Kiciputek: Natura to bzdura

niedziela, 14 grudnia 2014

Natura to bzdura


Jak ja kocham te wszystkie bzdury o naturalnym jedzeniu, naturalnym życiu, o dobrej i troskliwej naturze. O tym, że jeżeli będziemy się odżywiać naturalnie to będziemy zdrowi, bo natura zaprojektowała nas tak, żebyśmy żyli bardzo długo i szczęśliwie. 

W interesie matki natury nie leży nasze długie i szczęśliwe życie. Jeżeli już upieramy się ją antropomorfizować, to raczej zależy jej na tym, żebyśmy się w miarę szybko rozmnożyli, a później również w miarę szybko umarli nie marnując zasobów następnemu pokoleniu.


Na deser przepyszny cytat z bloga Beaty Pawlikowskiej:

Czy wiecie, że w ciągu ostatnich 20 lat liczba zachorowań na raka wzrosła o ponad 90%? A wiecie dlaczego? Bo żywność, która jest w zwykłych sklepach, jest zatruta chemicznie. Żywność ekologiczna to takie jedzenie, do którego producenci nie dodali chemii. 

Z którego dowiadujemy się, że rosnące statystyki dotyczące zachorowań na nowotwory nie mają nic wspólnego ze wzrostem średniej długości życia ani lepszą diagnostyką - nie, to wszystko przez to, że człowiek wynalazł paskudną Chemię. Po co komu była ta Chemia, całemu światu się żyło tak dobrze, kiedy jej nie było.

Śmieszki śmieszkami, ale bzdury wypisywanie przez panią Pawlikowską są nie tylko zabawne - mogą też stanowić realne zagrożenie dla zdrowia i życia osób, które w nie uwierzą. Na przykład w takie, jak w tej notce.

Pamiętajcie, żeby podchodzić z wielką ostrożnością do tego typu wynurzeń oszołomów eko-żywienia. Picie surowego mleka (niegotowanego, niepasteryzowanego) może być niebezpieczne

117 komentarzy:

  1. To picie surowego mleka według Ciebie jest bezpieczne czy niebezpieczne? Ostatni akapit jest szalenie niezrozumiały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatni akapit jest cyniczny. Wyraźnie z niego wynika, że Kiciputek drwi z niebezpieczeństwa, jakie wynika z picia surowego mleka.

      Usuń
    2. Nie.

      Już poprawiłam. Gdyby się wam chciało zajrzeć w linki, to sprawa byłaby oczywista.

      Usuń
    3. Wyobraź sobie, że chciało mi się, tylko twoja wypowiedź była dla mnie niezrozumiała, bo kłóciła się z resztą. Wyrażaj się precyzyjnie i nie oceniaj swoich czytelników z góry.

      Usuń
    4. Przecież w jednym z linków Pawlikowska wyraźnie zachwala picie nieprzetworzonego mleka - czyli założyłaś/eś, że linkuję ją po to, żeby się zgodzić?

      Whatever, teraz nie powinno być problemów.

      Usuń
    5. Co do picia niepasteryzowanego mleka się nie zgodzę. Jako wieśniak nie raz piłem mleko zaraz po wydojeniu moje siostry i wiele innych znajomych piło i nic nikomu się nie stało. Jest to na tyle duża ilość osób, że można uznać za wystarczająco reprezentatywną grupę.

      Usuń
    6. Ty i twoje siostry i znajomi to reprezentatywna grupa?
      Mi się zdarzało w dzieciństwie przechodzić na czerwonym świetle, mojemu bratu i znajomym też. Czy to znaczy, że przechodzenie na czerwonym jest bezpieczne?

      Wybacz, jeśli to ironia, na tym blogu czasem ciężko odróżnić.

      Usuń
    7. Nie to nie ironia. Inaczej to sformułuję. Wsie to takie fajne miejsca, że znasz większość osób ze wsi okolicznych a informacje roznoszą się z prędkością naddźwiękową i nie słyszałem ani razu aby ktoś trafił do szpitala przez zatrucie się mlekiem. A to już będzie z pół setki. Często badania przeprowadza się na mniejszej próbie.
      Po drugie to fakt, że głupotą było dawanie trzy letniemu dziecku niepasteryzowanego mleka, ale trzyletnie dzieci mają ciut inną florę bakteryjną, więc mogło to zaszkodzić. Opiekunowie powinni co najmniej powinni przegotować.

      Usuń
    8. @Anonimowy, to nie próbka pijących ludzi ma być reprezentatywna, tylko próbka krów, które są albo zdrowe, albo nie do końca.

      Usuń
    9. @Sosnowa Jedenaście przy zasadach narzuconych przez UE trzeba być wielkim pechowcem aby trafić na mleko od chorej krowy.

      Usuń
    10. W latach 60-tych, będąc dzieckiem, często chodziłem z kolegami po mleko z kanką do gospodarza. Wracając, popijaliśmy je, jeszcze ciepłe, z pianką. Jakoś nic nikomu się nie stało. Może nie wiedzieliśmy, że to szkodliwe?

      Usuń
    11. A może po prostu dowody anegdotyczne nie są żadnym dowodem.

      Usuń
    12. @Anonimowy pijacz niepasteryzowanego mleka

      W zalinkowanym artykule jest komć kogoś takiego jak ty:

      "As a kid, living and working on a dairy farm, I would drink milk straight from the cooler in summer,using the lid of a milk can. In winter, warm milk straight from the teats, if I was showing-off to the city cousins. Guess what? I didn't get sick. We would collect the cream from the top of the milk left overnight and make butter. Nobody died. BTW,nobody had peanut allergy in those days, either. I feel sorry for the bereaved parents, but poor preparation of the product is probably more of a problem than the product itself."

      Jest i jedyna logiczna i słuszna odpowiedź:

      "Are you one of those people who scoffs at the dangers of smoking as you know an eighty year-old who smokes sixty a day?

      Someone doing something dangerous and being lucky in no way counters the fact that unpasteurised milk is dangerous. This is why pasteurisation is now used. Your story in no way contradicts the facts here, any more than a drunk making it home safely in their car shows that drunk driving is safe."

      Usuń
    13. Akurat przypadkiem miałam fragment o rozkoszach świeżego mleka na wykładzie z patologii w zeszłą środę, raz w życiu chodzenie na wykłady mi się przyda i będę mogła przekazać ciekawostkę dalej.

      Z pasteryzacją mleka chodzi o to, że krowa może mieć wiele chorób - na przykład gruźlicę. Bakcyl w mleku zarażonej krasuli nazywa się Mycobacterium bovis (znany nam z książek typu "Czarodziejska góra" czy "Na marginesie życia" prątek to M. tuberculosis, są to bliscy "krewni") i nieszczęśliwie wypity w mleku "prosto od krowy" wywołuje gruźlicę. Pełnoobjawową, z odkrztuszaniem mas serowatych, prątkowaniem i wypluwaniem własnych płuc, taką, jaką kiedyś leczyło się odmą i okaleczającymi operacjami.

      W latach 50. Polska miała spory problem z tą drogą zakażenia gruźlicy, bo chłopi, świetnie wiedząc że krowa jest chora, sprzedawali mleko do spółdzielni i ukrywali jego zakaźność. Z braku szybkich testów (prątek bardzo wolno rośnie, nawet dziś jest problem z hodowaniem i wykrywaniem przez mikrobiologów) naszpikowany drobnoustrojami płyn rozlewano i sprzedawano w sklepach, a także przekazywano do szkół, przez co dochodziło do zakażeń, zwłaszcza w grupie wiekowej małych i średnich dzieci. Przypominam, że nie było wtedy skutecznych leków, żadnego PAS-u, streptomycyny, dosłownie nic. Jedyny sensowny sposób walki z tym dziadostwem to było wybijanie i palenie zakażonego bydła, ale z przyczyn finansowych hodowcy migali się przed odpowiedzialnością (płacono 25% wartości zwierzęcia) i ukrywali chore krowy przed weterynarzami.

      Kres problemowi położyło płacenie 100% wartości za zwierzę, kolczykowanie unijne (= komplet badań. Niektóre przepisy jednak nie są biurokratycznym wymysłem, jak to chcieliby niektórzy sądzić) oraz właśnie - mleko UHT. Podgrzanie do ultrawysokiej temperatury niszczy prątka znacznie skuteczniej niż picie surowego czy nawet pasteryzacja, i mimo że kupowane przez nas mleko jest faktycznie "ugotowane" (co się nie podoba ekofanatykom), to jest bezpieczne - z groźnych bakterii zostają nieszkodliwe resztki.

      Dlatego też profesor bardzo ładnie nas prosił na koniec, by nie kupować mleka pokątnymi ścieżkami, bo nigdy nie wiadomo, co się w nim czai. Ze sklepu jest pewne, od chłopa... no cóż. Mamy ryzyko, że nie sprzedaje standardowymi drogami z przyczyn innych niż świadomość ekologiczna =) Do tego dochodzi jeszcze jeden problem - mikrobiolodzy u nas na uczelni biją na alarm, że pojawiły się szczepy gruźlicy odporne na wszystkie istniejące leki przeciwgruźlicze. W tym sensie, że jeśli ktoś się nimi zarazi, wraca do odm i operacji. Czy można mieć takiego pecha, żeby zarazić się tym z krowiego mleka? No cóż, jeszcze nie było takiego przypadku... ale bakterie lubią wymieniać między sobą geny jak dzieci pokemony i ktoś w końcu będzie pierwszy.

      Zresztą, nawet standardowa gruźlica do przyjemnych nie należy. Dlatego lepiej darować sobie powrót do korzeni (i średnią życia 30 lat, bo właśnie taką ma populacja, która nie chroni się przed najczęstszą przyczyną śmierci = zakażeniami) i zainwestować w bezpieczeństwo. Zwłaszcza swoich dzieci, które nie są na tyle mądre i wykształcone, by móc chronić się same =)

      Usuń
    14. Bosh, ludzie, nie chodzi do końca o chore krowy. Chodzi o bakterie. Z całym szacunkiem, krowa zwykle nie jest sterylna (i dobrze dla krowy, sterylna krowa niekoniecznie będzie zgodna z "żywa krowa")- i o ile zdrowa osoba jest w stanie przyjąć pewną dawkę bakterii i nie będzie szkody, to już osoba z obniżoną odpornością tego szczęścia mieć nie będzie. Prosty przykład - gronkowiec złocisty, często przez media opisywany jako koniec ludzkości. Większość z nas ma te bakterie na skórze oraz w błonach śluzowych, żyją tam sobie, ale krzywdy nie robią. Natomiast, jeżeli nasza odporność spadnie i będzie dłużej osłabiona, gronkowiec to wykorzysta. Co się może skończyć zwykłym bakteryjnym zapaleniem gardła, albo długotrwałym zapaleniem pęcherza, ale w wypadku wyjątkowo słabego organizmu (w tym małego dziecka lub osoby w podeszłym wieku) może się okazać zabójcze. Słowem - unikanie picia mleka prosto od krowy, to zwyczajne minimalizowanie zagrożenia.

      Usuń
    15. Zresztą wyżej już ktoś to ładnie wyjaśnił, jaśniej chyba się nie da, chyba że tl;dr...

      Usuń
    16. Mnie akurat mleko prosto od krowy szkodzi, dostaję biegunki. Tylko uhatka, żywe krowie bakterie mi szkodzą (o dziwo nie szkodzą mi w jogurtach i kefirach, ale może jest ich tam mniej, nie wiem). Ale ja mam chory żołądek, także ten. ;)

      Usuń
    17. lavinka, może masz niższą tolerancję laktozy niż przeciętnie. Ale i krowie mleko bez laktozy można dostać, choćby w Lidlu czy Kauflandzie :)

      Usuń
    18. @Anonimowy14 grudnia 2014 11:47
      - gruzlica to jedno, ale krowy dosyc czesto cierpia na zapalenie wymion (mastitis). Oczywiscie takie mleko nie powinno isc do skupu, ale jak to pieknie opisales - praktyka uprawia milosc cielesna z teoria i przynajmniej w czasach, w ktorych studiowalam, powszechna praktyka bylo oddawanie mleka od chorych krow sasiadowi, ktory sprzedawal je jako mleko zdrowe.
      Z mlekiem od krowy z mastitis mozna przyjac cale bogactwo zycia wewnetrznego, a to Klebsielle, a to Pseudomonas, niebezpieczna dla ciezarnych Brucelle, Staphylococcus, Streptococcus, dla kazdego cos milego.
      Co do "pilem jako dziecko" - tez pilam i nic mi nie bylo, tyle ze podejrzewam, ze a) gospodarze dawali nam mleko "dla swoich" b) mielismy inna mikroflore w przewodzie pokarmowy. Kolonisci z NRD u nas nawet po sklepowym mleku dostawali koszmarnych problemow zoladkowych, a my pilismy je bez problemu.

      Usuń
    19. Oh, to te moje mocne zatrucie pokarmowe nie było od mleka prosto od krowy? W wieku przedszkolnym miałam je jak byłam na wsi u rodziny [która patrzyła na to jak na wariactwo - od mleka się pochorować?! :P ]. Nie polecam nikomu się potruć :/

      Usuń
    20. wiem, że to stara dyskusja, ale tak mnie korciło, że nie mogłam przejść obojętnie.
      Jestem weterynarzem i trochę się na tym znam. Wiem, że przed udojem zazwyczaj (z mojego doświadczenia wynika, że naprawdę bardzo często) przeprowadzany jest terenowy odczyn komórkowy. To taka tacka z kubeczkami, do których wlewa się kilka kropel z każdego strzyku i odczynniki. I to sprawdza, czy nie ma w nim zła wszelkiej maści, łącznie z demonami.
      Poza tym to też zależy od chigieny otoczenia, sprzętu i pracowników. Jasne, że w dużych gospodarstwach jest to bardziej pilnowane, ale kiedy jeżdżę do babć z jedną krową, też z ciekawości robię TOK. I o ile nie ma syfu wszędzie dookoła, a ktoś nie pali papierosów, dojąc, TOK wychodzi zazwyczaj poprawnie. No chyba, że krowa jest chora, ale to inna sprawa.

      Więc to nie problem mleka samego w sobie. Zasada jest prosta- jak ktoś dba o zdrowie zwierzęcia i chigiene otoczenia, prawdopodobieństwo zachorowania od mleka jest małe. Ale jak się kupuje COKOLWIEK z nieznanego źródła, to potem proszę nie jęczeć.

      Usuń
  2. W dzisiejszych czasach nawet strach oddychać. Jakieś N i O. A woda to już w ogóle H2O. :c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. co jest złego w tlenie? :)

      Usuń
    2. Tlen to seryjny zabójca. Przez niego nastąpiło masowe wymieranie w czasach wynalezienia fotosyntezy oksydacyjnej.
      Pozdrawiam, biochemik. :)

      Usuń
  3. Najbardziej mi się śmiać chce z tej całej "chemii". Zawsze, jak coś takiego czytam, to mam ochotę wstawić tego mema: http://www.quickmeme.com/img/24/246c28733196c8121304e505a2051bdac5d1e62f890cf4b26788900a4e3282ea.jpg
    Bo szok! Wszystko, co spożywamy, to związki chemiczne!

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzeba jesc muchomory i pic jad kobry, bo sa naturalne.
    Nie wierze w to, ze te "naturalne" wyroby sa wolne od jakiejkolwiek chemii, bo w gruncie rzeczy spaliny i inne smieci docieraja wszedzie i nawet ogrodkowe warzywka nie sa w pelni czyste. Poza tym czytalam gdzies, ze te wszystkie "bio" sa takimi samymi wyrobami jak cala reszta, tylko maja "bio" w nazwie, a nie zawieraja jedynie dodatkowych "sztucznych" witamin w sobie. Nawet nie probuje odzywiac sie "naturalnie", bo wiem, ze to jest w obecnych warunkach niemozliwe.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hah! To spróbuj przez pół roku żywić się zupkami chińskimi popijanymi colą, zrób badania i pochwal się wynikami. Typowe - nie znam się na medycynie/dietetyce więc się wypowiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W wynikach pewnie wyjdzie mi wysoka zawartość chemii w krwi.

      Usuń
    2. ale spróbuj i wtedy się wypowiadaj, bo naprawdę wypisujesz w tej tematyce głupoty xD

      Usuń
    3. Głupoty te kreujesz w swojej głowie, skoro udało ci się z mojej notki wywnioskować, że uważam dietę złożoną z zupek chińskich i coli za zdrową.

      Usuń
    4. ta sama "chemia" która jest w zupkach chińskich, znajduje się też w wielu zwykłych produktach :)

      Usuń
    5. Ten argument jest co najmniej żałosny. A gdzie składniki odżywcze, inne niż węglowodany proste, a gdzie witaminy? Dokładnie takie same efekty miałoby jakby jeść przez pół roku makaron (ekologiczny, a co) i pić wodę. Zrób tak, zrób badania i pochwal się wynikami. Typowe - nie znam się na medycynie/dietetyce więc się wypowiem :)

      Usuń
    6. Ale Kiciputek nie mówiła, że najlepsze jest jest jedzenie które ewidentnie szkodzi. Zaapelowała żebyśmy nie dali się zwariować, żeby zdrowe żywienie nie przerodziło się w obsesyjne wyszukiwanie wad w jezeniu ze sklepów

      Jusle

      Usuń
    7. Dobra, z dietetyki to mialam jeden semestr, ale z technologii zywnosci piec lat, no i niestety - kazde jedzenie sklada sie z "chemii". Gdyby ekoautorzy pisali w kontekscie szkodliwosci o "produktach wysokoprzetworzonych" lub "syntetycznych" to mialoby to nedzne resztki sensu, ale w tej sytuacji jest to smetny belkot.
      Tak na marginesie - wyklinany glutaminian sodu znajduje sie w algach (kombu), pomidorach, ziemniakach etc. niezaleznie jak bardzo eko sreko sa uprawiane.
      Dieta oparta na tzw naturalnych produktach moze byc rownie marnie zbilansowana co chinskie zupki z cola.
      Co do zdrowotnosci - co i raz mamy afere, ze ekoprzyprawy, podlewane ekognojowica radosnie porosly jakims wesolym szczepem a to E. Coli, a to Salmonella i mamy masowe zatrucia.

      Usuń
  6. O co chodzi w przedostatnim akapicie? Przeczytałem notkę z przepisem na eko-ciastka i... Gdzie jest to zagrożenie? Co takiego jest w tej notce, że może narazić czyjeś zdrowie czy życie? Tak po mojemu to wygląda na zwykły przepis. Czyżbym nie czytał uważnie albo coś mi umknęło?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pawlikowska krytykuje pasteryzowanie mleka (niepasteryzowane jest groźne dla zdrowia).

      Usuń
    2. No dobra, ale ona pisze, że z w ogóle nie pije mleka. Nigdzie nie każe ludziom pić niepasteryzowanego. Raczej zachęca żeby z mleka zrezygnować.

      Swoją drogą z tym zabójczym mlekiem to też niezła historia. Ktoś kupił w markecie niepasteryzowane mleko oznaczone jako "do celów kosmetycznych" i "nie do spożycia przez ludzi" a potem dał wypić dziecku...

      Usuń
    3. Ona w ogóle nie pije mleka, ale jeśli jakiś jej czytelnik pije i poczyta jakie to pasteryzowanie jest złe to może wpaść na głupi pomysł podania dziecku surowego i nieszczęście gotowe.

      Usuń
    4. B&B Dzieci piją niepasteryzowane mleko choćby od matki. Ale fakt faktem, pasteryzacja zapobiega przypadkowemu skażeniu mleka drobnoustrojami.

      Usuń
    5. Co innego niepasteryzowane, prosto od matki, a co innego niepasteryzowane, prosto od krowy.

      Jusle

      Usuń
  7. Korporacjom robiącym z 1kg mięsa 1,2kg szynki też raczej nie zależy na naszym zdrowiu. :P

    Nikomu nie zależy. Oprócz nas. Dlatego, moim zdaniem, na ile pozwala czas i pieniądze, powinniśmy dbać o to co jemy. Jak sami o siebie nie zadbamy to niby kto?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest różnica między zbilansowaną dietą i zdrowym odżywianiem a pseudo-eko mambo dżambo w stylu "chemia w jedzeniu" i "witamina c leczy raka".

      Usuń
    2. No patrz pan, zdziwiony że mięso zawiera wodę - wiesz że w twojej żywej śwince też jest więcej wody niż "czystego" mięsa?

      Usuń
    3. @Kaczuszka hmm, właśnie dlatego z kilo mięsa powinno wyjść MNIEJ niż kilo szynki.

      Usuń
    4. Akurat wit C to ryzykowny temat :D np takie polio było całkowicie wyleczalne właśnie za pomocą wit C, oczywiście zanim wynaleziono kosztującą kupę kasy szczepionkę. Polecam lekturę raportu Klennera, protokół witaminowy dr Roberta Catharta III, czy też stronę http://www.seanet.com/~alexs/ascorbate/, gdzie są umieszczone prace lekarzy leczących ludzi za pomocą witaminy C z najróżniejszych chorób.
      A na koniec zagadka: jak to jest, że nikt się nie dziwi antybiotykom o szerokim spektrum działania, ale witaminy to już obraza inteligencji? Tym bardziej, że to bez m.in. witamin nie jesteśmy w stanie poprawnie funkcjonować, a ludzkość jest najzwyczajniej w świecie przejedzona, ale niedożywiona.

      PS Mam nadzieję, że nie zostanie to odebrane jako atak na Autorkę, ale skoro już temat został poruszony, to ja bym chciała wiedzieć. Może w końcu znajdzie się ktoś, kto uargumentuje swoje stwierdzenia, a nie "bo witaminy są mało ważne"...

      Usuń
  8. Też uważam że gadanie o chemii jest durne (wszystko jest chemią) ale moim zdaniem ludzie i tak powinni uważać na to co jedzą i piją. Choćby soki: w wielu popularnych sokach jest tak że tego soku z owoców jest tam 20% a reszta to woda, cukier i syrop glukozowo-fruktozowy. Znajomi dostają na mnie szału kiedy sprawdzam etykietki i im o tym mówię. Bo przecież sok to sok, nie ma kalorii i nie można po nim przytyć albo dostarczyć sobie czegoś niezdrowego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kłamiesz, nie ma w Polsce produktu nazywającego się sokiem i zawierającego 20% soku - coś takiego nazywa się napojem. Potem masz nektar, zależnie od owocu zawierający od 20 do 50% soku, i sam Sok przez duże S, zawierający praktycznie 100% soku.

      Usuń
    2. sok nie ma kalorii? ty tak sarkazm czy na serio?

      Usuń
    3. B&B Też się spotkałem z taką opinią, że sok 'bez dosypywanego cukru' nie ma kalorii :D
      A co do soków, na opakowaniu nie ma może napisu sok, bo musi być napój, ale popatrz na reklamy. firmy produkujące takie napoje w reklamach tłuką soksoksok, 100% soku w soku. Ot dziura w przepisach.

      Usuń
    4. Ostatnie zdanie to ironia obrazująca tok rozumowania moich znajomych. I wiem że to nie nazywa się sok, tyle że niestety ludzie są jacy są i jak widzą na przykład "Caprio: Pomarańcza" to od razu myślą "sok" i potrafią się nawet kłócić że na opakowaniu jest taki napis.

      Usuń
  9. "Czy wiecie, że w ciągu ostatnich 20 lat liczba zachorowań na raka wzrosła o ponad 90%?" - masz rację, po pierwsze wzrasta długość życia, a po drugie pani Becia nie pomyślała, że diagnostyka medyczna stoi na wyższym levelu podobnie jak świadomość u ludzi i u większej ilości tego raka się diagnozuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, o tym zapomniałam - pozwól, że uzupełnię notkę o tę wzmiankę.

      Usuń
    2. B&B: Długość życia, fakt, argument trafiony. O ile wzrosła długość życia w ciągu ostatnich 20-30 lat? No jakoś nie będzie to 90% :D
      Smutnym faktem jest to że teraz będziemy jeszcze jakiś czas zbierać krwawe żniwo kancerogenów w postaci azbestu i podobnych substancji. Są badania przewidujące że jest/będzie chwilowy wyż zachorowalności, bo dynamika przyrostu różnych typów raka pokrywa się z tymi które wywołuje azbest i kilka innych, obecnie wycofanych już substancji.

      Usuń
  10. A prawda jak zawsze leży po środku jak rozjechany kot na jezdni.

    Kiedy słyszę o niebezpieczeństwie dla ludzi GMO (gmo jest niebezpieczne, ale dla ekosysteów, jezeli ucieknie z hodowli, jakkolwiek irracjonalnie by to nie brzmiało - temat na dłuższy wywód) dławię się ze śmiechu. Gdy ktoś mówi o homeopatii i ekożywności traktując je jak mannę z nieba, wywracam oczami, ale traktowanie żywności sklepowej jako zupełnie zdrowej (abstrahując od czynników związanych z wędzeniem czy efektach żarcia tłustego boczku) wywołuje u mnie facepalm.
    Natura nie jest miła, w jej interesie leży ewolucja czyli tak jak Kiciputku powiedziałaś - dzieci i do piachu. ale ma też swoją mądrość, dlatego ponad połowa lekow jest oparta na tzw skarbach natury, a zielarstwo staje się coraz popularniejsze. Przy czym przyznaję, zarówno leki 'naturalne' jak i 'chemia' mogą w równym stopniuszkodzić, a to, że jedne kupimy w aptece, a inne u zielarza lub zbierzemy z pola nie robi różnicy. W końcu cykuta też ziółko. Zioła są dobre z tego względu, ze ich s. czynne są lepiej biodostępne i mniej stężone niż w lekach a przez to lepiej wchłanialne. No i lepiej biodegradowalne, sporo leków jest wydalanych przez organizm z formie prawie niezmienionej np ibuprofen.
    No, ale zbaczam z tematu. Żywność eko, a sklepowa. Sklepowa zła bo dodatki. Cóż, część dodatków obojętna nam, część szkodliwa w nadmiarze - a inne szkodzą. Przy czym z tych bardziej diabolicznych to teoretycznie nieszkodliwe sól i cukier - cukier dodawany nawet do wędlin, co sprzyja tyciu - na trzecim miejscu konserwanty. Ulepszacze i aromaty zwykle przejdą przez organizm bez większego efektu. Demonizowanie ich to jak oskarżanie w średniowieczu o czary. Może mają jakieś złe efekty, ale przyprawy np pieprz, chilli czy lebiodka też, a słuzą temu samemu, poprawieniu smaku.
    żywność eko. tak, może być lepsza od normalnej ale nie musi. brak w mięsie, jajach pozostałości leków, a roślinkach pestycydów z pewnością prozdrowotne... Pod warunkiem, ze krówki, które poszły do rzeźni autentycznie zdrowe, tak jak zborze, bo dodatek grzyba lub bakterii to nie bardzo. Surowe mleko? Cóż, MOŻE być zdrowsze, ale te mające co najwyżej kilka godzin i od krówki dobrze wymytej. Zdrowsze ze względu na dobrą florę bakteryjną, jeżeli chodzi o wartosci odżywcze bez większych różnic miedzy nim a pasteryzowanym. No ale jezeli rolnik źle wymyje mućce cyca, wtedy w najlepszym wypadku ostra sraczka.
    No ale do czego zmierzam. Do tego, że chociaż pani Pawlikowska jest rąbnięta i to bynajmniej nie zdrowo (swoją drogą picie mleka w wieku dorosłym wedle jej zasad nienaturalne - powinniśmy żreć kości, a mięso wpieprzać surowe,bo gotowanie to stosunkowo nowomodny wynalazek), to posty takie jak Twój przesycone niechęcią do samego "eko" w nazwie też mogą być szkodliwe. Nie wiem czy ta niechęć w poście zamierzona czy raczej mimowolną reakcją na post pani P. ale cóż. Nie można z niczym przesadzać. Jak to rzekł moj znajomy "każda pała może się złamać, więc pały przeginać nie należy"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja niechęć do szkodliwych patologii oszołomstwa i szarlatanerii spod znaku "eko" nie znaczy, że nie wierzę w zdrowe odżywianie. Moja niechęć jest wyraźna, ale niebezpodstawna - przypominam, że nie tak dawno temu przez podobne podejście zginęło małe dziecko (ta zagłodzona z zalecenia znachora dziewczynka). To nie znaczy, że trzeba tę moją niechęć rozciągać na zwyczajne dbanie o zbilansowaną dietę i zdrowie.

      Usuń
    2. Spod znaku pseudoeko Kiciputku nie eko. Skończyłam Ochrone Srodowiska i nienawidzę pseudoekologicznych oszołomów szargających opinię wykształconych ludzi i naukowców znających sie na rzeczy. Eko jest dobre, ale to prawdziwe nie z rynsztoka krzyczane przez hipisów, niedouczonych kretynów lub wykorzystywane jako chwyt marketingowy. A normalną, nie "eko" żywnością też zatruto i uśmiercono wiele istnień przez rozmaite dodatki, pestycydy etc.Powodami były ignorancja, chciwość, bezmyślność i niewiedza. Czyli to, co obecnie jątrzy kazda dziedzinę życia, nawet te mające z ekologią wspolnego tyle co mój kot z fizyką jądrową.
      Kretynizm, debilizm, ignorancja, głupota i chciwość. Nazywajmy rzeczy po imieniu.
      Ekologia, biologia, ochrona środowiska, technika żywności czy nawet ziołolecznictwo bądź medycyna alternatywna to nauki. Nie podpinajmy ich jako metek czy sloganów do ludzi, którzy nie maja o nich pojęcia, są niedouczeni albo też zbyt tępi czy chciwi, żeby właściwie użyć swej wiedzy. To, ze krzyczą, ze są ekologami, zielarzami to nic nie znaczy. w psychatrykach jest mnóstwo ludzi twierdzących że kims-tam są i nic z tego nie wynika.

      Usuń
    3. Medycyna alternatywna to nauka?... W jednym ciągu z biologią, ekologią, ochroną środowiska i techniką żywności?

      Nie, to już dla mnie za dużo.

      Wybacz, ale po tej wzmiance w, poza tym, całkiem wyważonym komentarzu, nie mogę traktować tej rozmowy poważnie.

      Usuń
    4. Niech zgadnę Kiciputku "medycyna alternatywna" i od razu wizja "ręce które leczą" czy jakiegoś oszołoma bełokoczącego o czakrach, prawda? W najlepszym razie akupunktury. Znowu patrzysz na slogan, jak miło.
      Przykro mi, ale pod tym pojęciem prócz pseudoszamańskich obrzędów mieści się też cała medycyna naturalna czyli ziołolecznictwo i leczenie innymi substancjami naturalnymi jak bezpośrednio pozyskiwane minerały czy częściami oraz wydzielinami i produktami zwierząt. np: apiterapia. A ponieważ jest badana naukowo, w sporej mierze przez naukę uznawana i potwierdzana jako coś namacalnie efektywnego oraz nauczana (nie w sensie ogólnym, tylko partiami, bo pojecie bardzo szerokie) to nauką jest.

      Usuń
    5. Medycyn a l t e r n a t y w n a - alternatywna od czego? Od Science Based Medicine, czyli wszystkiego, co potwierdzone naukowo.
      A wszystko, co niepotwierdzone to niewarte ryzykowania swoim zdrowiem mżonki.

      Usuń
    6. Nie jestem lingwistką, nie będę dyskutować nad pochodzeniem pojęcia, bo te może mieć inne ujęcie niż na początku. Obecnie picie rumianku to medycyna alternatywna w stosunku do wędrówki do apteki po tabletki na przeziębienie, a każdy lekarz powie, że rumianek skuteczny.
      "A wszystko, co niepotwierdzone to niewarte ryzykowania swoim zdrowiem mżonki" => mniej więcej zgadzam się (więcej niż mniej). Ale jak coś nieszkodliwe (homeopatia i kochane efekt placebo) to możemy sobie stosować, pod warunkiem, że leczymy sie też normalnie. Chociaż śmiercionośna wiara w imaginacje to w sumie też czynnik selekcji naturalnej, wiec hm... Panie Darwin, co pan na to?
      No i, Kiciputku, nauka to też potwierdzanie i badanie różnych rzeczy. Są take pojęcia jak nauka eksperymentalna czy badawcza. Gdyby nie one nie byłoby np penicylinki, a my nadal łupalibyśmy kamienie. Fakt, żeby odróżnić fazę badań od fazy prób stosowania.
      Tak czy siak, w poście wyżej masz wyjaśnione to co miałam na myśli używając terminu "medycyna alternatywna". To co Ty odebrałaś to inna rzecz.

      Usuń
    7. Ja jeszcze słyszałam o odróżnianiu medycyny alternatywnej od niekonwencjonalnej. Niekonwencjonalna ma się opierać na tych samych, naukowych przesłankach, co zwykła medycyna, ale stosować je w mniej, hm, mniej precyzyjnie określonych ramach i właśnie jako wspomaganie leczenia konwencjonalnego. Mieściłoby się tu więc i ziołolecznictwo, i akupunktura (która jakoś tam działa, ale nie na zasadzie przekierowywania prądów energii, tylko na takiej, że stymulowanie receptrów skóry może mieć jakiś wpływ na leczenie niektórych schorzeń), i oczyszczanie ran larwami much. Natomiast medycyna alternatywna ma z definicji stać w opozycji to konwencjonalnej i podważać jej naukowe fundamenty. Tu więc należałoby zakwalifikować wszelkie leczenie raka witaminą C czy zbawienne właściwości wpychanej w ranę ciecierzycy...

      Usuń
    8. W takim razie zwyczajnie użyłam złego terminu, za co przepraszam. Medykiem nie jestem, więc chociaż interesuję się zdrowiem, namieszałam w terminologii, szczególnie ze oba określenia w ujęciu powszechnym używane zamiennie. Wiem, nędzne usprawiedliwienie i raz jeszcze przeprasam. W każdym razie można było to wyjaśnić od ręki bez traktowania z góry.

      Usuń
    9. "Wiecie jak się nazywa medycyna alternatywna, której działanie potwierdzono? Medycyna." Tim Minchin

      Usuń
    10. "A prawda jak zawsze leży po środku jak rozjechany kot na jezdni." - prawda nie leży zawsze pośrodku. Prawda leży tam, gdzie leży. A jeśli akurat tak się zdarzy, że pośrodku, to czystym przypadkiem i nie ma co z tego robić fałszywej symetrii.

      Usuń
    11. Medycyna alternatywna, to np wszelkie ziołolecznictwo. A szarlatanom od rąk które leczą było bardzo wygodnie podpiąć się pod ten sam termin, żeby nadać sobie 'prawdziwości'. Więc termin siłą rzeczy się wypaczył, i tu Kiciputek ma rację. Szarlataneria zawłaszczyła sobie termin.

      Usuń
    12. Ziololecznictwo NIE jest medycyna alternatywna - nalezy od zawsze do normalnej medycyny, jak i do farmacji.

      Usuń
    13. O to. Mnie powoli denerwuje ta zmasowana krytyka wszelkiej ekologii. To dopiero trąci oszołomstwem. Wpychanie, że GMO jest dobre, cudowne, że nawet wrzeszczą, że nie wolno go badać. Naukowe podejście, kurza twarz. Teraz obrona, że to sztuczne jest zdrowe. Niedługo dowiemy, że przykładanie babki lancetowatej na rany albo picie mięty to szkodzi zdrowiu. A higieną to nie przesada ? Obecnie nadmierna higiena, środki kill'em all to prowadzą do pojawiania się alergii. Wtrącając do sporu o medycyne prawda leży pośrodku. Zajrzy na wiki to medycyna niekonwencjonalna to raczej te cuda-niewidy (np.
      homeopatia). Wśród cudów wymieniono, jakie jedne z dziedzin: ziołolecznictwo i apiterapię. Jednocześnie ziołolecznictwo (http://pl.wikipedia.org/wiki/Zio%C5%82olecznictwo) zalicza się do medycyny
      konwencjonalnej i farmakologii. Negowanie tegóż to dopiero oszołomstwo. W końcu niektóre rośliny zawierają substancje lecznicze. Obecnie wyciąga się składniki z roślin, żeby tworzyć leki.

      Usuń
  11. "Zioła są dobre z tego względu, ze ich s. czynne są lepiej biodostępne i mniej stężone niż w lekach a przez to lepiej wchłanialne. No i lepiej biodegradowalne, sporo leków jest wydalanych przez organizm z formie prawie niezmienionej np ibuprofen."
    Za to precyzyjne dawkowanie substancji czynnych w ziołach to nie lada wyzwanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem. Dlatego ziołolecznictwo powinno być stosowane jako uzupełnienie terapii lub terapię schorzeń lżejszych - zażywamy te, które ciężko przecholować, oraz silniejsze sporo poniżej pułapu największej efektywności, często minimalnie graniczącego z dawkami szkodliwymi. Ewentualnie robimy to pod okiem WYKSZTAŁCONEGO zielarza, a zioła kupujemy ze sprawdzonych źródeł, czesto chodowlii w przypadku tych silniejszych, gdzie mają unormowany % zawartości s. czynych, który u dzikich roślin w sporej mierze zależy od ekotypu. No i nie przekraczamy zalecanych dawek,ale to chyba oczywiste.

      Usuń
    2. Nie lubię hejtu na zioła, bo to wylewanie dziecka z kąpielą. To, że piję rumianek z powodu problemów żołądkowych nie oznacza z marszu, że odmawiam zażycia lekarstwa przepisanego przez lekarza. Niektórym ludziom padło na mózg i widzą świat w czarno białych barwach, a to wyklucza jakąkolwiek dyskusję.

      Usuń
    3. "Za to precyzyjne dawkowanie substancji czynnych w ziołach to nie lada wyzwanie. " za przeproszeniem, gowno prawda :) vide, chocby syrop prawoslazowy (tak, lek ziolowy, powlekajacy, na gardlo). I cala reszta lekow ziolowych. To ze cos jest ziolowe, nie znaczy ze sie dokladnie nie da odmierzyc skladnikow aktywnych leku. Zwlaszcza w produkcji przemyslowej.

      Usuń
  12. Chemia ci do głowy uderzyła, ot co.

    OdpowiedzUsuń
  13. Swoją drogą uwielbiam populistyczne artykuły "żywność sklepowa szkodzi", które są wzorowane na zachodnich tekstach i przeniesione w nasze realia, podczas gdy "sklepowa żywność" o którą się rozchodzi, to tanie, przygotowane w fabryce, gotowe do odgrzania dania, które w USA, podobnie jak McD i inne fast foody są ekstremalnie tanie.

    Żywność, którą można znaleźć w każdym polskim spożywczaku i supermarkecie jest w USA żarciem drogim, niekoniecznie dostępnym dla wszystkich (były badania z bodaj 2005, że w pobliżu wielkich osiedli hiszpańskich nie powstają droższe supermarkety, tylko Walmarty, bo bieda). A jajka z wolnego wybiegu (które można kupić na każdym ryneczku/targu/targowisku) to już w ogóle tylko w pobliży wielkich aglomeracji można dostać, kosztują setki monet, mało kogo na nie stać.

    Przenosi się ta mentalność do nas i ludzie latają, szukają "zdrowego ekojedzenia", mimo że praktycznie wszystko u nas jest zdrowe, bo jak przeciętny Janusz robi pomidorową to kupuje pomidory lub przecier z Pudliszek, a nie puszkowaną Campbell's Tomato Soup. Mięso też leży ociekające, surowe, parę dni temu krowie ucięte, a nie zapuszkowane, przegotowane i doprawione.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ciekawy komentarz, dzięki!

      Usuń
    2. Świetny komentarz. Ciotka mieszkająca na stałe w Niemczech też twierdzi, że nasze mięso jest bez porównania lepsze od tego co można dostać u nich w sklepach. Oby tak zostało :)

      Usuń
    3. No, jak się poczyta etykiety, to jednak różnice są spore. Niektóre wędliny są naszpikowane konserwantami, inne ledwo co solą głównie. Nawet w zwykłych jogurtach jest spory rozstrzał składowy. Pocieszam się, że my przynajmniej mamy wybór, ludzie w USA niekoniecznie.

      Usuń
  14. A ja myślę, że:
    "We divide the world into liberals and gun-freaks
    Into atheists and fundies
    Into tee-tot'lers and junkies
    Into chemical and natural
    Into fictional and factual
    Into science and supernatural
    But it's actually naturally not that white and black"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, że jakaś sentencja ładnie brzmi nie znaczy jeszcze, że dobrze opisuje rzeczywistość. To często widać właśnie na takich w stylu "prawda leży zawsze po środku".

      Usuń
    2. No ale świat NIE jest czarno-biały.

      Usuń
  15. Jakże się cieszę, że w końcu zniknęła ta dupa...

    OdpowiedzUsuń
  16. Najlepiej rakowi przeciwdziałają wojny i epidemie cholery. Po prostu mało kto dożywa wieku, kiedy pojawia się rak i problem z głowy. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. http://www.faceci.com.pl/r_mleko.html just saying

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Dowodem na szkodliwość mleka, a przynajmniej na jego niepożądane działanie w ludzkim organizmie jest to, że w wieku 5-8 lat dzieci przestają lubić mleko. Unikają za wszelką cenę jego picia, a rodzice zmuszają je, aby nadal to robiły. Jest to wystarczająco wymowny znak, że czas odrzucić mleko ze swojej diety."
      Wow. Just wow.

      Nie jestem jakąś zwolenniczką picia mleka ani nadmiernego ekooszołomstwa, sama jem "chemię", ale ten "argument" jest po prostu żenujący.

      Usuń
    2. Co racja to racja. Idąc tym tropem moja dziesięcioletnia bratanica żywiłaby się tylko ogórkami, pierogami ruskimi i czekoladą.

      Usuń
    3. O SHIEEEETTTT
      Na wstępie mylą kazeinę z keratyną. Ponadto stwierdzają, że "kazeina" uczestniczy w tworzeniu rogów, których my przecież, haha, nie mamy! Szkoda, że mamy włosy i paznokcie, które są w tej samej grupie wytworów co kopyta i rogi. A ta straszna homocysteina jest produktem rozpadu każdego białka poddanego metylacji i zawierającego metioninę (chociaż fakt, że kazeina ma jej dużo).

      Generalnie pierwszy akapit wykonuje tak popisowego faila z przewrotką, że nie mam sił na czytanie dalszej części "artykułu".

      I jakim niedorobieńcem trzeba być, żeby karmić niemowlaka krowim mlekiem? Ludzie tak robią? Czizas.

      Usuń
  18. Patrząc i czytając dochodzę do wniosku, że nie mam źle. Własny ogródek, narobić się trzeba po łokcie, ale mam jedzenie, na które na Zachodzie nie byłoby mnie stać żadną miarą.

    OdpowiedzUsuń
  19. Mnie Cholernie zastanawia zupełnie inna rzecz.( przebrnęłam prze połowę obecnych komentarzy, na resztę wybaczcie ale nie mam siły) Dlaczego zawsze wygląda to tak jakby głównym motywem dyskusji nie była sama treść posta, tylko to że to Kiciputek nie ma racji i pewne osoby mają odruchową potrzebę wytknięcia tego przekombinowanymi argumentami.
    Szanowałabym to gdyby to było pozbawione subtelnego jadu i ciągłych żałosnych prób zagięcia każdego o odmiennym poglądzie.
    (Nie mówię oczywiście o wszystkich, ale spójrzmy prawdzie w oczy: my ludzie mamy bliżej do dzikich małp niż nam się wydaje.)
    Może jednak nie mam racji? Ręka córki króla dla tego kto ma odwagę rozważyć wątpliwość swoich własnych słów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ostatninormalnymohikanin15 grudnia 2014 01:36

      A bo ludzie, którzy się kłócą w internecie nie robią tego, żeby przekonać innych do rozsądniejszej (ich zdaniem) postawy. Oni się kłócą, żeby pokazać że są mądrzejsi i bardziej wyedukowani, a inne opinie to chuj. Bo przecież nie może być tak, że ludzie pochodzą z różnych środowisk, mają różne priorytety i ambicje, różne doświadczenia. Nope, to po prostu gupie lemingi, bo nie myślą dokładnie tak jak ja.

      Usuń
    2. Ponieważ kiciputek (jak niemal wszystkie feministki 21-ego wieku) w 99.999% przypadków nie ma racji. As simple as that. I to nie ma racji z taką konsekwencją i takim przekonaniem, że to jest aż rozbrajające.

      Usuń
    3. Jak rozumiem pojęcie feministka 21-ego wieku ( a nie czasem XXI powinniśmy pisać?) oznacza kobietę której poglądów nie lubisz? Stereotypowa feministka gada zupełnie inne rzeczy, ale co ja tam wiem.
      Kiciputek nie ma wcale takich złych poglądów... Wadą jej słów jest co najwyżej ich serwowanie, że tak powiem. Patrzałam kilka razy na komentarze, przykładowo z poprzedniego posta i zwykle widziałam ten sam schemat: nudne ciągłe usiłowanie podważenia jej słów i zaraz po tym następujące odpowiedzi rozdmuchujące bez wysiłku tą całą lawinę złośliwości.
      Tak więc cóż, ja tu tylko dumam i staram się zrozumieć obie strony konfliktu, ale jakbym miała być bardziej stanowcza to powiedziałabym, że po prostu wyglądasz na osobę wielce urażoną tym że kogoś karmili inną bzdurą niż ta którą aktualnie ty pielęgnujesz.

      Usuń
    4. Kochanie, to nie kwestia tego jakie ma poglądy, ale że ma poglądy w ogóle. Nie można mieć jednocześnie poglądów i racji, bo aby mieć rację trzeba obiektywnie spojrzeć na wszystkie fakty, a mając poglądy takiego spojrzenia nie da się uskutecznić, bo zawsze ma się do powiek przyklejone soczewki poglądów. A czy jest to feministka dwudziestego pierwszego wieku (teraz w ogóle bez cyferek, czy to rzymskich czy arabskich ;) ) czy szowinista dwudziestego pierwszego wieku, czy manichejczyk czwartego wieku, czy libertyn wieku siedemnastego - bez znaczenia.

      Jeśli zaś wyglądam na osobę wielce urażoną tym, że kogoś karmili inną bzdurą niż mnie, to tylko dziwi mnie jak bardzo wygląd może mylić, bo właśnie nie jestem urażony tylko rozbawiony i nie pielęgnuję żadnej bzdury, bo nie posiadam żadnych poglądów, tylko z neutralnego punktu widzenia z ogromną radością przyglądam się obu - na równi uroczo nieporadnym - stronom, i cieszę się ze swej noezy i ze swej racji, którą dzielić się nie zamierzam.

      Natomiast jeśli już bawimy się w wytykanie błędów to "tę całą lawinę" nie "tą całą lawinę". ;)

      Usuń
    5. Właśnie o to chodzi że prawdziwe jest to w co wierzymy, gdyby naprawdę życie było pozbawione "poglądów" to bylibyśmy pewnie kolejnym gatunkiem który tylko żyje, robi dzieci i umiera.
      To co robi człowiek od zawsze olewało "ideę" natury i właśnie dzięki temu słowo "zwierze" nie kojarzy się tak od razu z człowiekiem. Jesteśmy jedynym takim pieprzonym gatunkiem i to jest wspaniałe.
      Zakładam że poprzednie słowa też był od ciebie? (Dlaczego niektórzy ludzie się po prostu nie zalogują, boją się wielce straconego czasu czy może podpisania się pod słowami z których sami nie są w pełni dumni?)
      Cóż, to jest i piękne i przykre, zawsze będziemy ślepi do pewnego stopnia, ale taki to już los śmiertelników.
      W poprzedniej wiadomości jednak to kim jest Kiciputek miało znaczenie, teraz nagle nie? Hipokryzja jest esencją życia <3.(serio, te słowa te słowa jeszcze nigdy mnie nie zawiodły, a są tak banalne.)

      Szczerze? Nie jestem w stanie ci uwierzyć że nie masz poglądów, sama chciałabym ich nie mieć, nawet nie wiesz jak bardzo i nawet zmarnowałam sporo czasu na rozmyślanie o tym jak się do tego zbliżyć, ale to prowadzi najwyżej do utraty człowieczeństwa (jakkolwiek rozumianego.)
      W tym momencie czuć od ciebie coś w smak... Wywyższania się?(tego nie jestem pewna, nie znam cię.) Znalazłeś jakiś schemat i uwierzyłeś że jest idealny, najlepszy dla wszystkich. Tak zrobiliśmy my wszyscy.
      Niby wydaje się, że kurde: przecież ta" prawda" gdzieś tam musi być, ale z tego co mi mówi mój mały móżdżek to ona wcale nie jest dla nas, bycie ślepym to większe błogosławieństwo niż mogłoby się wydawać.

      Aż tak było to wytykaniem błędów? W sumie kto wie jak ludzie mogą odebrać moje niezgrabne gadanie, to jest obusieczne. Chociaż nie zaprzeczę, droczenie się jest takie kuszące.
      Well, jeżeli chcesz usłyszeć co mam na swoją obronę to jestem głupia i nawet jak jakąś regułkę znam to często odruchowo popełniam stare błędy + chyba traktuję to nawet mniej poważnie niż ty, bo nie jest to dla mnie taka oficjalna rozmowa. W luźnej gadce mam raczej pełne prawo powiedzieć "tą całą lawinę" zwłaszcza że rozmawiam z jakimś losowym anonimem.


      Usuń
    6. Losowego anonima to ogromnie bawi i wierz mi, że całkiem nie traktuję tego poważnie. Jeśli idzie o rejestrację, to szkoda mi zachodu (wschodu zresztą też).

      Nie wywyższam się, stoję w miejscu, ewentualnie inni bezskutecznie próbując mnie wciągnąć w swój schemacik "my vs oni" się poniżają, stąd mogłaś odnieść wrażenie, że próbuję być jakoś wyżej.

      Ad rem jednak: "gdyby naprawdę życie było pozbawione "poglądów" to bylibyśmy pewnie kolejnym gatunkiem który tylko żyje, robi dzieci i umiera" - jesteśmy kolejnym gatunkiem, który tylko żyje, rodzi dzieci i umiera, jedyne co nas wyróżnia to fakt, że wydaje nam się, że wcale tak nie jest, ale kto wie, że krabowi się nie wydaje to samo? Być może szerszeń wewnętrznie snuje filozoficzne traktaty o swojej wyższości nad resztą bezmyślnych gatunków.

      Polecam monolog Golema z Golema Lema, fajnie pisze o "planach" natury i miejscu człowieka w tych planach.

      Na temat "hipokryzji" jeszcze - nie, w pierwszym poście też nie miało dla mnie znaczenia, że jest konkretnie feministką, gdyby byłą bogobojną chrześcijańską konserwatystką efekt byłby taki sam... tylko odwrotny. Dlaczego to wypunktowałem? Chyba dlatego, że po prostu lubię słuchać jak nożyce się odzywają. ;)

      Usuń
    7. Mówisz... Swoją drogą zabawne jest dopiero to, że szkoda ci zachodu na zarejestrowanie się, a nie szkoda ci go na udzielanie się w tej dziwnej, nie wnoszącej niczego rozmowie.
      W sumie jest to dość zastanawiające, pojawia się taki Anonim w internecie i okazuje jak to się świetnie bawi z tym i tamtym. Cokolwiek byś nie powiedział to czuję się jakbym nadal rozmawiała z jakimś cwaniaczkiem który myśli że jest jakiś wielce oświecony, gdzie tak naprawdę nawet sam nie wie jaki jest ślepy.
      Czasami to takie smutne, że w tej kwestii niczego nie możemy sobie udowodnić.
      Przyznam że to łapanie za słówka źle mi się kojarzy, z kimś denerwującym. Przydałby się psychiatra który wytłumaczyłby mi co podświadomie teraz czuję.

      O, widzę załapałeś o co mi chodzi, dziękuję. Uwielbiam rozmowy w których ktoś naprawdę słucha co mówię, wygląda na to, że nie przytrafia mi się to zbyt często.
      Cóż, tu leży wspomniane piękno, wszystko jest "bessęsu", ale nie dla nas. Mniej więcej tutaj leży też skromne wyjaśnienie dlaczego "ślepota" nie jest taka zła.
      Każdy żyje jak mu się podoba, widzi co widzi. Ja jestem w sumie całkiem dumna z tego, że tworząc poglądy nie dążę do tego by były potężnie uzbrojone, wręcz przeciwnie, dążę do tego by je zbesztać z błotem jak tylko się da i wziąć tylko to co z tego zostanie.
      A że jestem dość artystyczną duszyczką to lubię oprawiać to w żałosną, kolorową ramkę.
      Co do zwierzątek, w sumie to niezbyt orientuję się jak bardzo zbadane są możliwości umysłów wymienionych przez ciebie zwierzątek. Ciężko byłoby mi wierzyć że to możliwe, natura nie dąży do tego by gatunek był inteligentny, gatunek ma po prostu przetrwać. Podobno jesteśmy tymi "inteligentnymi", a grozi nam samozagłada, mądrość jest głupia.(Chociaż gdybyśmy byli naprawdę ogarnięci, to takie dyskusje nie miałyby miejsca i byłoby nudno.)

      Będę musiała to sobie gdzieś zapisać, w moim żałosnym życiu jest coraz mniej i mniej czytania, trzeba to zmienić zanim zmienię się w orangutana. (to się dzieje z osobami które nie czytają, tak mi powiedziano w zerówce!)

      Po co pytałam skoro odpowiedź była taka oczywista, widząc tamte słowa już od początku czułam że o to chodzi, ale uległam i odezwałam się... Czy to znaczy że jestem "feministką 21-ego wieku"? To że żyję w XXI wieku jest raczej pewne, nad samym tym czy jestem feministką rozważałam jakiś czas temu. Na pewno nie taką czysto stereotypową, ale prawdą jest, że lubię mieć subtelny ból dupy gdy ktoś czepia się płci, niezależnie w którą stronę.

      (pytanie na dziś, jeżeli feministki 21-ego wieku się tak bardzo mylą, to jakie były feministki 20-ego wieku? gorsze, lepsze?)

      Usuń
    8. Pierwszy akapit - pierwszy raz się udzieliłem w takiej dyskusji, z ciekawości, ale też powoli zaczyna mi być szkoda zachodu.

      Drugi akapit - nie rozważam możliwości intelektualnych szerszeni, raczej wiem, że nie snują filozoficznych rozważań, parafrazowałem Unamuna (taki filozof, dobry, polecam).

      Piąty akapit (parenteza [napisać "parenteza" w parentezie to całkiem zabawne]) - lepsze, miały bardziej o co walczyć, a feministki 19-ego wieku (emancypantki) to już sam miód, amazonki rzucające się z żarem zapału i idei w wir brzydkiej, męskiej polityki, walkirie ideologiczne, miłośniczki sztuk i nauk, nic tylko brać za żony, wielbić i zmywać dlań gary, aby mogły się realizować jako działaczki i pionierki nowego społeczeństwa, ech... (albo po prostu taki mam w głowie ładny archetyp)

      Usuń
    9. Trzeba było od razu mówić, że to twój pierwszy raz, gdybyś napisał "to moja pierwsza mapka eskejp majnkraft, proszę o wyrozumiałość" to bym ci z miejsca powiedziała jak bardzo nie warto odpowiadać na mój bełkot. Chociaż wbrew pozorom wiele dobrego można z takich dialogów wynieść. Osobiście widzę, że takie rozmowy i kłótnie z ludźmi naprawdę mnie rozwinęły, i ciągle rozwijają. Z jednej strony żałuję tak wielu słów, z drugiej strony gdybym tłamsiła je w sobie to do dziś jak głupia wierzyłabym, że są sensowne.
      Zatem kłóćmy się z ludźmi jak małpy i róbmy z siebie żałosnych idiotów póki sprawy o które się rozchodzi są błahe.
      Albo pozostańmy ślepi, to chyba wygodniejsza opcja.

      Skoro tak, może czegoś ciekawego się dowiem, w najgorszym wypadku będę mieć co polecać następnej zbłąkanej duszyczce niezależnie od tego czy jej się to przyda czy nie.

      Zawsze mnie zastanawia używanie "trudnych" słów, z nimi jest taki ból dupy, że nigdy nie wiem czy komuś zwyczajnie tak wyszło, że pasują w danym zdaniu, czy może ktoś wielce je trzyma w swojej główce i tylko podskakuje na pośladkach na myśl kiedy to je wykorzysta... My ludzie potrafimy czerpać radość z dziwnych rzeczy.
      W sumie nigdy nie widziałam takiej feministki, ale skoro masz tyle "przykładów" to rozumiem nie jedna celowała w ciebie pantoflem. Ne żeby to była jakaś obraza, bardziej okrężne pytanie o szczegóły. ( Racja ostateczna to jak dla mnie nie jest, więc możemy uznać tę opinię za przykład twoich poglądów których rzekomo nie masz? Nie chcę ci złośliwie tego wytykać, ale może będzie to ciekawa okazja do ponownego przemyślenia tego i owego, albo ponowna okazja do odbicia piłeczki jeżeli okaże się, że jest czym.)

      Mogę od siebie dodać co najwyżej tyle że jest to trochę skreślaniem wykresu za procenty, zakładając że 99% feministek jest takich jak mówisz, to wciąż jest ten 1% który jest bardziej ogarnięty. Swoją drogą mam gdzieś tam teorię: Ja nie oglądam telewizji, wiadomości, nie zagłębiam się w politykę, może to wyjaśnia dlaczego ty widzisz feminizm w ten sposób... Świat raczej ci nie obwieści, że jakaś feministka wywalczyła to co naprawdę kobietom się należy. Często durne kobity chcą totalnie głupich rzeczy, ale to niekoniecznie dlatego, że są kobietami czy feministkami, a dlatego, że są ludźmi. Bycie człowiekiem to wspólna cecha wszystkich takich porażek.

      Usuń
    10. Jakich "trudnych" słów?

      Też nigdy nie widziałem takiej feministki, bo nie żyłem w XIX w. archetyp mi się pewnie wykształcił taki z filmów i literatury opisującej tamte czasy, bardziej mi się podoba kiedy kobieta idzie walczyć o prawo do głosowania cytując Comtego niż kiedy idzie walczyć o bógwieco (zrównanie wieku emerytalnego kobiet do góry z wiekiem emerytalnym mężczyzn? Prawo do aborcji [to już nie jest równouprawnienie, bo nigdy nie widziałem, żeby mężczyzna poddawał się aborcji]?) machając znakiem przekreślonego penisa.

      Źle rozumiesz w kwestii pantofli, to był komplement dla pięknego archetypu emancypantki, a nie... po co tłumaczę? Może zamiast wdawać się w głupie dyskusje na blogu poczytaj trochę książek, bo naprawdę fatalnie ci idzie pisanie ze zrozumieniem i czytanie ze zrozumieniem. Olewałem to, bo do tej pory mnie to bawiło, ale właśnie przestało. :)

      Papa.

      Usuń
    11. Konkretniej słów których typowa "cebula" nawet nie zna, to śmierdzi strasznie potrzebą bycia ponad ogół, Powinniśmy sprowadzać się do poziomu rozmówcy jeżeli zależy nam na tym by nas zrozumiał, tutaj albo uważasz mnie za bardzo inteligentną(nic bardziej mylnego) albo w ogóle nie zależy ci na tym by mi cokolwiek wytłumaczyć, tylko na tym by "wygrać wojnę" tak by druga strona konfliktu nie wiedziała co się dzieje.

      Cóż, jakoś totalnie mi się pomyliło i co? Jestem człowiekiem i czasem przeczytam coś byle jak, zresztą informowałam, że jestem głupia.

      Oj, w końcu mam uśmiech na twarzy, czy to ten słynny ból dupy? Zawsze chciałam z kimś wymienić ból dupy. Swoją drogą udało mi się ciebie w taką dyskusję wpleść, więc jest całkiem spoko... Ty przestałeś się bawić, a ja mam kolejne świetne doświadczenie, nawet w pewnym momencie wspominałam o psychiatrze, a tak się składa, że dziś miałam okazję pokazać tą rozmowę jednemu, pośmialiśmy się ciutek :3.

      Książki, cholera racja, tak się zabieram do ich czytania i idzie to jak krew z nosa, ale książki mi nie odpowiedzą i to jest ich minus.
      Swoją drogą utrzymuję swoją teorię, jesteś zwykłym cwaniakiem który wciska mi, że nie jest takim jakim go widzę, albo rzeczywiście sam nie widzisz, że jesteś taką samą napuszoną, ślepą nic niewartą kupą mięcha jak każdy z nas...

      W takim razie odszanowanko i wesołych świąt!

      Usuń
  20. Fantastycznie! Zgadzam się z Tobą. Rozumiem, że zdrowe odżywianie jest ważne, ale pod tym pojęciem mam na myśli jedzenie owoców, warzyw, nieopychanie się samymi fast foodami, ale nie mam zamiaru w ogóle unikać fast foodów. Człowiek musi mieć coś od życia. Zresztą uważam, że bardziej sobie zaszkodzimy, jeśli będziemy sobie odmawiać wszelkich przyjemności żywieniowych (przecież niezdrowe jedzenie jest smaczne). Wtedy człowiek chodzi nerwowy, nieszczęśliwy. A to właśnie jest bardziej szkodliwe. Moim zdaniem.

    OdpowiedzUsuń
  21. na zalinkowanej stronie pani Pawlikowskiej znajduje się taki komentarz Igora, który jak dla mnie wygrał: :"Pani Beato,muszę wymienić pompę wody w oplu astra i nie wiem jak się do tego zabrać,może ma już Pani jakąś odkrywczą książkę na ten temat ,z góry dziękuję za pomoc." :D

    OdpowiedzUsuń
  22. "O tym, że jeżeli będziemy się odżywiać naturalnie to będziemy zdrowi, bo natura zaprojektowała nas tak, żebyśmy żyli bardzo długo i szczęśliwie."
    No bo to prawda. Taka naturalna krówka na naturalnej łączce, jedząca naturalna trawę, to najszczęśliwsze i najzdrowsze stworzenie na Ziemi, żadne zarazy się takiej nie chycą. Albo o, takie antylopy popylające sobie po sawannie z dala od jakiejkolwiek cywilizacji. Zero raka! Każda jedna dożyje sędziwej starości, no, chyba że jakaś będzie miała pecha i ją coś zeżre. Ale lwy to też okazy zdrowia. Żadnych epidemii przetrzebiających stada naturalnie żyjących dzikich zwierząt. A o rekinach to już w ogóle wspominać nie będę. Bo rak to wynalazek naszych czasów. Koncerny go zmajstrowały, żeby teraz na nas zarabiać. Kiedyś to ludzie w ogóle nie chorowali. Chłop miał masę ruchu na polu, to zdrowy był, a król żywił się zdrowymi plonami tego chłopa, więc ni cholera, ni dżuma go nie wzięła. I nigdy przenigdy nie znaleziono nawet najmniejszej dinozaurzej kosteczki ze śladami zmian rakowych.
    A poważniej - ja to mam coraz mocniejsze wrażenie z każdym "dobre bo ekologiczne, bo polskie", że według ludzi rolnik w Polsce to żyje w XIX-wiecznej rzeczywistości, z pługiem za koniem lezie, ręcznie z fartuszka ziarno sypie, łajna świńskiego nawali na to i się modli, coby dobre plony były i gradu ani powodzi licho nie nasłało. Zero nowych technologii, bo to zło z zachodu.
    Krakatoa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm, ze tak to ujmę w ramch "Kiedyś to ludzie w ogóle nie chorowali. Chłop miał masę ruchu na polu, to zdrowy był, a król żywił się zdrowymi plonami tego chłopa, więc ni cholera, ni dżuma go nie wzięła." Biorąc pod uwagę to, ze kiedyś taki chłop nie chadzał do lekarza, radził się u znachora, badań nie miał jak dokładnych zrobić, to często nie wiadomo na co umierał. Taki szczegół. A co do fragmentu o dinozaurach, gdzie to wyczytałaś? Chętnie bym sobie też to przeczytała, jeśli tylko była by możliwość. Dalej nawiązując do tego o rolnikach, to sama wiem z obserwacji, że to się tyczy zwłaszcza tego starszego pokolenia, osób mających mniejsze gospodarstwa, stroniących od tego by było im łatwiej, bojących nie nowości. Niestety, choć nie spotkałam się na szczęście z nikim kto by orał za pomocą konia.

      Usuń
    2. Ten komentarz to ironia.

      O dinozaurach chorych na raka do poczytania tutaj: http://www.nature.com/news/2003/031021/full/news031020-2.html

      Usuń
    3. kiciu, przeczytaj artykuł, na który się powołujesz. Raka wykryto tylko u osobników jednego gatunku, akurat tego, który wtranżalał kancerogenne iglaki.
      A ja nie odczytałem tego komentarza jako ironii, przeciwnie - traktowany poważnie bardzo rozbawia, a im dalej w przeszłość tym lepsze zdrowie ludzi i innych żyjątek, fakt faktem. Sprzeczanie się z faktem jest głupie.

      Usuń
    4. Anonimowy - Jeżeli ktoś mógłby mylić się bardziej niż ty w tej chwili, to musiałby dostać za to jakieś wyróżnienie od dyrektora internetu.

      Usuń
    5. "Biorąc pod uwagę to, ze kiedyś taki chłop nie chadzał do lekarza, radził się u znachora, badań nie miał jak dokładnych zrobić, to często nie wiadomo na co umierał."
      To tym bardziej nie powinien chorować ani umierać, bo taki znachor to przecież same naturalne środki stosował. A jeśli pacjent jednak mu schodził, to pewnie nie był znachor, tylko jakiś, niedajboże, lekarz z nowoczesnymi pomysłami, tylko się z tym krył, żeby spokojnie eksperymentować na ludziach, jak to ludzie nauki robią. 8D

      "Dalej nawiązując do tego o rolnikach, to sama wiem z obserwacji, że to się tyczy zwłaszcza tego starszego pokolenia, osób mających mniejsze gospodarstwa, stroniących od tego by było im łatwiej, bojących nie nowości. Niestety, choć nie spotkałam się na szczęście z nikim kto by orał za pomocą konia."
      Że małe gospodarstwa to wiadomo, ale jeśli każda Biedronka w kraju ma codziennie "świeże", polskie owoce i warzywa, to muszą one pochodzić z wielkich sadów i pól, gdzie na pewno nic nie sadzi, kosi ani nie zbiera się ręcznie, tylko wielkimi, nowoczesnymi maszynami, i nawozi się i chroni przed szkodnikami toto nowoczesnymi środkami, nierzadko roślinki spokojnie sobie rosną w supernowoczesnych szklarniach, i ogólnie technologia pełną gębą i jednak sporo tej nowoczesności na polach.

      "Raka wykryto tylko u osobników jednego gatunku, akurat tego, który wtranżalał kancerogenne iglaki. "
      "Dinosaur tumours have been mooted before, but this is the first large-scale survey of them."
      To pierwsza tak ogromna grupa dinozaurów, u której wykryto ślady po raku, wcześniej już paleontolodzy się na nie natykali. Co prawda nie jestem pewna, czy chodzi o ten sam gatunek, czy inne, ale skoro te dostały raka od iglaków, to inne pewnie też. Przecież kaczodziobe były wtedy najliczniejszą grupą dinozaurów roślinożernych na Ziemi i na pewno nie tylko te wcinały chemiczne, tego... całkowicie naturalne iglaki rakogenne. Poza tym znalezisko liczące kilkadziesiąt osobników, i to jeszcze takich, jest naprawdę ogromną rzadkością, zazwyczaj znajduje się kilka wymieszanych kości jednego osobnika. Ogólnie wszystkie te znaleziska sprzed milionów lat, to niewielki ułamek tego, jak bogata bywała kiedyś fauna.

      "a im dalej w przeszłość tym lepsze zdrowie ludzi i innych żyjątek"
      Dlatego ludzie dożywali niegdyś magicznego wieku lat czterdziestu, na pewno w pełnym zdrowiu. 8D

      W ogóle cofam to o zdrowych lwach. Paskudy są mięsożerne, więc nie mogą być zdrowe.

      Krakatoa

      Usuń
    6. Krakatoa - średnia wieku lat 40 była liczona włączając dzieci, które umierały podczas porodu albo na krótko po porodzie. Jeśli ty dożyjesz 40-tki a ja 80-tki to średnio każdy z nas dożył 60-tki. Dżizas, ludzie już setny raz używają argumentu, że dawno temu ludzie żyli "średnio" 40 lat, a to wcale nie znaczy, że każdy trzydziestolatek myślał sobie wtedy "cholera, niedługo przyjdzie umierać" (pun intented).

      Aha, jeszcze jedno "dinosaur tumours have been mooted before" oznacza, że dyskutowano je wcześniej i tumour nie równa się cancer, dalej w artykule masz, że były to głównie zgrubienia po złamaniach.

      Usuń
    7. To może wyjaśnię, o co chodzi z tym lepszym zdrowiem dawno temu:

      1. Na naszą ogólną kondycję wpływają dwie grupy czynników: naturalne i cywilizacyjne, wynikające z działalności człowieka.

      2. Naturalne wycinamy z równania bo zawsze były i zawsze będą, natomiast cywilizacyjne pojawiły się niedawno (kłamię, pojawiły się dawno, gdyby nie ołowiane sztućce i półmiski, które były wytworem cywilizacji rzymskiej to by bogaci Rzymianie nie umierali od zatrucia ołowiem, a Kaligula nie wprowadzałby konia do senatu, ale to odosobnione przypadki), na wielką skalę pojawiły się niedawno - jakoś w okolicach rewolucji przemysłowej, która de facto nastąpiła za wcześnie, bo jakiś wiek przed rewolucją naukową i dopiero teraz zaczynamy powoli rozumieć, jak sobie spi****liliśmy sprawę.

      Od początku - papierosy itp. (najzabujczejszy zestaw substancji w historii, ani od uranu w bombach atomowych, ani od ołowiu w pociskach do broni palnej nie umarło tak wielu ludzi, jak od nikotyny, substancji smolistych i izotopów promieniotwórczych siedzących w tych słodkich, nihilistycznych fajeczkach), później przyszły spaliny z środków lokomocji i elektrowń, antropogeniczna emisja freonów i inne wynalazki Thomasa Midgley'a, wypieprzanie śmieci gdzie się da, próby atomowe i w cholerę innych rzeczy, które psują ludziom zdrowie. Tak, ilość zachorowań na raka i inne cholerstwa się zwiększa, nie wykrywalność zachorowań (choć to też), ale ilość zachorowań. Tak, mamy lepsze metody aby z tymi chorobami walczyć, co się chwali, lepiej dezynfekować rany wodą utlenioną niż szałwią, ale...

      3. Epidemie, katastrofy i codzienne choroby od zawsze odsiewały najsłabsze jednostki, zostawali ci najsilniejsi i najzdrowsi albo ci, którzy wykształcili odporność i przekazywali swoje geny dalej, płodząc następne pokolenie ludzi zdrowszych i odporniejszych (upraszczam, wiem, że ewolucja nie dzieje się na przestrzeni jednego, ani nawet dziesięciu pokoleń, chociaż tu mówimy bardziej o adaptacji, a ta już na przestrzeni kilku pokoleń może co nieco zdziałać)... dopóki medycyna się nie wpieprzyła i nie zaczęła ratować ludzi gorzej przystosowanych do przetrwania. Ludzie gorzej przystosowani do przetrwania płodzili kolejne ofiary losu, które aby przeżyć potrzebowały medycyny itd. itd. aż jesteśmy tu gdzie jesteśmy. I ciągle wydaje nam się, że wiemy lepiej, choć nawet zastosowania jeszcze dekadę temu sankcjonowane przez świat nauki dzisiaj są zaniechiwane jako szkodliwe.

      Stąd lepsze zdrowie ludzi i innych żyjątek dawno dawno temu - wówczas albo byłeś martwy albo zdrowy, teraz jesteś albo martwy albo chory.

      Usuń
    8. Największym znanym ryzykiem nowotworu jest wiek.
      Było mniej nowotworów, bo ludzie żyli krócej, bo umierali z innych powodów (gdzieś była tabela przyczyn zgonu z XVIII wieku, najpoważniejsze były: gruźlica i inne infekcje płuc, dezynteria, nieszczęśliwe wypadki i dyfteryt).

      Usuń
    9. Mam znajomą która prowadzi sad. Opowiadała mi jak strasznie śmieszą ją miastowi jadący pod bramę sadu, aby kupić "naturalne jabłka prosto z sadu" które są "nie takie jak w sklepie" bo jednym z największych odbiorców jej jabłek jest Biedronka i sieć warzywniaków.
      Zwykle sprzedaje miastowym jabłka z plamkami i odgnieceniami, które ich zachwycają jako rzekomo nie pryskane, a które zazwyczaj są kupowane do przerobienia na soki.

      A co do nowotworów, które kiedyś miały nie występować - w latach 30 były trzecią najczęstszą przyczyną zgonu, i pozostawały na tej pozycji aż do wyplenienia gruźlicy. Co kiedyś opisałem u siebie: http://curioza.blogspot.com/2012/02/epidemia-raka-w-1938-r.html

      Usuń
  23. No, jeśli mówimy o mleku nie pasteryzowanym... trzeba wiedzieć, ze bierze się z pewnego źródła. Link który podałaś pokazuje wg. mnie tylko to, ze skoro było ono nie przeznaczone do spożycia jako tako to znaczy pewnie, ze również nie podlegało konkretnym wymogom spożywczym. Możliwe, ze nie było kontrolowane dostatecznie, skoro w założeniu miało nie trafić wgłąb ciała (czy to żołądek czy błony śluzowe. A skoro tak, to wręcz nie powinno być spożywane. Jeśli hodowca kontroluje stale stan zdrowia swojego bydła, odpowiednio je karmi, to do czegoś takiego by nie mogło wręcz dojść. Przynajmniej z własnych obserwacji wiem, gdyż sama wychowałam się od dzieciaka jak moje rodzeństwo czy też rodzice na mleku niepasteryzowanym. Już pomijam, ze smak takiego mleka mocno się różni.
    Najbardziej wspominam takie momenty dzieciństwa jak szło się do ojca, który doił ręcznie krowę (a jakże!) z kubkiem po mleko dosłownie prosto od krowy. Niecedzone z pianką. I żadnemu z mojego rodzeństwa (sztuk 5) nigdy nawet żołądek z tego tytułu nie marudził. Problemem takich sytuacji jest tez to, ze każdy organizm jest inny i różnie radzi sobie z choćby trawieniem mleka, już nie wspominając o tym, ze ogólnie dorośli ludzie mają problem z pełnym i poprawnym trawieniem go. Pomijając już fakt obecności w tamtym mleku z artykułu takiej bakterii... Chyba tyle. Przepraszam za wszelkie błędy wszelakiej maści.

    OdpowiedzUsuń
  24. Nasze organizmy zwyczajnie nie są przystosowane do pożerania nie wiadomo jakich chemicznych polepszaczy i owszem, są one szkodliwe dla zdrowia. Natomiast jedzenie naturalne to coś, czy ludzie żywią się od zawsze i do czego organizm się przystosował. A dzisiaj, kiedy wiemy doskonale czego trzeba człowiekowi do zdrowia, można z łatwością dobrać sobie dietę. Trochę chemii tu i tam nie zaszkodzi jakoś super, ale pisanie, że żywność naturalna jest bardziej szkodliwa jest śmiechu warte.

    K.

    OdpowiedzUsuń
  25. Zapraszam na stronkę z PRZEDPREMIEROWYMI odcinkami polskich seriali http://i-seriale.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  26. Na zdrową dietę złego słowa nie dam powiedzieć, uratowała mnie od brania tabletek i ich skutków ubocznych do końca życia. Przez 7 lat lekarze nie wpadli na to, że wystarczyłoby zrezygnować z niektórych szkodliwych produktów, żebym mogła normalnie funkcjonować...

    Oczywiście, mówię tu o prawdziwej, zdrowej diecie potwierdzonej wieloletnimi badaniami i stosowanej przez zdrowsze od nas narody (? kiepskie określenie, ale brakło mi słowa), a nie bandzie wariatów wrzeszczących w panice, jak zobaczą gdzieś jakiekolwiek E.

    OdpowiedzUsuń
  27. "Chemia" to stwierdzenie potoczne. Pewnie, że wszystko składa się ze związków chemicznych, każdy to wie i nie ma potrzeby się mądrzyć. W sklepie jak popatrzycie, to też jest dział "chemiczny" albo wręcz "chemia" i co, nikt się nie pluje o głupią nazwę? No bo przecież dział "nabiał" to też chemia, i dział "mięso" tak samo.
    Zamiast pisać "związki/substancje wysoko przetworzone" używa się krótszego słowa "chemia", a wy jak dzieci się czepiacie do pierdoły... :/

    (A mleko to syf, UHT czy nie. Dorosłe ssaki z jakiegoś powodu nie spożywają mleka;)

    OdpowiedzUsuń