŁ JAKIŚ.

      Usuń
    4. Zauważmy że krytyki "Babskich" zainteresowań dokonują zwykle faceci (lub kobiety bez takich), którzy nie widzą wartości mody, makijażu itd. Nie rozumieją tych dziedzin, nie są w stanie nic wnieść do dyskusji, nudzą się. Natomiast jeśli kobieta ma "męskie" zainteresowania występuje wspólny, zrozumiały temat w którym można szpanować.

      Usuń
  10. Też mnie to wnerwia. Jak sytuacja, że typ wyskoczy ze zdaniem: "wszystkie kobiety są głupie/to dziwki". To zamiast wspólne dawać odpór to zawsze znajdzie jakaś "a ja to jestem inna". Czytaj - "no tak baby takie są, ale jestem od nich lepsza, wyjątkiem na na tle tych bab". Najłatwiej się odciąć do problemu. Zamiast solidarności mamy zbiorowisko księżniczek zapatrzonych w siebie. Bo przecież dziewczynka, to musi być księżniczką - nie tak teraz wychowują. To nie jest kwestia rywalizacji międzygrupowej i poczucia, że nasza grupa to ta elitarna. W odwrotnym przypadku, gdy ktoś obraża mężczyzn, co zdarza o wiele rzadziej, a obrazą statystyka, z której wychodzi, że przemoc ma płeć męską. Jak żyje, nie widziałam mężczyzny, który skomentował - no tak, ale ja jestem inny. To następuje reakcja: mówią źle na mężczyzn -obrażają mnie osobiście. Przylatuje husaria kolegów, którzy krzyczą, że ich krzywdzą. U kobiet zawsze znajdą się księżniczki, których to nie dotyczy i łamistrajki z dystansem do siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Księżniczkowość jak i męska przemoc mają korzenie w kompleksach. Z jakiegoś powodu kobiety reagują wyparciem. A potem pomalowaniem się na orange i wrednym zachwianiem.
      Mężczyźni są często solidarni we własnym gronie bo model społeczny wykuwa między nimi więzy. Faceci mają naprawdę mnóstwo kompleksów i problemów z życiem. Ze względu na delikatność psychiki samce szukają wsparcie i empatii u podobnych sobie osobników, najlepiej takich które maja podobne trudności. Drugim sposobem radzenia sobie z cierpieniem psychicznym jest sprawianie cierpienia inny, w domyśle by poczuli się równie źle jak agresor.

      Z jakiegoś powodu kobiety nie reagują podobnie. Więzi tworzą kiedy akurat są (w mierę) szczęśliwe, a przemoc jeśli już stosują na podstawach praktycznych. Może to wynikać z lepszego przystosowania środowiskowego.

      Wasz Anonim Al

      Usuń
  11. Nie wiem czemu niektórym trudno zrozumieć, że nie chodzi tu o wywyższanie kogoś ze względu na płeć i jakąś głupią solidarność jajników, tylko o najzwyklejszy szacunek do siebie nawzajem. Dziewczynom obrywa się (od facetów, ale i od innych dziewczyn) praktycznie za wszystko: ubierasz się kobieco - "myślisz tylko o swoim wyglądzie, próbujesz kogoś wyrwać?", ubierasz się niekobieco - "łe, babochłop, kto cię będzie taką chciał?"; malujesz się - "fejk, tapeta, zmyj to, naturalność jest piękna!", nie malujesz się - "jak ty wyglądasz, w ogóle o siebie nie dbasz!"; masz typowo kobiece zainteresowania - "głupia, pusta, zamiast oglądać te kiecki to wzięłabyś się za coś porządnego, poczytaj jakąś książkę a nie tylko oglądasz te komedie romantyczne", masz zainteresowania uznawane za typowo męskie - "fake geek! wymień nazwy wszystkich przeciwników tego superbohatera ha ha dziewczyny grają w gry tylko po to, żeby przypodobać się facetom"; masz dzieci i nie pracujesz - "kura domowa, tylko siedzisz, sprzątasz i gotujesz, mąż na ciebie haruje a ty jeszcze śmiesz wydawać jego pieniądze", robisz karierę i jeździsz do Tokio i do Paryża - ...tego właściwie nie ma sensu komentować, wszyscy wiemy o co chodzi. Można tak wymieniać bez końca. Podejrzewam, że praktycznie każda kobieta doświadczyła bycia ocenianą w ten sposób i choć raz w życiu pomyślała tak o kimś innym. Jako społeczeństwo gonimy za ideałem, który nie istnieje, za czymś co jest pośrodku, ale prawda jest taka, że nigdy nie uda się tego znaleźć. Zawsze będzie ktoś dla kogo będziesz "za bardzo" albo "za mało". Warto zachęcać inne panie do tego, żeby wspierały się nawzajem w swoich wyborach, zamiast tworzyć bezsensowne konflikty i przekonywać innych (ale głównie siebie), że jest się bardziej wartościową osobą.

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja mam to w dupie.

    OdpowiedzUsuń
  13. takie podziały tworzą się i wśród mężczyzn, gdyby któraś z pań mogła być kiedyś w wojsku to by zobaczyła, że mężczyźni też tam rywalizują ze sobą a punkty fajności nabijają sobie przez takie podziały jak: miasto - wieś, człowiek z zawodówki - człowiek po studiach, mięśniak - chuderlak, gej - hetero, pijący - nie pijący i wiele, wiele absurdalnych jeszcze podziałów można by tylko w tym jednym środowisku męskim znaleźć. Więc to nie jest tak, że kobiety są na siebie napuszczane na wzajem a mężczyźni mają lajtowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Budujesz fałszywą symetrię i opisujesz zupełnie inny problem. Nie chodzi o dyskryminację ze względu na budowę/pochodzenie/orientację/wykształcenie. To jest oddzielny problem niezwiązany z płcią.

      Usuń
    2. nie zgadzam się, to jest właściwa symetria, pisałaś o kolorze skóry, dzietności, wyglądzie, charakterze. Trudno, żeby faceci sobie nawzajem dokopywali ze względu na to czy ma makijaż czy nie, ale już jeżeli chodzi o posiadanie dziecka to owszem, łatwo sobie wyobrazić ojca 30-letniego faceta , którego ten chciałby skłonić do małżeństwa z dziewczyną z którą jest powiedzmy 10 lat oraz skłonić do tego, żeby w końcu zrobił jej dziecko a wiadomo przecież, że to nie tylko od tego faceta zależy.
      Generalnie zgadzam się z Tobą i gratuluję pomysłu na post, dostrzegam, że faktycznie jest jakiś problem wśród was kobiet, takie wezwanie do zgody i wspierania się w tym trudnym świecie jest właściwe, jednakże nie wydaje mi się żeby zdrowa na umyśle osoba, rozsądna czuła się lepsza od drugiej tylko dlatego, że jest opalona bądź na odwrót.
      Są dużo ważniejsze problemy, np. dziś z uwagi na dzień ojca poruszyłem na swoim blogu temat przemocy domowej kobiet na którą narażeni są głównie mężowie ale i pozostali domownicy.

      Usuń
    3. "nie wydaje mi się żeby zdrowa na umyśle osoba, rozsądna czuła się lepsza od drugiej tylko dlatego, że jest opalona bądź na odwrót"

      To, że tobie się nie wydaje, nie zmieni rzeczywistości, w której przecież właśnie na ten temat powstają dziesiątki obrazków w sieci - "wszystkie inne dziewczyny to puste opalone blondynki, a ja jestem mądrą bladą brunetką".

      "łatwo sobie wyobrazić ojca 30-letniego faceta , którego ten chciałby skłonić do małżeństwa z dziewczyną z którą jest powiedzmy 10 lat oraz skłonić do tego, żeby w końcu zrobił jej dziecko a wiadomo przecież, że to nie tylko od tego faceta zależy"

      Naprawdę mi nie wkręcisz, że istnieje podobny nakręcony społeczny konflikt między bezdzietnymi facetami a ojcami, jak między bezdzietnymi kobietami a matkami. Afery o "wózkowe" i "roszczeniowe mamuśki" w mediach, kampanie społeczne o samolubnych kobietach, które nie zdążyły urodzić - ten sam dyskurs na temat mężczyzn nie istnieje, to w ogóle nie ta skala.

      "Są dużo ważniejsze problemy, np. dziś z uwagi na dzień ojca poruszyłem na swoim blogu temat przemocy domowej kobiet na którą narażeni są głównie mężowie ale i pozostali domownicy."

      A tutaj po pierwsze - postulujesz fałszywą tezę, że da się i powinno się zajmować tylko jednym problemem. Serio, nie mogę każdego postu poświęcić przemocy domowej - kilka już miałam - a nawet jeśli, to przecież zaraz znajdzie się ktoś, kto stwierdzi, że powinnam się zająć jeszcze ważniejszymi problemami, np. kobiet z trzeciego świata.
      Po drugie - przemoc domowa kobiet, na którą narażeni są głównie mężowie? Co?

      Usuń
    4. "temat przemocy domowej kobiet na którą narażeni są głównie mężowie ale i pozostali domownicy"
      Tak, na przemoc domową kobiet są narażeni głównie mężowie, bo w Polsce nie ma małżeństw innych niż kobieta+mężczyzna. Co nie zmienia faktu, że skala problemu "kobieta mnie bije" w porównaniu z problemem "facet mnie bije" jest znikoma. Oczywiście, o tym problemie pisać można i należy, niezależnie od skali. Ale nie oznacza to, że jest on ważniejszy od innych.

      Usuń
    5. naprawdę nie dostrzegam takiego stereotypu, że opalone blondynki są głupie i sztuczne a nie opalone brunetki mądre i naturalne, może w kiepskich dowcipach tak jest, ale kto to bierze na serio? nie znam takich osób,
      co do mężczyzn nie wiesz jak to jest, myślisz, że facet będący w związku kilka lat nie jest obgadywany, że nie może zrobić dziecka albo, że coś jest z nim najwidoczniej nie w porządku skoro jeszcze nie ma? nie wiem czy to jest nie ta skala, myślę, że wy w takich sytuacjach głośno protestujecie a faceci milczą i wydaje się, że skala jest mniejsza
      masz racje, Twój temat jest nie mniej ważny od mojego, każdy problem zasługuje na rozwiązanie
      jeżeli chodzi o kampanię o samolubnych kobietach to jestem naprawdę w szoku, że pominięto w niej mężczyzn, to dyskryminacja, wszak wiadomo, że z pustego i Salomon nie naleje, bo Tanga trzeba dwojga

      Usuń
    6. "co do mężczyzn nie wiesz jak to jest"
      Jestem facetem.

      Usuń
    7. a świstak siedzi i zawija je w sreberka nosiwodo

      Usuń
    8. Twój argument będący?

      Usuń
    9. nie mam możliwości sprawdzenia czy jesteś facetem czy nie tak samo jak to czy świstak zawija w sreberka czy też nie, dlatego powątpiewam, ponadto moja męska intuicja, która tylko czasem mnie zawodzi podpowiada mi, że nie jesteś płci męskiej

      Usuń
    10. Sorry, ale jednak większą kompetencję w kwestii swojej płci przyznaję osobom, o których płci mowa, niż intuicji jakiegoś obcego gościa - jeszcze jedna taka głupia wypowiedź na czyjś temat i stąd wylatujesz.

      Usuń
    11. "moja męska intuicja, która tylko czasem mnie zawodzi podpowiada mi, że nie jesteś płci męskiej"
      http://i2.kym-cdn.com/entries/icons/original/000/005/804/images.jpeg

      Usuń
    12. Siewcy, gdy się nie rozumie to się używa googla. Niqab jest rodzaj ubrania zauważalnie zmieniający wygląd człowieka

      Usuń
  14. a tak poza tym wszyscy się różnimy i np. czemu kobieta bez makijażu ma nie czuć się bardziej prawdziwa od kobiety umalowanej od stóp do głowy?, czemu kobieta zamężna z dziećmi ma nie czuć się bardziej odpowiedzialna od podrostka, któremu dopiero co przestało kapać mleko z brody?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. W jaki sposób ilość makijażu wpływa na prawdziwość kobiety? Zaczyna od niego zanikać? Rośnie jej penis? Zmienia się w jednorożca?
      2. To bezdzietne są tylko podrostki z mlekiem na brodzie?

      Usuń
    2. Dlaczego kobieta umalowana miałaby być bardziej kobieca? W ogóle nie cierpię utożsamiania słowa kobiecy ze słowem seksowny. Kobiecość ma wiele odcieni - IMHO tak samo jestem kobieca w sukience, jak w dżinsach.

      Usuń
    3. Co? Ale kto twierdzi, że jest bardziej kobieca?

      Usuń
    4. jeżeli chodzi o makijaż to chodziło mi o prawdziwy wygląd, wiem jak makijaż potrafi zmienić twarz kobiety w takim sensie ta kobieta pomalowana jest sztuczna a ta nie pomalowana prawdziwa i choćbyś nie wiem jakich słów użyła, choćbyś nie wiem jak język nagięła to nie możesz się ze mną nie zgodzić
      to o bezdzietności podałem taki przykład a nie inny bo gdybym napisał o dorosłej bezdzietnej kobiecie to mogłabyś mi zarzucić, że uważam iż kobiety bezdzietne są nieodpowiedzialne a tak nie uważam, przynajmniej nie w każdym wypadku
      Chodziło mi o to, że jeżeli ktoś faktycznie jest lepszy to ma prawo tak się czuć, jeżeli ktoś przybiegł pierwszy na metę to dlaczego ma nie czuć się zwycięzcą i tak samo jest w każdej sprawie, inna sprawa jeżeli ktoś się czuje lepszą kobietą bo nie stosuje makijażu, bądź ma dziecko, jest oczywiste, że te kryteria nie decydują o tym czy ktoś jest lepszą kobietą czy nie.
      Nie powiedziałem, że kobieta umalowana jest bardziej kobieca, oba przypadki są kobiece tylko każda w inny sposób.
      Mam nadzieję, że strołmen to nie obraźliwy zwrot, bo ja nikogo tu nie obrażam.

      Usuń
    5. Jeżeli kobieta jest sztuczna nosząc makijaż, to przecież jest też sztuczna nosząc ubrania czy goląc pachy.
      A sytuacja, o której pisałam odnośnie dzietności/bezdzietności dotyczy przecież dorosłych kobiet, więc twój przykład nie miał żadnego sensu.

      Usuń
    6. gdybyśmy oceniali sztuczność/prawdziwość przez kryterium noszenia ubrań to prawdziwi okazaliby się tylko nudyści i to tylko w lato ale oceniamy przecież prawdziwość przez kryterium posiadania makijażu bądź jego nie posiadania.

      Usuń
    7. "oceniamy przecież prawdziwość przez kryterium posiadania makijażu bądź jego nie posiadania"
      Nie, to tylko Ty tak robisz.

      Usuń
    8. nosiwoda jak już mnie jakoś chcesz skrytykować to użyj argumentów, napisałem, że kobiety noszące makijaż są sztuczne w stosunku do tych nienoszących w takim względzie, że po makijażu mają sztucznie poprawioną twarz, nie napisałem że w ogóle nie są prawdziwymi kobietami, tak naprawdę w obu przypadkach gustuję i oba przypadki mi odpowiadają, nie przyszłoby mi do głowy szukania zatyczki w kobietach z makijażem, po wyjęciu, której uleciało by z nich powietrze.

      Usuń
    9. A co kobieta w niqabie? Jest bardziej lub mniej sztuczna do pomalowanej/niepomalowanej?

      Usuń
    10. "napisałem, że kobiety noszące makijaż są sztuczne w stosunku do tych nienoszących w takim względzie, że po makijażu mają sztucznie poprawioną twarz"
      No właśnie, tak napisałeś. A ja napisałem, że nie jakieś "my oceniamy", tylko Ty tak robisz. W czym niezgodność?

      Usuń
    11. nie rozumiem pytania effaraitsch, nie znam waszego slangu do mnie trzeba prostym językiem, nosiwoda zobacz na tytuł postu kicipulki. Zakłada, że wszystkie kobiety są prawdziwe, z tym i ja się zgadzam, lecz biorąc pod uwagę kryterium posiadania makijażu to kobieta bez makijażu jest bardziej prawdziwa niż ta z nim na twarzy. Takie kryterium przyjąłem bo o makijażu pisała kicipulka między innymi. Naprawdę nie mam nic do kobiet z makijażem czy bez makijażu, wszystkie kocham jednakowo. Ok zaprzestaję komentowania w tym temacie, powiedziałem co miałem powiedzieć.

      Usuń
    12. Kobieta ma na sobie makijaż tak samo, jak ma na sobie ubranie - wyrzucasz z głowy ten fakt, bo musiałbyś przyznać, że wszystkie ubrane kobiety są sztuczne, a to trąci absurdem. Ta analogia powinna ci dać do myślenia w kwestii absurdalności takiego myślenia w ogóle.

      Usuń
    13. "Zakłada, że wszystkie kobiety są prawdziwe, z tym i ja się zgadzam, lecz biorąc pod uwagę kryterium posiadania makijażu to kobieta bez makijażu jest bardziej prawdziwa niż ta z nim na twarzy"

      Nie, to jednak musi być troll.

      Usuń
    14. Tej no, ludzie co wy macie za problemy z porównywaniem prawdziwości, przecież to proste jest.
      Jaka kobieta jest prawdziwa - intuicyjnie taka jak ją Pan Bóg stworzył :). Teraz robimy "skalę prawdziwości": goła>goli pachy>z ubraniem>z makijażem. I jeszcze wiele innych stanów. Przy czym skala raczej nie jest taka liniowa. Np. Kto jest prawdziwszy? Nieogolona kobieta z makijażem, czy ogolona bez? Trudno powiedzieć. Jednak dopóki porównujemy kobiety, które różnią się tylko jedną cechą to nie ma problemu.

      Usuń
  15. Wierz lub nie, na zachodzie (szczególnie w Holandii) jest z tym jeszcze gorzej, bo jest podział na Piękne Blond Wyegzaltowane Super Eko Feministki i całą resztę. Z tym że jest to "feminizm" w tym negatywnym, karykaturalnym sensie, gdzie kobiety chcą być bardziej męskie od mężczyzn, a jednocześnie rzucają się z pazurami na każdą laskę, która nawet słówko z ich facetem zamieni. A taki wolny kraj niby... kiedyś zastanawiałam sie czemu kumpele z pracy nie przyznają się, że są Holenderkami, ale teraz to się już nie dziwię. Smutne to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że mam wybór, bo pozwolę sobie jednak nie wierzyć.

      Usuń
  16. Przepraszam, że od tego zacznę, ale muszę: wiedza potoczna, dotycząca przyczyn dominacji mężczyzn nad kobietami jest oparta na stereotypach oraz tępym socjobiologiźmie i neuroseksiźmie. To nie w społeczeństwach łowiecko-zbieraczych wyodrębniłą się ta dominacja, ale najprawdopodobniej na etapie rewolucji neolitycznej. Kto jest ciekaw/a niech poczyta. Samce naszego gatunku na pewnym etapie zastąpiły afiliację agresją i połączyły się w koalicje, które pomagały podtrzymać stan dominacji. Z tego narodziłą się banda, klan, męska grupa zadaniowa. Natomiast biorąc pod uwagę statystyki morderstw i gwałtów (na mężczyznach) oraz presję jakiej poddawani są chłopcy w swojej grupę rówieśniczą, trudno tu mówić o wrodzonej skłonności do przyjaźni. Z kolei co do rywalizacji kobiet, instynktów itp. to niestety trudna sytuacja kobiet wynika z tego, że musimy dopiero wykaraskać się z tysięcy lat patologicznego systemu społecznego, którego nie da się anulować od razu. Nasza tożsamość i przynależność jest złożona a płeć jest zazwyczaj na szarym końcu grup, z którymi się identyfikujemy. Co ma sens biorąc pod uwagę, że "kobiecość" jest dystynkcją sztuczną.

    Podział na płeć jednak istnieje i istoty ludzkie są według tej kategorii klasyfikowane. Isnieje coś takiego jak role płciowe, wspólny kobiecy los itd. Przechodząc więc do sedna - kobiety i dziewczyny muszą (dla swojego dobra) przestać wierzyć, że są gorsze i tupnąć wreszcie nogą. Przestać sobie wmawiać - jak będę taka, siaka i owaka to mnie wreszcie zaczną szanować. Ubrana/rozebrana, szczupła/chuda jestem więcej warta. Męska/kobieca bardziej zasługuję na szacunek. A co najważniejsze, ta która robi inaczej, która jest może głupsza, albo czegoś nie umie nie definiuje mnie. Nie ma odpowiedzialności zbiorowej. Jesteśmy jednostkami. Nie mam powodu wstydzić się za jakąkolwiek inną kobietę, tylko dlatego, że ona jest kobietą. Mężczyźni jakoś się nie wstydzą za gwałcicieli i ludobójców.

    Kiciputek ma rację, bywamy dla innych kobiet bezlitosne, natomiast wynika do głównie z poczucia niższości. Tymczasem silne więzi z innymi kobietami są dla nas ważnie i korzystne, również z socjobiologicznego punktu widzenia. Dawajmy wsparcie i otrzymujmy wsparcie. Od kobiet i od mężczyzn.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, brakowało mi właśnie tego debunku.

      Usuń
    2. "Mężczyźni jakoś się nie wstydzą za gwałcicieli i ludobójców." bo się z nimi nie utożsamiamy. Byłoby to szkodliwe dla męskiej psychiki i ego. Za to przyjemnie jest wyładować hamowaną na codzień agresję na gwałcicielu i ludobójcy. Dopóki się tego nie analizuje lincz wydaje się nawet pozytywny społecznie.

      Co do kobiet zawsze podejrzewałem że za mocnym makijażem i pomarańczową skórą kryją się jakieś kompleksy. Chyba warto by było takie dziewczyny jakoś dowartościować.

      Usuń
    3. Dlaczego? Dlaczego zakładasz, że niemożliwe jest po prostu lubić makijaż lub opaleniznę?

      Usuń
    4. Nie zakładam. Jeśli dziewczyna barwi się tak bo lubi to w porządku, ale jeśli robi to pod presja otoczenia jest to nie sprawiedliwe. Jeśli kobietom wmawia się że mają być tylko piękne, kolorowa i szczupłe to odbiera im się wolność. Jeśli dziewczyna popada w skrajność w makijażu albo anoreksję to może to być wołanie o pomoc.
      Zawsze mnie zastanawia, kiedy feministki mówią że kobiety nie powinny być kuchtami, skąd pewność że jakaś kobieta nie lubi gotować i sprzątać.
      A jeśli dziewczynka lubi bawić się lalkami, to czy jest to efekt kultury czy jej osobistych preferencji? Każdemu przypadkowi należy się przyjrzeć przed wyrobieniem sobie opinii.

      Usuń
    5. Ale my nie twierdzimy, że kobieta nie powinna być kuchtą :D
      Twierdzimy, że każdy powinien mieć wybór. Jeśli chce być kuchtą, to spoko, ale jeśli nie chce, to należy pozwolić jej kuchtą nie być.
      Masz rację, każdemu przypadkowi powinno się przyjrzeć. Zapytać - "czy lubisz gotować?" albo "czy lubisz bawić się lalkami?" a jeśli nie to dać szansę na poznanie i wypróbowanie innych możliwości.
      O tą szansę między innymi walczą feministki.

      Usuń
    6. "Feministki zabraniają kobietom gotować/sprzątać/nosić stanik/mieć dzieci" to mój ulubiony ze zmyślonych chochołów do bicia.

      Usuń
    7. Nie zabraniacie, jednak często przesadzacie z zapałem jeśli chodzi o walkę z "męską dominacją" i tradycyjną rolą kobiety. Skupiacie się na zwalczaniu skutków, a moim zdaniem należałoby poświęcić uwagę wzmocnieni kobiety jako jednostki. Wiele kobiet ma możliwości by samemu sobie poradzić, ale albo ma kompleksy, albo tkwi w utartych schematach albo zwyczajnie w siebie nie wierzy. Dacię wędkę zamiast ryby. Inna sprawa że feministki zaniedbują retorykę i PR, przez co łatwo jest je ośmieszyć w oczach społeczeństwa.

      Usuń
    8. Skąd ta cała nagonka na ludzi, którzy poddają się presji społeczeństwa? Może ktoś po prostu nie chce myśleć samodzielnie? Po co wmawiać takim osobom, że są gorsze?

      Usuń
  17. Ach Ci faceci... Dziel i rządź... Szczują biedne kobiety na siebie, żeby móc dalej władać światem.

    OdpowiedzUsuń
  18. A mnie to dotyka z trochę innej strony, ten podział na Normal-chan i Other-Girls-sempai.
    Zacznę tak: nie cierpię etykiet. Lubię mieć wszystko poukładane, otagowane i przypisane do odpowiedniej kategorii, ale jednocześnie zdaję sobie sprawę, że czasem kategorii jest kilka.
    Za to moi znajomi często tego przypisywania pod różnymi hasłami nie rozumieją.
    Tak więc ja zostałam otagowana jako Normal-chan. Nerd, blada jak papier, naturalne (chociaż blond) siano, do tego książki, gry a makijażu nie robię, bo nie cierpię uczucia kiedy mam coś na twarzy. Zawsze noszę dżinsy albo inne długie spodnie (w sumie sukienki są spoko, ale ja mam drobne kompleksy jeśli chodzi o moje nogi, więc nie), glany i t-shirty bądź inne bokserki, i weź tu człowieku pomaluj czasem paznokcie. Albo, nie daj Boru, zrób sobie makijaż!
    Tak właściwie to nie wiem skąd te reakcje. Nie obracam się w środowisku w którym są same takie "naturalne", prawdopodobnie po prostu gdy już raz mnie przypiszą do danej grupy, to nie potrafią zaktualizować sobie informacji. A ja lubię założyć czasem jakąś biżuterię, pomalować paznokcie albo rzęsy. Założyć sukienkę lub spódniczkę. I kompletnie nie rozumiem czemu ktoś zawsze spojrzy na mnie krytycznie, kiedy taka sytuacja nastąpi.
    Aha. I uwielbiam przeczytać od czasu do czasu jakiś romans. Czemu to jest coś czego muszę się wstydzić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak swoją drogą to cześć, bo komciuję tu chyba pierwszy raz.

      Usuń
  19. Znam studentki mody, prawdziwe kobiety. Znam modelki, prawdziwe kobiety. Znam kujonice, prawdziwe kobiety. W naszym klubie sportowym (sztuki walki), najlepszą zawodniczką jest kobieta. Prawdziwa kobieta.
    Z nimi będę się solidaryzowała.
    Znam też dziewczyny, w których nie ma nic, NIC naturalnego, których życie kręci się wokół tego, z kim się przespały, ile wypiły, ile mają lajków pod pół rozebranym zdjęciem.
    Z nimi solidaryzować się nie chcę i nie będę.
    Głupoty, czy to mężczyzn, czy to kobiet, nie należy usprawiedliwiać ani karmić.
    Jest różnica między "Cześć, jestem Monika, interesuję się modą" a "Cześć, jestem Monika, interesuje mnie kupowanie ciuchów".
    Jest różnica między "Cześć, jestem Ania, interesuje mnie muzyka i taniec" a "Cześć, jestem Ania, interesują mnie dyskoteki i imprezy".
    Czytając ten wpis przypomina mi się to: https://www.youtube.com/watch?v=PNBvH27QZ_s . Nie widzę tu "własnej, wyjątkowej wartości".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam zielonego pojęcia, co złego czy głupiego widzisz w którejkolwiek z tych rzeczy (imprezy, kupowanie ubrań, seks, lajki na fejsie, skąpe ubrania) poza swoimi własnymi, subiektywnymi uprzedzeniami.

      Usuń
    2. Takie "puste i sztuczne" dziewczyny często zachowują się tak, bo są samotne i nie maja poczucia własnej wartości. Pod maską "los maniuras" może się kryć wspaniała osoba.
      Zresztą należy bronić każdego stylu życia, nawet jeśli twoim zdaniem jest ten styl głupi.

      Usuń
    3. Twoja wypowiedź jest idealnym przykładem tego, co opisuje Kiciputek w poście.

      Usuń
    4. Może nie uprzedzeniami, a upodobaniami, Kiciputku. Nie mam zamiaru adorować i bronić odrzucającego mnie z lekka stylu życia, ale też za głupie uważam takie przesadne wywyższanie się "jaka to ja jestem inna". To naturalne, że ocenia się innych po ich wyglądzie, wypowiedziach, zainteresowaniach, estetyce itd. Zdaje mi się, że najważniejsze jest, by te opinie naginać i zmieniać wraz z biegiem czasu, by mieć swobodny umysł i nie dyskwalifikować nikogo kategorycznie po jednym spojrzeniu.

      Usuń
  20. Bronić każdy styl życia? Nie. Bo są takie style życia, które krzywdzą.
    Jeżeli facet opycha się tonami jedzenia i wypija hektolitry piwa, pogłaszczemy go po głowie, powiemy "nie ma sprawy, nie dbaj o siebie, jesteś piękny taki jaki jesteś, nie musisz się zmieniać, każdy styl życia jest dobry"? Jeżeli dziewczyna (znam taki przypadek) wydaje całą kasę pracującej za granicą matki na kosmetyki do makijażu, papierosy, modne ciuchy i błyskotki, a olewa szkołę, bo woli iść na imprezę, to z uśmiechem na ustach chwalimy jej wspaniały styl życia?

    "Takie "puste i sztuczne" dziewczyny często zachowują się tak, bo są samotne i nie maja poczucia własnej wartości. Pod maską "los maniuras" może się kryć wspaniała osoba. " <---- no właśnie. Zamiast przyklaskiwać tej skorupie, wydobywajmy to, co siedzi w środku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytanie tylko, czy ktokolwiek naprawdę chce "wydobyć to, co siedzi w środku", a nie tylko dowartościować się (nawet podświadomie) cudzym kosztem. Nie sądzę, żeby plotki i nagonka na odrębność/pustość pomagały komukolwiek.

      Usuń
  21. Ale stawianie wszystkich ludzkich zachowań na jednej półce nie jest w porządku. (zachowań. Nie ludzi. Zachowań.)
    Ten post to wiadomość o treści "każde zachowanie jest pro, bo wszystkie kobiet to kobiety".
    Może zamiast tego warto napisać post o treści "Dziewczyny, róbcie co chcecie, ale z klasą".

    W seksie, kiciputku, nie ma nic złego. Ale w manifestowaniu swojej seksualności na prawo i lewo? Oj, bardzo dużo. Bez względu na płeć. Facet zaczepiający każdą napotkaną dziewczynę i gwiżdżący na przechodzące obok nieznajome jest równie nieelegancki, co kobieta wciskająca się na kolana nowopoznanym ludziom. facet zakładający spodnie tak ciasne, że widać ich zawartość jest równie wstrętny, co kobieta ze spodenkami tak krótkimi, że widać jej całe pośladki.
    Wszystko można. Ale z umiarem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ten post w ogóle nie jest o zwracaniu uwagi znajomym na szkodliwy styl życia. Chodzi o antagonizowanie hipotetycznych kobiet w ogóle ("jestem taka wyjątkowa, a reszta to same pustaki"), albo o ocenianie obcych kobiet na podstawie absurdalnych kryteriów (czyli koloru stroju, włosów, zainteresowań czy opalenizny). Więc jest różnica między zwróceniem uwagi koleżance, że powinna pomóc matce, zamiast trwonić jej drobną pensję, albo poprawić oceny, a wykrzywianiem się na inne kobiety z takiej tylko przyczyny, że lubią mocny makijaż lub inny niż my rodzaj muzyki. Jest różnica między autentyczną troską, a pasywną agresją, która ma nam tylko podpić samoocenę cudzym kosztem. No i w końcu - jest różnica między skąpym strojem, a narzucaniem się osobom które sobie tego nie życzą (gwiżdżenie na nieznajome, wciskanie się na kolana).

      Usuń
  22. Kici, ludzie nie mają stereotypów żeby Tobie robili na złość, ale dla tego, że im to pomaga w życiu. Są przydatne. Tak samo jak widzisz gości w strojach z hakenkreuzem, potrafisz się dosyć szybko skapnąć o co chodzi.

    Pomimo to, potężna chęć do przypodobania się, na przykład przez to, że jestem niby inna trąci tą samą powierzchownością którą się niby w Twoim poście ta fabularna postać stara skrytykować.

    OdpowiedzUsuń
  23. Świnto prawda. Ale arty (zarówno twój jak i przykładowe) są przeurocze!
    Co do takiego durnego pieprzenia, to dorzuciłabym jeszcze: ja to wolę gadać z chłopakami, bo są lepsi i wgl! Dodam, że laski, które takie bzdety gadały, miały całą masę psiapsółek, więc chyba tu czegoś nie rozumiem...
    Duslawa

    OdpowiedzUsuń
  24. Brakuje tu kociej wersji artu (arta?). Koty łagodzą obyczaje ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja piszę komentarz bez związku z powyższą dyskusją, jak i tematem notki. KICIU, DZIĘKUJĘ, ŻE JESTEŚ!!! Z wieloma twoimi poglądami się nie zgadzam, z kilkoma bym podyskutowała, przy części krzyczę tylko: "Tak! masz racje!" ale zawsze zmuszam się do refleksji, zastanowienia, czasem nawet zmiany swojego zdania. To wspaniałe, że są takie osoby jak ty, które dają ludziom do myślenia. Myślę, że bardzo ważne jest prowokowanie (czasem niezamierzone;) dyskusji na temat naszego społeczeństwa, w którym funkcjonujemy. Życzę wiele energii oraz charakteru, aby dalej działać.
    Senga

    OdpowiedzUsuń
  26. Nie. Ja się nie zamierzam trzymać z kobietami. Kompletnie brak im zdrowego rozsądku. Wielokrotnie się o tym przekonałam. Wolę się kumplować z facetami. Oni przynajmniej nie stroją fochów co 5 minut i nie muszę się domyślać o co im chodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NIE KARMIĆ!

      Usuń
    2. A ja bym się w zasadzie zgodziła, i to całkiem serio. Może niekoniecznie o "strzelaniu fochów co 5 minut" i generalnie wypowiedź powyżej jest trochę za ostra, ale faktycznie mam z 2-3 przyjaciółki i resztę przyjaciół. Jak coś jest nie tak to mi powiedzą w mniej lub bardziej wyszukany sposób ("Bez urazy, co nie, ale spieprzyłaś to." jest moim ulubionym <3) a nie będą najbliższe dwa tygodnie się nie odzywać albo szeptać za plecami. Nie wszystkie kobiety na szczęście takie są (dlatego mam jakiekolwiek przyjaciółki), ale dużo, duuużo z nich.

      Usuń
    3. Hej Takaya, współczujesz czasem swoim męskim znajomym? Przykleiła się do nich taka istota, bez zdrowego rozsądku, fochująca co 5 minut, to znaczy pardon kobieta.
      Wiem, jesteś rodzynkiem, jesteś inna niż wszystkie:) Przy okazji ilustracją mądrego postu Kiciputka. Jak to dla własnej satysfakcji poniżania tworzymy podzbiory, srając w inne kobiety. Naszych matek i sióstr nie wyłączając. Ironią losu jest to, że tak naprawdę nie poniżamy wtedy nikogo innego tylko siebie. Ale jak kto tam woli.

      eM

      Usuń
  27. Skoro dla jednej kobiety sukcesem życiowym jest urodzenie trójki dzieci, a dla innej np zajęcie najwyższego stanowiska pracy, to dlaczego, jak już osiągnęła swój cel nie ma czuć się lepsza od kobiety która ma inne priorytety? Po prostu każdy ma inny system wartości i to naturalne, że uważa, że jest jedynym słusznym. Nie wiem czy mnie rozumiecie, chodzi o to, że dziewczyna nerd czuje się lepsza od takiej imprezowiczki, tak samo jak chłopczyca od zadbanej. No i z wzajemnością. Oczywiście ja też bym chciała, żeby wśród ludzi panowała akceptacja i zrozumienie, ale myślę, że niestety nie jest to do końca możliwe. W takim razie nie powinniśmy chyba na siłę próbować znieść podziały i rywalizację między płcią piękną. Należy chyba powoli wdrażać w ludzi otwartość, chociażby powierzchowną, żeby nikt nie był poniżany i obrażany. No i oczywiście zgadzam się, że każdy powinien mieć możliwość wybierania co chce robić. To się tyczy konfliktów typu kuchta vs karierowiczka. Niech wszyscy obierają własną drogę i szanują wybory innych, ale nie oczekujemy wzajemnego zrozumienia i poparcia, bo to niestety się chyba nie zdarzy.
    PS.: uwielbiam Twojego bloga i idealistyczne poglądy, uważam, że jesteś naprawdę inteligentna, (rysunki i poczucie humor też niczego sobie)mam nadzieję, że odpowiesz na mój komentarz.
    -Margo

    OdpowiedzUsuń
  28. Jutro właśnie przyjeżdża moja przyjaciółka - ona: blond śliczna panienka na szpilach i w rózowych sukieneczkach, ja: "ić mi pan z tom kieckom, jeszcze się komuś rzucę w oczy i będzie trzeba rozmawiać, a puzzle się same nie ułożą" (totalna fobia społeczna). Taki jest pierwszy rzut oka. Drugi jest taki, że ona mnie wyciąga na Mad Maxa, a ja smutno godzę się z losem, bo zawsze jest to jakaś opcja poznania kogoś odpowiednio nienormalnego (wychodzę z założenia, że nie ma normalnych ludzi). Razem idziemy pod szpital posiedzieć pod oknem wspólnej kumpeli, która jest po przeszczepie szpiku i siedzi w izolatce. Zbieramy kasiorę na jej leczenie, (więc przy okazji pospamię, mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone, ale wiecie - raz człowiek żyje, a dobre psiapsióły nie rosną na drzewach, trza o nie dbać), bo ona dba o swój imidż: choroba chorobą, ale spuchniętej mordy nie pokaże publicznie, chociaż jest 200% nerdem.
    Także tworzymy kombinację uniwersalną. Jak widać - na dobre i na złe, bez żadnych kontrastów.
    Lynnostronka, zapraszamy do akcji radowania (komuś) świata: https://www.facebook.com/justlindethings

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam tylko napisać, że bardzo się cieszę z tego komentarza i że bardzo ciepło pozdrawiam i Ciebie i przyjaciółkę. Jesteście super.

      Usuń
  29. Wszystkie kobiety są prawdziwe.
    Zarzucę może ciut przydługim tekstem Hanne Blank, autorki piszącej o postrzeganiu ciała, seksualności i tożsamości. Tekst może być ciut kulawy, bo sama go tłumaczyłam, ale moim zdaniem idealnie opisuje idiotyzm "prawdziwości".

    Prawdziwe kobiety nie mają krągłości. Bo prawdziwe kobiety nie są identyczne.
    Prawdziwe kobiety mają krągłości – albo nie. Są wysokie – albo nie są. Mają ciemnobrązową skórę, albo oliwkową, albo jeszcze inną. Mają malutki biust, albo ogromny, albo go wcale nie mają.
    Prawdziwe kobiety pojawiają się na tym świecie jako małe dziewczynki. A czasem jako mali chłopcy. Albo jako noworodki nieokreślonej biologicznie płci, co zmusza spanikowanych rodziców i lekarzy do podjęcia najrozmaitszych nagłych decyzji.
    Prawdziwe kobiety mają duże dłonie i małe dłonie i długie wytworne palce i krótkie pulchne palce i wykwintny manikiur i połamane brudne paznokcie.
    Prawdziwym kobietom rosną włosy pod pachami i na nogach i włosy łonowe i czasem włosy na klacie i na twarzy. Niektóre mają wąsy i bujne brody. Prawdziwe kobiety również nie mają żadnej z tych rzeczy, samoistnie albo wskutek celowego działania. Prawdziwe kobiety bywają łyse jak kolano, z natury, z wyboru albo wskutek chemioterapii. Prawdziwe kobiety mają włosy tak długie, że aż na nich siadają. Prawdziwe kobiety noszą peruki i treski i doplatane warkoczyki i dredy i czapki kufi i hidżaby i siatki na włosy i kapelusze i mycki i gumowe czepki kąpielowe z wytłoczonym wzorkiem i różyczką na boku.
    Prawdziwe kobiety chodzą na wysokich obcasach i noszą spódnice. Albo nie.
    Prawdziwe kobiety są kobiece i ładnie pachną, albo są męskie i ładnie pachną, albo androgyniczne i też ładnie pachną, z wyjątkiem sytuacji, kiedy akurat nie pachną najładniej, co się akurat da zmienić, bo prawdziwe kobiety zmieniają rzeczy, jeśli tego chcą. :-)
    Prawdziwe kobiety mają jajniki. No chyba że ich nie mają, bo albo się tak urodziły, albo miały je usunięte. Prawdziwe kobiety mają też macicę, chyba że nie – patrz wyżej. Mają też pochwy i łechtaczki i chromosomy płciowe XX i wysoki poziom estrogenu, jajeczkują i menstruują i mogą zajść w ciążę i mieć dzieci. Ale nie zawsze, z zadziwiająco rozmaitych przyczyn, losowych i celowych.
    Prawdziwe kobiety są grube. I chude. I czasem takie a czasem takie, i pośrednie i umięśnione i jeszcze inne. I żadna z tych rzeczy nie czyni ich mniej prawdziwymi.

    Jest takie genialne zdanie, które chciałabym, żeby trafiło do serca każdej osoby na całym świecie, pochodzące z ust fantastycznego i wymownego Glenna Marla:

    Nie ma złego sposobu posiadania ciała.
    Powtórzę jeszcze raz, bo to ważne: Nie ma złego sposobu posiadania ciała.

    Zatem jeśli twój moralny kompas w jakikolwiek sposób kieruje cię ku równości, musisz to sobie wbić do swojej twardej czaszki i skończyć z bredniami pod tytułem “prawdziwe kobiety są takie-a-takie”.
    Wiesz dlaczego? Bo nie jesteś autorytetem w tym, jacy ludzie są “prawdziwi”, kto by się miał kwalifikować jako “prawdziwy” i na jakiej podstawie. Wszyscy ludzie są prawdziwi.

    OdpowiedzUsuń
  30. Podpisuję się obiema rękami.

    Najlepszym przykładem jest moim zdaniem walka między "wieszakami" a "prawdziwymi kobietami".
    Oczywiście anoreksja jest czymś paskudnym i należy mówić o tym głośno (choć w przeciwieństwie do większości zaangażowanych w sprawę, uważam, że modelki akurat najmniej są winne temu jak wyglądają, bo one tylko spełniają oczekiwania projektantów, oraz pośrednio ich klientów, którzy najwyraźniej nie mają nic przeciwko temu, żeby luksusowe ubrania reklamowały dziewczyny, które się głodzą). Natomiast mówienie o tym, że "prawdziwa kobieta ma krągłości" i wrzucanie zdjęć modelek o dużych rozmiarach, przy jednoczesnej krytyce wszystkich szczupłych dziewczyn - nieważne czy z natury płaskich jak deska, czy faktycznie cierpiących na zaburzenia odżywiania - moim zdaniem wyrządza więcej szkody niż pożytku.

    Po pierwsze, dziewczyna ważąca więcej kilogramów i tak rzadko kiedy wygląda jak modelka plus-size - z idealnie okrągłymi biodrami, jędrną pupą, wyraźnie zarysowaną talią, piękną twarzą (nie przesadnie okrągłą). Nie mówi się o tym, że wiele z tych dziewczyn w rzeczywistości poddało się liposukcji, względnie ma po prostu bardzo rzadką kombinację genów, które sprawiają, że mogą wyglądać jak wyglądają. W gruncie rzeczy lansuje się ideał, który moim zdaniem jest jeszcze trudniejszy do osiągnięcia, niż bardzo szczupła sylwetka.

    Po drugie, wprowadza to bezsensowne podziały, o czym właśnie napisałaś.

    Po trzecie wreszcie, ta cała kampania nic nie zmienia, bo jeszcze bardziej wzmacnia przekaz, że twoja wartość zależy od wyglądu. Owszem, możemy zmienić kryteria ideału, żeby więcej kobiet czuło się dobrze. Ale nadal te kryteria istnieją, nadal trzeba się w nie wbijać. Zamiast mówić o tym, że wygląd ma owszem znaczenie, ale tylko w pewnych sferach życia, a kobiety mogą tyle osiągnąć i zrobić dobrego dla świata talentem i ciężką pracą, zamiast lansować autentyczne idolki, polityczki, pisarki, artystki, kobiety-naukowców itp., pokazuje się młodym dziewczętom modelki i powtarza po raz kolejny: masz tak wyglądać, temu masz poświęcać czas i pieniądze, albo inaczej nie masz prawa, żeby czuć się dobrze. Czy naprawdę nikt nie dostrzega, jak szkodliwy jest to przekaz?

    OdpowiedzUsuń
  31. Mam straszną alergię na sytuacje, kiedy ludzi szczuje się przeciwko sobie. W tym przypadku kobiety przeciwko reszcie świata.

    OdpowiedzUsuń