Kiciputek: The Fall: studium przemocy

niedziela, 12 kwietnia 2015

The Fall: studium przemocy


Ten cytat pochodzący z serialu "The Fall" przypisuje się oryginalnie Margaret Atwood.


"The Fall". Fantastyczny, wciągający serial. A w nim Gillian Anderson, która wcielając się w rolę Stelli Gibson w nienachalny sposób opowiada ważne rzeczy o równości.

Jest to produkcja z 2013 roku, ale dopiero teraz się na nią natknęłam i postanowiłam złożyć krótką notkę w hołdzie.

Fabuła opiera się na klasycznym motywie ścigania seryjnego mordercy, jednak łamie przy tym wiele szkodliwych i irytujących klisz.

The Fall nie romantyzuje przemocy wobec kobiet. Nie traktuje kobiet jak obiektów, których cierpienie istnieje tylko po to, żeby nadawać motywację działaniom i emocjom głównego bohatera. A morderca nie jest zwyrodniałym szaleńcem - to znaczy, właściwie jest, ale nie jest całkiem odczłowieczony, nie pełni wyłącznie funkcji kontrastu dla szlachetności głównego bohatera. Wręcz przeciwnie, podkreśla, że te same mechanizmy, które z niego uczyniły mordercę, są zakorzenione w głowach bardzo wielu mężczyzn, których spotykamy na codzień. Mówię o skłonności do dzielenia na kobiet na madonny i dziwki. Na te, które zasługują na szacunek, celebrację i opiekę i na te, które "same się proszą".

Druga irytująca klisza to ta, według której dwie atrakcyjne kobiety, jeżeli już spotykają się w fabule, to tylko po to, żeby generować konflikty. Ewentualnie wprowadzić wątek lesbijski, oczywiście potraktowany przedmiotowo, jako swoista gra wstępna ku uciesze męskich oczu.

Tymczasem w "The Fall"... Cóż, obejrzyjcie sami.

Wszystkie wątki poruszane w serialu są mi niesamowicie bliskie. Zdałam sobie ostatnio sprawę, że praktycznie każda kobieta, którą znam, przynajmniej raz w życiu doświadczyła molestowania lub przemocy. "Praktycznie każda", to znaczy każda, którą wypadało mi zapytać. A mówiąc o molestowaniu mam na myśli dotykanie przez obcych mężczyzn, prześladowanie, próby gwałtu, gwałty. Mężczyzn onanizujących się w samochodzie jadącym tuż za tobą. Lub w tym samym przedziale w pociągu. A nawet - co można nazwać pewnym wyczynem akrobatycznym - śledząc cię na rowerze.

I wszystkie te doświadczenia pochodzą zwykle z okresu między ósmym a czternastym rokiem życia.

Jeżeli macie odpowiednio silne nerwy możecie zresztą poczytać podobne historie w pewnym niesamowicie przerażającym wątku na reddicie, w którym kobiety opowiadają, kiedy i jak po raz pierwszy zostały potraktowane jako obiekt seksualnego zainteresowania:
http://np.reddit.com/r/AskReddit/comments/3249ff/women_of_reddit_when_did_you_first_notice_that/





64 komentarze:

  1. "...między ósmym a czternastym roku życia."
    Chyba powinno to brzmieć "między ósmym, a czternastym rokIEM życia". ;> *nie chce być złośliwa, ale jest przewrażliwiona na punkcie poprawnej polszczyzny*
    A serial z chęcią obejrzę C:

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałam napisać, że nie trzeba mieć specjalnie silnych nerwów, żeby przeczytać te historie, ale zorientowałam się, że mój brak reakcji i pewnego rodzaju obojętność są wywołane częstotliwością, z jaką takie rzeczy mi się przytrafiały i przytrafiają, bo mimo dwudziestu lat na karku wyglądam jak dzieciak. Wiem, że to nie temat notki, ale cóż, czułam potrzebę się podzielić.
    A serial pewnie sobie obejrzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie to, jak naturalnie przychodzi nam już zaakceptowanie tej rzeczywistości mnie najbardziej przeraża.

      Usuń
    2. Nam - kobietom. Po tym wątku na Reddicie widać, że mężczyźni nie do końca zdają sobie sprawę z tego, że do podobnych sytuacji dochodzi aż tak często, o ile nie są ojcami lub braćmi.

      Usuń
  3. "A mówiąc o molestowaniu nie mam na myśli dotykanie przez obcych mężczyzn, prześladowanie, próby gwałtu, gwałty." - Tu chyba miało być bez "nie", prawda?
    A jeśli miało, to brakuje drugiej części. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, nie miało być, dzięki za poprawki!

      Usuń
  4. "które z niego uczyniły morderce" - ę. Popraw Kiciputku, z całym szacunkiem.
    Serial uwielbiam i nie mogę się pogodzić z tym, że Jamie Dornan jest ostatnio znany z innej, nieco mniej porywającej produkcji.
    Rafał górnik.

    OdpowiedzUsuń
  5. Będąc uczennicą gimnazjum mam okazję niemal każdego dnia zaobserwować jak moi rówieśnicy płci męskiej bez skrępowania dotykają, przytujają, macają i całują moje koleżanki, które bynajmniej nie zachwycone takimi sytułacjami tłumią w sobie protest by niedaj Boże nie wyjść na zimne i nie fajne. Ja takich skrępowań nie mam przez co wraz z moimi nie modnymi ubraniami i książkowymi zainteresowaniami jestem obiektem kpin i żartów. Takie docinki spływają po mnie jak woda lecz zadaje sobie pytanie: Dlaczego obrona mojej intymności oraz niechęć do kontaktu fizycznego z osobami które są dla mnie praktycznie nieznajome przez moich rówieśników postrzegane są jako cechy bardzo negatywne?

    OdpowiedzUsuń
  6. Co do poprawek, to jeszcze ja nieśmiało dodam: "Mówię o skłonności do dzielenia na kobiet na madonny i dziwki." - chyba 'skłonności do dzielenia kobiet na madonny i dziwki'? :)

    Strasznie zaciekawiło mnie to, co pisałaś o molestowaniu większości kobiet, które znasz - czy chciałabyś kiedyś rozwinąć temat? Nie mówię oczywiście o pisaniu tego, co się im przytrafiło, ale o tych mechanizmach, które siedzą w męskich głowach i które pozwalają im na to. Zwłaszcza w tak młodym wieku. Albo jeśli masz o tym jakieś ciekawe linki, które te zjawiska opisują - byłabym bardzo wdzięczna, gdybyś je dodała. :)

    A o facetach, którzy onanizują się w przedziale... O kurde, nigdy nie słyszałam o czymś takim. Masakra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szprota ma katalog bardzo ciekawych źródeł i tekstów na ten temat:
      https://szprotestuje.wordpress.com/download/?hc_location=ufi

      Usuń
    2. O, dzięki wielkie, właśnie czegoś takiego szukałam. :)

      Usuń
  7. "Zdałam sobie ostatnio sprawę, że praktycznie każda kobieta, którą znam, przynajmniej raz w życiu doświadczyła molestowania lub przemocy."

    Wpisuję się jako dorosła kobieta, która na szczęście nigdy nie doświadczyła przemocy seksualnej. I żadna z moich koleżanek o czymś takim mi nie opowiadała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dołączam się.
      Aga

      Usuń
    2. Wiesz, o tym, że byłam molestowana powiedziałam tylko mojej mamie. Pięć lat po fakcie. Nie przyjaciółce, nie przyjaciółce ze szkoły, nie starszej siostrze. W zamian usłyszałam historię, którą powiedziała komuś po raz pierwszy- o tym, jak dwóch facetów usiłowało ją zgwałcić na licealnej wycieczce. Pomyśl- ponad 30 lat milczenia, jak sądzisz dlaczego? To nie są miłe wspomnienia, to nie są rzecz, do których chcesz wracać czy wspominać. Spychasz je na sam dół świadomości i udajesz, że wszystko dalej jest ok.
      Możliwe, że nie znacie nikogo molestowanego, ale bardzo prawdopodobne jest też to, że żadna z waszych znajomych się do tego nie przyznaje...

      Usuń
    3. Do tego dochodzi jeszcze wiele innych czynników (szczególnie gdy ofiara była w młodym wieku) - wstyd (bo kulturowo molestowanie/gwałt umniejsza kobiecie); obawa o to, że ci ktoś nie uwierzy, że stwierdzi, że nic takiego się nie stało lub, że to nie było przestępstwo z jakiegoś (durnego) powodu; że będą cię o to obwiniać; że zostaniesz "napiętnowana" jako ofiara, a sprawa nabierze rozgłosu; w przypadku molestowania nie często jest się w posiadaniu dowodów, które mogłoby udowodnić winę; w przypadku nieznajomych można nie być w stanie zidentyfikować sprawcy, a w przypadku znajomych (w szczególności rodziny) sprawa jeszcze bardziej się komplikuje; często dochodzi do szantażu/zastraszania ofiary.
      A jeśli najbliżsi sami przyczyniają się do tworzenia kultury gwałtu to nie masz do kogo się zwrócić o pomoc.
      W najgorszej sytuacji są osoby medialne (szczególnie te nie lubiane przez publiczność) - jeśli zdecydują się coś o takiej sytuacji napomknąć to już zarzuca się im kłamstwo, attention whoring oraz robienie z tego szopki i wykorzystywanie tego do zdobycia rozgłosu.
      Poza tym jak sobie wyobrażasz takie wyznania koleżanek?
      Pijecie sobie kawkę, a tu nagle "wiesz, gdy miałam 12 lat to mnie molestowano"? Przy okazji sam temat ciężko delikatnie poruszyć.
      Nie rozumiem sensu tworzenia takich wpisów - ma to na celu obalenie argumentu? Ja nigdy nie znałam żadnej ofiary morderstwa, czy to oznacza, że nikt nigdy nikogo nie zabił?

      Usuń
  8. więc zazdroszczę, bo mnie coś takiego spotkało właśnie kiedy miałam te 12-14 lat. i to mimo tego, że jestem totalnym przeciwieństwem typu "ofiary". normalnie nikt mnie nie zaczepia, nie nagabuje, a mój sposób bycia trzyma raczej na dystans. mimo to zdarzyło się, że ponad 10 lat starszy kolega mojej kuzynki uznał, że skoro mam już cycki, to on mnie może po nich pomacać.

    OdpowiedzUsuń
  9. Pierwszataka akcja w moim przypadku zdarzyła się kiedy miałam 9 lat - dziadek (starszy pan) onanizujący się i uganiający za mną (chciał mnie namówić do podobnych aktywności). W okolicach moich 18 urodzin zdarzył się też przypadek z panem w samochodzie.

    OdpowiedzUsuń
  10. *uganiający się za mną ze świerszczykiem pod pachą. Namawiał mnie do przerobienia kombinacji wypatrzonych w owym świerszczyku.

    OdpowiedzUsuń
  11. A więc to dlatego mnie kobiety unikały, a wmawiano mi, że mi z paszczy cuchnie albo co.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  13. Raczej nie w temacie, ale ogólnie w tematyce:

    http://www.koladynska.pl/jak-zrobic-dobrze-facetowi/

    Dawno nie czytałem czegoś co było w stanie upodlić zarówno kobiety (jako niewolnice do pompowania męskiego ego), jak i mężczyzn (jako troglodytów). Dodatkowo przerażą fakt, że tak naprawdę główną grupą odbiorców tego syfu są nastolatki, czyli błędne koło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wchodziłam na tę stronę, ale po sieci jest pełno life-style'owych blogów, które poruszają podobne tematy, zazwyczaj prowadzone przez mężczyzn. Ogólnie zasada sprowadza się do jednego - według nich, jeśli kobieta w związku nie chce zrobić czegokolwiek powiązanego z seksem, to należy ją zostawić i tyle, bo 'po co ona'. I kto temu przyklaskuje? Bynajmniej nie mężczyźni, tylko kobiety.

      Usuń
    2. Ja za to dowiedziałam się o istnieniu pana K., który przywraca wiarę w blogerów.
      http://www.radzesobie.pl/nie-lubie-gdy-kobieta-cierpi/

      Usuń
  14. Jako mężczyzna nieznający skali problemu czytam sobie historie o takich ludziach i myślę "co za zezwierzęcenie", ale zaraz później czytam, że to jest powszechne i nikomu nie przeszkadza (bo gdyby przeszkadzało, to by były jakieś protesty) i mam poczucie, że ominęły mnie jakieś cycki i jestem wykluczony społecznie. Nie powinno być tak, że ludzie ujawniają się z takimi przeżyciami dopiero po jakimś czasie gdzieś w internecie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Imo problemem nie są tylko zachowania mężczyzn ale ogólnie ich preferencje. Cała nasza kultura seksualizuje dzieci i nastolatki płci żeńskiej, seksualizuje się uczennice i ich uniformy, "teen" to najpopularniejsza kategoria na stronach pornograficznych (a i tam aktorki są nie raz stylizowane na młodsze niż 18), można by tak wymieniać i wymieniać...

    OdpowiedzUsuń
  16. zafrapował mnie fragment:
    "Mężczyzn onanizujących się w samochodzie jadącym tuż za tobą. Lub w tym samym przedziale w pociągu. A nawet - co można nazwać pewnym wyczynem akrobatycznym - śledząc cię na rowerze"...
    chyba jednak nie wrzucałbym tych trzech przykładów do jednego worka z napisem molestowanie...
    przedział kolejowy - rozumiem, nie ma co tego rozwijać...
    rower... dyskusyjne... zdecydujmy się... czy ten akrobata śledzi /co sugeruje pewien stopień dyskrecji/, czy narzuca się swoim widokiem?...
    zaś ten kierowca po prostu wymiata... znowu pytanie, czy on jedzie "za", bo akurat tak mu po drodze, czy jedzie "za" uparcie, prześladująco, wprowadzając w niepokój?... ale nie to akurat wymiata... wymiata kwestia, skąd wiadomo siedząc za kierownicą i prowadząc auto, czy kierowca jadący "za" grzebie w galotach, czy nie?... chyba tylko kierowca traktora i to też nie każdego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy rzeczony kierowca podjeżdża do ciebie, opuszcza szybę i onanizując się patrzy ci prosto w oczy to raczej tracisz wątpliwości.

      No ale właśnie w tym jest problem w rozmawianiu o przemocy i molestowaniu w Polsce. Jak kobieta w końcu zbierze się na odwagę i przyzna, to zawsze zbiega się krąg ludzi, którzy pytają "Ale na pewno?" "A co d o k ł a d n i e się stało?" "Opowiedz wszystkie szczegóły, bo ci nie uwierzę" "A może tylko ci się wydawało? Może sobie wyobraziłaś? A może ten pan tylko sobie tak dyskretnie akurat przejeżdżał obok na rowerze waląc sobie dyskretnie konia, nikomu nie przeszkadzając i w ogóle nie chodziło o ciebie?"

      Usuń
    2. @Kiciputek...
      trochę zażartowałem w poprzednim komentarzu, ale de facto sprawa jest poważna... po prostu nie sposób jest czasem dociec stanu faktycznego, czyli "jak naprawdę było?" po relacji ofiary, której obraz sytuacji zniekształcają emocje, stan psychiczny... czy kierowca był "za", czy "obok", czy w ogóle był jakiś kierowca?... być może nie było, zaś rzekomą ofiarę tylko ząb rozbolał i z wkurzenia sobie coś uroiła?...
      gdy dochodzi już do konkretnego aktu przemocy, np. gwałtu, są namacalne dowody, a w przypadku molestowania gra odbywa się w psychice i nie sposób odtworzyć przebiegu wypadków... pominę już kwestię różnicy szkód między gwałtem i "obleśnym" gestem...
      tak więc tu nie wchodzi w grę niczyja zła wola... po prostu sprawa jest na tyle delikatnej natury, że balansując w widełkach pomiędzy bagatelizacją sprawy i potraktowaniem zbyt poważnie bardzo łatwo wpaść w jeden lub w drugi kanał...
      stąd te dociekliwe pytania typu "a co dokładnie się stało?", nader zrozumiałe...

      Usuń
    3. @Kiciputek - ale strasznie trudno uwierzyć, że te kobiety chodzą tymi samymi ulicami co ja, widzą na nich coś zupełnie innego.

      Nigdy nie widziałam mężczyzny onanizującego się w samochodzie - słyszałam co prawda o onanizującym się "przy pracy" kierowcy komunikacji miejskiej, ale wszyscy traktowali sprawę jako totalne kuriozum i dziwili się, że był w stanie prowadzić.

      Tak samo sytuacje z obleśnymi wujkami - mam ochotę zapytać - z jakich Wy rodzin pochodzicie, skoro dzieją się tam takie okropne rzeczy i nikt nie reaguje?

      Usuń
    4. @Magdalena - niestety sytuacje z obleśnymi wujkami się zdarzają i tu przypomina mi się jedna historia z bloga pewnego kuratora sądowego (jeśli ktoś nie zna, to polecam 'na marginesie życia' - straszna ilość przerażających historii o patologicznych rodzinach), w której pewien wujek, jak przyjeżdżał w odwiedziny, ewidentnie molestował i gwałcił swojego siostrzeńca/bratanka. O tym wiedzieli wszyscy, a przynajmniej spora część ze szkoły (inne dzieci śmiały się z niego z tego). Zareagowała dopiero, jeśli dobrze pamiętam, nowa nauczycielka w szkole.

      I wiesz jak to jest, sąsiedzi są zainteresowani Tobą, dopóki mogą o Tobie poplotkować, a gdy za ścianą dzieje się coś naprawdę przerażającego, to udają, że nic nie widzą i nie słyszą.

      W każdym razie takie okropne sytuacje się niestety zdarzają.

      Usuń
    5. @pkanalia
      Ale jeśli Twój przyjaciel przyszedłby do Ciebie i opowiedział, jak jakiś nieznajomy przechodzień uderzył go z pięści w twarz i uciekł, Twoją reakcją byłoby pewnie wyklinanie na niezrównoważonego furiata, a nie wypytywanie przyjaciela, czy aby sobie całego zajścia nie uroił, sugerowanie, że może to było niechcący, albo może przechodzień chciał go tylko pogłaskać...
      Powiedz mi, DLACZEGO sugerujesz, że kobiety kłamią albo hiperbolizują (świadomie lub nie), gdy opowiadają o swoich doświadczeniach? Z czego to według Ciebie wynika? I dlaczego sądzisz, że tego typu manipulacje faktami zdarzają się tak często, że gdy kobieta mówi o tym, że padła ofiarą molestowania, naturalną reakcją rozmówcy jest niedowierzanie?

      Usuń
    6. Wybaczcie, ale... Ja pierdolę.

      Ząb rozbolał. Kobietę ząb rozbolał więc wymyśliła sobie, że ktoś ją molestował. Nie wierzę w to, co czytam. Nie wiem, czy załamać ręce, czy w sumie cieszyć się, że te doświadczenia są dla was tak odległe, że aż nierealne. Chociaż z drugiej strony, do zrozumienia tego wystarczyłaby chociaż iskra empatii czy wyobraźni.

      Magdalaeno, nie rozumiem o co ci chodzi - czy po prostu nie wierzysz w przypadki molestowania w rodzinach ofiar, mimo setek tysięcy stwierdzonych przypadków, czy po prostu swoim pytaniem "z jakich wy rodzin pochodzicie" próbujesz zawstydzić ofiary czymś, na co nie mają żadnego wpływu? Dosrać im jeszcze troszkę, bo przecież do tej pory miały za łatwo... Obrzydliwe.

      Fajnie, że żyjecie sobie w swojej zamkniętej bańce i nie przyjmujecie do wiadomości, że rzeczywistość wygląda inaczej, niż wam się wydaje i niż byście chciały. Ja rozumiem, że tak jest łatwiej i czujecie się bezpiecznie zakładając, że kobiety sobie po prostu zmyślają tak okropne rzeczy, ale takie zaklinanie rzeczywistości musi mieć swoje granice.

      Pakanalio, zorientuj się może czym jest gwałt. Nie każdy gwałt zostawia fizyczne ślady.

      I zastanówcie się może nad tym, skoro kobiety tak bardzo lubią sobie zmyślać, dlaczego tylko 10 procent przypadków gwałtów i molestowania jest zgłaszanych na policję. 10 procent. Może właśnie dlatego, że ofiary wiedzą, że na każdym kroku będą musiały przechodzić mękę rozmowy z ludźmi takimi jak wy.

      Usuń
    7. @Magdalena i pkanalia - kiedy miałam dziesięć lat, poszłam z psem do parku na spacer. Park mieścił się zaraz obok ulicy, był piękny, słoneczny dzień, więc jak można się domyślić, sporo osób z dzieciakami kręciło się po tej okolicy. Nikt nie zareagował na faceta, który nawet nie chował się w krzakach, tylko stał na ścieżce rowerowej (co prawda w lasku, noale często uczęszczanym lasku, doskonale widzianym z parku i kortu tenisowego) i w świetle dziennym walił sobie konia, obserwując mnie. Nikt. A może tylko mi się wydawało? Może tak naprawdę nie było tam żadnego faceta?
      Z kolei mój wujek (miałam wtedy 10-16 lat) bez przerwy opowiadał sprośne, obleśne żarty, gapiąc się na mnie. Żarty po jakimś czasie przerodziły się w insynuowanie, że bzykam się z kolegą, z którym widział mnie na mieście, że na pewno bardzo podoba mu się mój tyłek, chociaż biust już nie do końca, bo taki mały i niewydarzony... To przerodziło się w bezustanne gapienie się na mnie w dziwny sposób, w pytanie mnie, czy dałabym się przelecieć czarnemu, i wiecie co? Podczas tych wydarzeń nie byłam z nim sam na sam, byłam ze starszą siostrą i bratem, którzy nie reagowali, byłam z żoną wujka. Kiedy mówiłam, że już więcej do niego nie pójdę (chodziliśmy go odwiedzać jedynie z okazji świąt), wszyscy mi mówili, że mam przestać marudzić, że mam się uśmiechnąć i zrozumieć, że wujek ma bardzo specyficzne poczucie humoru. Bo tak, to dla nich żarty. I o mojej rodzinie możecie sobie myśleć, co wam się żywnie podoba, najprawdopodobniej mam o nich taką samą opinię, ale wybaczcie, że nie będę udawać, że nic mi się takiego nie przytrafiło, bo nie pasuje to do waszego idealnego światka, w którym trudno uwierzyć, że coś takiego przytrafia się nie tylko kobietom, ale i dzieciom.

      Usuń
    8. @As-t-modeusz...
      nie odpowiadam na pytania zawierające kłamliwe stwierdzenia... sorry, nasza rozmowa dobiegła końca...

      @Kiciputek...
      "zorientuj się może... etc"... jakiś czas temu zdaje się mnie pouczałaś, jak mam rozmawiać... "przyganiał kocioł... etc"... jakoś tak szło to przysłowie...

      pisałem tylko i wyłącznie o subtelnościach całego tematu, o trudnościach rozmowy z osobą uznającą się za ofiarę... próba dowiedzenia się, jak naprawdę było, nie oznacza od razu próby wmówienia jej paranoi...
      teraz ja zapytam w stylu "niżej wora" /należy mi się to wyrównanie/:
      czy to tak trudno POJĄĆ?...

      Usuń
    9. @Kiciputek - czy dla Ciebie pochodzenie z nieciekawej rodziny i bycie ofiarą molestowania naprawdę jest powodem do wstydu?
      Bo dla mnie nie. Ja się wstydzę SWOICH błędów i jestem dumna z WŁASNYCH osiągnięć.

      W tej sytuacji wstydzić się powinien przede wszystkim molestujący i trochę rodzice, że nie uchronili dziecka przed krzywdą.

      Usuń
  17. Nie mam wątpliwości co do poszczególnych przypadków, ale co do skali zjawiska. Jak to jest, że mnie żaden wujek nie obłapiał i nie opowiadał mi wulgarnych żartów? Wyobrażam sobie, że takie sytuacje zdarzają się tylko w patologicznych rodzinach, bo tam gdzie rodzice / dziadkowie kochają swoje dzieci, zaraz ktoś by zareagował.

    Ale co chodzeniem po ulicach? Jak to możliwe, że ja akurat mam szczęście i nikt mnie nie zaczepiał?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mój kuzyn nie leczy się na raka i żyje. Może więc zdelegalizujmy chemioterapię, bo najwyraźniej nie jest potrzebna.
      Mi nigdy się nie zdarzyło potrzebować pomocy w lekcjach, więc dzieci nie potrzebują żadnych wskazówek, by się rozwijać. Po co są w ogóle szkoły? Dajmy im podręczniki do rąk i niech się uczą.
      Moja sąsiadka paliła całe życie papierosy i dożyła stu lat, więc palenie papierosów najwyraźniej jest zdrowe.
      Dowód anegdotyczny NIE MA ŻADNEJ WARTOŚCI MERYTORYCZNEJ. Negujesz istnienie całego zjawiska, bo Ciebie ani nikogo z Twojego otoczenia nie spotkało?

      Usuń
    2. @As-t-modeusz - nie neguję zjawiska, tylko powątpiewam w jego skalę więc Twoje przykłady nie pasują do mojej teorii.

      Usuń
    3. Dobrze. Poprzyj swoją teorię statystykami, badania, sondażami, cokolwiek. Nie stwierdzeniem "mnie się to nie przytrafiło, więc to na pewno nie zdarza się tak często". Zasadniczy zarzut pozostaje ten sam.

      Usuń
    4. Kiciputek zaczęła od tego, że bycie ofiarą przemocy seksualnej jest powszechne, posiłkując się anegdotycznym dowodem ze wspomnień swoich przyjaciółek.

      Większość danych w internecie dotyczy konkretnych przestępstw np. zgwałcenia, ale znalazłam materiał z wikipedii: "Badanie OBOP z 2007 r. wykazało, że 9% Polek i Polaków zna rodzinę, w której występuje przemoc seksualna. 86% ofiar przemocy seksualnej w rodzinie stanowią kobiety"

      I te dane wydają mi się wiarygodne.

      Usuń
    5. Kiciputek zaczęła od tego, że temat przemocy i molestowania jest jej szczególnie bliski, nie zmyślaj.

      Kiciputek opisała szczególnie bliskie jej i bolesne doświadczenia - nie, nie wszystkie z opisanych wydarzeń to wspomnienia przyjaciółek. A ty przychodzisz tutaj żądając dowodów, statystyk i wszyściutkich szczegółów, bo inaczej masz w dupie nasze świadectwo, wypytujesz w jakich to my rodzinach żyjemy, jakby w ogóle powinno cię to interesować. To jest zachowanie bardziej niż chamskie.

      Doświadczenia ofiar molestowania i przemocy to nie są "dowody anegdotyczne" na litość bogów. Jak wy to sobie wyobrażacie - idziesz na policję, zgłaszasz, że zostałaś napadnięta, a policjant ci mówi, żebyś nie zawracała mu głowy, bo to "dowód anegdotyczny"? Albo, że jego ani jego rodziny nikt nie napadł, więc wyolbrzymiasz skalę problemu?

      "9% Polek i Polaków zna rodzinę, w której występuje przemoc seksualna"

      No i jak ma się do tematu ta statystyka? Przemoc seksualna w rodzinie to nie jest raczej temat na sąsiedzkie ploteczki.

      Według raportu Hollaback i przeprowadzonych przez nich badań 85% kobiet doświadczyło molestowania w przestrzeni publicznej, a 12 lat to średnia wieku pierwszego doświadczenia molestowania.

      Usuń
    6. "Kiciputek opisała szczególnie bliskie jej i bolesne doświadczenia - nie, nie wszystkie z opisanych wydarzeń to wspomnienia przyjaciółek. "
      Miałam wątpliwości i dlatego tego nie napisałam.

      "A ty przychodzisz tutaj żądając dowodów, statystyk i wszyściutkich szczegółów"

      O szczegóły wypytywał pkanalia, a nie ja.

      "bo inaczej masz w dupie nasze świadectwo"
      Gdzie ja coś takiego napisałam?

      "wypytujesz w jakich to my rodzinach żyjemy"
      Nie wypytuję - oceniam. IMHO trudno znaleźć coś bardziej patologicznego niż molestowanie dzieci przez członków rodziny.

      "Doświadczenia ofiar molestowania i przemocy to nie są "dowody anegdotyczne" na litość bogów."
      Jak najbardziej są. To są jednostkowe doświadczenia i nie mogą stanowić potwierdzenia faktu, że w Polsce przemoc seksualna jest faktycznie powszechna.

      "Jak wy to sobie wyobrażacie - idziesz na policję, zgłaszasz, że zostałaś napadnięta, a policjant ci mówi, żebyś nie zawracała mu głowy, bo to "dowód anegdotyczny"? "

      Dowód anegdotyczny to pojęcie z poziomu statystyki a nie postępowania karnego.

      Usuń
    7. "Nie wypytuję - oceniam. IMHO trudno znaleźć coś bardziej patologicznego niż molestowanie dzieci przez członków rodziny. "

      No wow, doszłaś do konkluzji, że molestowanie dzieci w rodzinie to patologia, brawo! A teraz jeszcze raz - po co to pytanie? Myślisz, że ofiary tego nie wiedzą? Że jak im to wytkniesz, to się poczują lepiej?

      "Jak najbardziej są. To są jednostkowe doświadczenia i nie mogą stanowić potwierdzenia faktu, że w Polsce przemoc seksualna jest faktycznie powszechna."

      To idź się o to pokłócić pod jakimś tekstem o tym, że przemoc seksualna w Polsce jest faktycznie powszechna (i powodzenia z tym, bo statystyki nie są po twojej stronie). To jest tekst o osobistych doświadczeniach molestowania i twoje komentarze tutaj są po prostu chamskie i nie na miejscu.

      "Dowód anegdotyczny to pojęcie z poziomu statystyki a nie postępowania karnego."

      To nie jest "pojęcie z poziomu statystyki" (cokolwiek rozumiesz przez to zdanie, które nie ma sensu), a wyskakując z dowodem anegdotycznym zachowujesz się idiotycznie. Ktoś ci mówi - "byłam molestowana" a ty krzyczysz "dowód anegdotyczny!". PO CO.

      Usuń
    8. "To idź się o to pokłócić pod jakimś tekstem o tym, że przemoc seksualna w Polsce jest faktycznie powszechna (i powodzenia z tym, bo statystyki nie są po twojej stronie)."

      @Kiciputku

      Po pierwsze - współczuję Ci, że byłaś ofiara molestowania.

      Po drugie - w swoim artykule napisałaś, że "Zdałam sobie ostatnio sprawę, że praktycznie każda kobieta, którą znam, przynajmniej raz w życiu doświadczyła molestowania lub przemocy."

      Odebrałam to nie jako opis osobistych doświadczeń, ale całej sytuacji społecznej. I zaczęłam się zastanawiać, dlaczego doświadczenia tych kobiet są tak drastycznie odmienne od mojego. Zwłaszcza jeśli chodzi o zachowania w przestrzeni publicznej.

      Usuń
    9. Co w zdaniu "praktycznie każda kobieta jaką znam" zasugerowało ci, że to nie jest opis osobistych doświadczeń? Zwierzenia znajomych mi osób to nie jest coś osobistego?

      Usuń
  18. Mam 43 lata, dorastałam w dużym mieście w cywilizowanym kraju Krakowem zwanym.
    Pierwsze wspomnienia molestowania (oczywiście wtedy nie wiedziałam, że tak to się nazywa) - onanista w krzakach przy podstawówce. Regularnie dający niechciane "występy".
    Regularnie - podglądanie przez wyskrobane w ścianach przebieralni dziury na basenach.
    Regularnie - czysto seksualne komentarze kolegów w szkołach (na kolejnych etapach edukacji).
    Regularnie - takie same komentarze od nieznajomych chłopców i mężczyzn na ulicach.
    Nie przytrafiało i przytrafi się to tylko mnie. Dotyczyło to większości dziewcząt, a potem kobiet mi znanych. Jestem wykształconą, przeciętną kobietą. Ubierającą się normalnie i tak też zachowującą.
    Dla tych mężczyzn nie miało to znaczenia.
    Bo w molestowaniu tak naprawdę nie chodzi o seks. Chodzi o władzę nad drugim człowiekiem.

    A serial wspaniały. Niestety, w naszym dzikim kraju większość ludzi pewnie go nie zrozumie. A cytat z nagłówka posta mówi wszystko o sednie przemocy wobec kobiet.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedziałbym raczej, że cytat nagłówka mówi o przemocy w ogóle. Szybkie google i i wychodzi, że mężczyźni są odpowiedzialni za ok. 90% morderstw oraz stanowią ok. 80% ofiar.

      Czyli jeśli masz zostać zabita to faktycznie przez faceta, ale z drugiej strony, jeśli morderca ma kogoś zabić to prawdopodobnie ofiarą będzie inny facet.

      Generalnie mężczyźni się mordują a kobiety stoją z boku i patrzą. :D W sumie nie wiem czy to gorzej czy lepiej niż gdyby było 50/50...

      Usuń
  19. Kiciputku, jakieś rady w temacie ustawień pędzla w PS? Chciałbym w digital paintingi się pobawić, ale mam problem z odpowiednim dopasowaniem końcówek, a internet pomaga o tyle o ile.
    Ajuto?

    OdpowiedzUsuń
  20. go and find something for you

    ravenshot.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  21. Czy nie sądzicie jednak, że w tym serialu bardzo mocno jest podkreślona fascynacja Stelli mordercą (również seksualna)? Że oboje bohaterowie prowadzą pewną grę nerwów i grę umysłową, która zbliża pozycję przebiegłego mordercy i równie inteligentnej tropiącej go policjantki? Ja w ten sposób to odebrałem (zwłaszcza ostatnia scena zbytnio nie pozostawia wątpliwości). Ciekawe co doda do tego ostatni sezon:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale przecież właśnie cytat z rysunku pochodzi z dialogu, w którym Stella wyjaśnia, że nie, nie fascynuje jej i nie pociąga ten morderca. Cały dialog wygląda tak:

      -You all right?
      -You said a strange thing.
      -When?
      -When you first asked me to interview Katie Benedetto. You suggested I was like Spector. What did you mean by that?
      -I meant what I said. Similiar age, similiar looks.
      -Not anything more?
      -Like?
      -Deeper. Deeper in his nature that you see reflected on me somehow.
      -So, you remind me of Spector? I fuck you. Therefore, I fuck Spector? Is that where this is going?
      -It's a thought.
      -Well, a repellent one.
      -Would it be so odd? There's something fascinating about him. Strange allure.
      -A woman, I forget who, once asked a male friend why men felt threatened by women. He replied that they were afraid that women might laugh at them. When she asked a group of women why women felt threatened by men, they said, 'We're afraid they might kill us.' He might fascinate you. I despise him with every fiber of my being.


      Ostatnia scena "nie pozostawia wątpliwości"? Jak dla mnie nie sugeruje nic z rzeczy, o których piszesz.UWAGA SPOILER:

      Fakt, że próbuje ratować gościowi życie, nie znaczy, że ma wobec niego jakieś uczucia.Przecież jest policjantką, to jej praca.

      Usuń
    2. Ja również odniosłam wrażenie, że w kilku ostatnich odcinkach drugiego sezonu Stella zaczyna fascynować się mordercą. Fascynacja to może zbyt duże słowo, ale widać jakieś napięcie pomiędzy Stellą a Paulem. Jest to raczej subtelnie pokazane.

      Skoro jest dla niej odpychający, to dlaczego wyglądała na nieco "podjaraną", gdy oglądała nagranie, które Paul przesłał Kate Benedetto (to, w którym leży nagi w łóżku). W momencie, gdy jakiś współpracownik wchodzi do pomieszczenia, w którym Stella ogląda ten filmik, ona szybko ten film wyłącza, jakby robiła coś niestosownego. Przynajmniej ja tak tę scenę odebrałam. Dziwne, bo przecież postać Stelli anie nie jest specjalnie wstydliwa, ani nie przejmuje się zbytnio tym, co sądzą o niej inni.

      Co do ostatniej sceny. UWAGA SPOILER:

      Faktycznie nie jest ona jednoznaczna. W ostatniej scenie najbardziej uderzyło mnie to, że od razu pobiegła do psychola, tak jakby "przyjaciela od bzykania" miała głęboko gdzieś. Dziwne mi się wydaje to, że rzuciła się na pomoc kolesiowi, którym rzekomo gardzi, zamiast pomóc mężczyźnie, z którym spała i który jest jej kolegą z pracy. Odniosłam też wrażenie, że bardziej była przejęta stanem psychola, niż kolegi z pracy. Choć z drugiej strony może być tak jak mówisz - ma profesjonalne podejście do pracy, więc potrafi odłożyć na bok swoje prywatne przekonania, więc ratuje psychola. Jest też trzecia możliwość, nie mająca związku z rzekomymi uczuciami do psychola; scena ta pokazuje jak bezwzględny stosunek ma Stella do kolesi, których zaprasza na "sweet night": zabawiliśmy się, było fajnie, ale poza łóżkiem jesteśmy dla siebie obcymi ludźmi, więc nie obchodzi mnie, co z tobą będzie.

      Nie twierdzę oczywiście, że mam absolutną rację. Być może detale, na które zwróciłam uwagę, zostały przeze mnie błędnie zinterpretowane. Zobaczymy w kolejnym sezonie :)

      Usuń
  22. KONKURSIK+REKLAMA TWOJEGO BLOGA
    Zajrzyj:
    http://thehiddenblonde.blogspot.com/2015/04/konkurs.html?m=0

    OdpowiedzUsuń
  23. trochę szkoda, że łamiący seksistowskie stereotypy serial nie może się od nich uwolnić- dlaczego dla filmowców nie istnieje inny seryjny morderca niż "seksualny drapieżnik"? to w rzeczywistości rzadkość. a ktoś kto morduje ludzi żeby ich zwyczajnie okraść zdarza się całkiem często.
    wśród morderców na tle seksualnym dość często trafia się taki zabijający chłopców- w filmach prawie nie występuje.
    rozumiem, że w tym akurat serialu to może być umyślnie, taka gra na kliszach, ale zawsze... może mam niesmak, bo brakuje mi dobrych filmów kryminalnych.

    wątek "lesbijski", słuszna uwaga, jak to się często wkrada:
    http://gingerhaze.tumblr.com/post/112274164688/pinstripesuit-this-was-the-best-thing-in-the

    czy rozważyłabyś popytanie kolegów- mężczyzn- o to czy ich molestowano? faceci zwykle sami z siebie o tym nie mówią, wypierają z pamięci lub nie uważają pewnych rzeczy za molestowanie. ale jeśli uwzględnić sytuacje typu niechciany dotyk czy spotkanie zboczeńca grzebiącego w spodniach to sam nagle uświadamiam sobie, że miałem takie co najmniej dwie.
    dlatego się wpisuję anonimowo.
    a jako dzieciak byłem regularnie napierdalany, ale bez konekstu seksualnego.

    co do zdania wypowiadanego przez Gillian Anderson na rysunku: może pewną perspektywę nada fakt, że w rzeczywistości 80% ofiar zabójstw to mężczyźni.

    OdpowiedzUsuń
  24. Czy można zmienić tę "kliszę", proszę? http://pl.wiktionary.org/wiki/clich%C3%A9

    OdpowiedzUsuń
  25. Nie wiem jak wy, ale ja miałem pierwsze przeżycia tego rodzaju - znaczy patrzenie się w kontekscie seksualnym na dziewczynę a ona na mnie - w przedszkolu, 4-5 lat mieliśmy.

    OdpowiedzUsuń