Kiciputek: Kobiety, które nienawidzą mężczyzn

niedziela, 5 stycznia 2014

Kobiety, które nienawidzą mężczyzn


Ja chciałam tylko uświadomić niektórym paniom, że mężczyźni to nie są kalekie istoty upośledzone higienicznie i że mają na tyle rozwinięty mózg i organizm, że jak najbardziej są w stanie pozmywać naczynia, umyć podłogi czy okna. A jeżeli uważacie, że robią to źle, to pokażcie im, jak to zrobić dobrze i już będą wiedzieli. Możliwe, że są po prostu wypaczeni przez kochające mamusie, które uznały, że takie umiejętności chłopcu w życiu się nigdy nie przydadzą - więc nie mówiły im, jak się pierze, sprząta czy gotuje. Ale to wszystko da się nadrobić.

A jako jedno z moich niewyczerpanych źródeł inspiracji - niezawodne forum frondy:

102 komentarze:

  1. Kiciputku, wypowiadałaś się gdzieś może obszerniej na temat swojego feminizmu? Wydajesz się być pod tym względem bardzo ogarnięta i bez skłonności do przesadzania, dlatego interesuje mnie Twoje zdanie. Sama popieram sporo idei i jestem wdzięczna za to, co feministki osiągnęły do tej pory, ale niektóre akcje organizowane przez jakiś procent kobiet podających się za feministki wydaje mi się bardziej szkodzić, niż pomagać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm, nie wiem, co może znaczyć "obszerniej", ale chyba wszystko, co można na temat mojego feminizmu przeczytać, jest tutaj na blogu. Ewentualnie można mnie swobodnie pytać o wszystko :)

      Usuń
    2. Och, są jednak na świecie kobiety, które myślą tak jak ja! Odzyskałam nadzieję, że świat wreszcie znormalnieje.

      Usuń
    3. Ciekawa jestem, co sadzisz o pani Bratkowskiej i o jej walce o legalną aborcję, to chyba taki jeden z gorętszych tematów ostatnio jeśli chodzi o feministki. :D

      Usuń
    4. Jeśli chodzi o tę całą ostatnią aferę, to oglądałam ten wywiad i nie jestem w stanie pojąć, jak ktoś mógł wziąć jej słowa za poważną deklarację. Bratkowska podała tylko przykład na to, że egzekwowanie obecnego prawa antyaborcyjnego jest możliwe tylko przy objęciu stałą policyjną kontrolą wszystkich kobiet w wieku reprodukcyjnym - i w tym się z nią zgadzam. Całą nagonkę, która po tym nastąpiła, uważam za paranoję i hipokryzję.

      Usuń
  2. Nie prasuję... niczego. Chyba, że muszę ładnie wyglądać w jakiejś kiecce czy coś. Żyję jak zwierzę...

    Jak wspominam komuś coś o podziale obowiązków w domu to się patrzą na mnie jak na kompletnego ufoka i nie ogarniają o co mi chodzi ;__;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pociesz się - takich jak my (nieprasujących) jest więcej! Odkąd mieszkam w akademiku zrozumiałam, że żelazko jest tylko zbędną fanaberią. Wszystko można popsikać wodą i się samo na Tobie wyprostuje. A na pogniecioną koszulę zakłada się sweterek, ewentualnie jeżeli kołnierzyk jest faktycznie psu z tyłka wydarty, to można go na szybko przelecieć prostownicą :>

      Pogodziłam się z moim zwierzęcym stylem życia, jest mi z tym całkiem nieźle.

      Co do podziału obowiązków - mój facet specjalnie zrobi wszystko byle jak, żeby w końcu do mnie dotarło że i tak za każdym razem muszę po nim poprawiać. Ostatnio się zdziwił, jak mu schowałam ładowarkę do laptopa i stwierdziłam, że póki naczynia nie będę porządnie umyte to mu nie oddam :> niezły był ubaw, najpierw stwierdził, że "pierdoli nie myje", potem wypalił pół paczki szlug, zaczął udawać że ma mdłości i źle się czuje, prawie się rozpłakał i leżał na łóżku pół godziny udając martwego. Ale w końcu pozmywał :D w sumie za każdym razem jak pojawia się temat typu "sprzątanie", to dostaje wścieklizny, nieważne czy chodzi o sprzątnięcie burdelu z biurka, umycie naczyń czy odkurzenie (nie daj Panie Boże zrobienie prania). On robi zakupy - ja gotuję, a sprzątanie to u nas zawsze szara strefa i kość niezgody.

      Usuń
    2. O.O

      Ja pierdzielę, gratuluję anielskiej cierpliwości.

      Usuń
    3. Też gratuluję D:
      Ja bym prędzej zabiła, niż pozwoliła takie cyrki odprawić.

      Usuń
    4. U mnie w domu żelazka używamy tylko przed rozmową kwalifikacyjną, weselem itp pierdołami. Jestę zwierzęcię!

      Usuń
  3. Dla mnie to zawsze było dziwne, że faceci nie widzą, że tak naprawdę przez te chore podziały są krzywdzeni. Wg "logiki" frondziaczków i tym podobnych tworów facet sam nie potrafi posprzątać, ugotować, uprać, uprasować a także panować nad własnym popędem seksualnym i nerwami... I ich to nie rusza, że są postrzegani jak w pewnym sensie niedorozwoje, a co więcej nienawidzą kobiet, które chcą lepiej także dla mężczyzn poprzez walkę z takimi stereotypami. O.o Nigdy nie przestanie mnie to zadziwiać, naprawdę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ależ im jest w tym względzie wielce wygodnie czuć się i być traktowani jako niedorozwoje. Bo dzięki temu nie muszą! Ot, wystarczy że raz - dwa razy wrzucą czerwoną koszulkę do białego prania, ubiorą dziecko w brudne ciuchy do przedszkola, stłuką parę talerzy przy upychaniu zmywarki, włożą rurę od odkurzacza w drugą stronę... I już -żyje się lepiej. A to bycie "niedorozwojem" to przecież traktowanie z taką lekką pobłażliwością, połączoną z poczuciem wyższości. I to jest do niczego. I działa w obie strony, tylko w innych kwestiach u każdej z płci.

      Usuń
    2. są różne punkty widzenia:
      -czerwony to niezbyt kontrastowy kolor łatwo przeoczyć
      -brud to rzecz względna jeżeli ustalać jakieś kryteria to pewnie rozmiar, kolor, i umiejscowienie plam i gęstość powietrza w odlełości x centymetrów od ubrania
      -talerzy zazwyczaj jest więcej niż da się zbić w ten sposób w ciągu weekendu więc szkodliwość czynu jest znikoma
      -a jeżeli do odkurzacza da się założyć rurę odwrotnie to w sumie jaką to robi różnicę
      uśmiechu wszystkim życzę
      mmkj

      Usuń
    3. Dlatego feministki (w ramach równouprawnienia zapewne) dążą do tego, by to kobiety były traktowane jak niedorozwoje (potrzebujące parytetów, nie mogące zadbać o własne bezpieczeństwo i nie potrafiące wziąć odpowiedzialności za swoją seksualność?)

      Usuń
    4. Nie mam pojęcia, o co może Ci chodzić z braniem odpowiedzialności za swoją seksualność. Nie wiem też, co mają do tego wszystkiego parytety. Rozjaśnij mi trochę swój bełkot, proszę.

      Usuń
    5. A ja (podejrzewam, że) wiem - Anonim jest po prostu jednym z "walking dicks", co to go biednego złe kobiety wiodą na pokuszenie;)

      Usuń
    6. *konspiracyjnym tonem* pssst, Lipcu, zdradzę ci sekret. Ci, jak to nazwałaś,"frondziaczki i tym podobni faceci" to zakamuflowane zakompleksione łajzy, które boją się o swoją męskość, że nie chcą broń boże pokazać się komuś z dzieckiem na rękach/w fartuchu/z konewką/ścierając kurze/wkładając rzeczy do pralki, bo boją się, że ktoś im ten ich ostatni atrybut męskości, "władzę" nad kobietami, odbierze. A wiesz, jak "frondziaczki" reagują na mężczyzn, którzy nie są nazbyt męscy...

      *normalnym tonem* reszta, nie podsłuchiwać mi tu!

      Usuń
  4. Feministki są ostro powalone. Kiciputek nie powinna się za feministkę uważać. Jest raczej nieudaną kobietą, bo żyje bardziej jak facet niż laska. Takiej "nieudanej kobiecie" nie zależy na wyprasowanych skarpetkach i punktualnym obiedzie. I na szczęście coraz ich więcej w naszym chorym społeczeństwie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prasowane skarpetki ;o

      Usuń
    2. Mi też nie zależy na wyprasowanych skarpetkach, majtkach, ani śmieciach w koszu. Jeśli nie prasuję wszystkiego, co mi wpadnie w ręce, to jestem nieudaną kobietą?

      Usuń
    3. Kiciputku, słyszysz, NIE POWINNAŚ. Natychmiast przestań :D

      Usuń
    4. Chyba nie sparsowałyście poprawnie ostatniego zdania. Podpowiedź: "I na szczęście coraz ich więcej".

      Usuń
  5. ja tez z mezem jak zwierzeta zyjemy.. przescieradel nieprasuje xD a tak juz bardziej powazniej, to dzielimy sie obowiazkami po rowno, a w przypadku gotowania to akurat tu meska czesc kroluje :)
    poza tym co to ma do feminizmu i nienawisci? w ktorym my wieku zyjemy, 16tym?

    OdpowiedzUsuń
  6. Powiedziałabym, że NIE WSZYSCY faceci są upośledzeni. Moja druga połówka sprząta, pierze, myje naczynia i to znacznie częściej ode mnie. Natomiast jego bratu nadal pierze mamusia. Więc to chyba nawet nie kwestia wychowania, a raczej charakteru.
    Co do prześcieradeł...Ja też @_@ Zwierzęcość się szerzy!

    OdpowiedzUsuń
  7. Kurczę, ja nawet nie wiem, gdzie u mnie w domu jest żelazko. Jedyne moje uprasowane rzeczy to te, które oddaję do pralni :p
    Nie miałam do tej pory pojęcia, w jak okropnych warunkach przyszło mi przez to żyć...

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedyś nosiłam prześcieradła do magla, bo przyjemnie jest położyć się na takim gładziutkim, wymaglowanym. Ale teraz nie chce mi się, a żeby prasować ręcznie, to już naprawdę gruba przesada. Zwierzę! :D
    U mnie Małż sprząta, ale poza tym jest dość domowo nieogarnięty - ale nie uważam tego za typowo męską cechę, a raczej za wynik wychowania oraz tego, że nie chciało mi się tego prostować...

    OdpowiedzUsuń
  9. Mój ojciec 8 lat żyje w innym kraju, nie żyje jak zwierzę i nie zdradza mamy. Drogie Bravo, czy to znaczy, że mam ciążę pozamaciczną, a mój tata jest gejem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...jeśli masz guza pod kolanem, jest to bez wątpienia ciąża pozamaciczna. A twój ojciec jest gejem, bo był tu wczoraj i do mojego ojca się przystawiał ;]

      Usuń
  10. Chciałem powiedzieć że jeśli facet nie wie jak zrobić jakieś rzeczy które zwykle robiła mamusia, takie jak pranie, gotowanie czy cokolwiek to - uwaga, przygotujcie się, bo to będzie szok - MAMY KU*WA INTERNET. Takie pytania tam padły milion razy i bez większego problemu można sobie poradzić nawet jeśli jest się totalnie nieogarniającym życie młotem takim jak ja. Naprawdę.

    Swoją drogą: jak widzę ten "standardowy" obrazek, tj. kobieta sprząta,pierze,prasuje,gotuje i uprawia jazdę figurową na lodzie jednocześnie a facet ogląda mecz i pije piwo... cóż MOIM zdaniem to sytuacja wyjątkowo poniżająca... dla faceta. Brakuje tylko żeby wołał żone/dziewczynę/konkubinę/nazwijcie-ją-jakoś-sobie/ja-ją-nazwę-Bożena żeby mu wytarła ślinę z twarzy bo nie opanował ślinotoku, żeby założyła mu śliniaczek przed obiadem i żeby dupe podtarła po wyjściu z kibla. W ogóle jak można powiedzieć "kocham ją" po czym kazać jej zapierdalać 8 godzin dziennie w pracy ORAZ całą resztę czasu w domu tak żeby nie miała nawet nanosekundy czasu wolnego?

    PS: Kiciputku, jesteś oficjalnie moją ulubioną feministką. Dostaniesz medal jak będę miał dobrą pracę, która pozwoli mi zaoszczędzić na medal dla Ciebie. A jak będę już władcą świata to postawie Ci posąg. Z zezem rozbieżnym ofc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sebastian, a to Ty nie wiesz, że podcieranie dupy po wyjściu z kibla jest już passe? :/ Żenada, żenada, takie niedopatrzenie!
      https://www.facebook.com/photo.php?fbid=289867231138465&set=a.279452178846637.1073741827.278442388947616&type=1&comment_id=373721&offset=0&total_comments=48

      Usuń
  11. Hihi, czyżbym zainspirowała Kiciputka? :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Boże a ja nawet nie mam prześcieradła... wolę spać na kocu... jest ze mną bardzo źle...
    Też uważam, że nie ma nic złego w podziale obowiązków. Każdy brudzi każdy sprząta...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. każdy brudzi, każdy sprząta, to bardzo zdrowe podejście, zgadzam się w pełni

      Usuń
  13. O, aż mi się przypomina artykuł na który trafiłam wieki temu:

    http://www.uic.edu/orgs/cwluherstory/CWLUArchive/polhousework.html

    "The Politics of Housework", opisujący jak mąż autorki zareagował na próby równego podziału prac domowych. Przepiękny spis strategii unikania i spychologii stosowanej, opatrzony zgryźliwym komentarzem. Zawiera również strategię neutralizującą podejście "jeśli nie potrafi to go po prostu naucz".

    OdpowiedzUsuń
  14. Trudno mi uwierzyć, że są ludzie, którzy pozwalają aby ich zwierzęta spały na nie wyprasowanych prześcieradłach.

    OdpowiedzUsuń
  15. Jestem kobietą i nie widzę idei prasowania prześcieradeł, skoro i tak po pierwszej nocy są koszmarnie wygniecione. Po co mam się przemęczać? Zresztą co, facetowi bozia rączki upier... khem, odebrała? Ja rozumiem, że niektórym kobitom to palma odbija po urodzeniu chłopaka, ale to naprawdę jest upośledzanie własnego dziecka. Nie żebym ja tak nie miała w innych kwestiach - byłam chowana pod kloszem stąd wiem, jaki to ból i mordęga, jak się zaczyna żyć jako tako samodzielnie.

    OdpowiedzUsuń
  16. O fuck, to prześcieradła się prasuje?

    No tak, jestem facetem.

    Zawsze prasowałem żonie koszule, bo nie potrafiła ;-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Śmiesznie jest żyć w takim do mu gdzie kobieta zapier..ala i w domu i w pracy a mężczyzna leży i pachnie. I czasem łaskawie zarządzi, że przesiądzie się z kanapy na fotel. I, że go palec od pilota boli. I, że dzieci za głośno. I, że wszystko źle.

    I bądź tu, dziewczyno normalna jak żyjesz od urodzenia w przekonaniu, że mężczyzna nic nie musi. A raczej jedyne co musi, to nie przeszkadzać. Bo przecież remont kobiety mogą zrobić same. W końcu instrukcje obsługi są w internecie.

    Mój ojciec stwierdził, że on swoje zrobił (się znaczy mnie) i to ja mam za niego pracować w domu. Smutne tylko, że przez takie wychowanie ciężko zbudować normalny związek, bo bez przerwy ma się poczucie niespełnionego obowiązku i poczucia winy z którymi trzeba walczyć.

    A co do samego wpisu. Lubię prasować (a jeśli mam też deskę do rękawów to i koszule mi niestraszne) ale na prasowanie prześcieradeł nie wpadłam. W sumie jak się je dobrze powiesi po praniu to nawet nie widzę potrzeby. A jak komuś zależy to niech sobie szyje gumkę, zawsze będą wtedy pięknie naciągnięte.

    OdpowiedzUsuń
  18. Mężczyzna zostawiony samemu na odpowiednio długo samemu zaczyna sobie prać i gotować.
    Prasowanie jest durnym pomysłem bo tylko sprawia, że materiał staje się nieprzyjemny w dotyku nie dając w zamian żadnych pozytywnych efektów...

    OdpowiedzUsuń
  19. Żyjmy jak zwierzęta! Niech żyją zwierzęta!

    PS: Naprawdę prasuje się coś poza ciuchami na wielkie okazje i rozmowę kwalifikacyjną ? O_O

    OdpowiedzUsuń
  20. To ludzie prasują prześcieradła?!

    OdpowiedzUsuń
  21. Cóż, na szczęście nie mieliśmy problemów z podziałem obowiązków, bo akurat mój facet sam czuje, że jak jest brudno, to należy posprzątać, jak nie ma nic na obiad, to należy iść coś kupić i ugotować... Mycia garów nienawidzi, wiec ochoczo przejął dożywotni obowiązek mycia podłóg ;) A jeśli chodzi o drażliwy problem prasowania, to ja sobie prasuję, a on sobie nie prasuje lub prasuje wybiórczo.

    Szczerze mówiąc, obezwładnia mnie ten problem. Z jednej strony takie pobłażanie wobec męskiego abnegactwa i odwalanie wszystkiego samej (a potem użalania się nad sobą) a z drugiej strony droga przez mękę, kiedy kobieta usiłuje przyuczyć faceta, przyzwyczajonego do bycia obsługiwanym, obsługiwania samego siebie. Tym bardziej, jeżeli zachowuje się tak, jak wspomniała jedna dziewczyna w komentarzu powyżej. Fajnie, że niektórzy z panów zdają sobie sprawę jakie to uwłaczające dla obu stron...

    OdpowiedzUsuń
  22. Czytając komentarze czuję sie jakaś dziwna, bo ja mam miljon koszul w kratę i trzeba je niestety prasować xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Posiadam kilka takowych i stwierdzam, że na informatyku same się prasują. Po 1-2 dniach noszenia.
      W teorii, bo w końcu nie istnieją informatycy, którzy zakładają w domu coś poza gaciami.

      Usuń
    2. nie tylko na informatykach, nigdy by mi nie przyszło do głowy wyprasować takiej koszuli. zresztą nie posiadam żelazka.

      Usuń
  23. Nie jestem zwierzątkiem, prasuję prześcieradło ;C. Ale tylko jedno takie, bo resztę mam z takich tkanin, którymi bym się prędzej zadusiła, niż je wyprasowała. Wobec tego chyba jestem pół-zwierzęciem, może syrenką? ;D

    A tak na poważnie - to bardzo uwłaczające, kiedy jakaś osoba sądzi, że ktoś czegoś nie potrafi, bo tak, bo urodził się chłopcem, bo jemu na pewno mama/partnerka wszystko robi, bo tak właściwie, to nie ma się pojęcia o tej osobie i jej stylu życia. Może gdyby panowie nie czuli się komfortowo w takim a nie innym obrazie samych siebie (czyli "zwierząt", które nie radzą sobie z obowiązkami domowymi i nie mają nawet prawa sobie radzić), to już dawno złamaliby ten stereotyp kobiety-niewolnicy-domowych-prac. To bardzo przykre, kiedy dorosły chłop wychodzi z założenia, że "ona i tak wszystko zrobi", a wszystko to w wyniku jakiegoś feudalnego podejścia do kobiet i wyniesionego ze średniowiecza stereotypu. Taka już jest natura człowieka, że niekoniecznie lubi być klasyfikowany ze względu na cokolwiek. Pozdrawiam Kiciputka <3
    ~Serbianka

    OdpowiedzUsuń
  24. śpię na kocyku...jestem nieprzystosowana do życia w społeczeństwie ._.

    OdpowiedzUsuń
  25. Kurcze, pomięte prześcieradła mi nie przeszkadzają, ale mojej mamie (starsze pokolenie) już tak... I dlatego zawsze oddaje je do MAGLA. W życiu nie widziałam, aby katowała się prasowaniem prześcieradła. Moja mama jest zwierzęciem, ale zwierzęciem myślącym <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wieszam prześcieradła zaraz po upraniu i grawitacja prasuje za mnie... Prawdopodobnie, po prostu nie widzę żadnego pomiętego w szafie. Mr Lifehack, do usług.

      Usuń
  26. Ja mam to szczęście, że jestem osobą, która zniesie różne warunki. I tak pierwszy miesiąc wspólnego mieszkania wyglądał tak, że mniej więcej każdy opłukał po sobie coś, albo przed gotowaniem, Żadnego odkurzania czy mycia podłóg. po miesiącu TZ zaproponował rozmowę o porządkach. Ja od razu zaczęłam, że NIE UMIEM, itp, i że może kogoś zatrudnimy? (chociaż, mamusia mnie i braci wychowała tak, że umieliśmy prać, gotować, sprzątać). Stanęło na tym, że nie będziemynikogo zatrudniać, za to kupimy zmywarkę iiii razem podowiadujemy się jak sprzątać i będziemy się wspólnie uczyć sprzątania i utrzymania porządku w domu. Po tygodniu mieszkanie lśniło czystością, a TZ znał się na proszkach, mleczkach, płynach, cifach itp, lepiej ode mnie ;) Podział jest raczej naturalny i spontaniczny, jak ktoś chwyta za odkurzać, to drugie za mopa, jak TŻ gotuje, ja w międzyczasie myję garnki i nakrywam, jak ja ścieram kurze z mebli, TŻ szoruje glazury cifem w łazience... i da się.

    OdpowiedzUsuń
  27. Może zrobisz pierwszą wersję tego komiksu dla "visually challenged"? Strasznie trudno się czyta te teksty w dymkach.
    Acha, moich prześcieradeł prasować się nie da, bo frotkowe są. Ale to chyba "cultural gap", widocznie Włosi takich nie znają. Pozdro.

    OdpowiedzUsuń
  28. Kiciputku, masz może gdzieś zapisany adres tego cudacznego komentarza/artykułu z Frondy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Konkretnie to jest fragment książki. A więcej tutaj: http://www.fronda.pl/a/costanza-miriano-czyli-mlot-na-feministki-i-wykastrowanych-mentalnie-facetow,33047.html

      Usuń
  29. Kto normalny prasuje prześcieradła? D: Chyba tylko jacyś pedanci...

    OdpowiedzUsuń
  30. prześcieradła? prasować? hahaha
    poza tym pracowałam troche w szpitalu i nie widziałam ani jednego plastikowego przescieradła.

    ja jestem feministka podobną do Ciebie. wszystko w domu robimy razem, lecz ja ja mam urlop a on pracuje, to jak przyjeżdża już jest wszystko zrobione. a jak choroba mnie dopada (atopia) to mam nakaz leżenia i pachnienia. można? można.

    OdpowiedzUsuń
  31. Jestem najgorszym ze zwierząt! Prasuje raz na jakieś pół roku, a moja druga połówka nigdy, zgodnie uznajemy, że po kilku minutach noszenia będzie tak samo pogniecione... Nic tylko zamieszkać w psiej budzie albo co.
    Resztą w zasadzie się dzielimy, bo jego mama wychowała go tak, w sumie ogarnięty jest, zmyje, ugotuje, posprząta... Ba, szyje milion razy lepiej ode mnie. Czasem tylko trochę zgrzyta, kto robi coś lepiej, czy efektywniej, bo przecież to, czym mieszasz potrawę na patelni to kwestia życia i śmierci.
    Remia

    OdpowiedzUsuń
  32. Wielki Stukacz6 stycznia 2014 04:02

    Ja to zupełnie jestem potworną szowinistą. Nie dość, że nic nie robię (poza gotowaniem i zmywaniem od czasu do czasu, noszeniem ciężkich zakupów, produkcją wina, naprawą wszystkiego co się zepsuje, ganianiem kota-niszczyciela rzeczy, i paroma innymi obowiązkami samca), to jeszcze nie wymagam nic od mojej połowicy. Uważam wręcz, że odkurzanie częściej niż raz na tydzień to niezdrowa przesada. Oboje nosimy takie ciuchy, których nie trzeba prasować, prześcieradło zwijamy w kulkę, a żelazko służy mi do przenoszenia toneru z papieru na drewno lub laminat. Jak robimy pranie raz na tydzień, to pomagam je rozwiesić. Jak trza umyć podłogi czy wytrzepać dywany, to przenoszę ciężkie rzeczy i trzepię jak prawdziwy mężczyzna. Moja połowica chciałaby pewnie bym robił więcej, ale ja zwyczajnie nie widzę takiej potrzeby, bo i brudu nie widzę.

    Szanowna, tfu, rodzicielka kiedyś żądała ode mnie kompulsywnego odkurzania co trzy dni (włochaty pies i te sprawy). Odkurzałem więc najlepiej jak potrafiłem, za co zwykle zbierałem opierdziel, bo nie było to dość dokładne. Fakt, że dywany były tak zakłaczone, iż należałoby je spalić, jakoś wszystkim umykał. Faceci generalnie nie lubią krytyki i łatwo się zniechęcają. Ale moim skromnym zdaniem jeśli facet chociaż raz nie spróbuje realizować obowiązków domowych, to jest dupa, a nie facet. Aha, każdy facet lepiej obsłuży pralkę, niż kobieta. Taki dar. Przykładowo moja rodzicielka używała pralki do gotowania ubrań, bo ustawiała najkrótszy program przy najwyższej temperaturze, przez co połowa moich ciuchów zabarwiła się na rdzawo i skończyła w śmieciach.

    OdpowiedzUsuń
  33. Kwestia wychowania kto i co ma robić w domu.
    Niestety w moim było "bądz usłużna, czysta, nie myj głowy w niedziele bo to grzech" itp itd.
    Chłopaki tylko od czasu do czasu slyszeli, że mają posprzatac w pokoju bo "to chlopaki, nie ma to rozumu". I zaraz było, że żona ich nauczy.
    Nic dziwnego, że jest jak jest i to kobiety same sobie ten los gotują. Po latach usługiwanie stękają tylko, ze same muszę w domu wszystko robić. Ale nie daj aby powiedzieć im, że nie postaraly się aby mieć w mężu wsparecie. Raz ten błąd zrobiłam zwracając na to uwagę babci i mialam w domu pieklo na ziemi.Na szczescie w moim pokoleniu niewiele osob tak myśli, może ich dzieci będą miały lepsze dzieciństwo niż moje.

    OdpowiedzUsuń
  34. Osobiście to sądzę, że tego typu zachowania i przyzwyczajenia mogły by zniknąć bardzo szybko przy odpowiednim wychowaniu. Na przykład ja mam zupełnie odwrotnie, ze względu na to, że moja matka zawsze się starała żebym pomagał w domu to jestem facetem co i posprząta i pozmywa i ugotuje i naprawi itp. w końcu mam być gospodarzem w swoim domu no nie :). Znowu kobieta mojego życia zawsze była przez mamusię wyręczana i jakby mogła to by utonęła w stertach brudnych ciuchów/naczyń ewentualnie lawinie śmieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielki Stukacz6 stycznia 2014 09:44

      Czyli masz sytuację odwrotną do typowej sytuacji domowej. Nie czujesz się ofiarą dyskryminacji? I prasujesz prześcieradła?

      Usuń
  35. Mam pytanie do twojego feminizmu
    1. Zgaduje, ze popierasz aborcję, ale całkiem (tj. przez cały czas trwania ciąży, czy do określonego momentu?) I jak odpierasz argumenty typu "Blastocysty to małe człowieki!!!!!! Zycie nienarodzone jest świente!!!!"- masz jakieś naukowe /argumentacyjne zaplecze, czy po prostu się w takie dyskusje nie wdajesz?
    2. Co sądzisz o Femenie, który to walczy o prawa kobiet świecąc cycem w miejscu publicznym? Dla wielu osób które znam to jest uprzedmiotawianie i dyskryminacjia kobiet (wykorzystują nagie gruczoły mleczne, żeby przyciagnąc uwagę)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdarza mi się brać udział w takich dyskusjach, chociaż raczej z ludźmi bardziej ogarniętymi, niż ci krzyczący, że płód w pierwszych tygodniach ciąży ma już rączki, nóżki i płacze do mamy. Jestem za możliwością legalnego przerwania ciąży do dwunastego tygodnia ciąży, czyli do momentu, w którym zaczyna formować się układ nerwowy - a więc i możliwość odczuwania bólu. W późniejszych etapach ciąży - tylko w przypadku zagrożenia życia lub zdrowia matki. W przypadku, kiedy porównujemy świadomą, zdolną do odczuwania bólu i strachu istotę - jaką jest kobieta - do zarodka, który nie ma świadomości swojego istnienia, nie odczuwa straty i w wielu przypadkach tak czy inaczej ulega samoistnemu poronieniu - zawsze większą wartość będzie miało dla mnie życie i wola kobiety. W razie dalszych wątpliwości można linkować tu:
      http://takdlakobiet.pl/fakty-i-mity/

      A co do Femenu, niewiele o nim wiem, ale widok gołego cyca specjalnie mnie nie gorszy, a wygląda na to, że przyciąga uwagę mediów. Nie wiem, czy to można nazwać uprzedmiotawianiem - w końcu to one same wykorzystują swoje ciało, nie ktoś inny, więc chyba wszystko jest w porządku.

      Usuń
    2. Kiciputku, zauważyłam coś, co uważam za błąd natury merytorycznej. Mam na myśli to, że zaczątki układu nerwowego zaczynają formować się już w 3 (!) tygodniu życia prenatalnego, a okres szczytowy jego rozwoju przypada na 5 tydzień. W 12 tygodniu układ nerwowy jest już bardzo konkretnie uformowany, ba, współpracuje i z innymi układami. Z nieco innego punktu widzenia - fale mózgowe pojawiają się około 43 dnia. Jeśli interesuje Cię źródło, to powyższą wiedzę zaczerpnęłam z książki "Psychologia rozwoju człowieka", pod redakcją J. Trempały.

      Sarah

      Usuń
    3. Dzięki za korektę! Chodziło mi konkretnie o etap rozwoju układu nerwowego/mózgu, na którym - według szacunków naukowców - płód zaczyna odczuwać ból. Czy nie pod tym kryterium, między innymi, wyznaczono granice 12 tygodnia? Będę wdzięczna za informacje.

      Usuń
    4. Z tego co wiem, to przesłanką, która w największym stopniu udowadniała odczuwanie bólu przez płód oraz pewnego rodzaju instynkt samozachowawczy są jego próby unikania sprzętu medycznego podczas badań, które już wtedy następują. Płód odruchowo się cofa. Niestety, nie ma na dzień dzisiejszy (w każdym razie według mojej wiedzy :)) żadnych badań, które w 100% udowodniłyby w którym dokładnie momencie płód zaczyna odczuwać ból.

      Sarah

      Usuń
    5. A w którym tygodniu ciąży wykazano takie ruchy płodu? I czy nie da się tego stwierdzić w jakiś sposób na podstawie etapu rozwinięcia mózgu? Bardzo mi zależy na rzetelnych informacjach w tej sprawie, jeśli mam się w ogóle wypowiadać ;)

      Usuń
    6. Trempała wskazuje, że te odruchy pojawiają się właśnie w 12 tygodniu. Nie sądzę, by było możliwe połączenie stopnia rozwoju mózgu z tym czy dany zmysł (w tym wypadku zmysł bólu) działa już tak jak powinien, ale nie czuję się na tyle mocna w neuronaukach, żeby z całą pewnością to stwierdzić :)

      Sarah

      Usuń
    7. Ech... Nudno się gada z ludźmi, z którymi się człowiek zgadza...

      Usuń
    8. "W przypadku, kiedy porównujemy świadomą, zdolną do odczuwania bólu i strachu istotę - jaką jest kobieta - do zarodka, który nie ma świadomości swojego istnienia, nie odczuwa straty"

      "ci krzyczący, że płód w pierwszych tygodniach ciąży ma już rączki, nóżki i płacze do mamy."

      "wielu przypadkach tak czy inaczej ulega samoistnemu poronieniu"

      Poruszyłaś tu kwestię, w której niewiele jest wiadomo, o ile cokolwiek. Świadomość jest tajemnicą i nie wiadomo, co za nią odpowiada. Teoretycznie pozbawiony jej może być np człowiek śpiący. Z drugiej strony, czy zabicie kogoś, kto nie odczuwa bólu i strachu, ale jest świadomy, jest morderstwem? Albo, czy prawo do życia ma tylko dziecko "mające rączki i nóżki', tudzież płaczące do mamy? Z biologicznego punktu widzenia od momentu zapłodnienia jest to osobny organizm, nie część ciała matki. Wiele ludzi na świecie również ulega każdej minuty "samoistnej śmierci" - czy to ze starości, czy z głosy czy z chorób - ale nie usprawiedliwia to (jeszcze) eliminowania ich, żeby inni mogli przeżyć. Naszych ocen dokonujemy najczęściej czysto subiektywnie i emocjonalnie - człowiek z rękami, nogami i twarzą wywołuje inne emocje, niż pozbawiony ich embrion. W gruncie rzeczy jednak nie ma między nimi różnicy. Dlatego nie sposób konstruktywnie dyskutować na ten temat bez dodatkowych założeń. Założeń, które dotykają często spraw podstawowych, światopoglądowych. Jeżeli strony dyskusji nie są w stanie ich poruszyć, lub uważają to za zbędne, raczej skazane są na porażkę.


      Usuń
    9. "Teoretycznie pozbawiony jej może być np człowiek śpiący."

      Ale człowiek śpiący już zaistniał, ma uczucia, wspomnienia, jego świadomość zaistniała i wkrótce powróci. Zresztą, z jakiego powodu takiego człowieka miałby ktoś zabijać? On już żyje samodzielnie.

      " Z drugiej strony, czy zabicie kogoś, kto nie odczuwa bólu i strachu, ale jest świadomy, jest morderstwem? "

      Czy są ludzie świadomi, którzy nie odczuwają bólu i strachu?

      "Z biologicznego punktu widzenia od momentu zapłodnienia jest to osobny organizm"

      Wcale nie taki osobny, skoro żyje tylko dzięki organizmowi kobiety. Zresztą roślina to też osobny organizm i nic z tego nie wynika.

      "Wiele ludzi na świecie również ulega każdej minuty "samoistnej śmierci" - czy to ze starości, czy z głosy czy z chorób - ale nie usprawiedliwia to (jeszcze) eliminowania ich, żeby inni mogli przeżyć"

      Ludzie już zaistnieli - mają osobowość, świadomość, bliskich, wspomnienia, emocje.

      "Naszych ocen dokonujemy najczęściej czysto subiektywnie i emocjonalnie - człowiek z rękami, nogami i twarzą wywołuje inne emocje, niż pozbawiony ich embrion."

      Ależ jest, ogromna.



      Usuń
    10. "Czy są ludzie świadomi, którzy nie odczuwają bólu i strachu?"

      Teoretycznie mogą być. Wystarczy pogrzebać trochę w mózgu. W praktyce miewają po prostu większe lub mniejsze ubytki w odczuwaniu.

      "Ale człowiek śpiący już zaistniał, ma uczucia, wspomnienia, jego świadomość zaistniała i wkrótce powróci."

      "Ludzie już zaistnieli - mają osobowość, świadomość, bliskich, wspomnienia, emocje."

      Płód również już zaistniał, i choć jeszcze ich nie ma, to wkrótce będzie miał wspomnienia i uczucia. Kiedy zaistniała jego świadomość - tego nie wie nikt, a jak ktoś twierdzi, że wie, to znaczy, że nie wie, co mówi. Świadomość to największa tajemnica wszechświata, bo nie da się jej ugryźć na gruncie materialnym.

      "Wcale nie taki osobny, skoro żyje tylko dzięki organizmowi kobiety."

      Po urodzeniu dziecko również żyje dzięki kobiecie, która je karmi. Są też ludzie, którzy żyją dzięki maszynom. Co to zmienia?

      Generalnie człowiek to człowiek. Dylemat pozostanie nierozwiązany, jeżeli nie zrobimy dodatkowych założeń, jak: czy istnieje jakiś wyższy autorytet, czy też jesteśmy zdani na samych siebie. Z punktu widzenia minimalizowania strat osób już żyjących i zdolnych wpływania na bieg spraw, oczywiście lepiej jest uratować matkę, ale nie dlatego, że ona już żyje/ma świadomość/ma wspomnienia etc, tylko zwyczajnie dlatego, że po jej śmierci więcej ludzi będzie mieć moralnego kaca, więcej będzie ją opłakiwać etc. A do jej zarodka nikt się nie zdążył przywiązać. Nie mówię, że to złe podejście. Wskazuję tylko, że w taki sposób wygląda w gruncie rzeczy nasz mechanizm oceniania sytuacji. Wychodzę z założenia, że jak argumentować, to szczerze.

      "Ależ jest, ogromna. " - yy, nie rozumiem? Co jest ogromne? :-)

      Usuń
    11. Dla mnie sprawa jest prosta. O ile możemy dyskutować, od kiedy płód jest człowiekiem, to ciężarna kobieta jest nim w całej rozciągłości, a jej życie, zdrowie i dobrostan psychiczny są na pierwszym miejscu. Zawsze trzeba pamiętać, że ten płód nie lewituje w próżni. Oraz, że przerwanie ciąży to nie rozrywka, sądzę, że o rozwoju zarodkowym przeciętny człowiek wie teraz więcej, niż w latach 60. I jak ktoś chce to zrobić, to zwykle ma dobry powód. Może by tak dla odmiany ludziom zaufać - i pomagać zamiast zakazywać, wspierać zamiast straszyć. Od razu byłoby mniej aborcji.

      Usuń
    12. "Może by tak dla odmiany ludziom zaufać - i pomagać zamiast zakazywać, wspierać zamiast straszyć. Od razu byłoby mniej aborcji."

      O, t tym akurat (i akurat tylko z tym ;-)) zgadzam się w całej rozciągłości.

      Usuń
    13. Sądzę, że aby zaistniała świadomość potrzebny jest mózg i układ nerwowy ponieważ to właśnie komórki nerwowe są jakby nośnikiem tej świadomości.
      Oczywiście każde życie trzeba chronić ale dlaczego życie kobiety ma być mniej wartościowe od życia zarodka? Zgadzam się z Kiciputkiem. Aborcja powinna być dopuszczona jeśli ciąża zagraża życiu i zdrowiu matki, nie można kobiety zmuszać by urodziła dziecko jeśli ma to później zrujnować jej zdrowie lub nawet doprowadzić do śmierci.

      Ale jest jeszcze kwestia prawna. Aborcja w końcowych miesiącach ciąży jest zabroniona ponieważ tutaj możemy mówić już o małym człowieku z całą pewnością. Niestety istnieje inny przepis, który mówi o tym, że dopóki dziecko się nie urodzi to nie istnieje. Był nawet przypadek, że kobieta poroniła w 9 miesiącu w wyniku wypadku drogowego. Nie chciano wypłacić jej odszkodowania bo przecież dziecka nie było... ale jakby ta sama kobieta chciała dokonać aborcji to nie wolno bo przecież dziecko jest. I te dwa przepisy funkcjonują jednocześnie, chyba należałoby coś z tym zrobić.

      Usuń
    14. "Zgadzam się z Kiciputkiem. Aborcja powinna być dopuszczona jeśli ciąża zagraża życiu i zdrowiu matki, nie można kobiety zmuszać"

      Dlatego rozgraniczam kwestię, czy aborcja jest dobra jako taka, oraz czy powinna być dopuszczona. Ogólnie rzecz biorąc praktyka pokazuje, że im mniej państwo nam się narzuca w nasze życie ze swoimi nakazami/zakazami, tym lepiej na tym wychodzimy. Ostateczna decyzja powinna pewnie należeć do matki, bo to ona jest w danym momencie najbardziej odpowiedzialna za dziecko. Nikt go za nią raczej nie donosi.

      Usuń
    15. Co do świadomości jako wielkiej zagadki - z naukowego punktu widzenia nie da się tego JESZCZE określić, ale jest pewnym, że się da. Biologia i informatyka mają przed sobą jeszcze długą drogę, zanim uda nam się ugryźć tak skomplikowany proces.

      Pozostaje kwestia, czy świadomość nie ma jakiegoś głębszego odbicia niż materialne, ale nauki, które to badają chyba jeszcze nie istnieją. Nie liczę ezoterycznych bzdur, litości.

      Co do aborcji - zastanawia mnie bardzo kwestia "aborcji do X tygodnia". Jak rozumiem - chodzi o aborcję na żądanie, "bo tak i już"?
      Pomijając kwestię uchylania się przed odpowiedzialnością - zabieg aborcji nie jest obojętny dla zdrowia kobiety. Jak przy każdym zabiegu istnieje ryzyko, że coś pójdzie nie tak, co w tym przypadku rzutuje na perspektywy następnych ciąż. Jak się do tego odnosicie? Ja jako cynik i człowiek okrutny mam to gdzieś, bo ludzie tak głupi, by aborcję traktować jako opóźnioną antykoncepcję mogą równie dobrze skoczyć z mostu z pożytkiem dla świata, ale jak na to patrzy człowiek - być może - uczuciowy i "normalny"?

      Przy okazji - każdy mierzy swoją miarą i tak wyrobiłem swoje zdanie na temat aborcji. Mam świadomość, że gdybym miał wybór między dzieckiem a moją kobietą, wybrałbym osobę, która JUŻ nadaje sens mojemu życiu, czyli kobietę. Najbardziej w tym wszystkim bałbym się tego, jak Ona przeżyłaby taką tragedię. Wydaje mi się po prostu idiotyzmem zachodzenie w ciążę wiedząc, że nie chcę mieć dziecka. To jak kupowanie szczeniaka i przywiązywanie go do drzewa w lesie, gdy podrośnie i się znudzi.

      Usuń
    16. też jestem zdania, że wszystko działa o wiele lepiej jeśli państwo nie wtrąca się w każdy aspekt życia. A co sądzisz o aborcji w przypadku, gdy dziecko urodzi się głęboko upośledzone. Są przecież różne stopnie upośledzenia są przypadki, że jedynym działającym u człowieka zmysłem jest węch, albo dotyk. Ktoś taki ma świadomość bytu ale nie mając praktycznie kontaktu ze światem mózg się nie rozwija. Ktoś taki całe życie spędza leżąc na łóżku w domu opieki. Czy możemy skazywać kogoś na taki byt? Nie chcę być opacznie zrozumiana i odebrana jak ktoś decydujący o tym komu wolno żyć a komu nie, uważam, że taki los jest straszny.

      Usuń
    17. @rose29
      O ile pytanie odnosiło się do mnie...

      "Ktoś taki ma świadomość bytu ale nie mając praktycznie kontaktu ze światem mózg się nie rozwija. Ktoś taki całe życie spędza leżąc na łóżku w domu opieki. Czy możemy skazywać kogoś na taki byt?"

      Tak na prawdę nie wiemy, w jakim stanie jest taki ktoś. Obiło mi się o oczy, że u osób bodajże w śpiączce czy afazji mózg jest nadspodziewanie aktywny. Czy twoje twierdzenie, że mózg się nie rozwija, jest spekulacją, czy masz jakieś info w tej sprawie? Mnie się zawsze wydawało, że mózg potrafi się dostosować nawet do znacznej utraty zmysłów. Czytałem też o przypadkach, w których z takiego czy innego powodu dana osoba traciła dla innych kontakt ze światem, a po jego odzyskaniu okazywało się, że w tym czasie na prawdę bardzo dużo myślały.

      Niemniej to są wszystko wskazówki dla nas "zdrowych". Tak na prawdę dla człowieka zabijanego nie jest to tragedią, że umiera. On traci świadomość i znika. Natomiast tragedia to może być dla nas, bo jeżeli mamy naturalny instynkt społeczny, to może nas potem zagryźć sumienie.

      Co do tego, czy życie jest wartością samą w sobie, którą należy chronić bezwzględnie, to już kwestia światopoglądu. Mój akurat jest taki, że to, co robimy, robimy głównie dla siebie, bo obiektywnie patrząc nie ma takiego zła, które nie zostałoby w przyszłości odkręcone. Kwestia tylko, żebyśmy my czasem nie byli jego sprawcami.

      Usuń
    18. nie spekuluję tak w próżnię. rozmawiałam kiedyś z osobą pracującą w takim miejscu. Została pogryziona przez jednego z pacjentów bo nie rozpoznał jej zapachu. Zmieniła perfumy. Właśnie ona wyjaśniała tę kwestię w taki sposób. Ten człowiek był tam praktycznie od urodzenia. Nie jestem pewna czy jeśli od chwili narodzin mózg nie odbiera bodźców ze świata zewnętrznego ma możliwość rozwinąć się w prawidłowy sposób. Jednak podstawą dla niego są słuch i wzrok a nawet bardziej słuch. On umożliwia rozumienie świata i uczenie się. Chyba jest różnica między sytuacją jeśli ktoś stracił jakiś zmysł a się bez niego urodził. Są przypadki dzieci wychowywanych przez zwierzęta. dziecko takie gdy dorośnie nie jest w stanie nauczyć się mówić bo ośrodek mowy rozwija się do bodajże 3 roku życia. Nie jestem specjalistą mogę się opierać jedynie na tym co mówią osoby mające o tym pojęcie a wiadomo, że każdy powie coś innego.
      Oczywiście zgadzam się, ze ludzki mózg jest niezwykły i tak naprawdę nie wiemy dużo o tym jak on działa.
      To na pewno trudna decyzja. Nie jestem pewna czy ja sama nie zdecydowałabym się na aborcję jeśli miałabym skazać kogoś na życie w taki sposób. Zgadzam się życie jest wartością nadrzędną ale na pewno ważna też jest jakość tego życia.

      Usuń
    19. Tak naprawdę to kwestia czysto intuicyjna, żadna strona nie udowodni swoich racji. Prawo stara się chronić dobra każdej z potencjalnych stron (status "nasciturusa" jest skomplikowany, bo przysługują mu prawa, pod warunkiem, że urodzi się żywy, ale żeby mógł urodzić się żywy, trzeba zapewnić mu minimum takiej szansy) i nie dawać pierwszeństwa żadnym pogladom etycznym, a tylko chronić prawa. Na chwilę obecną nie ma możliwości wyznaczenia jakiejś granicy między świadomością, życiem i człowieczeństwem, także trzeba brać poprawkę na to, że każda ze stron może się mylić. Ruchy płodu to już jawne wskazanie, że coś się dzieje, ale brak zewnętrznej reakcji nie udowadnia, że nie ma wewnętrznej. Dlatego raczej wstrzymywałabym się z bawieniem się w Boga i określaniem z góry, co już jest człowiekiem, co czuje i co zasługuje na życie. Mogę się zgodzić, że przez pierwsze dni po zapłodnieniu mówimy jeszcze o komórce, nie człowieku, ale z każdym dniem sprawa się robi bardziej skomplikowana. Osobiście uważam, że kobieta jest jednak istotą myślącą, wie, że seks może skończyć się ciążą (po to w sumie jest) i powinna być świadoma i gotowa na konsekwencje, tym bardziej, że ma stosunkowo wiele możliwości uniknięcia ciąży, a nawet, jesli coś zawiedzie, to niedopuszczenia do zagnieżdżenia się komórki w pierwszych dwóch dobach. Jak się obudzi z ręką w nocniku po trzech tygodniach, no to sorry- wsadzisz łapę do ognia, to będziesz mieć oparzenie, pójdziesz do łóżka i przypomnisz sobie o tym po miesiącu, to będziesz mieć dziecko :P Nie zgadzam się na robienie z kobiety z założenia nieodpowiedzialnej idiotki, z kilkutygodniowym procesem kojarzenia faktów, bo dla mnie osobiście właśnie to jest obrażające.

      Usuń
    20. "" Z drugiej strony, czy zabicie kogoś, kto nie odczuwa bólu i strachu, ale jest świadomy, jest morderstwem? "

      Czy są ludzie świadomi, którzy nie odczuwają bólu i strachu?"

      http://pl.wikipedia.org/wiki/Analgezja_wrodzona
      Tak w ramach ciekawostki.

      Usuń
  36. Hm, nie chodzi może o brak umiejętności sprzątania, raczej o to, że poziom syfu, powyżej którego bardziej denerwuje faceta syf niż perspektywa sprzątania może być *znacznie* wyższy, niż życzyłaby sobie przeciętna pani domu.

    Source: self. Dopóki kurzu nie ma w lodówce to jakby nei było go wcale.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kurde, jestem kobietą a poziom syfu, powyżej którego denerwuje mnie syf jest naprawdę znacznie wyższy niż u przeciętnego człowieka.
      co to jest kurz? owszem, zdarza mi się musieć oczyścić jakąś powierzchnię, ale to raczej z okruszków jedzenia, śrubek czy wysypanej zawartości popielniczki...

      Usuń
  37. W moim domu będzie równy podział obowiązków dopiero, jak po równo zaczniemy pracować. Ja niestety robię po 9-12 godzin w deszczu i mrozie, moja kobieta 8 w ciepełku i nigdy nie bierze nadgodzin. Chętnie bym się z nią zamienił, ale ponoć mężczyzna, który zarabia mniej, to ciota bez charakteru albo "utrzymanek", poza tym facet nie nadaje się do opieki nad dzieckiem - takie oto mamy dziś "dyskryminujące kobiety" stereotypy, dzięki którym choćbym chciał nie mogę się realizować w domu, przy dzieciach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to zarabianie (oczywiście jeśli do wspólnej puli) nie zalicza się do tych obowiązków? Jeśli jedno (obojętnie które) spędza na tej czynności więcej czasu to normalne, że druga osoba w tym czasie się zajmie domem.
      A feministki (i feminiści, są tacy!) walczą również przeciw wspomnianej dyskryminacji mężczyzn na pewnych polach.

      Usuń
    2. Dokładnie, praca to praca - też obowiązek, więc to logiczne, że ten, kto ma jej więcej, będzie mniej pracował w domu. To jest właśnie równy rozkład obowiązków. Myślę też, że wszystkie feministki tutaj bardzo by chciały, żebyś nie musiał przejmować się stereotypami i mógł realizować się w domu, z dziećmi, bez szykanowania przez społeczeństwo - jeśli tego właśnie chcesz.

      Usuń
  38. Z innej beczki: Kiciputek nie przebiera w słowach na temat innych komiksiarzy (http://www.sierzantundsaper.fora.pl/lampa-z-zielonym-abazurem,27/irytujaca-fala-komiksow-internetowych,4048.html), a sama kończy komiks - jak jakieś 3/4 swoich dzieł tutaj - zezem rozbieżnym. No ale stagnacja i brak oryginalności jest dla innych, nie dla naszej ochująco achującej studentki grafiki(kto w ogóle achuje w internecie, większej pretensjonalności chyba nie ma), fabuła to tylko dodatek, starczy napisać coś o feminizmie i już wszyscy kochają lub się kłócą. Jak w x poprzednich komiksach stąd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sądzisz chyba, że zawstydzisz mnie czymś, co piszę na publicznym forum ;)

      Usuń
    2. O nie! Kiciputek oburza się o seksistowskie gryzmoły i kotofobiczne żarty?! No w życiu bym się tego po Tobie nie spodziewałem Kiciputku! Winnaś się wstydzić!
      Twój oddany i odrętwiały jeszcze w szoku fan.

      Usuń
    3. Aż zajrzałem z ciekawości. Faktycznie, wylazła feministka z kicipukta, zgoła nie "zrównoważona". Co to, cenzura? Porysować dla zabawy sobie nie wolno? Ja osobiście miewam jeszcze cięższy humor, i jak sądzę, ma to gdzieś swoje uzasadnienie. A jak dla kogoś niestrawne, to niech nie czyta. Prosta sprawa. Są tacy, którzy to lubią. Bo np mają dystans...

      Usuń
  39. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  40. U nas nie ma równego podziału obowiązków, gdyby nie mój facet to ja jadłabym na papierowych talerzach i miała zgniłe fast-foody w lodówce :) także nie ma co się trzymać stereotypów ;)

    OdpowiedzUsuń
  41. Nie, nie napisze o przescieradlach! :D

    Moi dwaj mlodsi bracia przywiazuja o wieele wieksza wage do porzadku w domu ode mnie. W domu mama traktowala nas calkiem rowno, ojciec nie bardzo: chcial mnie wychowac na "prawdziwa", elegancka kobiete, ale ze wiekszosc mojej mlodosci spedzil za granica, jakos to sie rozmylo. I skonczylo sie na tym, ze niezaleznie od pci cale rodzenstwo sprzata i gotuje i moim braciom jeszcze nic od tego nie odpadlo.

    W moim pierwszym dluzszym zwiazku mialam ten problem, ze za nic nie potrafilam dopasowac sie do goscia z granica czystosci: sprzatanie podloi raz na tydzien uwazal za bzdure, pranie co tydzien jak i zbieranie czy-ozgrozo!- sortowanie skarpet nie bylo w zadnym razie jego zadaniem, a za postulat mycia lazienki co tydzien awansowalam na osobe niespelna rozumu. Gdy zabieralismy sie za wspolne gotowanie, zawsze konczylo sie mega klotnia. Czegos chyba jednak go nauczylam, bo teraz, gdy juz dawno pomachalam mu na pozegnanie, ma w domu posprzatane.

    Moj terazniejszy zwiazek trzyma sie przede wszystkim na tym, ze facet potrafi robic rozsadne jedzeniowe zakupy, gotujemy razem zawsze i nigdy sie przy tym nie klocimy, jemy praktycznie to samo, wstaje bez protestow od kompa gdy czas pomyc lub ugotowac a takze z wlasnej inicjatywy czysci podloge, robi pranie i zmywa. Niestety, pol na pol to to nie jest, nadal robie wiecej i to nalezy zmienic. Cale szczescie nie jest to jednak sto procent ja i zero on.

    W domu sie tego nie nauczyl, bo jego ojciec znikal z domu na dwanascie godzin w fabryce i bardzo sie z tego cieszyl, a mama uzalala sie w tym czasie nad swoja rola kury domowej, bo bardzo chciala dalej pracowac i gotowanie ze sprzataniem zupelnie jej nie szlo. Moj z zadnego ze swoich rodzicow nie zamierzal brac przykladu, wiec gdy w wieku szesnastu lat rodzice wyekspediowali go do innego miasta, postanowil nie pracowac ani zawodowo, ani w obejsciu. Kuchennie uratowala go milosc do Wloch, kancerofobia i przede wszystkim kraj pochodzenia: kto byl w Japonii, wie, ze ichniejsze bylejakie zarcie jest o wiele zdrowsze od naszego rodzimego, chocby ulubiony wtedy ryz z algami mojego faceta czy tofu z sosem sojowym na kolacje. Sprzatac nauczyl sie w Europie, gdzie zaczepil sie w socjalnym sektorze na nie zawsze najwyzszym szczeblu. Dobrze, ze trafilam na niego wtedy, gdy rzeczywistosc juz go odpowiednio uksztaltowala.

    OdpowiedzUsuń
  42. Twój obrazek jest rewelacyjny. Ten jak i inne. Wow. Fajnie się też czyta dyskusje pod nimi.

    OdpowiedzUsuń
  43. żyję jak zwierzę... maja rodzina żyje jak zwierzęta... moje współlokatorki żyją jak zwierzęta... warto wiedzeć :P

    OdpowiedzUsuń
  44. Zapraszam też do mnie fanów fantastyki http://libenti.pl

    OdpowiedzUsuń
  45. O, kolejne potwierdzenie, że jestem zwierzęciem! Nie to, żebym się wypierała...
    Podział w domu mamy dość prosty: ja gotuję (czasem) i ogarniam ogólnie kuchnię, on sprząta (jeszcze bardziej czasem) i pierze. Młode ja zawlekam do przedszkola, Książę Małżonek przywleka. Koty ogarniamy wspólnie. Zakupy tyż.
    O, my zwierzęta, my.

    Ija Ijewna

    OdpowiedzUsuń
  46. Ja też jestem feministką.Uważam osobiście że faceci to banda patałachów i niedorozwojów. To jest moje zdanie. Faceci myślą że są nie wiadomo kim i mogą robić z kobietą to co im się podoba.I uważają też że kobieta powinna być kurą domową (po ślubie) i najlepiej po pracy podać swojemu mężowi kapcie po pracy. TO JEST ŻAŁOSNE !!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie jesteś feministką. Jesteś mizoandryczką, co w zasadzie stawia cię na równi z mizoginami.

      Usuń
    2. Chyba sama wiem że jestem feministką!!!!! A ty jesteś feministką ???Facet to gnojek i pajac !!!!!

      Usuń