Kiciputek: Dziewczyny nie dajcie się wrobić - czyli "Tequila Case"

wtorek, 10 marca 2015

Dziewczyny nie dajcie się wrobić - czyli "Tequila Case"

Od zakończenia zbiórki na Projekt Tequila minęły prawie dwa lata. Sponsorzy, którzy łącznie przeznaczyli na zrealizowanie projektu prawie 20 000zł nadal nie otrzymali ponad połowy z tego, za co zapłacili. Nadszedł chyba (w końcu!) czas, żebym napisała na ten temat kilka słów.

Dlaczego teraz? Przeglądając dziś rano facebooka trafiłam na kolejny z licznych ambitnych projektów organizowanych przez Łukasza Śmigla. Każdy ambitniejszy od poprzedniego. Żaden nie zrealizowany do końca.
Otóż Łukasz ogłosił, że wydawnictwo poszukuje autorki-debiutantki w wieku 18-28 lat. Kandydatki proszone o nadesłanie swojego CV ze zdjęciem. Ekhem.



 Nie wnikam, dlaczego wiek i zdjęcie mają dla Łukasza i wydawnictwa akurat takie znaczenie. Ale mam pewne podejrzenia, dlaczego zależy im na tym, by znaleźć akurat debiutantkę. I dlatego postanowiłam - jak to się pisze w prasie brukowej - przerwać milczenie. Głównie po to, żeby ostrzec potencjalne zainteresowane. Dziewczyny, jeśli marzycie o karierze pisarki - nie dajcie się wkręcić w żaden projekt Wydawnictwa Twoje Historie. Źle na tym wyjdziecie.

Zanim przejdę do konkretów, chciałabym jeszcze wyjaśnić, dlaczego tak długo nic nie mówiłam o tej sprawie. Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, jestem osobą, która naprawdę nie lubi konfliktów. Patrząc wstecz zdaję sobie sprawę, że podczas wszystkich moich "nieporozumień" z wydawnictwem dawałam się ugłaskać jednym mailem z banalnymi wymówkami. Publiczne pranie brudów wydawało mi się krokiem, który może zamknąć mi drogę do współpracy z innymi wydawnictwami. Ale teraz już wiem, że milczenie wokół tej sprawy może mi tylko jeszcze bardziej zaszkodzić. Czasem trzeba jednak wyprać coś publicznie, żeby wszyscy dookoła przekonali się, że moje własne gacie są czyste.


Dlatego wybacz mi, Łukaszu, ale tej sprawy nie będę wyjaśniać drogą mailową. Wiem, że po raz setny napisałbyś mi tylko, że wszystko jest w najlepszym porządku, idziemy do przodu i niedługo wszystko będzie gotowe. Czas na takie deklaracje minął dawno temu. Wierzę, że nie jesteś złym i perfidnym facetem. Osobiście sprawiasz wrażenie miłej osoby o pogodnym usposobieniu. Niestety, nie sprawdzasz się jako wydawca, a mimo to wciąż bierzesz na siebie mnóstwo kolejnych projektów, które cię przerastają i zdajesz się w ogóle nie przejmować tym, jakie to kumuluje konsekwencje.

Bycie jednocześnie twórcą i wydawcą się nie sprawdza. Patrząc z perspektywy czasu i doświadczeń, myślę, że był to twój podstawowy błąd. Zajmując się publikacją i dystrybucją własnych tekstów czy projektów tracisz do nich dystans i odpowiednio profesjonalne podejście. Zapalasz się do swoich własnych pomysłów jak licealista, który właśnie postanowił napisać swoją pierwszą, wielką sagę fantasy, zamiast spojrzeć na projekt chłodnym i krytycznym okiem wydawcy.


Miałam 19 lat, kiedy dostałam propozycję współpracy nad projektem Tequila. Wszystko wyglądało świetnie. To miało być moje pierwsze płatne zlecenie, w dodatku związane z publikacją w papierowym magazynie. Na początku w grę wchodziły tylko krótkie komiksowe shorty, z odległą perspektywą zebrania ich kiedyś w większy album. Jednak zapał i ambicje Łukasza rosły. Bardzo szybko postanowił, że ruszamy z projektem albumu komiksowego na Polakpotrafi. Zbiórka ruszyła od razu, kiedy tylko stworzyłam pierwszy rysunek koncepcyjny głównej postaci. Na tamtą chwile mieliśmy tylko to. I obietnice. Łukasz szybko dowiedział się, że moim chłopakiem jest artysta o niesamowitym skillu i postanowił to wykorzystać. Wpisał do projektu prace Daniela jako nagrodę dla wspierających, którzy wpłacą kwoty powyżej stu złotych. Bez żadnej konsultacji z samym zainteresowanym. Dla dobra projektu postanowiliśmy jednak nie robić afery.

Udało się zebrać 19 554zł. Wiele razy czytałam w internecie opinie ludzi, którym się wydawało, że kasa ta poszła prosto do mojej kieszeni. Hehe. Za stworzenie komiksu i innych grafik na potrzeby projektu zostało mi obiecane 6000zł. Po zbiórce dostałam zaliczkę - 3000zł - i do tego momentu wszystko szło zgodnie z planem i gładko. Były to jednak jedyne pieniadze pochodzące ze zbiórki, które dostałam.

Zostaje więc 16 554zł. Na co wydano tę kasę? Jedyne, co wiem na pewno, to że wydrukowanych zostało 1000 egzemplarzy komiksu. Wspierających było dwustu dziewiętnastu, więc maksymalnie tyle egzemplarzy powędrowało do sponsorów z Polakpotrafi. Reszta została sprzedana a zysk z nich trafił w całości do wydawnictwa. To nie wszystko, co mam do napisania o finansowych niuansach Projektu Tequila, ale po kolei.

Mogłoby się wydawać, że kiedy startuje się z tego typu inicjatywą na portalu crowdfundingowym, ma się już w zanadrzu przynajmniej gotowy scenariusz. I wiem, że wielu ludzi uznało, że przystąpiłam do pracy bezpośrednio po sukcesie zbiórki. W rzeczywistości dopiero wtedy Łukasz zabrał się za pisanie. Skończony scenariusz dostałam na dwa miesiące przed premierą komiksu. Na dwa dni przed oddaniem komiksu do druku dostałam jeszcze listę sponsorów, których twarze miały pojawić się w historii. Łukasz wymyślił więc, że dodamy na szybko jedną stronę bijatyki, w której Tequila skopietyłek każdemu ze sponsorów.

W międzyczasie komiks w końcu się ukazał, a ja nadal nie dostałam umowy na jego wykonanie, zbywana obietnicą, że "już lada dzień leci do ciebie". Tu oczywiście, nie po raz pierwszy, objawia się moja beznadziejna naiwność, tego nigdy nie będę się wypierać. Umowa miała gwarantować mi 6000zł wynagrodzenia i 10% od ceny okładkowej. Jednak ostatecznie nigdy nie zobaczyłam żadnej umowy. Czekałam więc cierpliwie na drugą część obiecanej wypłaty. A ta nie nadchodziła. Na pytanie, kiedy dostanę pieniądze, usłyszałam, że lada dzień, bo przelew już poszedł. Gdy minął kolejny tydzień, dowiedziałam się, że jednak przelew nie poszedł, ale teraz już na 100% wysłany. Po kolejnym tygodniu zadzwoniłam już porządnie zdenerwowana. Po wywarciu odpowiedniej presji w końcu dowiedziałam się prawdy. Żadnego przelewu nigdy nie było. Księgowy wydawnictwa zerknął na stan konta... I w panice, kasą ze zbiórki, która miała trafić do mnie - zapłacił rachunki.

Łukasz obiecał mi wtedy spłacać te zaległe 3000zł z własnej kieszeni. I faktycznie, co kilka miesięcy przysyłał mi po kilkaset złotych. Czy spłacił całość, nie wiem, szczerze mówiąc po takim czasie kompletnie się w tym pogubiłam a i pieniądze zeszły na drugi plan, a moim priorytetem zostało pragnienie zakończenia całej tej sprawy i odcięcia się od projektu.

Jeśli chodzi o obiecany procent od sprzedaży... Cóż, w międzyczasie wydarzyła się "niespodziewana komplikacja". Wydawnictwo rozpadło się na dwie części. Jednej połowie przypadły w tym rozwodzie prawa do nazwy Dobre Historie (dlatego stajnia Łukasza przemianowała się od tamtej pory na "Twoje Historie"). Łukaszowi pozostały pełne prawa do Tequili oraz magazynu "Coś na progu". Niestety, jak usłyszałam, procent od sprzedaży Tequili nie może do mnie trafić. Ponieważ została ona wydana pod banderą Wydawnictwa Dobre Historie. Połowa zysków trafia więc do tej drugiej części wydawnictwa (tej, która nie zajmowała się w ogóle projektem). Dla mnie więc nie ma już po prostu co skapnąć.

Czy w ogóle w porządku jest czerpanie zysków z publikacji, w którą nie zainwestowało się ani złotówki? Cały nakład został przecież sfinansowany przez wspierających z PolakPotrafi. Szczerze mówiąc wtedy w ogóle się nad tym nie zastanawiałam. Pomimo zapewnień Łukasza, że jesteśmy wszyscy teamem, w całej tej sprawie byłam tylko studenciakiem wynajętym do narysowania komiksu. Organizacja zbiórki, druk, publikacja i dystrybucja leżały całkowicie w rękach wydawnictwa. Nie miałam na nie żadnego wpływu. A mimo to wciąż, przez wiele miesięcy, to ja otrzymywałam skargi. Bo Łukasz nie odpisywał nikomu na maile. Dlatego to na mnie spadła odpowiedzialność za gigantyczne opóźnienia w wysyłce. Jeden ze sponsorów, który wpłacił naprawdę wielką kwotę, otrzymał swój komiks jako ostatni, w dodatku cały pognieciony i bez obiecanych gadżetów.

Pisali do mnie również recenzenci, którym obiecano komiksy. Jeden z nich dzwoniąc do wydawnictwa usłyszał, że komiks został już do niego wysłany. Kiedy spytałam o to Łukasza, odpowiedział mi tak: "To tylko naszą studentkę-stażystkę poniósł optymizm. Żadnych recenzenckich jeszcze nie wysyłaliśmy".

Zgodnie z crowdfundingowymi obietnicami zostało mi jeszcze sporo rzeczy do zrobienia. Przede wszystkim dziesięć ilustracji do obiecanej powieści o przygodach Tequili. Do tej pory zrobiłam dwie, na podstawie opisów, które podesłał mi Łukasz. Nie wiem, co z pozostałymi ośmioma, ponieważ po dwóch latach od zbiórki nie zobaczyłam wciąż ani jednego kolejnego fragmentu powieści. Pytałam też Łukasza, co z obiecanymi gadżetami. Co konkretnie mam zrobić, jak i ile. Odpowiedział mi, że wszystkie są już "gotowe i w drodze". Tylko jakim cudem, skoro żadnych nie zrobiłam? Skoro nie wiem nawet, co mam zrobić, bo nie dowiedziałam się, co właściwie komu obiecał i w jakiej ilości?

Od tamtej pory kontakt całkowicie się urwał. W międzyczasie dostawałam od Łukasza propozycje pracy nad kolejnym epickim projektem lub nad puszczeniem do druku drugiego nakładu. Za każdym razem odpisywałam mu, że naprawdę wypadałoby zrealizować pierwszą zbiórkę przed zaczęciem czegokolwiek innego. Łukasz odpowiadał mi, że wszystko jest w porządku i że wszyscy, którzy wpłacili pieniądze na projekt, są na bieżąco informowani o kolejnych obsuwach w terminie. Mimo to, do tej pory otrzymuję pytania od zdezorientowanych i sfrustrowanych sponsorów, którzy czują się oszukani.

Tak, słusznie czujecie się oszukani. Ja też się tak czuję. I chociaż zapewniam was, że nie miałam żadnego realnego wpływu na przebieg projektu i że zrobiłam wszystko, co mogłam, żeby ze swojej strony wywiązać się z obietnic jak najlepiej - przepraszam was. Przepraszam wszystkich za Projekt Tequila.

Wiele osób wypomina mi, że gdyby nie Tequila nikt by o mnie nie usłyszał. Że dzięki temu projektowi zaistniałam na rynku. Mimo wszystko jestem przekonana, że wzięcie w nim udziału było błędem. Że warto było by poczekać z debiutem i zaangażować się w swoją pierwszą publikację może trochę później, ale porządnie i na przejrzystych warunkach.

I właśnie to radzę wszystkim dziewczynom, które zastanawiają się nad podjęciem współpracy z wydawnictwem Twoje Historie. Nie warto. CV ze zdjęciem schowajcie do szuflady, a na debiut poczekajcie, aż będziecie gotowe. Aż podszlifujecie warsztat na tyle, żeby zainteresować swoimi tekstami wydawnictwo, które zainwestuje w wasze umiejętności, a nie w młody wiek i apetyczną fotkę.

174 komentarze:

  1. Ogromnie ciesze sie, ze napisalas to oswiadczenie. Ciesze sie ze wzgledu na twoje dobre imie. Wiele osob wsparlo ten projekt nie ze wzgledu na Lukasza o ktorym nikt nie slyszal, ale ze wzgledu na ciebie, na twoje rysunki. Poniewaz na poczatku, kiedy wszystko bylo pieknie, reklamowalas Tequille z zapalem (co jest calkowicie normalne), kiedy projekt zaczal sie sypac, ludzie uderzyli z pytaniami i problemami do ciebie, jako do zapamietanego zrodla informacji i, w pewnym sensie, twarzy kampanii (co tez jest naturalne). Mysle, ze tresc tej notki pozwoli im zrozumiec twoja sytuacje lepiej, twoja rzeczywista role w tym projekcie - ktory, rozpatrujac najgorszy scenariusz - moglby przeciez napelnic ich niechecia do kolejnych twoich dzialan.

    Do czytelnikow mam jeden apel: podpisujcie umowy Z GORY. Zawsze, na wszystko. Na prace, na pozyczki, na obietnice - wszystko bierzcie na pismie. Nawet - a moze zwlaszcza - kiedy w gre wchodzi rodzina, przyjaciele, znajomi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pospisuję się wszystkimi kończynami - wszyscy wspierali projekt ze względu na Ciebie, na Kiciputka kochanego w internetach, ponieważ o Łukaszu nikt nie słyszał. Tak naprawdę sukces crowdfundingu to Twój sukces Kiciputku. Tym bardziej smuci określenie "studentka-stażystka". Dobrze, że napisałaś.

      Usuń
    2. Racja, Gayu. Byłam jedną z tych osób, które widząc rysunki Kiciputka (a potem Gedeona) zapiszczała z uciechy na wieść o polskim postapo. Najwyraźniej bylam jedną z niewielu szczęściar, które otrzymały swoje zamówienie w idealnym stanie i dokładnie z tym co wykupiły.
      A Kiciputek z całego serca kibicuję i z zainteresowaniem śledzę rozwój kariery.

      Usuń
    3. Popieram. Umowy zawsze z góry :)

      Usuń
    4. Takoż i ja podpisuję się obiema rękami pod tym, że gdyby nie Kasia i Gedeon to nie dałbym złamanego grosza na ten projekt bo nazwisko Łukasza nic a nic mi nie gwarantowało. Żal że tak to wszystko się skończyło - nadal nie dostałem kompletu opłaconej opcji i widzę że już raczej nie ma na co czekać... Jedyna pociecha to taka że może góra z góra się nie zejdzie ale sponsor w wydawca zawsze! A mściwość to czasem zaleta :)

      Usuń
  2. Mniej więcej w 3/4 tekstu wymsknęło mi się "CO TO SĄ KURWA ZA JAJA?!"
    I ten okrzyk wystarczy za komentarz.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nadal nie otrzymałem zwrotu kasy za prenumeratę "Coś na progu", wydawnictwo po prostu ssie pałkę ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli masz dowód na to,że im zapłaciłeś i nie otrzymałeś produktu, to zawsze można iść do sądu za wyłudzenie >.>'

      Usuń
    2. Ba, z CnP są same zabawne historie: znajomy zastanawiał się nad zamówieniem i nawet cośtam kliknął zamawiając, ale nie przelał kasy i w końcu anulował. Jakiś czas później otrzymał magazyn, za który nie zapłacił :). I choć kilkukrotnie próbował kontaktować się z wydawnictwem mailowo, prosząc o podanie informacji, jak jednak mógłby im za to przelać kasę, bo mu głupio, to odzewu nie było. Darmowy magazyn jak wyrzut sumienia smętnie zaleguje na parapecie.

      Usuń
    3. CnP wydawało się ciekawym projektem, zamówiłem jakiś pakiet z archiwaliami, zapłaciłem... i nic. Kilka prób kontaktu, w końcu dostałem maila z wyjaśnieniem od Śmigla, towar już wysyłają... i znów nic. A niech sobie za te parę złotych kupią piwa i czipsów, ja to potraktuję jako zapłatę za lekcję. Lekcję o tym, co to za ludzie i co sobą reprezentują.

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawiść powoduje wrzody żołądka. Potwierdzone.

      Usuń
    2. Tak właśnie myślałem, że mogę spodziewać się odpowiedzi na poziomie. Never change, internecie.

      Usuń
    3. "raz w życiu zrobiłem coś w ciemno i od tego czasu to absolutna podstawa" - No przeciez Kici tez zrobila cos raz w ciemno i o tym doswiadczeniu pisze.

      Usuń
    4. Myślę, że i bez pomocy Łukasza Kiciputek miałaby jakiś fejm.

      Usuń
    5. Tak, ale co ja zrobiłem odnosiło się do 200 zł. Nawet mając tamte 17 lat, w życiu w ciemno nie wszedłbym w projekt za tyle pieniędzy, bez umowy w ręku najpierw. To szalone, aby zająć się czymś tak pracochłonnym bez papierka.

      Usuń
    6. Nom, dzięki Tobie ;p

      Usuń
    7. "Nie oszukujmy się - nie zawsze o najlepszych rysownikach jest głośno" Pan Rysownik najlepszym na to dowodem że nie trzeba nic umieć wystarczy tylko głośno krzyczeć : DDDDD

      Usuń
    8. "Tak, ale co ja zrobiłem odnosiło się do 200 zł. Nawet mając tamte 17 lat, w życiu w ciemno nie wszedłbym w projekt za tyle pieniędzy, bez umowy w ręku najpierw. " - A czemu zrobiles za 200? Czy czasem nie mowili ci, ze umowe dosla jutro, a ty juz zacznij? A w zasadzie to umowa bedzie za tydzien, bo ksiegowa na urlopie, ale ty wyslij juz trzy czwarte projektu do akceptacji?

      Ciezko mi uwierzyc w to, ze nigdy nie zrobiles duzej glupoty, bo kazdy czlowiek ma jakas w swoim zyciorysie - nie jestesmy nieomylnymi robotami. Chyba ze twoja glupota dopiero na ciebie czeka :P

      Usuń
    9. Akurat Rysownik ma rację, jest na prawdę wielu polskich rysowników/rysowniczek, przy pracach których Kiciputek się chowa, a nie są znani, bo po prostu nie mieli jeszcze okazji się wypromować. Pomimo niefajności z wydawnictwem ostatecznie zyskała tą sławę, zawsze coś.

      Usuń
    10. Komiksy online są bardzo dobrą metodą promocji siebie jako rysownika, ale ilu osobom się chce / się widzi ta forma? A skoro im się nie chce / nie widzi, to i nie ma fejmu.

      Usuń
    11. Wiem, niektórzy to urodzeni twardziele, ale sporo osób podchodzi do innych z ufnością a do tego typu projektów z entuzjazmem. Nie ma co na nie sarkać, że nie urodziły się mądre, doświadczone i zimne.

      Usuń
    12. @Wej Wiadomo, ale są też rysownicy ze skillem dużo gorszym od Kiciputka, którzy jakoś się podczepili do znajomych i też mają fejm nie wiadomo dlaczego. Dlatego przede wszystkim warto skupić się na skillu, bo prędzej czy później po osiągnięciu pewnego poziomu ktoś cię odkryje. Zapotrzebowanie na specjalistów jest duże chyba w każdej dziedzinie. ; )

      Usuń
    13. Pytanie czy więcej osób usłyszało o Kiciputku ze współpracy z Iloną z Chaty Wuja Freda, czy z komiksu za którego trzeba było płacić. Polska.

      Już nawet pominąłem fakt, że mały fejm był już w momencie ogłoszenia prac nad Tequilą.

      Usuń
    14. O mój boże, ty tak na serio? Myślisz, że "bycie rozpoznawalnym" rekompensuje wkręcenie się w OSZUSTWO? Przecież chcąc nie chcąc, Kasia wpadła w jakieś krętactwo nie z własnej woli i to JĄ ludzie kojarzą z tym przekrętem. Bo była "twarzą" tego wszystkiego i ona musiała przed wieloma świecić oczami. Naprawdę sądzisz, że można powiedzieć "no ale przynajmniej jestem znana". Tak to może sobie powiedzieć ktoś, komu wisi to, czy komuś ukradziono pieniądze czy nie.
      I jak ktoś dobrze napisał:
      ""Nie oszukujmy się - nie zawsze o najlepszych rysownikach jest głośno" Pan Rysownik najlepszym na to dowodem że nie trzeba nic umieć wystarczy tylko głośno krzyczeć : DDDDD"
      Tyle w tym temacie.

      Usuń
    15. Pan Rysownik to zawsze był niezły burak...

      Usuń
    16. Znałam rysunki Kici na długo przed Tequilą, o Łukaszu i jego znakomitym wydawnictwie słyszę pierwszy raz, więc, tak jakby, trudno mieć pewność kto tu dzięki komu zyskał sławę. Mam za to pewność, że Kicia wygrywałaby swoimi rysunkami również bez "pomocy" nie całkiem uczciwego wydawnictwa.

      Usuń
    17. ''gdy nikt Cię nie znał''
      Projekt imho był wspierany bardziej przez fanów Kici, niż fanów Łukasza. Słyszał ktoś wcześniej o Łukaszu? Coś na Progu też wcale nie było super znanym czasopismem. Deal with it.

      Usuń
    18. Ciekawe czy jak zwykle powie, że on tylko żartował i się nie poznaliśmy :)))

      Usuń
    19. "Wiadomo, ale są też rysownicy ze skillem dużo gorszym od Kiciputka, którzy jakoś się podczepili do znajomych i też mają fejm nie wiadomo dlaczego." Akurat moim zdaniem gdyby nie Barwy Biedy, rozpromowane przez Chatolandię, mało kto by usłyszał o Kiciputku, sporą część swojego fejmu zawdzięcza Ilonie, a nawet bardziej dzięki niej, niż dzięki Tequilli.

      Usuń
    20. Panie Rysowniku, słoma z butów wyłazi...

      Usuń
    21. Wej, Ilona linkuje wiele komiksów, ale nie każdy jest szczególnie rozpoznawalny mimo to. Zrób bloga, rozpromuj, ale potem się okaże, że to była ta najłatwiejsza część, bo trzeba jeszcze utrzymać przy sobie czytelników.

      Usuń
    22. "Faceta masz, który zapewne siedział dłużej od Ciebie "

      LOL, faktycznie, Daniel siedział dłużej ode mnie, hehe :D

      Usuń
    23. Pan Rysownik ma przerost ego. Sam pseudonim jest tego wyrazem. Umiejętności nijakie. I najlepiej podpinać się pod wpisy innych rysowników, by narobić szumu wokół siebie... ehhh.

      Usuń
    24. ""Nie oszukujmy się - nie zawsze o najlepszych rysownikach jest głośno" - omg, to też sobie w stopę strzeli wlaśnie. :D

      Usuń
    25. Bożu, Rysownik, jaki z Ciebie jest burak pastewny <3 biorąc pod uwagę, że całe środowisko rysownicze się z Ciebie śmieje, że jedyne co umiesz robić to kryzysy w soszal medja (głównie sam sobie) i pierdzielić smętne żale o tym, jak to się z niczym nie wyrabiasz, bo przez 14 godzin subujesz jakiś filmik, którego później nikt nie obejrzy, to Twoje zarzuty o tym, że ktoś się na czymśtam wypromował są taką straszliwą hipokryzją, że wszyscy płaczą ze śmiechu czytając to. Idź dalej buczeć na Twittera, że buuhuuu, ludzie Cię nie lubią, zupełnie bez powodu! Ew. dlatego, że Ci zazdroszczą! Nie zapomnij wspomnieć o tym, że z tego wszystkiego po drodze na siłownię wciągnąłeś dwa powiększone makzestawy jako "przekąskę" c:

      Usuń
    26. Anonimku powyżej, kocham Cię za ten wpis, nikt tego lepiej nie mógłby napisać *_*

      Usuń
    27. Myślę, że Kasia sama zapracowała na swój fejm i fanbase, a twój komentarz jest z dupy wzięty.

      Usuń
    28. Nie ma to jak skupić się na komentarzu jakiegoś buca skończonego, zamiast na samym poście. Gratuluje, karmicie jego ego.

      Usuń
    29. Bo ja wiem, jak dla mnie to wszyscy mają tu niezły ubaw z jego komcia. Nie sądzę, aby wytykanie palcami budowało czyjekolwiek ego, chociaż przypadki są różne, więc kto wie.

      Usuń
    30. Nah, jak dla mnie trochu ma racji. To, że napisał to w sposób brzmiący gburowato to już jego wina, trudno. Dostanie po głowie jak go spotkam.
      Ale, ale.
      1. Pani Kiciputek, mimo wieku 19 lat czy coś koło tego powinna orientować się, że roboty bez umowy w ręku się nie bierze. Za swoje czyny się w takim wieku odpowiada, myślenie jest podstawą wszystkiego. Doświadczenie na przyszłość.

      2. Co do "fejmu z komiksu". Bądźmy szczerzy - komiksiarz, który coś wydał, przynajmniej w moich oczach jest bardziej...wyjątkowy. Samo wyrażenie "ktoś coś wydał" oznacza dla mnie, że jego/jej prace są docenione. To dużo daje, przynajmniej moim zdaniem.

      3. Co do podczepiania się pod innych - jak to mawia moja nauczycielka fizyki - "w polakach jest zakorzeniona dziwna zawiść i egoizm, że albo widzą tylko swój nos i tylko o niego dbają, albo sobie pomagają, a innych o to dupa boli". Ja tam wiele zasługuję i Ślimakowi, i Rysownikowi, i innym rysującym. Na cholerę się drzeć, że się wybija ktoś dzięki innym. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kogo nigdy ktoś inny nie polecił. Na współpracy można czasem więcej ugrać, niż żeby babrać się samemu.

      4. O lepszych rysownikach BARDZO CZĘSTO nie jest głośno. A o kiepskich czasem wręcz krzyczą. A czy to ważne? Tyłek boli, że ktoś ma więcej lajków niż druga osoba? Egoizm w każdym się odzywa. Bywa, taka ludzka natura. Zamiast robić hurr durr Rysownik nie zasługuje na swoją nazwę hurr durr pseudoartysta hurr durr opowiada o swoim życiu na prywatnym profilu hurr durr to byście się nawzajem pochwalili jeden z drugim, że ten ładnie kreskę na nosie stawia a ta ładnie zeza rysuje.

      Przykro mi się robi, jak widzę, ile w was, do cholery, zawiści. Wszystkich. Wstyd mi za was. Za całą tą zgraję oburzonych na siebie nawzajem osób rysujących w internetach. Wstyd, bo ja was wszystkich uwielbiam, widzę w was pewnego rodzaju idoli i przykłady osób, które podziwiam.
      Bo zawsze myślałam, że rysowanie to, kurcze, coś co łączy ludzi, a nie dzieli.


      A tobie, Kiciputku, z całego serca współczuję. Mimo całego tego wywodu, współczuję. Bo nie dostałaś pieniędzy, mimo swojej ciężkiej pracy. Mam nadzieję, że kiedyś całą sprawę wyjaśnisz do ostatniej złotówki. Będzie lepiej, jeszcze wiele wydanych komiksów przed tobą.

      Usuń
    31. Implikowanie, ze sredniawe wydawnictwo z projektem bez sxenariusza wypromowalo Kasię, a nie odwrotnie. To dzieki jej rysunkom ten projekt znalazl takie zainteresowanie , a twoj komentarz pokazuje tylko jak koszmarnym ignorantem jestes.

      Usuń
    32. Panie Rysowniku, bardzo cię szanuję, ale tutaj nie mogę się zgodzić. Sama mając te 19-20 lat dałam się wiele razy naciągnąć na darmową pracę z obietnicą zapłaty, bo nie miałam doświadczenia i byłam niesamowicie naiwnym i ufnym stworzeniem. Ba, przez 3 miesiące pracowałam dla jednej firmy za darmo, grzecznie chodziłam codziennie do biura i byłam im wdzięczna, że mnie w ogóle chcą, bo może mi na koniec zapłacą, a nikt inny mnie nie chciał... Wiem, teraz jak na to patrzę to wstyd straszny, ale naprawdę młodym osobom, które marzą o pracy w ukochanym zawodzie to się zdarza. Na szczęście z wiekiem nabrałam doświadczenia i zmądrzałam, ale teraz błagam moją młodszą i niedoświadczoną w zawodzie grafika koleżankę żeby przestała zachowywać się tak jak ja kilka lat temu i ufać wszystkim obietnicom bez papierka. A potem mi płacze, że znowu się narobiła za darmo... ;_;

      (mi np, pewna firma reklamowa przez długi czas wmawiała, że na takie małe zlecenia typu tu ulotka, tam kalendarz to oni nie podpisują umów w ogóle i że to normalne. nic dziwnego, że mi nie zapłacili za większość prac)

      Ty się nauczyłeś jak zostałeś wydymany tylko troszkę, ale niestety nie każdemu przychodzi to tak po prostu (zwłaszcza jak komuś brakuje wiary w siebie i każde zlecenie przyjmuje jak dar niebios dla niegodnego pachołka - ja kiedyś). Wierzę tylko, że ani Kiciputek ani ja się już bez umów nie damy naciągać na słodkie obietnice! :D

      nie-podpiszę-się-bo-mi-głupio :)

      pozdrawiam wszystkich i życzę żeby nie mieli podobnych przygód :)

      Usuń
    33. Ja tam mam szacun do ludzi którzy chca cos zrobic i robią to od razu-nawet jezeli potem jest problem.Rysunki Kiciputka lubię-wpisów jednak nie czytam bo raczej sie nie zgadzam z większością ale poznałam ja przez chatolandie a nie prez tequille...PanieRysowniku wnioskuje ze skoro pan tez sie raz przejechał i wie Pan jak sie teraz kiciputek czuje to powinien Pan pocieszyć a nie rznac buraka
      Straszny z Pana Cebulak-i chyba wlasnie taki nick Pan powinien miec

      Usuń
  5. O rany, współczuje ci. Jedyne co dobre to lekcja na przyszłość. A CV ze zdjęciem i określonym wiekiem ( domyślam się że to ma być też debiutantka, a nie debiutant) jest jakąś totalną kpiną XD
    Życzę ci lepszej współpracy w przyszłości :) Moim zdaniem dobrze, że napisałaś ten tekst!

    OdpowiedzUsuń
  6. Moim zdaniem posiadając całą korespondencję możesz spokojnie wystosować pozew o zniesławienie, bo takie zachowanie zdecydowanie jest jedną z jego form. Możesz też śmiało walczyć o prawa autorskie, wszak to Twoja kreska i TY stworzyłaś Tequilę!

    I tak jak napisał Gayaruthiel: zawsze przed projektem UMOWA, wszystko na piśmie-wiem z własnego doświadczenia, że czasami ciężko o to, ale wiem również, że jeśli komuś zależy na współpracy to podpisze umowę-przecież to zabezpieczenie dla obydwu stron. Nie gwarantuje 100% satysfakcji w postaci spełnienia jej wszystkich warunków, jednakże jest podstawą do żądania ich spełnienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnóstwo osób się nacina na swojej pierwszej umowie i co śmieszniejsze - to, że ona istnieje nie zmienia faktu, że i tak można nieźle dostać w tyłek. Warto z tego wyciągnąć jakieś wnioski i ostrzec innych ludzi przed danym pracodawcą, tak jak teraz to zrobiła Kicia.

      Usuń
    2. Primo, zniesławienie to przestępstwo, więc nie wnosi się pozwu, a prywatny akt oskarżenia.

      Secundo, nie wiem gdzie Ty tu widzisz zniesławienie, bo zniesławienie to:

      pomówienie innej osoby (...) o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności.

      Usuń
    3. Morg, czy Twoim zdaniem niezrealizowany crowdfunding nie naraził Kiciputka na utratę zaufania do niej? Co może negatywnie odbić się na jej pracy?
      Pomówienie to to nie było, ale skutek podobny.

      Usuń
    4. Ja nie mówię, że nie naraził, ale żadnych zarzutów (nawet sugestii) wobec Kiciputka nikt z wydawnictwa zdaje się że nie wysunął. Trudno więc mówić o pomówieniu.

      Usuń
    5. "które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności"

      Nazwanie autorki i twarzy projektu "studentką-stażystką" IMHO całkiem ładnie podchodzi pod tą ustawę. Nie mówiąc już o przerzucaniu winy na Kiciputka.

      Swoją drogą powalczyłbym o prawa autorskie, bo kiedyś możesz mieć ochotę na narysowanie kolejnych odcinków Tequili.

      Usuń
    6. Przecież to studentka-stażystka to nie o Kiciputku, czytaj ze zrozumieniem. I nie, nie podchodzi pod zniesławienie.

      Usuń
  7. Dostała ponad 3 kafle, zadebiutowała i jeszcze jej źle. Po tej notce z pewnością znajdzie się wielu chętnych chcących podzielić taki los

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli gdybyś miał dostać 6000zł, ale dali Ci jedynie trójkę, byłbyś wniebowzięty? Jakby w pracy obiecali Ci trzy klocki miesięcznie, a dostawałbyś półtora tysiąca, nie narzekałbyś?

      Usuń
    2. A niektórzy to by cały album komiksowy i za 2 tysiące zrobili! A niektórzy za tysiąc! A niektórzy za okruchy ze stołu! Roszczeniowi młodzi ludzie.

      Usuń
    3. Revv, gdybym miala jak, dalabym ci lajka :D

      Usuń
    4. To świetnie, że znajdzie się wiele chętnych, a jeszcze lepiej, że będą, dla odmiany, wiedziały, jaki dokładnie los będą dzielić :)

      Usuń
    5. Trzy tysiące za narysowanie pełnego kolorowego albumu, za dwa miesiące orki (!!!) przy biurku dzień i noc, dzięki której z powodzeniem można popsuć sobie wzrok, kręgosłup i nabawić się (np.) zakrzepów - FANTASTYCZNA OPCJA! Myślę, że górnicy byliby zachwyceni takimi warunkami pracy i przywilejami rysowników komiksów...

      Usuń
    6. Jeśli podzielić to na pół, to za 1500zł miesięcznie znajdziesz wielu ludzi, którzy też zasuwają dniami i nocami by tyle zarobić i mieć na czynsz. Kicia i tak czy siak siedzi przy tym biurku i rysuje, a jeśli komuś nie odpowiadają takie siedzące warunki pracy, zawsze może iść do normalnej. Być sprzedawcą stojącym 8h, być magazynierem noszącym ciężary - wszędzie możesz narazić swój kręgosłup, ryzykować zakrzepami itd.

      Usuń
    7. No niesamowite, człowiek z kwalifikacjami żąda zapłaty za swoją pracę. Wyższej niż kto inny. Serio nie da się tej argumentacji obronić. Chyba tylko na zasadzie, że w ogóle nikomu nie należy płacić więcej niż dolara bo za to się utrzymują miliony ludzi na świecie.

      Usuń
    8. Pan Anonimowy bardzo mocny w gębie, ale nawet się nie podpisze.

      Bardzo anonimowy Vah z tradycjami.

      Usuń
    9. Czy jeżeli pracodawca oferuje Ci trzy tysiące miesięcznie, a później płaci połowę z tego, to cieszysz się, bo dostałeś pieniądze i masz doświadczenie w CV? Ludzie, co jest z wami? Każdy chce pracować na przejrzystych zasadach i dostawać za swoją pracę takie wynagrodzenie, jakie mu obiecano, przecież to jest zupełnie normalne. Rysownik to nie uliczny artysta, który gra za "co łaska" i cieszy się, bo mu cokolwiek raczyłeś wrzucić do kapelusza...

      Usuń
    10. Projekt miał określony budżet pochodzący ze zbiórki. Słusznie narzeka. Bo nie dość, że nie wypełnili zobowiązań wobec autorki to jeszcze środki zebrane na projekt przeznaczyli na inne zobowiązania niż ten projekt. Cała filozofia "walki z roszczeniowością" (dostała 3 kafle i narzeka, w Biedrze gorzej mają) jaką zaprezentował anonimowy jest tragedią naszego społeczeństwa. Taki syndrom sztokholmski prekariatu. Nieważne czy crowfundingowe wydawania komiksów czy forma zatrudnienia w hipermarkecie, ale to jest problem takie chłostanie przez żłobów "roszczeniowców" w imię pasożytniczych modeli biznesowych różnych typów.

      Usuń
    11. Pan Anonimek najwyraźniej siedzi jeszcze pod ciepłym dachem rodziców i myśli, że 3k to fura kasy. :D

      Usuń
    12. @Revv "Na twoje miejsce czeka dziesięciu kandydatów", nie zapominaj o tym :P

      Ale serio, trzy tysiące za taką robotę to nie jest kosmos, delikatnie mówiąc. Szczególnie, że debiut to był papierowy, ale w sieci Kiciputek była już całkiem rozpoznawalna.

      Usuń
  8. Myślę, że to świetnie, że opisałaś tę sytuację; mamy prawo być naiwni i naiwne w wieku 19 lat, mamy prawo wierzyć, że świat nie czyha tylko na możliwość oszukania nas - a kiedy ktoś to robi, to warto przed nim ostrzegać; to nie Ty byłaś głupia, to wydawnictwo okazało się nieuczciwe.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kiciputku, nawet jeśli nie było umowy na piśmie, to SMS-y, maile, etc. mogą świadczyć o istnieniu umowy ustnej. A taka (co do zasady) też jest ważna.

    CHYBA ŻE udzielałaś licencji wyłącznej, albo przenosiłaś prawa autorskie. Taka umowa, zgodnie z prawem autorskim, musi być zawarta na piśmie pod rygorem nieważności. Ale jeśli tak było (i umowa jest nieważna), to dla odmiany należy Ci się kasa (odszkodowanie) za to że ktoś bezprawnie zarabia na Twoich rysunkach.

    Może być problem jeśli wydawnictwo jest spółką handlową, a ta jest spłukana – bo wtedy może się okazać, że nie ma z czego ściągnąć (można wtedy próbować z członków zarządu, ale to bardziej skomplikowane). Natomiast jeśli to była jednoosobowa działalność gospodarcza (albo spółka cywilna), to właściciel(e) odpowiadają solidarnie całym swoim majątkiem...

    Niby trzy tysiące to nie fortuna, ale to jednak konkretny pieniądz, więc ja bym się tam zastanowił, czy nie spróbować powalczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "spółkę handlową"

      Chodziło mi oczywiście o spółkę kapitałową (a konkretniej, z o.o.). "Dobre historie" to, z tego co widzę w KRS, spółka jawna, co ułatwia sprawę, bo w tym momencie wspólnicy odpowiadają solidarnie pełnym majątkiem.

      Usuń
  10. Morg : mała poprawka - możesz przenieść na kogoś prawa majątkowe, prawo autorskie jest niezbywalne. W sensie, że możesz dać komuś prawo do czerpania zysków z twojej pracy tak jakby był autorem, ale autorem podpisanym zawsze będziesz ty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chciałem wnikać w szczegóły, bo to zwykle zaburza jasność przekazu. Ale jak już zwracasz uwagę, to rozjaśnię.

      Prawa autorskie dzielą się na majątkowe i osobiste. Majątkowe to w dużym uproszczeniu prawa do zarabiania na utworze i decydowania kto może z niego korzystać i na jakich zasadach. Osobiste to w dużym uproszczeniu prawa do bycia autorem i bycia rozpoznawanym jako autor.

      Pisząc więc o "przeniesieniu praw autorskich" miałem dokładnie na myśli "przeniesienie autorskich praw majątkowych". Przyznasz jednak, że to pierwsze sformułowanie brzmi dużo czytelniej, a autorskie prawa osobiste w tej sprawie zdają się nie mieć większego znaczenia.

      Usuń
  11. O takich rzeczach należy mówić i to mówic głośno.
    Ja byłam trochę starsza, gdy weszłam w projekt telewizyjny, za który też miałam otrzymać 6000.
    Widziałam nawet juz przygotowaną umowę.
    Jednak finalna jej wersja opiewała na 2000

    Półtora miesiąca ciężkiej pracy (czesto po nocach, często takze w weekendy) za 2000 średnio mi się podobało

    Ale na szczęscie ta firma już nie istnieje

    OdpowiedzUsuń
  12. "Od zakończenia zbiórki na Projekt Tequila minęły prawie dwa lata..."
    - dlatego różni malwersanci oraz patafiany wszelakie mają się tak dobrze, bo nikt nie reaguje, kiedy trzeba reagować.
    LUDZIE! jak ma być normalnie, jeśli godzimy się na patologię? no serio, jak może być inaczej, jeśli nie chce nam się walczyć o etyczne traktowanie... ych!

    OdpowiedzUsuń
  13. Skoro nie ma umowy, wydawnictwo nie ma praw do Twojej pracy, jeśli nie ma praw, a wykorzystuje dzieło to "narusza". A to prosta ścieżka dla wstrzymania nakładu, zajęcia kont, postępowania komorniczego... niestety z cwaniakami należy rozmawiać konkretnie. Wiem Kiciputek- jesteś artystką a nie prawnikiem, ale twórca, jeśli myśli poważnie o zawodowym tworzeniu - powinien z szacunku do siebie samego - znać i respektować prawo autorskie, a tu ewidentnie zgwałcono zarówno Twoje prawa autorskie osobiste, jak tez majątkowe.
    Pozdrawiam
    Krzysztof Kucharski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podoba mi się ten tok myślenia - Kiciputku, do boju!

      Usuń
    2. Udzielenie licencji nie musi następować w formie pisemnej, ta jest wymagana jedynie do licencji wyłącznej (przeniesienia praw). Czyli nie zachodzi proste wynikanie "jak nie ma umowy spisanej, to łamią prawo"

      Usuń
    3. Zgoda, ale na korzystającym z dzieła ciąży obowiązek udowodnienia, że posiada prawa, uiścił należne wynagrodzenie ... KK

      Usuń
  14. Bardzo, bardzo mi przykro, Kiciputku. :( Teraz wiem, żeby NIGDY im nie ufać.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ah, tak, niezapomniana zbiórka kasy na Tequilę. Po niej zaczęłam się poważnie zastanawiać, czy w ogóle jeszcze w cokolwiek zainwestuję, bo poczułam się oszukana jak niejeden fan. Wpłaciłam 50 ziko, za co moje personalia miały pojawić się w komiksie na specjalnej stronie, miałam dostać album, ebooka i miało grać i buczeć.
    Dostałam komiks. Oczywiście, dumna z tego, że miałam być wspomniana wśród sponsorów, zaczęłam czytać od ostatniej strony. Nie ma. Ani imienia i nazwiska, ani nicku, pod którym na crowdfundingu funkcjonuję. Trochę zirytowana wychmaliłam maila do wydawcy, a ten zauważył, że rzeczywiście błąd został popełniony, ale przecież to się naprawi w ebooku. Ebooku, który miał być podobno czytany równocześnie lub przed komiksem, o ile dobrze pamiętam.
    Teraz wyszła sprawa z prenumeratą "Coś na progu". Żenada.

    Tak, poznałam Twoją twórczość za sprawą projektu Tequila. Na tym jednak się sprawa nie zamyka. Śledzę Twój profil, bo lubię te Twoje puciate buźki. Masz talent.

    OdpowiedzUsuń
  16. Kłania się Łukasz Śmigiel. Jestem obecny, świadomy wpisu kasji, komentarzy, dyskusji. Postaram się odpowiedzieć na wszystko, na co jestem w stanie odpowiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może ja zacznę. Dlaczego czerpie Pan korzyści z niespłaconej pracy Kiciputka? Jeśli nie było podpisanej żadnej umowy, to w praktyce komiks nie powinien mieć możliwości wydania, bo nawet częściowo prawa autorskie do rysunków nie zostały przekazane wydawnictwu. Poza tym zastanawia mnie dlaczego próbuje Pan zamieść sprawę pod dywan poprzez usunięcie/zablokowanie fanpage'a Pana wydawnictwa?

      Usuń
    2. poczekamy, zobaczymy

      Usuń
    3. Hej, Anonimku dwa posty wyżej, to mimo wszystko nie jest nasza sprawa i pozwólmy Łukaszowi i Kasi rozstrzygnąć ten spór osobiście.

      Usuń
    4. Pan Łukasz napisał, że postara się odpowiedzieć na wszystko, na co będzie w stanie, więc zadałem pytania, które mnie nurtują. Poza tym, czysto w teorii, pytanie dotyczące fanpage'a na facebooku, nie należy do sporu pomiędzy nim, a Kiciputkiem. :)

      Usuń
    5. Teraz co zrobi pan Łukasz? Posypie głowe popiołem, czy wyzwie od głupich i najgorszych i zaprzeczy? Pewnie to drugie. Nie ma na co czekać

      Usuń
    6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  17. Hyh. Ogłoszenie na fanpejczyku wydawnictwa usunęło się błyskawicznie. Nerwowe ruchy tu widzę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się wydaje, ze nawet cała ich fan-strona wyparowała :)

      Usuń
    2. Też chciałam zobaczyć no i ni ma no XD

      Usuń
    3. Och, LOL. Rzeczywiście teraz już cała strona wyleciała. Pan Łukasz Śmigiel bardzo nerwowe ruchy robi ;)

      Usuń
    4. Ależ jaka strona. Od kilku miesięcy ta https://www.facebook.com/cosnaprogu jest najaktualniejsza. Ale tak, ogłoszenie zniknęło :) Nie dziwota. Chociaż całej "zasługi" nie przypisywałbym temu wpisowi. Już wpisy pod ogłoszeniem rozczarowanych autorów, którzy nie spełniali tych wymagań były dosyć celne ;p

      Usuń
  18. Kiciputku, podczytuję Cię, podgląduję i lubię, a dziś już trzy znajome osoby mi linkowały Twój tekst (+ dwie owo ogłoszenie, o którym wspominasz, a które dziwnym trafem przestało istnieć) i... kurczę, współczuję. Tego, że zostałaś wykorzystana, że wielka rzecz - papierowy debiut - zamienił się w koszmar, że nie dostałaś pieniędzy. Cieszę się, że piszesz głośno o tym, jak postąpiło z Tobą wydawnictwo, bo to zawsze jakieś szerzenie świadomości. Trzymam kciuki, żeby ta sprawa się rozwiązała pomyślnie i dla Ciebie, i dla fanów. I żebyś dostała jakieś sensowne zlecenie i UMOWĘ.

    OdpowiedzUsuń
  19. To straszne! Za marnie narysowany komiks dostać trzy kafle + być może resztę należności w przesyłanych ratach... Koniecznie trzeba zrobić film o tym męczeństwie. Proszę nie zapomnieć o dodaniu wątku biseksualnego i prześladowania przez kato-faszystowski kler. Oczywiście środki proponuje zbierać przez crowdfunding.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolega z drugiej strony barykady?

      Usuń
    2. Komiks nie jest marnie narysowany :) Jest dobry i ładny. Reszta to tania prowokacja. Sam jestem katolikiem i to, jak Kiciputek czasem traktuje "prawą" stronę nieco mnie wkurza (albo raczej boli), ale wypisywanie podobnych głupot to wstyd. Dziewczyna ma prawo do zapłaty za swoją pracę, a żerowanie na studentach/osobach uczących się to zwyczajne świństwo.

      Usuń
    3. No dokładnie, na świecie ludzie umierają z głodu, a tu tragedia, że człowiek 2 lata robi w chuja swoich klientów z crowdfundingu, no co to jest.

      Usuń
    4. Przecież kasę dostała. Sama napisała że nie jest w stanie doliczyć się przesyłów od Śmigla.

      Usuń
    5. Anonimowy - wracaj na wf bo już po dzwonku!

      Usuń
    6. podpisz sie i pokaz twarz, trollu

      Usuń
    7. No, ważne, że hajs jej się zgadza, to, że ludzie do dziś nie dostali co kupili i nieraz mają do niej o to pretensje to tam rybka.

      Usuń
    8. Acha, jeszcze żeby było jasne Śmigla nie bronię, bo też kiedyś się na jego "projektach" naciąłem. Drażni mnie jednak ton skrzywdzonej gwiazdy, która przecież i tak finansowo nieźle na tym wyszła. I to jej pouczanie. Żenada.

      Usuń
    9. Pouczanie żeby nie współpracowała z oszustem takie żenujące!

      Usuń
    10. Przez dwa lata nie miała nic przeciwko tej współpracy, a nawet czerpała z tego korzyść majątkową. Chyba na czarno bo umowy przecież nie podpisała. Pewnie też nie rozliczała się z tej kasy z fiskusem. Myślę, że wzięło ją na ambichę gdy wypatrzyła, że Śmigiel szuka graficzki która zajmie jej miejsce. Choć jeszcze raz powtórzę nie usprawiedliwiam tego gościa o którym od dawna wiem, że jest niepoważny. Może liczyła na kolejną współprace (też bez rozliczenia podatkowego) a tu się okazało, że Śmigiel woli zupełnie nową i młodszą. Swój wart swego.

      Usuń
    11. To że nie ma umowy na piśmie nie upoważnia do wysuwania oskarżeń, że praca była na czarno. Taka działalność to umowa o dzieło (związana z prawami autorskimi) i zdziwiłbym się bardzo, gdyby Kiciputek tego nie rozliczyła. Przy 50% kosztach uzyskania przychodu i braku jakichkolwiek składek daniny publiczne są jednak dość niewielkie.

      A jeśli bliskie Ci wartości chrześcijańskie, to powinienneś pamiętać:

      "Nie będziesz uciskał bliźniego, nie będziesz go wyzyskiwał. Zapłata najemnika nie będzie pozostawać w twoim domu przez noc aż do poranka." (Kpł 19,13)

      "Nie będziesz niesprawiedliwie gnębił najemnika ubogiego i nędznego, czy to będzie brat twój, czy obcy, o ile jest w twoim kraju, w twoich murach. Tegoż dnia oddasz mu zapłatę, nie pozwolisz zajść nad nią słońcu, gdyż jest on biedny i całym sercem jej pragnie; by nie wzywał Pana przeciw tobie, a to by cię obciążyło grzechem." (Pwt 24,14-15)

      "Nędzny chleb jest życiem biednych,
      a kto go zabiera, jest zabójcą." (Syr 34,21)

      "Oto woła zapłata robotników, żniwiarzy pól waszych, którą zatrzymaliście, a krzyk ich doszedł do uszu Pana Zastępów." (Jk 5,4)

      Usuń
    12. "A jeśli bliskie Ci wartości chrześcijańskie, to powinienneś pamiętać:"

      Ja tu w tej sprawie nie mam nic do gadania bo pechowo fiskus to część świeckiego państwa. Więc cytaty z Biblii ma w głębokim poważaniu. Na podatki nie ma niestety zmiłuj, bo od umów o dzieło niestety też trzeba się rozliczać. Tylko czy autorka coś podpisywała i uwzględniła odebrane honorarium w rozliczeniu rocznym? Jeśli nie to będą problemy.

      Usuń
    13. Przecież podpisał się. Łukasz Śmigiel :)

      Usuń
    14. Łojezusicku. Tu artyści są dymani na lewo i prawo przez "wydawnictwa" i inne firemki, w dodatku na coraz większą skalę, bo dotychcas nikt nie zwracał uwagi na problem, a to-to się zastanawia, czy Kiciputek zapłaciła podatek od trzech tysi. Helpmi.

      Usuń
    15. Niestety fiskus jest nieubłagany :) A poza tym to chyba nie tylko od tych trzech tysi wziętych pod stołem, ale też kasy przelewanej przez Śmigla bezpośrednio na jej konto. Czyli klasyczna "szara" strefa. Przy okazji ewentualnej sprawy o kradzież dóbr intelektualnych sąd z miejsca to wyciągnie.

      Usuń
    16. A nie przyszło Ci do głowy, że - uwaga - Kiciputek dostała pita i po ludzku się rozliczyla? Nie? Myślisz naiwnie, że umowa jest niezbędna do rozliczenia się z US? naprawdę?

      Już pomijam fakt, że jesli to było jej pierwsze zlecenie z pieniądze, to mogła równie dobrze zarobić tylko te 3k w ciągu tamtego roku, a wtedy grosza nie musiałaby zapłacić, to jest to kwota wolna od podatku.

      Ale nie, Ty wolisz z kosmosu wyciągać wnioski i oskarżać nieznaną Ci osobę o przekręty. Brawa za pierwszorzędną wredotę.

      Usuń
    17. Założę się o ciastko, że kasy otrzymanej od Śmigla w rozliczeniu nie uwzględniła. W końcu miała tylko 19 lat bidulka. Ale to już jej problem. Niech się z tym buja i tłumaczy podczas rozprawy sądowej.

      Usuń
    18. Hahaha, Ty bardzo młody/-da musisz być, Anonimku, skoro uważasz, że sąd akurat będzie się przejmował niezapłacaniem podatku z trzech tysięcy, podczas gdy wydawnictwo żonglowało zapewne dziesiątkami tysi. :D Już widzę te wieeeelkie odsetki, jakie Kiciputek będzie musiała zapłacić z tej kwoty! Są tak wielkie, jak Twój brak wiedzy i doświadczenia w tym temacie. Ludzie na co dzień robią przekręty na całe miliony, a Ty tutaj robisz szum z czegoś jednorazowego, co nawet nie sięga średniej krajowej. :D

      Zapewniam Cię, że jakby Kiciputek miała w jakikolwiek sposób kręcić, to nie pisałaby nam tak jawnie o swojej przygodzie. Tak bardzo usulniesz próbujesz ją tu oczernić, że robi się z tego komedia.

      Usuń
    19. usilnie*

      Usuń
    20. Młody faktycznie jestem, ale rozum mam i nie tyram za frico bez umowy by potem z tego powodu nie rozkręcać publicznej histerii. A o podatek od 3 kawałków (a według deklaracji Śmigla co najmniej 6) to nie bój, nie bój. Pofatygują się :) I to nie chodzi o odsetki tylko o grzywnę za brak uwzględnienia w rozliczeniu podatkowym. Będzie się działo. Śmiesznie że nasza gwiazdeczka świecąca światłem odbitym sama przyznała się publicznie do robienia na czarno. Widać że w ciągu tych paru lat rozumku za wiele jej nie przybyło. I już pewnie nie przybędzie.

      Usuń
    21. Hahahahaha :D jak dobrze się dowiedzieć, że anonimy w internecie lepiej ode mnie wiedzą, co mam w rozliczeniu podatkowym. Droga zapluta z frustracji istotko, każda wpłata za Tequilę jest uwzględniona w moim rozliczeniu PIT ponieważ podatku nie rozlicza twórca tylko WYDAWNICTWO.Ja tylko składam to rozliczenie w urzędzie.

      Usuń
    22. Nawet gdyby robiła na czarno to nadal beka za to przede wszystkim pracodawca. Który jest odpowiedzialny za danie jej PIT za całą kwotę jaką dostała.
      I w ogóle jak szalenie prymitywny jesteś, że wszystko, cała jej wypowiedź sprowadza się dla ciebie do pieniędzy. Znasz takie coś jak PR na przykład?

      Usuń
    23. Weselę się wraz z tobą radosna gimbusko :) Nie tylko z powodu tego rozczulającego wpisiku z którego bije zraniona ambicja mazajki, którą wydawnictwo zamierzało zamienić na lepszy i młodszy model. Głównie dlatego, że pomimo twojej aspiracji do uzyskania świadectwa dojrzałości oraz rozległej wiedzy na tematy wszelkie nie wpadłaś na pomysł wyegzekwowania umowy od zleceniodawcy robiąc za frajer. Jak się jednak publicznie przyznałaś nie za frajer tylko za kasę na lewo i za pleckami fiskusa. I jeszcze jedno gwiazdeczko: wydawca zlecający realizacje umowy o dzieło zobligowany jest do przesłania danych które wykonawca umowy wpisuje do swojego rozliczenia. Następnym razem popytaj swoich starszych kolegów, którzy maturę już mają za sobą to ci może doradzą, abyś nie bujała się jak pijany sierściuch we mgle.

      Usuń
    24. Wow. Age-shaming dwudziestodwulatki. Tuż po nazwaniu jej gimbuską. Chociaż się bucu zdecyduj na jeden kierunek inwektyw :D

      Usuń
    25. Ale wiesz, że Kiciputek jest RYSOWNICZKĄ a wydawnictwo szukało PISARKI? Rozumiem, że nie odróżniasz jednego od drugiego i stąd uwagi o wymianie na nowszy model?

      Usuń
    26. A po co cipciusiu :) W gimbuslandii takiej jak ta wszelkie kierunki dozwolone.

      Usuń
    27. Niektórzy jakby zeskoczyli z poziomu swojego tupetu na poziom aktualnej wiedzy, to by się chyba zabili. : D

      Usuń
    28. Nie czyń z tego tytułu aż takiego rabanu. Z tego co widzę to ten cały kiciputek to nie tylko rysowniczka, ale też mędrzyca jakich mało. W wymiarze społecznym i każdym innym. Szkoda tylko że nie słyszała o czymś takim jak pisemna umowa o dzieło...

      Usuń
    29. Jakie na lewo i za plecami fiskusa, skoro wszystko zostało rozliczone? I jakie za frajer? Ja gdzieś pisałam, że za frajer? Tekst nawet nie jest o tym.

      Usuń
    30. Szsz, typ ma flow, nie przerywaj.

      Usuń
    31. Umowa o dzieło nie musi być pisemna, może mieć formę ustną, a nawet dorozumianą (czyli X prosi mnie o dzieło, ja je wykonuję, on mi płaci – to też jest umowa, choć obyło się praktycznie bez ustaleń).

      Usuń
    32. Coś mi się wydaje, że większość Anonimowych Prawników zupełnie nie załapała sensu tego posta :P Keep calm and rysuj dalej :)

      Usuń
    33. Widzę, że anonimkowi zabrakło już argumentów, to zaczął wycieczki prywatne w formie gimbusów, cipciusiów czy innych mędrzyc. Co za prymitywizm.

      Usuń
    34. @ Revv
      <3

      Usuń
  20. skąd ja to znam.... fakt w swoim życiu natknąłem się wyżej wspomnianego Łukasza Ś. podczas swoich studiów dziennikarskich. Zajęcia wyglądały strasznie, choć przez 3/4 czasu gadał o swoich pomysłach, wydawnictwie i projekcie Kiciputka. Starał się nas również werbować do pisania tekstów itd. Gdy przychodziło co do czego, gdy teksty były gotowe i czas na zapłatę, to z jego strony zaczynało się kręcenie, że uwoma już idzie itd.

    A obiecywał taaaaakie ,,Złote Góry'', które zamieniły się w ,,Złoty Deszcz'' pod postacią totalnego olania.

    Przestrzegam wszystkich studentów i ludzi przed współpracą z owym człowiekiem, który wszędzie stara się ukręcić lody na naiwności i niedoświadczeniu - typowy Janusz Biznesu odznaczony Virtuti Cebulari

    Kiciputku - na Twoim miejscu poszedłbym z tym do sądu.

    OdpowiedzUsuń
  21. O i właśnie takie sprowadzanie do jednej lub drugiej strony barykady mnie wkurwia. Komentarz był nie na miejscu, ale jest sporo prawicowców, którzy komiksy Kiciputka lubią NAWET jeśli w jakiś sposób ich rani czy ich wkurza. Jak jest taki, to nie czytają. Wolny ryneg ;)

    Ale nie jest ona miernym rysownikiem. Jest bardzo dobrym rysownikiem.

    OdpowiedzUsuń
  22. krótka piłka - uświadom imć Łukasza i spółkę, że jak nie ma umowy i procentów autorskich, to popełnili kradzież własności intelektualnej (bo autorstwo rysunków udowodnisz z łatwością, a oni w tym momencie nie mają żadnych podstaw prawnych do drukowania komiksu). W tym momencie wiszą Ci wszystkie utracone zyski (czytaj, wszystkie pieniądze z CF) oraz odszkodowanie. Dziwię się, że nikt Ci o tym nie powiedział wcześniej.

    OdpowiedzUsuń
  23. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  24. Trzymaj się Kiciputek, zawsze się znajdą marudy, którym Twój tekst nie wystarczy i będą chcieli dowalić [widziałam takich już na Piekielnych]. Wiesz już, na kogo i co trzeba uważać przy takich projektach i to się liczy :D

    OdpowiedzUsuń
  25. Kicia, jakiś nadgorliwiec mógłby oskarżyć Cię o seksizm :D To faceci nie mają na siebie uważać, tylko dziewczyny? Rozumiem, że w tym konkretnym przypadku polują na młode naiwne panienki, ale jakoś nie sądzę, żeby zawahali się przed wykorzystaniem każdego naiwniaka, jaki się nawinie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pierdolę... A KOGO SZUKAŁ JAK NIE MŁODEJ I ŁADNEJ DZIEWCZYNY To kogo miała Kiciputek ostrzegać, żółwie lądowe!?
      Czy wy w ogóle myślicie, zanim coś napiszecie?

      Usuń
    2. A pomyślałeś, drogi anonimie, że takich cwaniaczków jest na pęczki i artykuł Kici mógłby mieć wymiar bardziej uniwersalny?
      To, co napisałem było przemyślane. W tym konkretnym przypadku chodziło o dziewczyny, fakt. Ale wniosek ogólny jest taki, że masa cwaniaczków próbuje wydymać bez wazeliny naiwnych młodych artystów. I nie sądzę, żeby zawsze poszukiwali kobiet. No chyba, że mi udowodnisz, że kobiety są bardziej naiwne od mężczyzn. A przypuszczam, że wątpię. Większość kobiet, które znam jest o wiele bardziej cyniczna i ostrożna od mężczyzn.

      Usuń
    3. Parafrazując Ciebie - czy Ty w ogóle czytasz ze zrozumieniem, zanim coś napiszesz?

      Usuń
  26. hehe:P z Śmiglem miałem kiedyś zajęcia na uczelni, już wtedy wydawał się być nieogarem:P

    Współczuję Kasi, mam nadzieję, że to ostatni przekręt jakiego doświadczy

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja mam pytanie niezwiązane. Ile kosztuje zamówienie u rysownika reklamy książki w formie trailera/slideshow? Chcę coś takiego, a nawet nie wiem, ile powinnam zapłacić $, żeby kogoś zrekrutować. W wersji bardziej ekonomicznej grafiki przedstawiające postacie i takie tam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ceny zależą głównie od tego, na ile rysownik się ceni. Ale takie pytania ślij na priv do osób, których prace Ci się podobają, bo to IMHO kwestia bardzo indywidualna. Wiem, ile bierze Kess (moja żona), nie mam pojęcia, ile bierze Kiciputek albo Ilona :)

      Inni znajomi graficy mówią o kilkuset zł za rysunek, ale pracują dla większej firmy, więc cenniki mogą być spaczone.

      Usuń
    2. Mam rosnące wrażenie, że zapłaciłabym za taki slideshow więcej, niż dostałabym za całą powieść, ale może się uda.

      Usuń
  28. Prosto z Kadru z Kasią i Łukaszem
    https://www.youtube.com/watch?v=KnDf9K-cOBU

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i Kasia opowiedziała "coś nieodmiennie ciekawego"...

      Usuń
  29. Dzień dobry Wszystkim

    Jako że post Kasi dotyczy przede wszystkim mnie, a nie Dobrych Historii, zatem pozostaje mi ustosunkować się do niego samodzielnie.

    1. Dla Wydawnictwa Dobre Historie był to pierwszy projekt crowdfundingowy. Przyznaję, że zrobiliśmy go za szybko, na wariata i zbyt naiwnie. Teraz pozostaje możliwie sprawnie go zakończyć. Inwestorzy z Polak Potrafi otrzymali jak dotąd komiksy i plakaty. Jednakże od od kilku miesięcy zamawianiem, wykonywaniem, pakowaniem i rozsyłaniem pozostałych gadżetów zajmuję się sam i dlatego tak długo to trwa. Przewidywany termin zamknięcia Projektu to lipiec 2015. Do tego czasu każdy otrzyma swój pakiet tequliowych produktów. Ostatnia w kolejności będzie rozsyłana powieść.

    2. Kasia nie ma nic wspólnego z opóźnieniami i perturbacjami wydawniczymi, które wpłynęły na opisane wcześniej problemy.

    3. Z mojego punktu widzenia kontakt z Kasią się nie urwał. Ostatnia rzecz, którą u niej zamówiłem, czyli ilustracja do powieści z całującymi się sylwetkami, znalazła się w najnowszym, darmowym numerze czasopisma „Coś na Progu” - razem z komiksowym szortem o Tequili i premierowym fragmentem powieści. Numer ukazał się w formacie pdf w styczniu, a w wersji epub/mobi w tym miesiącu i jest do pobrania tutaj: http://cosnaprogu.blogspot.com/

    Ze wszystkich zamówień rozliczyłem się z Kasią co do złotówki. O kolejne ilustracje/grafiki jeszcze nie prosiłem, bo priorytetem jest dla mnie ukończenie powieści.

    Odpowiedzialność za zakończenie Projektu Tequila spoczywa na mnie i zapewniam, że zgodnie z założeniami Projekt zostanie zrealizowany. Wszystkie kwestie pomiędzy Kasią a Dobrymi Historiami także zostaną rozwiązane przed zamknięciem oficyny, która do końca 2015 roku zakończy działalność.

    May the Force be with you!
    Łukasz Śmigiel

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie byłoby jeszcze wyjaśnić brak jakichkolwiek umów, które by oficjalnie formalizowały współpracę. Bo to bardzo, bardzo śmierdz i niedobrze o Panu świadczy.

      Usuń
    2. O ile dobrze rozumiem, oficyna Dobre Historie podzieliła się na 2. Jedna z nich dostała prawo do nazwy (Dobre Historie). Druga - prawa do Tequili (Twoje Historie). Z jakiegoś powodu ta druga dostała prawa (których oryginalna oficyna nie miała bo nie miała umowy z autorką, więc oczywiście zdaje Pan sobie sprawę, że to już jest kradzież pełną gębą?), a ta pierwsza pieniądze.

      I nie za bardzo wiadomo co ma zamknięcie jakiejś lewej oficyny która nie ma praw do Tequili i służy wyłącznie do prania skradzionej kasy (i prosi się o zgłoszenie do prokuratury) do rozliczeń z autorką.

      Usuń
    3. Ale to w końcu nie ma gadżetów, bo

      "Pytałam też Łukasza, co z obiecanymi gadżetami. Co konkretnie mam zrobić, jak i ile. Odpowiedział mi, że wszystkie są już "gotowe i w drodze". Tylko jakim cudem, skoro żadnych nie zrobiłam? Skoro nie wiem nawet, co mam zrobić, bo nie dowiedziałam się, co właściwie komu obiecał i w jakiej ilości?"

      czy też dlatego że

      "Jednakże od od kilku miesięcy zamawianiem, wykonywaniem, pakowaniem i rozsyłaniem pozostałych gadżetów zajmuję się sam i dlatego tak długo to trwa."

      ?

      Usuń
    4. Cóż, może Pan Łukasz maluje te wszystkie gadżety? :D
      To faktycznie w jakiś sposób wyjaśniałoby ten kosmiczny (2 lata! Nawet w pojedynkę dałoby się to w tym czasie zamknąć, first things first!) poślizg.

      Usuń
  30. Zastanowiłem się głębiej i...

    "Jeśli chodzi o obiecany procent od sprzedaży... Cóż, w międzyczasie wydarzyła się "niespodziewana komplikacja". Wydawnictwo rozpadło się na dwie części. Jednej połowie przypadły w tym rozwodzie prawa do nazwy Dobre Historie (dlatego stajnia Łukasza przemianowała się od tamtej pory na "Twoje Historie"). Łukaszowi pozostały pełne prawa do Tequili oraz magazynu "Coś na progu". Niestety, jak usłyszałam, procent od sprzedaży Tequili nie może do mnie trafić. Ponieważ została ona wydana pod banderą Wydawnictwa Dobre Historie. Połowa zysków trafia więc do tej drugiej części wydawnictwa (tej, która nie zajmowała się w ogóle projektem). Dla mnie więc nie ma już po prostu co skapnąć."

    Mnie tu coś nie gra. Po pierwsze, choć Dobre Historie Śmigiel, Wiśniewski, Zakrzewski Spółka Jawna zawiesiła 23 grudnia 2014 roku działalność, to w Krajowym Rejestrze Sądowym jako jeden ze wspólników wymieniony jest dalej Łukasz Śmigiel. Poza tym zakładając nawet, że ta historia jest prawdziwa (tylko KRS nie został jeszcze zaktualizowany), to i tak takie tłumaczenie jest funta kłaków warte.

    Po pierwsze, każdy ze wspólników odpowiada za zobowiązania spółki jawnej całym swoim majątkiem (art. 22. par. 2. Kodeksu spółek handlowych), więc nawet jeśli Łukasz Śmigiel nie jest już wspólnikiem, to nie wyłącza to odpowiedzialności pozostałych wspólników.

    Po drugie, osoba przystępująca do spółki odpowiada za zobowiązania spółki powstałe przed dniem jej przystąpienia (art. 32. k.s.h.), więc ewentualni nowi wspólnicy też odpowiadają za stare zobowiązania.

    Po trzecie, wystąpienie ze spółki nie zwalnia wspólnika z odpowiedzialności za zobowiązania powstałe wcześniej (por. uchwała Sądu Najwyższego z dnia 18 grudnia 2008, sygn. akt III CZP 126/08), więc nawet jeśli Łukasz Śmigiel ze spółki wystąpił, to dalej odpowiada za wszystkie jej zobowiązania powstałe do dnia jego wystąpienia.

    Poza tym ani w Krajowym Rejestrze Sądowym nie ma takiej spółki jak "Twoje Historie", ani w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej nie funkcjonuje przedsiębiorca Łukasz Śmigiel zajmujący się działalnością wydawniczą. Wydawnictwo "Twoje Historie" z prawnego punktu widzenia najprawdopodobniej zwyczajnie nie istnieje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawa jest najpewniej bardzo prosta. TH to zwykły rebranding po smrodzie, który rozniósł się wokół DH.

      Usuń
    2. Plus Śmigiel ma pełną kontrolę artystyczną, finasową i strategiczną nad oboma projektami. Wspólnicy co najwyżej spłacają potem długi.

      Usuń
  31. Odniosę się tylko do aspektu prawnego, co może się przydać też innym autorom oszukanym przez wydawnictwa.
    Brak umowy chroni Autora, a nie Wydawcę.
    Zgodnie z prawem autorskim uprawnienia Autora wynikają z samego stworzenia utworu - powstają automatycznie. To Wydawca potrzebuje umowy, żeby nie łamać prawa, korzystając z utworu.
    Mówisz, że nie ma żadnej umowy?
    Czyli zgodnie z prawem autorskim możesz ich teraz (oba te "wydawnictwa" solidarnie) ścignąć o trzykrotność należnego wynagrodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  32. Właśnie, Kiciputku! Oni oddali prawa do Twoich rysunków zupełnie bezprawnie! Oni mają umowę - a Ty nie. Okradli Cię! Idź z tym prędko do sądu, sprawę masz z góry wygraną. :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Dodam od siebie, że ich współpraca z tłumaczami to też jedno wielkie wiadro syfu :P Oparte na doświadczeniach trzech osób.

    OdpowiedzUsuń
  34. Kiciputku, ciesze sie ze postanowilas wyjasnic sprawe z Tequila :) Trzymaj sie- I powodzenia z kolejnymi projektami! Szkoda tylko ze im bardziej popularna bedziesz, tym trudniej bedzie Ci zlecac drobne rysunki ;)

    OdpowiedzUsuń
  35. Kaciputku, umowy ustne są w Polskim prawie obowiązujące, problem jest jedynie z ich udowodnieniem. Jeśli na dodatek masz meile - masz i dowody. Możesz się do sądu kierować. Chyba, że wolisz po prostu bałagan zostawić i się od niego odciąć, co nie byłoby wcale dziwne dla mnie, bo taki bałagan zawsze powoduje nerwy i niesmak. Czasami trzeba się samemu poślizgnąć, żeby potem uchować się od większej głupoty :) Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z doświadczenia- nie są aż tak trudne. Wystarczy wystawić rachunek z adnotację za umowę ustną (i jej zasady, plus jak się ma to wyciągi z meili itepe) i jeśli praca zostałą wykonana, to po prostu poczekać aż minie termin zapłaty i do sądu. W tym trybie to na zleceniodawcy leży odpowiedzialność za udowodnienie, że takiej umowy ustnej nie było. W większości przypadków takie rozprawy są rozpatrywane w trybie przyspieszonym. teraz kwestia jak się zachowa zleceniodawca, ale widząc jaki to człowiek, to nawet nie sądzę, że będzie się jakoś stawiał- ten typ tak ma, że kombinuje, dopóki sie go nie przyprze do muru. Zwłaszcza, że praca została wykonana.

      Usuń
  36. Uważałem cię zawsze za głupią gimbuskę i to się w zasadzie nie zmieniło, odkąd przestałem tu wpadać. Natknąłem się jednak przez przypadek na twoje oświadczenie i... naprawdę współczuję. Jest mi strasznie przykro, że kolejna osoba natknęła się na Łukasza Śmigla. Nawet, jeżeli to jesteś ty.

    OdpowiedzUsuń
  37. właśnie przez takich ludzi jak ten genialny wydawca ten kraj nigdy nie pójdzie do przodu. potwierdza to też smutną tezę że niestety jako naród mamy w genach nieogarnięcie, prowizorkę, skłonność do oszukiwania i kręcenia. zakładam że to młodzi ludzie, tzn nie z ery komunistycznej gdy takie cechy były na porządku dziennym (choć często w celu wyruchania systemu). wstyd i rozpacz panie Łukaszu Ś.
    pozostaje tylko wiara w karme, że ta przywali kiedyś w rewanżu, znienacka, i to bardzo boleśnie.

    OdpowiedzUsuń
  38. Mocny wpis. Dobrze, że się podzieliłaś ze wszystkimi swoim doświadczeniem.

    OdpowiedzUsuń
  39. Rafale, nieogarnięcie w genach to co najwyżej ma cwaniakujący wydawca i ospała intelektualnie autorka. Nie przypisuj ich safandulstwa całemu narodowi, który w tak beznadziejnych warunkach (zwłaszcza w sferze aktywności gospodarczej) i tak radzi sobie całkiem nieźle.

    OdpowiedzUsuń
  40. Przykra historia, ale dużo ludzi na początku zostaje w podobny sposób orżniętych. Żaden wstyd. Mi to się zdarzyło z oryginalną Magią i Mieczem (w sensie, nie teraz wznawianą, ale tą wydawaną w latach 90tych i potem).

    Atmosfera była kolega kolegi nie orżnie, jakoś nigdy nie było po drodze aby podpisać umowę, ale kolejne ilustracje czy paski komiksowe były wydawane i wzięte nawet na zapas. Oczywiście byłam pełna nastoletniego, szczenięcego entuzjazmu i to była pierwsza prawdziwa publikacja, więc dość długo dałam się zbywać. Potem nastąpiły długie i ostatecznie nieskuteczne próby odzyskania pieniędzy, zakończone kiedy towarzystwo się zwinęło, zapłaciło sobie i ogłosiło upadłość. Post factum okazało się, że w takiej sytuacji jak ja było więcej osób.

    Przykra sytuacja, ale pewnym plusem jest, że jednak dostałaś z tego jakieś pieniądze i niewątpliwie projekt zwiększył Twoją popularność (co akurat może przynieść wymierne profity w przyszłości).

    Dobrze, że podzieliłaś się tematem.

    OdpowiedzUsuń
  41. Nie będę się tu rozwodził nad tym co dla mnie jest oczywiste i powielał tego co pisali inni.
    Napiszę tylko, że słusznie zrobiłaś publikując ten wpis i jeśli zastanawiasz się czy powinnaś i czy miało to sens - to zupełnie niepotrzebnie - powinnaś i miało.

    OdpowiedzUsuń
  42. Ktoś, kto tak bardzo lubi edukować innych ludzi na wszystkie możliwe tematy (nie mówię że niesłusznie, bo większość moich poglądów jest zgodna z twoimi) naprawdę powinien wiedzieć, że bez umowy się nie pracuje...
    Czy teraz te dwie czy trzy osoby, które na moim facebookowym feedzie zachwycają się Tequilą, wklejają zdjęcia z lekko żenującej promo sesji zdjęciowej i tłumaczą dlaczego odsłanianie boobies przez heroinę jest przełomowym działaniem feministycznym, a nie typową prezentacją bohaterek komiksowych zakorzeniona w patriarchalnej kulturze zamkną się wreszcie? Mam nadzieję >.<
    Przykro trochę że przez to ze jestes bardziej znana niz on Twoje nazwisko będzie teraz kojarzone z takim oszustwem - oby udało ci się z tego wykaraskać. Na szczescie wiekszosc twoich fanow na ten scam kasy nie dała, wiec moze beda wyrozumiali. Mam nadzieje, ze ta lekcja sprawi, ze bedziesz rozsadniejsza przy braniu zleceń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "bez umowy się nie pracuje" - to jest li tylko teoria. Jeśli masz w perspektywie mieć kasę albo nie mieć kasy, a termin jest 'na wczoraj', to często trzy razy zdażysz wysłać projekt do klienta, nim ten Ci przygotuje umowę. Łatwo zawsze mówić "najpierw umowa, potem praca", ale rzeczywistosć wygląda brutalnie i jeśli artysta będzie kręcił nosem na brak umowy, ergo przedłużał wykonanie zlecenia itd, to klient do niego już nie wróci, bo na jego miejsce znajdzie setki chętnych młodzików, dla których gra jest warta ryzyka.

      Usuń
  43. Nie rozumiem kiedy ludzie się wreszcie nauczą, że wszelkie kickstartery czy inne "polakipotrafią" to tylko wyciąganie kasy. Ile tych projektów kończy się sukcesem? Zadowalającym sukcesem? Jak wyegzekwować jakość produktu za który się płaci przed jego powstaniem? Czy jeśli wspieramy akcję np stworzenia fajnych spodni, a po zakończeniu projektu dostaniemy dwa zszyte kawałki szmaty, które twórca uzna za spodnie, mamy jakiekolwiek prawo do narzekania? Zapłaciliśmy za kota w worku, za złudną nadzieję.

    Nauczmy się (ludzie świata całego) płacić za namacalny towar, a nie za ułudę jego stworzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co za bzdura. Ze wszystkich wspartych przeze mnie projektów na różnych portalach tylko z Tequilą był (i nadal jest) problem. Inni rozliczyli się szybko i sprawnie. No, chyba że otrzymane przeze mnie rzeczy, zgodne z umową - zaznaczę, to tylko halucynacje z niedożywienia.

      Usuń
    2. Popieram przedmówcę. Jeszcze nie zdarzyło mi się nie otrzymać produktu, za który zapłaciłam. Crowdfunding to kwestia zaufania społecznego, ale zdaję sobie sprawę, że nie każdy potrafi to uszanować.

      Usuń
    3. Uwielbiam ekspertów od wszystkiego, którzy od razu bez chwili namysłu rzucają hasła w stylu: "Wszyscy (wstaw) to (wstaw)". Jaki świat musi być nieskomplikowany, kiedy od razu można wszystko skategoryzować, uprościć, odciąć się od tego i żyć w błogiej iluzji swoich przekonań i stereotypów. Pozdrów ode mnie innych "znawców".

      Usuń
    4. http://blogs.ft.com/ftdata/2015/02/12/datawatch-kickstarter-project-success-rates/

      poniżej 40%. Więc tak kolorowo nie jest

      Usuń
    5. nie ma to jak owieczki potulne. Dajcie się strzyc dalej :)

      Usuń
  44. Ten cały Łukasz to chachment, bardzo dobrze, że o tym piszesz, dzięki temu mniej ludzi nabierze się na jego "wydawnictwo".

    OdpowiedzUsuń
  45. Oj ŁukaŚz bądź grżeczny, bo po ciebie Żarłok przyjdzie....!

    żTV (a co tam, wszędzie trzeba się reklamować ;)

    OdpowiedzUsuń
  46. Jako poszkodowany bardzo dziękuję że o tym napisałaś. Czułem, że coś nie gra, ale miałem jeszcze nadzieję. Ciesze się, że nie przedłożyłem sobie prenumeraty! Również współczuję, ale trzymam kciuki za przyszłość i czekam na Twoje całkiem nowe projekty. :)

    OdpowiedzUsuń