Kiciputek: Pułapki nostalgii

sobota, 5 lipca 2014

Pułapki nostalgii




Nie znoszę wszystkich tych tekstów spod znaku "kiedyś było lepiej, ludzie mieli pieniądze/zdrowie/wartości/sens życia". Poszczególni ludzie - może i tak, zresztą tak samo, jak dzisiaj. Ogółem jednak historia ludzkości to historia okrucieństwa, ciężkiej pracy, cierpienia, chorób, wojen i głodu. I odważę się postawić śmiałą tezę, że nigdy nie żyło się ludziom w naszym zakątku świata tak dobrze, jak dzisiaj.

A tak z innej beczki, mały bonus: 

Na koniec mały kącik ogłoszeń:

Po pierwsze, dziękuję wszystkim, którzy zamówili w pre-orderze "Rag&Bones"! Komiksy już się drukują, a wysyłką zajmiemy się, jak tylko przylecą do nas z drukarni. Jeżeli przylecą przed 16 lipca - robimy wysyłkę 16 lipca, osobiście podpisując i pakując każdy egzemplarz. Jeżeli przylecą później, robimy to samo, z tym, że dopiero po moim powrocie z Luksemburga - 22 lipca. Tak czy inaczej, wszystkie powinny dotrzeć do Was przed końcem miesiąca.

Po drugie - w kwestii afery ze sprzedażą nielegalnej kopii pracy Daniela - dziewczyna, zdaje się, zrozumiała w końcu swój błąd, Daniel dalej prowadzi z nią rozmowę mailową. Zdecydował się nie kierować sprawy do sądu, jeżeli dziewczyna wywiąże się ze swoich obietnic poprawy. 

84 komentarze:

  1. Temat nostalgii świetnie zobrazował Allen w "O północy w Paryżu". Zawsze jak mam ochotę pomyśleć jak kiedyś było fajnie to wracam do niego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ponoć jest też tak, że człowiek z łezką w oku zawsze wspomina czas młodości - wtedy zawsze było lepiej. Wydaje mi się też, że jest trochę tak, że może jedno było lepiej, ale coś innego było gorzej ;) kiedyś żywność była w 100% naturalna, ale marnie z lekarzami itd.
    "O północy w Paryżu" - świetny film ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja babcia jednak cieszyła z czasów PRL i ciągle wzdycha wspominając jak to było fajnie za komunę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ta "naturalna żywność" też mnie trochę zastanawia. Wszędzie się mówi, że jest taka zajebista i w ogóle - nie znam się, ale zadaję sobie pytanie: czy oby na pewno jest tak, że np. te nasze dzisiejsze konserwanty, mutacje, opryski i inne ingerencje mają na organizm gorszy wpływ niż bakterie, niewidoczna jeszcze gołym okiem pleśń, pasożyty i inne cuda, które się kiedyś z rzeczoną żywnością bez nich zjadało? Czy poza powszechnym, niepopartym niczym, wyobrażeniem, skwapliwie przekazywanym przez starsze pokolenia młodszym, o "uodparniających" właściwościach naturalnego syfu i "morderczych" tych tajemniczych specyfików stworzonych w kontrolowanych, laboratoryjnych warunkach, są na to jakiekolwiek dowody empiryczne?
    Wera

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście ze są! Ciotka mi uświadomiła ze żadnych badań nie trzeba bo to od pierwszego gryza czuć, a jak nie czuję w smaku różnicy między Prawdziwym WIejskim Jajkiem a sklepowym, to bo mam mózg wyprany przezCcywilizację Śmierci ( niedosłowny cytat, ale sens zachowany :) )

      Usuń
    2. Kurzy Avenger przypomina: zwróccie uwagę na warunki na fermach jajczarskich! Kury są fajne. O kury trzeba dbać.

      podpisano:
      Kurzy Avenger

      Usuń
    3. MamutKaraibski6 lipca 2014 08:14

      Anonimowy, śmiem twierdzić że bakterie, "mikro pleśń" i inne organizmy w naturalnym jedzeniu z przeszłości są mniej szkodliwe niż dzisiejsze opryski. Logicznie myśląc ludzie, zwierzęta i rośliny doskonale dawały sobie radę przed wynalezieniem oprysków i antybiotyków. Przez setki tysięcy lat żyliśmy jedząc zepsute, spleśniałe, pełne bakterii i pasożytów jedzenie (hiperbolizując oczywiście). Nasze organizmy w toku ewolucji uodporniły się, wypracowały mechanizmy radzenia sobie z tymi zagrożeniami. Osobom które panicznie boją się bakterii i najchętniej siedziałyby w sterylnych plastikowych kulach i jadły sterylne jedzenie pragnę przypomnieć, że w naszych organizmach jest więcej bakterii i "obcych" mikroorganizmów niż naszych własnych komórek. Co więcej są one niezbędne do poprawnego funkcjonowania organizmu.

      Wracając do oprysków i innych cudownych wynalazków. Stosując sztuczne nawozy i opryski mocno zaingerowaliśmy w ekosystem. Wszelkie szkodniki i choroby powoli nabierają odporności na naszą chemię, staja się też coraz bardziej zjadliwe. Z drugiej strony rośliny które chronimy opryskami są coraz słabsze, po pierwsze z tego powodu że nie muszą się chronić w sposób naturalny przed szkodnikami (są przecież pryskane) po drugie ponieważ sztuczne nawozy wcale nie są tak dobre. Przykładem może być spadający poziom witam i minerałów w owocach i warzywach, trzy dekady temu nasze jedzenie było bardziej bogate w witaminy i minerały niż to dzisiejsze i to jest fakt potwierdzony badaniami naukowymi a nie subiektywna ocena mojej babci. Innymi skutkami nadmiernej eksploatacji i zbyt silnego nawożenia jest erozja gleby, nie będę się tu o o niej rozpisywał, wujek google na pewno będzie coś o tym wiedział.

      Żeby nie było że jestem jakimś zacofańcem albo oszołomem. Nawozy sztuczne, środki przeciwko szkodnikom i chorobom i antybiotyki są bardzo użytecznymi wynalazkami. Kłopot w tym, że brakuje nam rozwagi w ich używaniu. Co więcej system kapitalistyczny sprzyja nierozważnemu stosowaniu nawozów sztucznych i oprysków. Wszak już wpadliśmy w obłędne koło w którym musimy stosować coraz więcej środków chemicznych by uprawa w ogóle była możliwa. Idealna sytuacja da koncernów które je produkują, dla nas już nie za bardzo.

      Na koniec filmik https://www.youtube.com/watch?v=gtcXXbuR244 jak to mądrzy biali ludzie przekonywali prymitywne afrykańskie plemiona do używania cudownego DDT. Z perspektywy czasu kto miał racje?

      Usuń
  5. mlodym korwinistą nie jestem, ale ten rachunek nie trzyma sie kupy w ogóle.

    co to znaczy "utrzymanie" i czemu jest na tym rachunku?

    28 lat prywatnej opieki medycznej to 30 000 zł. mnoże swoje własne, całkiem niezły pakiet. rodziny mają dużo taniej.

    Wykształcenie, korzystajac z cennikow szkół prywatnych:

    Podstawówka, czesne za semestr 300 zl
    Gimnazjum, powiedzmy też 300 zl, nie szukałem.
    Liceum, z tego co widze 500 zl .
    Studia, koło 1000 zl.

    I teraz ~3600 + ~1800 + ~3000 = koło 8000 - 10 000 za średnie wykształcenie w prywatnych szkołach. +10 000 za 5 letnie studia to razem wychodzi 20 000 zł. przy braku stypendiów (!).

    jako że mam licencjat tylko to to jest to jakies 16 000 za wykształcenie + jakies 20 000 za opieke medyczną (pakiet do dupy i nigdy nie byłem w szpitalu).

    Dodajmy do tego składkę na wojsko, policję, lasy, straże i resztę, a i tak zabrano z konta moim rodzicom przez PIT i VAT dużo dużo więcej + zadłużono nas tak jak widać na dlugpubliczny.org.pl

    więc jak Cię lubię tak Twój rachunek idzie wiesz gdzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czesne za semestr 300 zł? Chyba w jakiś półprywatnych szkołach, częściowo finansowanych przez państwo. http://wiadomosci.onet.pl/krakow/prywatne-szkoly-podstawowe-czy-cena-idzie-w-parze-z-poziomem-nauczania/ryvqy
      Już widzę jak na wolnym rynku przeciętna sprzątaczka wyjmuje co miesiąc 1000 zł po to aby jej dziecko mogło się uczyć. A przepraszam! na wolnym rynku byłaby milionerką!

      Usuń
    2. Nie znasz się, bez komunistów spałbyś na ulicy i żarł gruz, jak dziesiątki pokoleń twoich przodków. Wiedz, że to istny cud, że ród twój przetrwał do czasu powstania chwalebnego socjalizmu, zatem padnij na kolana i całuj rękę która cię karmi!

      // A taki dodatek do wyliczeń:
      Wpływy z podatków do budżetu: ok. 300 mld złotych
      Populacja polski: 38,54 mln osób
      Średnia wielkość podatku zapłaconego w ciągu roku: ok. 7784zł.
      Przez 18 lat: 18*7784zł=ok. 140tyś zł.


      Usuń
    3. Do wykształcenia trzeba jeszcze doliczyć koszty podręczników i innych przyborów szkolnych o których drogi anonimie zapomniałeś.

      Usuń
    4. W dobrych (drogich) prywatnych szkołach podręczniki i inne przybory dostajesz gratis (tzn. idzie na nie twoje super wielkie czesne).

      Usuń
    5. O lol, niekoniecznie. Byłam w drogiej prywatnej szkole, podręczniki i inne rzeczy kupowaliśmy sobie sami. Nie słyszałam też o podobnych praktykach od koleżanki z większej i droższej szkoły. Także jak na coś takiego trafiłaś to zazdroszczę, ale to nie jest powszechna praktyka.

      Usuń
    6. A w państwowych to niby te podręczniki dostajesz gratis? Chyba że mówimy o tym tegorocznym "gratisie" za 5 baniek ufundowanym z naszych podatków.

      Usuń
    7. 300 zł za semestr w prywatnej podstawówce??? AHAHAHAHAHAAHHAHA XDDDDDDDDD

      MIESIĄC (nie semestr) w prywatnym PRZEDSZKOLU kosztuje 900 zł, co dopiero w szkole xD

      Usuń
  6. Inb4 bojownicze kuce z "Korwin wcale tak nie powiedział" i "Kiciputek to rurkowiec" xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. KORWIN WCALE TAK NIE POWIEDZIAŁ A KICIPUTEK TO RURKOWIEC xD

      Usuń
    2. KICIPUTEK JEST OPŁACANA PRZEZ TVN I SLD xD

      Usuń
    3. Kiciputek to leming, a w ogóle to jest wyrwane z kontekstu!

      Usuń
    4. Szkoda tylko, że w znacznej większości (ale nie wszyscy!) konserwatyści i liberałowie popierają swe tezy porządnymi argumentami, w przeciwieństwie do reszty ludzi którzy niemalże nigdy nie popierają swych wywodów NICZYM z wyjątkiem tekstami poziomu:
      "Młody jesteś i głupi" , "demencja starcza" , "KURWIN", "przejdzie ci jak wszystkim młodym"

      Usuń
  7. Wszyscy prawicie o rzeczach istotnych ale czy ktoś zwrócił uwagę na kreskę i czy tylko mi się kojarzy z "lilo i stich" ? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Totalnie "Lilo i Stich". Figurka do igrania z gruzem też

      Usuń
    2. Miałam to samo skojarzenie :)

      Usuń
  8. Znalazłem antyprawicowca w Internecie.
    This day is a good day.

    OdpowiedzUsuń
  9. Podpisuję się wszystkimi kończynami pod tym komiksem. Wizja wspaniałego życia kobiet w czasach, gdy złe równouprawnienie nie istniało, zawsze kłóciło mi się ze wspomnieniami babci o tym, jak cała rodzina harowała na polu. Tylko o tym jakoś nikt nie wspomina przy opowieściach o "sielskiej przeszłości".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ci ludzie mają głębokie przekonanie, że tej "sielskiej przeszłości" z pewnością mieliby własny dwór, w którym mogliby leżeć i pachnieć, ewentualnie żyliby w dobrze sytuowanej rodzinie mieszczańskiej. Przecież z pewnością nie lataliby z pługiem, są na to zbyt wybitni.

      Usuń
    2. * w tej "sielskiej przeszłości"
      * "za pługiem", nie "z pługiem"
      literówki mi się wkradły.

      Usuń
  10. Tak bardzo trafne. W dodatku wszyscy ci entuzjaści obyczajów wieków minionych mówią tylko o stylu życia klas wyższych. A przecież stanowiły one zaledwie kilka (!) procent społeczeństwa, reszta funkcjonowała diametralnie inaczej. Zawsze mnie zastanawia, jak można zapominać o tym prostym fakcie.

    OdpowiedzUsuń
  11. No bo kiedyś kilka procent właścicieli ziemi żyło kosztem reszty społeczeństwa w zamian za "ochronę", teraz to co innego!

    OdpowiedzUsuń
  12. MamutKaraibski6 lipca 2014 08:42

    Czy ja wiem czy teraz tak lepiej? Niby kiedyś się zapieprzało na roli, ale się zapieprzało całą rodziną. Więcej czasu spędzano razem, więzi rodzinne i społeczne (często na polu sąsiedzi sobie pomagali) były silniejsze. Teraz jest inaczej, matka w pracy, ojciec w pracy, dziecko w szkole a potem samo. Czy to aby lepsze? Oboje rodziców zapieprza i ledwo starcza pieniędzy na utrzymanie mieszkanka (haha raczej spłatę raty kredytu, bo własnego się nie dorobisz przed 50) i jednego dzieciaka bo ponad 60% tego co wypracują idzie w postaci podatków i składek do budżetu państwa. Śmiem twierdzić że gdyby w średniowieczu właściciel wioski zabierał 6 worków zboża z każdych 10 i robił podobnie z warzywami i świniami to by go mieszkańcy wioski na widłach ponieśli. Nawet gdy Polska była okupowana przez Hitlerowskie Niemcy to podatki były mniejsze niż teraz.

    Co do drugiego obrazka to Korwiniści ostro przesadzają, jestem za maksymalną redukcja wpływu państwa na życie obywatela tam gdzie to możliwe ale postulaty KNP są zbyt radykalne. Wyprzedanie wszystkiego łącznie ze strategicznymi gałęziami przemysłu takimi jak energetyka czy infrastruktura drogowa to obłęd. Czysty wolny rynek sprawdzał się w czasach kiedy nie było wielkich graczy, wielkich międzynarodowych banków i korporacji. Jestem też zwolennikiem państwowej (nie publicznej jak teraz!) służby zdrowia. Dlatego nie byłbym zadowolony gdyby KNP zyskało większość w sejmie, ale chętnie widziałbym ich z 10% i w jakiejś koalicji np. z Demokracją Bezpośrednią, Oburzonymi czy nawet RN. Przydałaby się jakaś prawdziwa zdrowa opozycja przeciwko dzisiejszemu systemowi w którym siedzą ci sami ludzie od ponad 25 lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak, na wsi nigdy nie było pojęcia głodu, starsze osoby nigdy nie zawadzały (chyba, że były niepracującą, dodatkową gębą do wykarmienia), praca była znacznie lżejsza niż dzisiejsza praca w korpo, a dzieci miały wspaniałe dzieciństw... Oh, wait, tego pojęcia wtedy nie było, tylko od najmłodszych lat ciężko się zapieprzało. Czytałeś w ogóle "Chłopów"? Bo wizje wsi masz rodem z jakiegoś sielskiego serialiku.

      Usuń
    2. MamutKaraibski6 lipca 2014 14:09

      Ależ skąd, ile to ja się nasłuchałem od babć o biedzie na wsi. Jedna klepała biedę i mieszkała w ziemiance (dom został zniszczony w czasie wojny) opiekując się rodzicami którzy ulegli wypadkom, a druga klepała biedę i opiekowała się młodszym rodzeństwem bo matka umarła po porodzie najmłodszej córki. Dobrze sobie zdaję sprawę z tego że w tamtych czasach chleb posmarowany smalcem albo masłem to był rarytas. Pomimo, że moja babcia była bardzo utalentowana i dostała stypendium na studia nie wyjechała bo nie miała pieniędzy żeby sobie kupić ubrania i pościeli! W dodatku musiała zająć się rodzicami którzy podupadli na zdrowiu.
      Tyle, że te babcine opowieści są nie tylko pełne narzekania na biedę ale również radosnych historii. A to jak się cieszyła gdy ojciec jej zrobił drewniaki (buty z podeszwami wystruganymi z drewna) albo jak na święta pojawiło się coś lepszego do jedzenia, jak miała krowę którą latała za nią jak pies, jak ojciec jej zrobił "łyżwy" z drewniaków i chodziła na ślizgawki, jak latem z innymi dzieciorami taplali się w stawach.
      Miała ciężkie życie ale również pełne radości.

      Czy praca była lżejsza niż w korpo? Porównywanie pracy fizycznej i umysłowej mija się z celem, w dodatku często pracując na polu pracujesz na swoim wśród swoich a to jest spora różnica. Czy była bieda i głód, jasne że była w dodatku nikogo nie było stać na lekarza. Czy tamto życie było gorsze od dzisiejszego, na pewno tak tego bym nie określił. W dodatku skupiłem się tutaj na historiach moich babć a one dotyczą dość specyficznego okresu w czasie i po drugiej wojnie światowej.
      Nie ustaliliśmy tutaj ram czasowych, ale np. w średniowieczu jeśli właściciel twojej wioski nie był potworem to życie na wsi było całkiem znośne. To nie jest tak, że Pan zabierał ci wszystko i zostawiał tylko kilka bochnów chleba żebyś nie zdechł z głodu. W niektórych wsiach w średniowieczu funkcjonowały szkoły i tu niespodzianka uczęszczały do nich wiejskie dzieci płci obojga. Tak, tak kobiety miały taki sam dostęp do edukacji. Polecam filmy Jędrka z zamku Chojnik bardzo fajnie opowiada o średniowieczu i obala niektóre mity związane z tym okresem.

      Usuń
  13. Nic się nie zmieniło. Człowiek zawsze odnosi się do tego jak żyje i co zna. Szczęściem jest podniesienie swojego statusu ewentualnie zaspokojenie potrzeby, nieszczęściem jego utrata lub brak jej zaspokojenia, a jego natężenie i czas trwania (ponieważ uczucie szczęścia jest tymczasowe) zależą od tego jak bardzo nasz status się podniósł. Pamiętam czasy gdy mięso na obiad jadłem cztery razy w ciągu miesiąca pod postacią kotleta mielonego na co dzień zadowalając się sadzonym jajkiem. W tej chwili mam kilka mieszkań w centrum Warszawy, własny interes i nie mogę już patrzeć na łososia który przeżarł mi się jakieś dwa lata temu. Czy jestem szczęśliwszy? Nie. Czy uczucie szczęścia, dajmy na to, w czasie dwutygodniowego urlopu spędzonego na wyspach kanaryjskich jest inne od tego które kiedyś towarzyszyło mi przy jednodniowym wypadzie nad jezioro? Nie. Jest chyba nawet mniejsze.

    Swoje życie zawsze oceniasz wedle realiów które znasz. Racji nie masz ani w pierwszym kadrze, ani w drugim. Pies który całe swoje życie spędził w klatce nie będzie tęsknił za widokiem słońca - będzie marzył o większej klatce.

    Co do drugiego obrazka, nie wiem skąd wziął Ci się ten rachunek za utrzymanie, skoro już w tej chwili płacimy za nie w całości. Tania demagogia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MamutKaraibski6 lipca 2014 09:15

      Bardzo fajnie napisane. Nie wiem czy się z tym zgodzisz ale dodałbym, że istnieją pewne uniwersalne wartości które się "nie przejadają". Takie jak choćby silne więzi rodzinne, poczucie, że dobrze wychowało się dzieci, czy te momenty kiedy można spojrzeć wstecz i zobaczyć jak dużo się osiągnęło w życiu. Pewnego poczucie spełnienia i szczęścia można też doznać przez zwykłą pomoc innym czego chyba najlepszym dowodem jest projekt "Giving Pledge" w ramach którego milionerzy rozdają ponad połowę swojego majątku na cele charytatywne.

      Więc czy alby to nasze dzisiejsze życie w którym po całym dniu w pracy wracamy do domu zmęczeni i nawet nie mamy siły zająć się swoją rodziną jest aby takie cudowne?

      Usuń
    2. Zgodzę się. W moim przypadku dodałbym jeszcze dobre wykonanie swojej pracy i wywiązanie się z obowiązku.

      Co do kontaktów z rodziną, to rzeczywiście, jest tak jak mówisz, ale jest to skutkiem pewnego modelu społecznego jak i awansu technologicznego. Kształcimy się oddzielnie, pracujemy oddzielnie, jesteśmy mobilni, więc i znajomych mamy oddzielnych. Kiedyś wymienione czynności wykonywało się wspólnie z rodziną, bo zwyczajnie nie miało się wyboru, teraz zaś - wiemy jak jest.

      Usuń
  14. Silne więzi i lepsze wychowanie dzieci podczas ciężkiej pracy w polu? Wychowanie których dzieci? Tych, które jakimś cudem nie zmarły we wczesnym dzieciństwie i nie uległy wypadkom podczas prac polowych?
    Oraz jakie znowu więzi społeczne? Owszem, istniala pewnego rodzaju wspólnota w obrębie wsi, ale była to więź li i jedynie "biznesowa", oparta na wzajemnych korzyściach i bardzo nietrwała.
    Nie idealizujcie przeszłości, bo to naiwne i świadczy o niedoborze lektur innych niż szkolne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, na pewno wychowanie dzieci było lepsze, kiedy nikt nie słyszał o takim wynalazku jak dzieciństwo, szacunek dla dziecka (oh wait, zapomniałam, jakie niezmierne korzyści niesie ze sobą łojenie pasem i inne upokarzanie - więzi są z tego, że hoho) i kiedy ledwie się odrosło od klepiska, trzeba było tyrać w polu. Wspólna praca może równie dobrze prowadzić do zacieśniania więzi, jak i ich zrywania - uderzeniowe dawki przebywania (na dodatek podczas ciężkiej pracy) z irytującymi ludźmi z reguły wcale nie prowadzą do ich polubienia, tylko jeszcze większego wkurwu.
      Poza tym mam wrażenie, że autorom takich komci wydaje się, że praca fizyczna kiedyś wyglądała tak tak dzisiaj, a swoją wiedzę o życiu wsi czerpią z Rancza.
      L.

      Usuń
  15. Kiciputku, czy mogłabyś wkleić to o korwinistach na swojego fejsbuka?

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak słyszę ludzi marudzących, że kiedyś było lepiej, mam ochotę skonstruować wehikuł czasu i wysłać ich w ich ulubioną epokę. Bezzwrotnie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Jeśli chodzi o szacunek to nie jestem taka pewna. Jakoś nie czuje się szanowana kiedy w radio leci 'sexi bitch' i inne takie. W teledyskach takich 'zacnych' artystów jak pitbull sprzedaje się kobiety jak mięso wykorzystując taktykę 'im skąpiej ubrana tym lepiej'. Ludzie słuchają tego dla zabawy na imprezie np, ale młodsze pokolenia wychowują się właśnie na takiej muzyce i oglądają właśnie takie teledyski. Uważam że szacunku kiedyś było troszkę więcej ale wychowanie było też inne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co brać słów piosenki jakiegoś gościa z drugiego końca świata do siebie, chyba że faktycznie te słowa pasują.
      Plus napisałaś ten komentarz tak, jakby te kobiety w teledyskach były niewolnicami, które zmusza się do występowania w nich wbrew woli. Tymczasem to praca na którą się zdecydowały i pewnie złych pieniędzy za nią nie dostają.
      Nie mogę się odnieść jakie pokolenia są Twoim zdaniem te "młodsze", ja jestem z rocznika 91, moje dzieciństwo było wypełnione teledyskami z vivy i mtv i też były tam skąpo odziane niewiasty. Ale krzywdy mi to raczej nie zrobiło, nie czuję żeby miało to wpływ na mój światopogląd, nie mam raczej wypranego mózgu nastawionego tylko na seks i konsumpcję.
      Wręcz wysunę teorię, że współczesne dzieciaki mniej takich "gorszących" teledysków oglądają, bo na kanałach "muzycznych" już takich cudów nie puszczają. Trzeba zabłądzić na youtubie. :) Ogólnie dzieciaki swój rozum mają, trzeba też tylko z nimi rozmawiać. Uwielbiam ludzi zrzucających winę na telewizję, gry, internet, gdy widzą źle wychowaną młodzież czy dzieci. To wcale nie jest wina rodziców, którzy nie podołali swojej roli i nie interesowali się dzieckiem. A potem olaboga Zuzia taka grzeczna zawsze siedziała przed telewizorkiem, a teraz chodzi po galeriach i robi lody za doładowanie. To pewnie przez te szatańskie teledyski.

      Poza tym, nie wiem czy "kiedyś" (które też nie jest sprecyzowane - kiedyś to 20, 100 czy 1000 lat temu?) kobiety były tak szanowane. Fajnie jest jak ojciec wybiera kobiecie męża dla jej dobra, bo ten ma dwie krowy i jest szanowany na wsi. A to że bije, a tam, kobiecie trzeba pokazać gdzie jej miejsce. Szczerze, cieszę się że nie spotkałam w moim otoczeniu ludzi myślących w sposób jak postać z komiksu, chociaż niestety wierzę, że takie istnieją. Mamy przykład takiego "szacunku do kobiet" w krajach islamskich, tam kobiety nie pracują, nie chodzą do szkoły, siedzą w domu, dzieci rodzą a mąż na nie zarabia. No sielanka normalnie. To z takim myśleniem kobiety rozkładają nogi przed pierwszym lepszym ciapuchem, a potem płacz bo po wyjeździe do jego kraju się okazało, że nie tak kolorowo jak w wyobrażeniach?

      Usuń
    2. Zacznę od końca. Tak myślałam, że ktoś przyczepi się do tego ' kiedyś' i napisze '1000 lat temu to kobiety były uważane za wytwór szatana, który dzięki Bogu potrafi prać i rodzić dzieci'. Tylko że ja miałam na myśli nie tak daleką przeszłość bo to absurdalne żeby porównywać z tak odległymi czasami bo to oczywiste że 500 lat temu kobiety miały gorzej. O mentalności ludzi na wsi i ich stosunku do kobiet nie wypowiem się bo szczerze nie mam pojęcia.

      Nie chodzi mi o to, że kobiety występujące w teledysku są pokrzywdzone. Dostają pieniądze i nie są do niczego zmuszane. Chodziło mi bardziej o to, że ludzie robiący te teledyski zakładają, że jeśli nie pokarzą prawie nagiej kobiety to teledysk straci na wartości. Zdaje sobie sprawę, że to tylko mała część ale co drugi klip na kanałach 'muzycznych' właśnie taki jest.
      Masz rację, że wszystko zależy od wychowania, a nie od telewizji czy internetu, oraz że zależy też od samych dzieci. Nie wkładam też młodzieży do jednego worka.
      Mniej gorszących teledysków? Według mnie raczej nie, ale mogę inaczej postrzegać słowo' gorszący'.
      Teraz patrzę i trochę niedokładnie się wyraziłam. Nie chodziło mi o to że teraz ogólnie jest mniej szacunku, bo wiadomo że jest go więcej. Miałam na myśli tylko telewizję i muzykę. To jest temat, który po prostu mnie męczy.

      'To z takim myśleniem kobiety rozkładają nogi przed pierwszym lepszym ciapuchem' - Błagam, wszyscy wiedzą jaka jest sytuacja kobiet w krajach islamskich, i jeśli takowa kobieta pragnie wyjechać z takim mężczyzną to BOŻE to tylko i wyłącznie jej głupota i naiwność, bo 'on jest inny, na pewno nic się nie zmieni'. Pogubiłam się trochę, jakie myślenie według Ciebie sprawia że kobiety właśnie tak robią? Bo nie wierze żeby miały nadzieje na więcej szacunku wiążąc się z kimś kto uważa, że ma prawo polać żonę kwasem bo śniło mu się że go zdradziła. To jest temat na zupełnie inną rozmowę.


      Usuń
  18. Ludzie nie mają pojęcia co było kiedyś. Wiedza oparta na plotkach, które jedna osoba powtarza po drugiej. A młodzież ma okazję liznąć prawdy w szkole, np. wystarczyłoby przeczytać "Chłopów". Ciężarna kobieta dźwiga tam ciężkie drzewo na opał i nikt sobie z tego nic nie robi. Nikt nie mówi, że ciężkie to facet ma nosić, a nie ciężarna. Inne też tam pracują. Jak mężczyzn zabrakło to ze wszystkim potrafiły sobie same poradzić i gospodarstwa nie padły.

    OdpowiedzUsuń
  19. Hurr durr bez państwowej opieki zdrowotnej pozdychamy pod mostami bo nikogo nie będzie stać.
    hurr durr już widzę sprzątaczkę utrzymującą szkołę dla swojego dziecka
    hurr durr bilet do somalii dla korwinistów. A nie, czekaj. To akurat dobry pomysł. Wziąć spakować i wywieźć. Do tego ich anarchokapitalistycznego raju.

    Ale problem szkolnictw prywatnego rozwiązuje jedno, wspaniałe wyjście - stypendia. Jest to dobre wyjście, bo od razu robi przesiew, jak ktoś się nie nadaje do nauki (bo z całym szacunkiem, tacy ludzie też są). Tutaj bym akurat zreorganizował szkolnictwo i pierwszych kilka klas pozostawił państwowych, ażeby analfabetyzm nam się nagle nie pojawił. Ale i to jest wątpliwe - troskliwi rodzice sami by nauczyli dziecko.

    Opieka zdrowotna - w USA jakoś jest to rozwiązane bez ingerencji państwa. A nie, czekaj - Obamacare. Damn you, Obama. Sądzę, że jakieś prywatne ubezpieczenia by sobie z tym poradziły. Oczywiście w sytuacji absolutnego wycofania się państwa z takiej opcji. Ubezpieczyciele musieliby dostosować ceny do rynku, bo nie przynosiłoby im to zysku.

    TL;DR - Państwowe szkolnictwo, ubezpieczenia - be.
    Ale to tylko takie-tam marzenia suchotnika ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Opieka zdrowotna - w USA jakoś jest to rozwiązane bez ingerencji państwa."
      Jest to tak "rozwiązane", że gdy stracisz przytomność na ulicy, to nikt nie wezwie pogotowia, póki nie upewni się, że masz wykupione ubezpieczenie.

      Usuń
    2. w USA nie dadzą ci polisy bo palisz papierosy, albo zataiłeś anginę xD

      Usuń
    3. Ale pleciesz farmazony.
      Zabierają cię, bo ich obowiązek to ratowanie życia. Jak nie wykupiłeś ubezpieczenia - masz horrendalny rachunek do zapłacenia. Jak wykupiłeś - masz szczęście :)

      Usuń
  20. Kuce nie zrozumieją nigdy jednej fajnej rzeczy. Gdyby nie ich znienawidzony PRL byliby bezzębnymi chłopami jak ich ojcowie, dziadowie i pradziadowie, a gdyby mieszkali na wschodzie to przy okazji analfabetami. Zarówno II RP jak i "Rzeczpospolita Dwa i Pół" jak mawiano na Polskę 1944-1952 były biedne, a ta druga nawet gorzej niż biedna, bo zrujnowana. Odpowiednia polityka robi swoje i tyle. II RP to był kraj "jaśnie państwa", po 1945 nastała "jasność w państwie" i to nie ulega wątpliwości, żadnej.
    Teraz kuc odpowiada tak xD:
    >no ale na zachodzie był postęp to tutaj też by dotarło
    Po 1. nie dotarłoby bo ludzie ze szlacheckim pochodzeniem mieli się za ch*j wie co tylko dlatego ze urodzili się pod jakimśtam nazwiskiem (wystarczy spojrzeć na snobów-potomków szlachty albo na typowego polskiego właściciela firmy - CO TO NIE JA, JA JESTEM SUL TEJ ZIEMI itp. ale pracownikom to umowy poskąpi po to by mieć na terenówkę do masta) i blokowaliby to bo słabo opłacana siła robocza to jest najlepsze co się może pasibrzuchowi ziemskiemu trafić xD
    a po 2. to gdyby nie bliskość bloku wschodniego, to w państwach zachodnich ruchy lewicowe nie zdobyłyby takiej fascynacji jaką miały w latach 60. XXw. - komunizm był dla społeczeństw zachodnich wręcz intrygujący, dobrze brzmiały hasła o równości i braterstwie podczas gdy oni mieli wilczy kapitalizm, dlatego były wszelkiej maści protesty głównie młodziezy i udało się w wielu krajach wypracować pogodzenie wolnego rynku z dobrze funkcjonującym systemem socjalnym
    a w szwecji testują na urzędasach 6h dnia pracy by mogli normalnie żyć jak ludzie i cieszyć się zarobionymi pieniędzmi - szach mat kurwinki xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tytułem wstępu nadmienię, że nie jestem korwinistą, a teraz przejdźmy do kwestii merytorycznej...
      Po pierwsze II RP rozwijała się stosunkowo bardzo dobrze pod względem ekonomicznym i nie uważam, żeby za PRLu nagle rozwój ekonomiczny miał przyśpieszyć...
      Po drugie, owszem, różnica między "Polską A", a "Polską B" w istocie znacznie się zmniejszyła po drugiej wojnie światowej, a więc za czasów PRLu, lecz było to spowodowane dwoma przyczynami: Pierwsza - Przesunięcie granic na zachód, tym samym zmniejszenie powierzchni "Polski B", a zwiększenie "Polski A". Druga - Zniszczenia dokonane w czasie wojny, które spowodowały, iż oba regiony cofnęły się do podobnego, tragicznie niskiego poziomu...
      Po trzecie, fascynacja komunizmem na zachodzie dotyczyła niewielkiej części społeczeństwa, znacznie więcej ludzi w krajach socjalistycznych fascynowało się komunizmem.
      Po czwarte, owe "lewicowe ruchy", które przyczyniły się do wprowadzenia socjalu to Keynesizm, który chlubi się mianem neoliberalizmu, choć przyznaje, niewiele ma wspólnego z klasycznym liberalizmem, gdyż jest bardzo mocno etatystyczny. Oraz co ciekawe, państwa zachodniej Europy znacznie spowolniły swój rozwój ekonomiczny mniej więcej wtedy, gdy wprowadzono keynesizm, więc jednak wolnego rynku nie da się pogodzić z socjalem. Choć nadal założenie firmy np w Wlk. Brytanii jest o wiele tańsze niż w Polsce, gdzie samego ZUSu zapłacimy 1049 zł miesięcznie (oczywiście mówię tylko o właścicielu, nie o pracownikach) i to niezależnie, czy prowadzimy kiosk, czy wielką sieć hipermarketów..
      Po piąty, co do samej Szwecji, mimo iż jest tam duży socjal jest to bardzo tanie państwo, gdyż tam jest jeden podatek, dochodowy, lecz stały. O ile dobrze kojarzę wynosi ok. 30% niezależnie od wielkości, czy też źródła dochodów. Rozwiązanie takie powoduje, że tam opłaca się wiele zarabiać, o wiele łatwiej jest założyć własną firmę, oraz co równie ważne, koszty związane z obsługą tego podatku są bardzo niskie, dzięki czemu społeczeństwo może się cieszyć stosunkowo dużym zwrotem tych pieniędzy w postaci choćby socjalu. Jest to zupełne przeciwieństwo Polski, gdzie np obsługa PiT-u wynosi ok. 80-90% przychodów z jego tytułu...

      Usuń
    2. Keynesizm to neoliberalizm? Co za bzdura. Neoliberalizm powstał jako kontra dla teorii Keynesa - popiera on maksymalizację wolnego rynku i minimalizację interwencjonizmu państwowego, postuluje prywatyzację mienia publicznego i ograniczenie wydatków socjalnych. Nie ma nic wspólnego z państwem socjalnym ani wspomnianymi "ruchami lewicowymi". To właśnie on jest odpowiedzialny za wielkie rozwarstwienie społeczeństwa, gdzie bogaci bogacą się jeszcze bardziej (bo mają na to środki), a biedniejsi biednieją (bo nie mogą wyjść ze spirali zadłużenia u bogatych). Zachodnie gospodarki już dawno w większym lub mniejszym stopniu odeszły o tej koncepcji na korzyść państwa socjalnego. Szwecja jest właśnie przykładem takiego opiekuńczego państwa.

      Usuń
  21. Tak sie zastanawiam, co na tym rachunku robi "utrzymanie", skoro płacili za nie moi rodzice a nie "państwo". Co więcej, przez większość czasu jak za nie płacili był już VAT, czyli tak naprawdę jeśli wydali na mnie faktycznie te 259000, to na rachunku powinno być -50000 żeby się zgadzało. Tak, minus, bo mniej więcej tyle dołożyli budżetowi z racji tego, że mnie utrzymywali, płacąc podatek od każdego zakupu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A rodzice to już nie jest część społeczeństwa? Oddaj im kasę i możesz z czystym sumieniem uważać się za niezależnego człowieka, który sam wszystko osiągnął.

      Usuń
    2. Zgadzam się z Kiciputkiem i jeszcze odniosę się do kwestii podatku - nawet jeśli VAT tam wystąpił, to nie jest tak, że całość tego podatku "przepadła z budżecie". Część wróciła w postaci darmowej edukacji, opieki zdrowotnej, dróg publicznych, bezpieczeństwa (policja) itd. Inną część "przejedli" oczywiście politycy i urzędnicy, ale oni też są potrzebni, żeby państwo działało. :P Poza tym, jeśli już mamy być dokładni, to 23% VAT-u jest od niedawna, wcześniej było to 22%, a spora część towarów miała (i wciąż ma) niższy VAT na poziomie 0 i 7% (teraz bodajże 5 i 8%). Skoro już upierasz się, żeby odejmować, to kwotę dużo niższą niż 50 tys.

      Usuń
    3. Każdy kto prowadzi firmę, choćby jednoosobową, samego ZUSu zapłaci 1049 zł miesięcznie, czyli w skali roku 12 588 zł, a w skali 20 lat 245 076 zł i owszem... W zamian ma emeryturę... Po dwudziestu latach prowadzenia działalności gospodarczej aż 300 zł miesięcznie...

      Usuń
    4. Uprzejme przypomnienie, że ZUSu nie płaci się na swoją emeryturę, tylko na emeryturę dzisiejszych emerytów. Rozumiem, że jeśli nie chcesz płacić składek to a.) masz w dupie emerytów i chętnie ich z miejsca poślesz do piachu b.) znalazłeś genialne rozwiązanie jak utrzymać emerytów nie płacąc

      Usuń
    5. ZUSy, podatki itp to jest dług, który społeczeństwo zaciąga u nas. Co w moim przypadku już prawdopodobnie wyrównało mój "dług" na koszty edukacji. Z solidnym naddatkiem. A co do rodziców, to owszem, jak będą na emeryturze to będę musiał ich utrzymywać, więc to też się wyrówna. Tak licząc, to netto społeczeństwo ma raczej dług u mojej rodziny w tej chwili, niż ja u społeczeństwa.

      Usuń
    6. Tak się właśnie żyje w społeczeństwie, raz korzystasz a raz płacisz, żeby skorzystać mogli inni. Jeżeli Ci to nie odpowiada to śmiało możesz zamieszkać samotnie na bezludnej wyspie.

      Chyba że jednak wpadłeś na ten genialny plan, jak utrzymać emerytów bez płacenia składek.

      "Społeczeństwo ma dług u mojej rodziny", Ty też masz dług u swojej rodziny i dopóki go nie spłacisz, jak obiecujesz, utrzymując rodziców, to wypłacz mi taką rzekę.

      Usuń
    7. "ZUSy, podatki itp to jest dług, który społeczeństwo zaciąga u nas".

      Podatki i ZUS-y to nie dług społeczeństwa, to koszt mieszkania w danym społeczeństwie i danym państwie. To także mechanizm redystrybucji dochodów na zasadzie sprawiedliwości społecznej (wyrównywania różnić) - przynajmniej w teorii. Fakt, gospodarki realizują te cele lepiej lub gorzej. U nas ów koszt jest relatywnie wysoki w odniesieniu do tego, co dostajemy w zamian - stąd pewnie Twój wniosek, że to państwo jest nam coś dłużne, bo nie wywiązuje się ze zobowiązań, za które każe sobie płacić podatkami. Zasada sprawiedliwości społecznej też działa u nas koślawo, a w niektórych przypadkach wręcz na odwrót - osoby i przedsiębiorstwa zarabiające najwięcej powinny płacić najwięcej, bo też najwięcej korzystają z "zasobów" służących do pomnażania zysku, tymczasem u nas zniesiono próg podatkowy dla najbogatszych, wielkie korporacje wchodzące na rynek są przez kilka lat zwolnione z podatku, do tego większość zysków transferują do firm macierzystych za granicą zamiast zostawiać/inwestować je w kraju, w którym zarabiają, podobnie z przedsiębiorstwami eksploatującymi nasze złoża naturalne... itd. Nasz system podatkowy (jeden z najbardziej zagmatwanych na świecie) na to zezwala. Ale fakt, że u nas wygląda to, jak wygląda, nie zmienia prawdy o tym, czym są podatki i że to wszystko może być zorganizowane dobrze - vide kraje skandynawskie, które od lat wygrywają w rankingach na najszczęśliwsze społeczeństwa i to nawet przed tzw. rajami podatkowymi.

      " A co do rodziców, to owszem, jak będą na emeryturze to będę musiał ich utrzymywać, więc to też się wyrówna".

      To musiałbyś być bajecznie bogaty, żeby w obecnych warunkach utrzymać najpierw siebie, potem własne dzieci, a potem jeszcze rodziców i to bez gwarancji, że dzieci kiedyś nie wypną się na Ciebie. A jeśli nie będziesz mieć dzieci? Takie zindywidualizowane podejście do kosztów odchodzenia i przychodzenia pokoleń nie sprawdza się, bo za bardzo polega na dobrej woli jednostek, a z tym, jak wiadomo, różnie bywa. Ktoś może nie zechcieć, a może też go po prostu nie będzie stać, bo się nie dorobi. Na szczęście tutaj wkracza państwo z zasadą sprawiedliwości międzypokoleniowej - dziś Twoje pokolenie utrzymuje poprzednie pokolenie, jutro następne pokolenie utrzyma Twoje. Co prawda, u nas to również działa jak widać, ale znów - to nie kwestia złego systemu, tylko złej realizacji zasady sprawiedliwości społecznej, czyli braku równości w płaceniu składek: istnieją środowiska uprzywilejowane (KRUS), wielcy przedsiębiorcy płacą tyle samo co malutkie firmy zamiast proporcjonalnie do dochodów, a na dodatek system jest zarzynany przez istnienie umów śmieciowych, z których składek nie ma żadnych.

      Wniosek: nie licz, ile państwo jest Ci dłużne, ale co Ty możesz jeszcze zrobić dla państwa, np. iść na wybory i wybrać odpowiednich ludzi. :P Bo niska frekwencja i małe zaangażowanie społeczne to kolejny powód, dlaczego panuje tu taki bałagan... ale to już temat na inną dyskusję.

      Usuń
    8. "Chyba że jednak wpadłeś na ten genialny plan, jak utrzymać emerytów bez płacenia składek." - Aktualny system składek nie przewiduje, niestety, utrzymania mnie gdy będę na emeryturze, więc pisanie "raz korzystasz, raz płacisz" w odniesieniu do emerytur do bzdura i demagogia, niestety. Płacić płacę, ale nie wmawiaj, że kiedykolwiek skorzystam. Wszelkie w miarę realistyczne prognozy są zgodne: ZUS nie ma tych pieniędzy, i nie będzie ich miał za 30~50 lat.

      Usuń
  22. Aby zaciągnąć dług, potrzeba do tego wolnej woli dwóch stron. Jakim prawem ktokolwiek może odpowiadać za cokolwiek na co nie wyraził zgody?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież ja Cię nie obliguję do płacenia. Mój point jest taki, że jak chcesz się poczuć niezależną, przedsiębiorczą jednostką, która sama w życiu wszystko osiągnęła to wypadałoby najpierw zwrócić to, co inni w Ciebie zainwestowali - w innym przypadku jesteś po prostu hipokrytą.

      Usuń
    2. Ciężko powiedzieć, że ktokolwiek we mnie "inwestuje", podczas gdy państwo odbierze ode mnie znacznie więcej środków niż we mnie włoży, otrzymam od niego marne cząstki tego co stracę w podatkach PIT, składkach ZUS, vat, akcyzie, itd.
      Poza tym jeżeli żyjemy w rzeczywistości, w której się narodziliśmy, to dokóki systemu nie zmienimy musimy żyć w sposób, do jakiego nas zmusza. A włożone w nas środki zwracamy kilkukrotnie we wszelkich podatkach, więc żaden liberał, wyborca Nowej Prawicy ( a nie "korwinista" ) NIE JEST hipokrytą.

      Usuń
    3. Chcesz, żebym uwierzyła, że policzyłeś sobie, ile zapłaciłeś w życiu PITu, vatu i składek i wyszło Ci, że to więcej, niż kosztowała Twoja edukacja? Z tego, na co idą Twoje podatki też przecież korzystasz - ze służby zdrowia, publicznych dróg, kultury i z tego, że biedni otrzymują wsparcie, dzięki któremu nie muszą kraść Twoich pieniędzy i rzeczy.

      Usuń
    4. Pomoc społeczna nie wynika z dobroci tylko jest haraczem, jaki płacimy biedniejszym?! Zgadzam się z tym, że państwowa "pomoc" nie wynika z dobroci, ale traktowanie innych jako potencjalnych, opłaconych przestępców to właśnie typowe poszanowanie godności człowieka przez lewice.
      Ja jeszcze wiele nie zapłaciłem, ale moi rodzice już tak i zgadza się, lepiej by wyszli na tym gdyby podatki były znacznie mniejsze a na edukację sami albo odłożyliby pieniądze albo jakbym ja wziął kredyt na studia i sam potem spłacił go już pracując, taka rata byłaby niczym przy opodatkowaniu. Drogi publiczne to prawie żadne wydatki dla budżetu, poza tym w USA do 1913 roku nie było podatku dochodowego i jakoś były drogi, wieżowce, silna armia, ich państwo było już najsilniejsze na świecie.
      Ze służby zdrowia i tak najczęściej nie korzystam ja i moja rodzina, gdy coś nam dolegało musieliśmy zapłacić prywatnemu szpitalowi, gdyż nie mieliśmy czasu czekać, już nie mówiąc o różnicy poziomu usług w NFZ. Kultura sama się utrzyma, szczególnie jeżeli ludzie będą mogli na nią wydać swoje, niezrabowane przez państwo podatki. To samo pomoc charytatywna, powinna ona wynikać z dobroci serca ludzkiego, a nie nakazu państwa ( Twe słowa o haraczu dla biednych, co by "musieli" kraść), nawet teraz ludzie wspierają innych (Caritas; WOŚP, liczne zbiórki na operację dla innych), a gdyby mieli więcej pieniędzy, więcej oddaliby fundacjom. Natomiast państwowa służba zdrowia i pomoc społeczna są nieefektywne, ponieważ trzeba utrzymywać niepotrzebnych biurokratów ( Caritas około 95% zebranych pieniędzy oddaje potrzebującym, państwo jakieś 60%, resztę przejada).
      Podsumowując, tak, korzystam z tego, na co idą moje podatki, lecz po prostu jestem zmuszony do zakupu słabych i przepłaconych usług, z których pożytek mierny.

      Usuń
    5. Zacznę od końca.

      "Caritas około 95% zebranych pieniędzy oddaje potrzebującym"

      HAHAHAHAHAHAHAHA

      Chyba miałeś na myśli WOŚP.

      Otóż przekręty w Caritasie to jeszcze większe bagno niż finanse publiczne... to akurat kiepski przykład "szlachetnej dobroczynności".

      "USA do 1913 roku nie było podatku dochodowego..."

      Tak, ale nawet jeśli, to było to w 1913 roku, przed Wielkim Kryzysem, który właśnie obnażył "siłę" ówczesnej gospodarki. Potem jeszcze wiele się wydarzyło w ekonomii i nie ma co porównywać ze współczesnością. Bo czym USA jest dziś? Molochem na glinianych nogach.

      Pomoc indywidualna, choćby i szczodra, nigdy nie zaspokoi wszystkich potrzeb i nigdy nie przebije pomocy instytucjonalnej (ale takiej dobrze, powtarzam, dobrze zorganizowanej), która trwa latami 24h na dobę. Owszem, przejada część wpływów, ale spróbuj i Ty bezustannie, przez kilka lat, działać charytatywnie. Na początku będzie ok, ale potem mogą (nie muszą) pojawić się myśli: "tak się staram, a końca nie widać, to dziura bez dna", "tak się staram, ale czemu tylko ja, czemu inni mają to w dupie?" itd. A w składkach publicznych dają wszyscy i jest dzięki temu większe poczucie sprawiedliwości (oczywiście znów nie u nas, bo u nas obciążenia nałożone są nieadekwatnie do możliwości - ale to, co u NAS, nie przekreśla słuszności IDEI). To trochę jak polisa na życie - nie musisz korzystać (nawet wolałbyś nie korzystać), ale płacisz tak na wszelki wypadek.

      "Pomoc społeczna nie wynika z dobroci tylko jest haraczem, jaki płacimy biedniejszym?! Zgadzam się z tym, że państwowa "pomoc" nie wynika z dobroci, ale traktowanie innych jako potencjalnych, opłaconych przestępców to właśnie typowe poszanowanie godności człowieka przez lewice".

      To teraz zobacz, gdzie są największy odsetek przestępstw - w państwach o największych nierównościach społecznych, gdzie wieżowce i rezydencje sąsiadują ze slumsami. Kicia ma słuszność - ów "haracz" to mechanizm zasypywania przepaści między klasami (tzw. redystrybucja dochodów), a nie "atak na godność człowieka". Godność jest wtedy, gdy człowiek ma co jeść, gdzie mieszkać i co na siebie włożyć. A tego nie da się osiągnąć przy kosmicznych różnicach w zamożności, których narastaniu sprzyjają właśnie niskie podatki i niewtrącanie się państwa w gospodarkę.

      Wróćmy na chwilę do 1913 roku. Wtedy taki kierownik fabryki mógł zarabiać 10 razy więcej niż robotnik przy taśmociągu i to było ok - niech będzie, że był mądry, wykształcony i pracował 10 razy lepiej, bo musiał jakoś ogarnąć całość, by fabryka działała. A dziś? Dziś prezesi zarabiają 10 TYSIĘCY razy więcej niż szeregowi pracownicy - i to właśnie oni krzyczą najgłośniej, że państwo tak straszliwie ich okrada. Czy słusznie? Czy rzeczywiście pracują 10 tysięcy razy lepiej niż szeregowy gryzipiórek? Wątpię. Raczej 10 tysięcy razy lepiej ich wykorzystują. I teraz o tym, co to ma wspólnego z nami, klasą średnią, którą jednak czasami stać na prywatnego lekarza i która nie musi upokarzać się czekaniem w kolejce na zabieg za publiczne pieniądze. Otóż, w wolnorynkowej dżungli nieregulowanej "haraczem" czeka nas wkrótce los tych, którym czasami litościwie rzucimy grosz w porywie dobroczynności. Dlaczego? Bo ci na samej górze się nie nasycą, teraz doją najsłabszych, potem wezmą się za nas. Postulaty "antyharaczowe" może poprawią nasz los tymczasowo, ale w dłuższym okresie będą sprzyjać tym, co już teraz mają dużo, a będą chcieli jeszcze więcej. Taka ludzka natura, sorry. Rynek tego nie ureguluje, szlachetne, charytatywne zrywy też nie (nawet takie na miarę Billa Gatesa). Tu musi wejść twardy, sprawiedliwy system prawny. A to już rola państwa.

      Usuń
    6. Sprzeczasz się ze mną, choć zdajemy się mieć podobne wnioski. Tak, Wielki Kryzys pokazał prawdziwą siłę gospodarki USA, tylko że to było w 1929 roku najwcześniej - 16 lat po zakończeniu okresu, o którym mówiłem, gdy Ameryka skręciła na lewo, zwiększyła się interwencja państwa w rynek. Dzisiaj jest to kolos na glinianych nogach i bogaci doją innych, lecz jest to właśnie PRZEZ socjaldemokratów, korporacjonizm i inne to efekt lewicowych rozwiązań. Im więcej państwa w czymś tym zawsze gorzej, a Ci bogaci bez odpowiednich regulacji i dotacji oraz innych działań państwa nie mogli by działać tak jak robią to teraz. Większe podatki nawet im nie zaszkodzą, gdyż nie mają stałego źródła dochodu - oni mają majątek, akcje firm i to od ich wartości zależy ich zamożność, nie pensji. Tak naprawdę opodatkowanie narodu zaboli przeciętnych obywateli, zwłaszcza klasę średnią.

      A haracz, ochłap ze stołów naszej władzy pomaga zapobiegać przestępczości, lecz tak jak wiadra wody zatrzymają pożar domu - nie jest to rozwiązanie na dłuższą metę, państwo w końcu zacznie się zadłużać aż w końcu nie wytrzyma ( wszystkie kraje lewicowe żyją ponad stan i się zadłużają lub już są blisko bankructwa, tak było z Grecją i jej los zagraża wielu innym). Zamiast tego biedniejsi powinni otrzymać co innego od łaskawych datków, powinni mieć SZANSĘ, jaką (w moim mniemaniu) otrzymają za rządów konserwatystów/liberałów (obaj są mi bliscy). Jeżeli płaciliby mniejsze podatki (większa kwota wolna od podatku, z czasem ZERO PIT, mniejsza akcyza), to okaże się, że będą mieli więcej pieniędzy niż płacąc podatki i otrzymując grosze od państwa.
      I co do WOŚP i CARITAS, nie ujmując Owsiakowi on oddaje około 85% otrzymanych funduszy potrzebującym (wciąż ŚWIETNY wynik), a wyniki CARITAS jakie podałem potwierdza wiele prestiżowych, w tym zagranicznych fundacji, a wszystkich by nie przekupili. :D
      Przepraszam, jeżeli tekst nie składny, są to tematy ważne dla mnie i działam trochę pod wpływem emocji.

      Usuń
    7. Jeszcze jedno dodam: ja nie neguje słuszności idei, o której wspominasz, jednak jak historia pokazała, ona zawsze ulega wypaczeniu, czy to socjalizm, komunizm, keynesianism, merkantelizm nawet czy inne, zakładające dużą rolę państwa i nie sprawdza się.
      Moim zdaniem najważniejszą przyczyną tego jest fakt, że publiczne środki/usługi są... publiczne. Mówiłeś, że ludzi może solidaryzować fakt, że wszyscy płacą na ten sam cel w tych samych podatkach, według tego coś powinno być dla nich dobrem wspólnym. Jednak wielu ludzi myśli "Jak to jest dla wszystkich, nie moje, czyli niczyje, to co mam się tym przejmować?". Spada nie tylko efektywność, ale też pojawia się możliwość korupcji.
      Gdy prywatny majątek jest podstawą gospodarki, wtedy każdy z nich pilnowany jest przez swego właściciela, dzięki czemu nawet skąpstwo zapewni, że nikt nie zaszkodzi na szkodę przedsiębiorstwa, w końcu to jego własność. Zamiast tego mamy ludzi, którzy potrafią użyć rezerw, które winny być nie do naruszenia, aby sfinansować politykę partii rządzącej (Pan Belka). To nie jego, to co się ma przejmować?

      Na sam koniec: Zerowy interwencjonizm i liberalną politykę mamy w Szwajcarii, w kraju o prawdopodobnie najmniejszych różnicach społecznych.
      Natomiast silną dysproporcję mamy w Brazylii (choćby słynne zdjęcia luksusowych apartamentów na tle faweli), w kraju od lat rządzonym przez lewicę, gdzie państwo ma duży wpływ na gospodarkę.

      Usuń
    8. To prawda, że każdy pilnuje prywatnej własności, ale to ma też drugą, ciemną stronę - nikt nie będzie inwestował swojej cennej, prywatnej własności w dziedziny, które nie przyniosą zysku albo przyniosą go po bardzo długim okresie, którego właściciel np. nie dożyje. To mocne ograniczenie dla opierania gospodarki całego państwa na własności prywatnej, ponieważ istnieją dziedziny, np. medycyna, które nie powinny być nastawione tylko i wyłącznie na zysk, bo może to zasłonić cel ważniejszy, jakim jest dobro pacjenta. Czy prywatny koncern farmaceutyczny opracuje lekarstwo na chorobę, która nęka 0,1% ludzkości? Owszem, jeśli dostanie od państwa dotację, bo inaczej będzie to dla tej firmy nieopłacalne. Takie prawo prywatnej własności. Dlatego uważam, że niektórych dziedzin państwo nie powinno wypuszczać z rąk albo powinno je wspierać. A na to państwo potrzebuje pieniędzy.

      Podobnie jest z istotnymi dla państwa gałęziami gospodarki. Tutaj istnieje niebezpieczeństwo, że sprywatyzowany majątek państwa dostanie się w ręce obcego kapitału, który zyski przetransferuje za granicę, a państwo zobaczy figę. Mieliśmy za czasów PRL stocznię, mieliśmy przemysł włókienniczy i jeszcze parę innych, uznanych na świecie - dziś, po prywatyzacji, spadliśmy do roli podwykonawcy, producenta półproduktów i dostawcy taniej siły roboczej. Również w kolejce po polskie złoża ustawiają się zagraniczne koncerny, które nie planują pozostawić zysków w naszym kraju. Nie twierdzę, że należy izolować się od świata (jest to nawet niemożliwe), ale powinno się zaprzestać wyprzedawać majątek państwa w sposób dziki, jak ma to miejsce teraz.

      Usuń
    9. Poza tym nie wszystko dobre dla własności prywatnej (czy gospodarki) jest dobre dla pracowników (obywateli). Nasze państwo na lewo i prawo chwali się wzrostem gospodarczym, a jakoś tego nie widać w kieszeniach obywateli. Dlatego że mamy bodajże najniższy w Unii udział płac w PKB. Pomogłoby podniesienie płacy minimalnej, a to jest interwencjonizm. Rynek sam tego nie zrobił i nie zrobi.

      Taka gospodarka oparta na własności prywatnej ma jeszcze jeden minus - jest przeznaczona dla osób zdrowych i pracujących. Dopóki pracujesz i zarabiasz, stać cię na wszystko. Załóżmy że masz wypadek i tracisz wzrok. Załóżmy, że żyjesz samotnie. Kto kogo pójdziesz po pomoc? Załóżmy, że masz rodzinę, żona prowadzi dom, dzieci chodzą do szkoły. Zarabiałeś krocie, płaciłeś za szkołę dzieci, teraz nie jesteś w stanie. Co teraz? Na jak długo starczy oszczędności? Jaka organizacja charytatywna weźmie na siebie ciężar utrzymania ciebie/twojej rodziny? Takich ludzi są w każdym państwie setki tysięcy. Społeczeństwo ma się na nich wypiąć? Załóżmy, że byłeś ubezpieczony w prywatnej firmie. Zdajesz sobie sprawę, jak "chętnie" firmy ubezpieczeniowe pozbywają się pieniędzy na wypłatę odszkodowań? Gdybyś chciał jednak ubezpieczyć się na wypadek KAŻDEJ ewentualności w prywatnych firmach, to wątpię, by łączna suma składek okazała się niższa niż składki ZUS.

      Usuń
    10. "Większe podatki nawet im nie zaszkodzą, gdyż nie mają stałego źródła dochodu - oni mają majątek, akcje firm i to od ich wartości zależy ich zamożność, nie pensji. Tak naprawdę opodatkowanie narodu zaboli przeciętnych obywateli, zwłaszcza klasę średnią."

      Może trochę się nie zrozumieliśmy. Klasie średniej i niższej należy podatki obniżać. A rynkiem finansowym papierów wartościowych ktoś wreszcie powinien się bardziej zainteresować. Przecież to właśnie pozostawieni bez nadzoru finansiści spowodowali ostatni kryzys, prawda? Unia Europejska, zamiast pociągnąć ich do odpowiedzialności, zaczęła ciąć wydatki socjalne, by ratować banki, "bo gdy banki upadną, to upadną całe państwa". Teraz Unia wycofuje się z tego. Okazało się, że ograniczenie socjalu pogłębiło kryzys, zamiast go ograniczyć. Ponieważ to klasa niższa i średnia generuje popyt i w ostatecznych rozrachunku dobrobyt w gospodarce. Bogaci sobie poradzą, ale gdy klasy średniej i niższej (czyli przeważającej większości obywateli) nie stać na nic, gospodarka umiera. A nie dlatego, że upadają banki. Na Islandii bankierzy poszli siedzieć i wszyscy dobrze na tym wyszli. :P

      Usuń
    11. Co do "efektu lewicowych rozwiązań" - ja bym raczej powiedziała, że to efekt wpływu świata wielkich finansów na politykę, a nie takiej czy innej ideologii. Finansiści łożą w USA na takich polityków, którzy zrobią im dobrze, niezależnie od opcji politycznej. U nas bywa podobnie. Pojawiają się nowelizacje ustaw sprzyjające wąskim grupom zainteresowanych. A ciężko powiedzieć, że u nas rządzi lewica. :P Od lat mamy rządy neoliberalne, które z lewicą i socjalizmem nie mają nic wspólnego. Prawica na zachodzie jest bardziej lewicowa niż nasza malowana "lewica" (poza naprawdę nielicznymi wyjątkami).

      Co do poszanowania własności (i publicznej, i prywatnej) i wypaczania się systemów socjalnych, to akurat u nas potrzeba by gruntownej zmiany światopoglądu. W takiej Belgii jeszcze niedawno mieszkańcy pozostawiali domy i samochody otwarte. Zmieniło się to, gdy Polacy zaczęli przyjeżdżać za pracą, niestety. :P To już nie kwestia systemu, tylko ludzi. Są państwa, gdzie system opiekuńczo-socjalny działa jak w zegarku, a mieszkańcy od lat wygrywają w rankingach na najszczęśliwsze narody - są to kraje skandynawskie. Więc można. :)

      Szwajcaria w ogóle jest ewenementem, bo tam - o ile dobrze kojarzę - o niemal wszystkim decydują obywatele w referendach. Więc interwencjonizm moim zdaniem tam istnieje – jest bezpośredni, tak jak ich demokracja. :D Ale to wymaga głęboko rozwiniętej świadomości obywatelskiej. A u nas na wybory chodzi ułamek uprawnionych. Nie wyobrażam sobie Polaków na miejscu Szwajcarów.

      Co do Brazylii, to się nie wypowiem, bo nie jestem w temacie, wydaje mi się tylko, że kilka lat rządów lewicy to za mało, by zrobić porządek z korupcją i kolesiostwem pozostałym po dyktaturach wojskowych. Mogłabym napisać co prawda o przyczynach korupcji w krajach takich jak Brazylia, ale to by zahaczyło o wątek religijny, a w to nie chcę się już pakować. :D

      Jestem ciekawa, jaką szansę otrzymają od konserwatystów najbiedniejsi?

      A do co Caritasu, mogłabym znaleźć odpowiednie artykuły, ale musiałabym przekopać stertę gazet z kilku lat. Powiem tyle: jeśli te opinie prestiżowych fundacji opierają się na sprawozdaniach samego Caritasu, a nie na badaniach niezależnych ekspertów, to... :P

      Usuń
    12. Przepraszam za tak dużo postów, nie chciało się zmieścić w jednym. ;)

      Usuń
  23. żadnego długu nie zaciaglem u "społeczeństwa" co najwyzej u rodzicow jak dla mnie to edukacja jak i inne rzeczy mogły być tylko prywatne :) aktualnie 22lata, 7k/mc(na reke) do końca 30tki mam zamiar dojść do 30-35k/mc. Zapierdalać do roboty/uczuć się a nie w ciula lecieć i liczyć na państwo niestety polska to kraj złodziei i promowania miernoty w śród ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze się, że Ci się udało. Teraz uświadom sobie, że 80% społeczeństwa zapierdala równie mocno jak Ty - albo jeszcze bardziej - i dostaje 1/7 tego, co Ty. Więc nie od zapierdalania zależy sprawiedliwy podział dóbr w społeczeństwie, a od wadliwego systemu, który należy zmienić. Przynajmniej w Polsce.

      Promowania miernoty? Kraje z dobrym zapleczem socjalnym są szczęśliwsze, nie odnotowano tam większego rozleniwienia ani spadku pracowitości, a w czasie kryzysu nie wzrasta odsetek samobójstw. Ludzie w przeważającej większości chcą pracować, również w Polsce! Ci, którzy nie muszą bać się (przejściowego) bezrobocia, bo stawki są wyższe niż głodowe, łatwiej rezygnują ze złych warunków pracy i szukają czegoś lepszego. To promuje DOBRYCH pracodawców. Teraz niestety ludzie biorą, co jest, a gdy zaczynają się stawiać, to na ich miejsce czeka 10 kolejnych, którzy przyjmą ofertę z pocałowaniem ręki. To nie jest korzystne dla rynku pracy.

      Jeszcze mała uwaga na koniec - jeśli zapierdalasz tak bardzo "na swoim", to tylko chwalić. Ale jeśli u kogoś, to sam na siebie kręcisz bicz. Dlaczego? Załóżmy, że starasz się wykonywać jak najwięcej z własnej woli i inicjatywy. Czy zostaniesz za to doceniony? Możliwe że tak, możliwe, że nawet podwyżka będzie. Ale w większości przypadków to, co teraz robisz z własnej inicjatywy, szybko stanie się Twoim obowiązkiem. I nie dostaniesz nic poza uśmiechem szefa, za to w przypadku zaniedbania owych "obowiązków" czekają Cię nieprzyjemności. Czasem lepiej wykonywać wzorowo tylko to, co trzeba, niż zapierdalać za bardzo. Nie biorę tego bynajmniej z sufitu - znam z autopsji. :P

      Usuń
    2. Och, te wszystkie koszmarnie leniwe dzieci z biednych rodzin, same są sobie winne, że nie stać je na prywatne szkoły i lepszy start... Trzeba było to przemyśleć i urodzić się bogatym ludziom! Albo pozapierdalać trochę od trzeciego roku życia! A tak darmozjady uczą się za wyrwane od nas podatki. I jeszcze się chcą za darmo leczyć!

      Rodzice to również część społeczeństwa. Zapłać im to, co wydali na twoje utrzymanie, zwróć państwu za szkołę i możesz się czuć wolny i niezależny.

      I nie życzę ci źle, ale z całego serca życzę ci powodzenia w leczeniu za te swoje siedem tysięcy (lol) na przykład nowotworu (który przecież może przydarzyć się każdemu). No ale przecież wiadomo, że jeżeli ktoś nie postawił sobie za głównego celu życiowego zarabianie ogromnej ilości pieniędzy i nie odłożył sobie milionów na leczenie ewentualnej choroby, to sam jest sobie winien.

      Usuń
    3. ale od tego są ubezpieczenia prywatne aby mnie leczyły...bardziej chciałem pokazać ze w Polsce nie ma co liczyć na państwo, licz na siebie/bliskich, i wiem ze 80% ludzi ma gorzej ale ten system co mamy nie działa bo Polacy zostali wychowani w złodziejskim systemie. i wszyscy kradną od nieskasowanego biletu po wpisywanie pacjenta na wyimaginowane zabiegi.
      kiciputek, mam duzo znajomych z "biednych" rodzin i jakoś oni osiągnęli pewien status poprzez ciężka prace, mam tez dużo znajomych z b.bogatych rodzin i duza cześć nie osiągnęła nic.(maja po 30 lat i zyja na rachunek rodzicow) To zależy wszystko od człowieka i samozaparcia Polecam :http://www.ted.com/talks/larry_smith_why_you_will_fail_to_have_a_great_career

      Usuń
    4. W takim razie życzę powodzenia w wyciąganiu tych milionów od prywatnego ubezpieczyciela, niewiele miałeś chyba z nimi do czynienia - i szczerze z całego serca życzę ci, żebyś nigdy nie musiał się z tym zmagać. No i oczywiście pozostaje moje pytanie - co z ludźmi, którzy nie mogą sobie pozwolić na prywatne ubezpieczenie? Oni sobie mogą umierać, bo są niezaradni finansowo, więc im się należy? I co z dziećmi, którym głupio przecież zarzucać, że są niezaradne finansowo? Mają umierać, bo ich rodzice nie mają pieniędzy?

      Są ludzie, którzy poradzili sobie mając kiepski start. Są też ludzie, którzy mieli doskonały start, ale go zmarnowali. Co absolutnie nie znaczy, że wynika z tego cokolwiek. Nasze życie nie zależy wyłącznie od nas, to jest mit. Każdego może spotkać pech, świństwo ze strony innych ludzi lub drobny błąd o ogromnych konsekwencjach - i tak naprawdę każdy może w pewnym momencie swojego życia wylądować bez środków do życia na ulicy. Tego nie da się przewidzieć. Lepiej więc urządzić wspólnie taki świat, w którym w takich przypadkach będzie można liczyć na pomoc innych bez potrzeby notorycznego tłumaczenia się, czy przypadkiem nasze nieszczęście nie wynika z naszego własnego lenistwa.

      Usuń
    5. EOT z mojej strony, szanuje twoje zdanie.

      P.S Dobre rysunki robisz.

      Usuń
    6. Mhm, no pewnie, wszyscy tak strasznie ciężko pracują i tylko nieuczciwy świat ich nie chce wynagrodzić. Ale 80% społeczeństwa widzę też w każdy piątek na mieście jak pije browary.

      Przestańcie się oszukiwać, macie to na co zapracowaliście. NIC wam się ode mnie nie należy, jak coś wam dam, to chcę usłyszeć "dziękuję".

      Usuń
    7. Jeju, jeju! To ty jak Bóg jesteś, skoro wiesz i widzisz, co 80% społeczeństwa robi w piątki.

      Usuń
    8. Jeju, jeju! To Ty nic nie masz do powiedzenia a piszesz.

      Usuń
  24. Z tego co wiem to ludzie mówiący, że kiedyś było lepiej mają na myśli czasy, kiedy byli młodzi, a wtedy wszystko wydawało się prostsze. Poza tym często mówią to w odniesieniu do jakiegoś konkretnego zjawiska, które zmieniło się na gorsze a nie ogółu czasów.

    K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko że ci ludzie zazwyczaj się mylą w kwestii tego konkretnego zjawiska. Na przykład, kiedy mówią, że kiedyś kobiety nie pracowały i miały lepiej, albo, że ludzie nie byli tacy okrutni, a młodzież tak źle wychowana.

      Usuń
  25. Też nie lubię "kombatanctwa" w stylu Za moich czasów to: młodzież była wychowana, ludzie byli grzeczni, każdy miał pracę itp. oraz naiwnego idealizowania przeszłości. Akurat kobiety miały dawniej przesrane! Dokładnie tak, jak na rysunku. Całe życie harówa, wieczne ciąże, choroby. Niby czemu ludzie tak krótko wtedy żyli? A te nieliczne "szczęściary" (szlachta, bogaci ludzie) to znikomy procent. Poza tym wątpię, czy bym się z taka magnatką zamieniła. Nie, nie wątpię. Jestem pewna, że wolę moje życie. Wolno mi się uczyć, jeździć samochodem gdzie chcę i kiedy chcę, ubierać się, jak mi się podoba, głosować, brać udział w dyskusji, NIE mieć dzieci, zarabiać itp. Dawniej bym tego nie miała (nawet jako magnatka), tylko dlatego, że nie mam penisa (to ci argument!).

    OdpowiedzUsuń