Kiciputek: 2014

niedziela, 21 grudnia 2014

Default colour of Hollywood



Gdyby coś kogoś ominęło:
http://www.thedailybeast.com/articles/2014/12/19/exclusive-sony-emails-reveal-studio-head-wants-idris-elba-for-the-next-james-bond.html?source=TDB&via=FB_Page

W pewnych miejscach w sieci zrobiła się z tego godna lepszej sprawy afera.

Nie potrafię wyobrazić sobie powodu, dla którego Bond miałby być wyłącznie biały. Tyle razy zmieniał już wiek, wygląd, charakter - więc dlaczego nie kolor skóry? 
Na marginesie dodam, że kompletnie abstrahując od tej kwestii, Idris Elba byłby wcale niezłym Bondem. A na pewno bardzo przystojnym (Craig w ogóle mi nie podszedł). 

W drugim kadrze mowa jest o tym filmieNie wiem, po co Scott bierze się za tę historię (raczej nie ma szans opowiedzieć jej fajniej niż "Książę Egiptu").

niedziela, 14 grudnia 2014

Natura to bzdura


Jak ja kocham te wszystkie bzdury o naturalnym jedzeniu, naturalnym życiu, o dobrej i troskliwej naturze. O tym, że jeżeli będziemy się odżywiać naturalnie to będziemy zdrowi, bo natura zaprojektowała nas tak, żebyśmy żyli bardzo długo i szczęśliwie. 

W interesie matki natury nie leży nasze długie i szczęśliwe życie. Jeżeli już upieramy się ją antropomorfizować, to raczej zależy jej na tym, żebyśmy się w miarę szybko rozmnożyli, a później również w miarę szybko umarli nie marnując zasobów następnemu pokoleniu.


Na deser przepyszny cytat z bloga Beaty Pawlikowskiej:

Czy wiecie, że w ciągu ostatnich 20 lat liczba zachorowań na raka wzrosła o ponad 90%? A wiecie dlaczego? Bo żywność, która jest w zwykłych sklepach, jest zatruta chemicznie. Żywność ekologiczna to takie jedzenie, do którego producenci nie dodali chemii. 

Z którego dowiadujemy się, że rosnące statystyki dotyczące zachorowań na nowotwory nie mają nic wspólnego ze wzrostem średniej długości życia ani lepszą diagnostyką - nie, to wszystko przez to, że człowiek wynalazł paskudną Chemię. Po co komu była ta Chemia, całemu światu się żyło tak dobrze, kiedy jej nie było.

Śmieszki śmieszkami, ale bzdury wypisywanie przez panią Pawlikowską są nie tylko zabawne - mogą też stanowić realne zagrożenie dla zdrowia i życia osób, które w nie uwierzą. Na przykład w takie, jak w tej notce.

Pamiętajcie, żeby podchodzić z wielką ostrożnością do tego typu wynurzeń oszołomów eko-żywienia. Picie surowego mleka (niegotowanego, niepasteryzowanego) może być niebezpieczne

sobota, 8 listopada 2014

Klapsy są dla dorosłych


Mam nadzieję, że nie trzeba tego wyjaśniać, ale na wszelki wypadek uprzedzę: chodzi o konsensualną zabawę erotyczną między dwojgiem dorosłych, oczywiście. Nie o klepanie po pośladkach przypadkowych kobiet.

A teraz pozwólcie mi pochylić się jeszcze raz nad najpopularniejszymi argumentami, z którymi spotykam się w internetowych dyskusjach na temat bicia dzieci:

"Klaps jest często jedynym skutecznym sposobem dotarcia do dziecka."

Nie jest. Jeżeli ktoś uważa, że ból jest bodźcem, który zniechęca dzieci do pewnych działań, nigdy chyba nie widział dziecka w gipsie, które właśnie wspina się na drzewo, z którego spadając dopiero co złamało sobie rękę.

"Klaps to nie przemoc, nie chodzi o ból tylko o pewien sygnał."

Skoro nie chodzi o ból, to dlaczego akurat klaps? Dlaczego nie jakiś sygnał, który n i e powoduje bólu?

"Dzieci, które nie dostają klapsów są rozpuszczone i niewychowane." 

Wychowywanie dzieci nie sprowadza się do tego, że albo je bijesz, albo nie wychowujesz wcale. Istnieje całe spektrum innych zachowań i metod wychowawczych.

"Dzieci w pewnym wieku po prostu nie rozumieją innych metod."

Wyobraź sobie, że zamiast dziecka masz do czynienia ze swoim starym, cierpiącym na demencję ojcem, który nie przyjmuje do wiadomości twoich słownych poleceń. Czy w tej sytuacji dałbyś mu "klapsa" w twarz? 
Jeżeli w "pewnym wieku" dziecko będzie miało do czynienia tylko z metodą klapsa, to jak ma się nauczyć rozpoznawać inne? Skąd ma wiedzieć, jak na nie reagować? Co zrobić z nastolatkiem, któremu już nie da się przyłożyć, a który w dzieciństwie nie miał kontaktu z innymi środkami wychowawczymi? 

"Co mam zrobić w sytuacji, kiedy małe dziecko jest nieposłuszne i sprawia dla siebie zagrożenie? Mam pozwolić, żeby zrobiło sobie krzywdę, żeby tylko nie dać mu klapsa?" 

Nie, masz go pilnować. W pewnym wieku dzieci po prostu nie mogą być spuszczane z oczu i to jest psi obowiązek rodzica dopilnować, żeby nic złego sobie nie zrobiły. Decydując się na dziecko trzeba brać to pod uwagę. 

"Mnie w dzieciństwie rodzice bili i dzięki temu wyszedłem na ludzi."

Pewne błędy wychowawcze nie przekreślają szans dziecka na bycie porządnym człowiekiem - kto zresztą uważa sam siebie za "nieporządnego" człowieka? Nie przekreślają też miłości i szacunku dziecka do rodzica, więc racjonalizowanie ich zachowania wydaje się być naturalnym ludzkim odruchem. Jednak dużo zdrowiej i uczciwej jest przyznać przed sobą że czasami jesteśmy dobrymi ludźmi i kochamy ich pomimo a nie dzięki ich działaniom.


Na koniec ponownie zapraszam was do lektury notki Wojciecha Orlińskiego, w komentarzach zaistniała tam ciekawa dyskusja na temat klapsów i wychowawczego bicia dzieci:

wtorek, 4 listopada 2014

Wolność od szczepień i od myślenia




Jeżeli ktoś uważa, że obowiązek szczepień jest ograniczeniem jego wolności, niech pamięta, że jest nim także obowiązek spełniania wymogów sanitarnych sanepidu przez lokale gastronomiczne. Chyba, że ktoś chciałby znieść także obowiązek spełniania wymogów sanitarnych sanepidu przez lokale gastronomiczne w imię wolnego rynku. I uważa, że jeśli struje się na śmierć w jakiejś knajpce to nigdy więcej już do niej nie pójdzie i będą kwita.

Jeżeli ktoś uważa, że państwo nie ma prawa decydować o losie jego dzieci, niech przypomni sobie, że prawo służy również do ochrony dzieci przed głupotą ich rodziców.

Jeżeli ktoś uważa, że zdrowie jego dziecka to jego sprawa, niech przypomni sobie, że szczepienia budują także odporność grupową, która ratuje życie osób nie mogących przyjmować szczepień i chroni zdrowie całej populacji.

Jeżeli ktoś uważa, że jest mądrzejszy od lekarzy, niech się puknie w głowę.

Polecam:
https://sporothrix.wordpress.com/2014/10/26/antywacki-chwytaja-sie-brzydko/




czwartek, 25 września 2014

Piksele gryzą


Daniel mnie poprosił o kiciputkowy portret. Postanowiłam uchwycić go w chwili klasycznej danielowej frustracji podczas powolnego stukania w klawiaturę jednym palcem. 

czwartek, 18 września 2014

Książkowi fetyszyści






Nie rozumiem dziwnego fetyszu (snobizmu?) na czytanie.

I nie zrozumcie mnie źle. Książki są fajne i mają swoje zalety. Jak każde inne medium. Czytanie wzbogaca słownictwo i może poszerzać wiedzę na różne tematy.
Ale może też robić z mózgu grzankę i uczyć paskudnego języka.

Przede wszystkim chciałabym rozprawić się z mitem, według którego czytanie rozwija wyobraźnię dużo bardziej niż inne media. Że bardziej angażuje i stymuluje mózg. Nieprawda. Kiedy masz, na przykład, wyobrazić sobie góry - co ci w tym bardziej pomoże? Opis tego, jak bardzo były strzeliste? Czy może oglądany wcześniej widok najpiękniejszych szczytów świata z różnych perspektyw? Poziom naszego rozwoju to nie tylko odpowiedni dobór odpowiednio użytych słów. Media takie jak film, obraz, komiks, gry uczą nas widzenia i operowania obrazem, co jest kluczowe dla wyobraźni. Bo do czego się ona sprowadza - do tworzenia nowych rzeczy ze skrawków obrazów rzeczywistości, które już mamy w głowie. Czytając też przecież nie tworzysz całkiem nowych obrazów, tylko korzystasz z twarzy, miejsc, rzeczy, które już widziałeś.

Kolejny przykład - granie w gry komputerowe angażuje mózg dużo bardziej niż bierne czytanie książki. Czy w takim razie można używać tego argumentu jako przykładu wyższości jednego medium nad drugim?

Wszystko, co przyswajamy - książki, gry, filmy - rozwija nas w równym stopniu, na różnych płaszczyznach.

Przez wiele lat książki były jedynym dostępnym źródłem wiedzy. Dzisiaj już nie są, a celebrowanie czytania pozostało. I o ile nadal wiele z najcenniejszych informacji w pewnych dziedzinach można znaleźć tylko w książkach - o tyle kompletnie już nie jestem w stanie zrozumieć celebrowania czytania książek jako rozrywki bardziej wartościowej niż - na przykład - oglądanie telewizji. Rozrywka to rozrywka. Ma sprawiać przyjemność. Jak można to wartościować?

A jeśli już mamy wartościować - to na podstawie samej treści rozrywki, a nie medium, jakim jest przekazywana. Oglądając ramówkę tvnu masz taką samą szanse natknąć się na gniota, jak przeglądając promocje w Empiku. Nie zapominajmy, że twórczość Katarzyny Michalak, Beaty Pawlikowskiej czy wszelkie twory greyopodobne to również książki.

niedziela, 14 września 2014

wtorek, 9 września 2014

Gender Vader Mikke w Kosmosie



Kolega mrw przyuważył tę piękną wlepę Karnego Korwina na banerze reklamowym wydawnictwa Krytyki Politycznej, która natychmiast nasunęła nam piękne skojarzenia:



Swoją drogą w otagowanym przez korwinią mordkę Przewodniku po Gender znalazło się kilka kiciputkowych ilustracji, więc polecam.

Trochę tu cicho ostatnio, głównie przez wyjazdy, zlecenia i szlifowanie projektu Shadowshifters.

piątek, 15 sierpnia 2014

Wiedźmin - spotkanie po latach


Nie gram w gry komputerowe, bo jestem w tym kiepska i nigdy nie mam czasu. Ale uwielbiam śledzić ich produkcję, newsy, lubię patrzeć jak ktoś gra, podziwiać grafikę i fabułę. Śledzę więc sobie ostatnio produkcję do Wiedźmina trójki i powiem wam, że nowe concepty postaci są zajebiste :D Miałam wielki żal do twórców po pierwszej części, za to, że kompletnie olali istnienie Ciri - teraz widzę, że było to dobre posunięcie. Taki powrót po latach w nowej, starszej wersji, to dla fanów (a przynajmniej dla jednej fanki) fantastyczne rozwiązanie, które uderza w sentymenty.

Można się oczywiście czepiać kilku rzeczy - niepraktycznych obcasów czy zalotnie rozchełstanej koszuli. Chociaż wydaje mi się, że nie kłócą się one z naturą Ciri, która oprócz wojowniczki, była też przecież nieco próżną księżniczką - włócząc się ze Szczurami zdobiła się w świecidełka i piórka. Słyszałam też głosy, że jej blizna w nowym designie jest za mało wyraźna i szpecąca, ale to już pewnie natura sztuk wizualnych. W serialowej "Grze o Tron" na przykład też potraktowali Tyriona łagodniej niż w wersji książkowej.  Blizny Geralta też bardziej w sumie zdobią niż szpecą.

Oczywistą rozbieżnością jest kolor włosów, które powinny być popielato szare, nie białe. Ale co tam. Mi nie przeszkadza. Wszystko z nawiązką wynagradza mi jej prześlicznie wyrzeźbiona twarz.

PS: Okazało się po lekturze komci, że moja pamięć serii jest nieco nieświeża i że Ciri na koniec posiwiała. Także wszystko się zgadza!

niedziela, 10 sierpnia 2014

Mity i chochoły: wychowanie bezstresowe



Miałam dziś ochotę wrzucić tu dzisiaj komiks o życiu, kotach i deadline'ach, ale do poniedziałku jestem pozbawiona sprawnego tabletu. Moje plany spaliły więc na panewce. Później uświadomiłam sobie, że część z Was zagląda tu nie tylko ze względu na moje komiksy, ale czasem też dla tego, co mam do powiedzenia, a tak się składa, że od pewnego czasu mam sporo do powiedzenia na temat tak zwanego "bezstresowego wychowania". Drugim moim planem była więc notka demontująca tego chochoła. Niestety (a może na szczęście) robiąc research odkryłam, że w moich planach wyręczył mnie już Wojciech Orliński pisząc na ten temat doskonałą notkę:


Warto się zapoznać, właściwie załatwia sprawę. Dla ekstra leniwych, w skrócie: bezstresowe wychowanie nigdy tak naprawdę nie istniało jako nic, poza prawicowym mitem-straszakiem. Bo tak naprawdę: znacie kogoś, kto stosuje bezstresowe wychowanie albo chociaż wie, na czym konkretnie polega? Znacie kogoś, kto wypowiada się o nim inaczej, niż w tonie negatywno-apokaliptycznym?

Skoro to już mamy rozpracowane, można by się zastanowić, kiedy i jak właściwie zaczęła się ta paranoja. Okazuje się, że terminem "bezstresowe wychowanie" zaczęto po raz pierwszy nazywać metody prezentowane przez doktora Spocka w książce "Dziecko". Metody te sprowadzały się w skrócie do tego, żeby - o zgrozo - mniej bić dzieci w celach wychowawczych, a częściej je przytulać. Zgrozą faktycznie powiało, jako że książka wyszła w latach czterdziestych, kiedy takie podejście do wychowania było prawdziwie rewolucyjne i wzbudziło powszechne oburzenie ludzi przekonanych, że takie postępowanie rozpuści dzieci do granic możliwości i pozwoli im sterroryzować rodziców. Co ciekawe, Spock, chociaż generalnie przeciwny karom cielesnym, przyznaje również, że czasami lepszy jest jeden szybki klaps, który oczyści atmosferę, niż toskyczne trucie dziecku przez cały dzień o tym, jak bardzo nas rozczarowało:

'If an angry parent keeps himself from spanking, he may show his irritation in other ways: for instance, by nagging the child for half the day, or trying to make him feel deeply guilty. I'm not particularly advocating spanking, but I think it is less poisonous than lengthy disapproval, because it clears the air, for parent and child.'' 


Dzisiaj prawie nikt już nie pamięta o przełomowym dziele pana Spocka, jednak nadal wszyscy chętnie wylewają pomyje na bezstresowe wychowanie. 



Jeżeli interesuje was moja prywatna opinia, bicie dzieci uważam za kompletną porażkę wychowawczą i naprawdę niewiele sobie potrafię wyobrazić sytuacji, w których byłoby konieczne. Bicie dziecka nie uczy go, dlaczego powinno postępować dobrze - uczy tylko, że jeśli postąpi źle, czeka go ból i upokorzenie. A największy problem tej metody polega na tym, że dzieci szybko rosną i szybko stają się większymi od swoich rodziców nastolatkami - mniej bezbronnymi, za to wciąż często niezbyt rozgarniętymi. Jak poradzić sobie z takim nastolatkiem, którego nie można już uderzyć, bo odda, jeżeli wcześniej nie wypracowaliśmy żadnej bardziej cywilizowanej metody porozumienia? No i na koniec rzecz, która mnie najbardziej zastanawia - jak w ogóle dorosły człowiek jest w stanie uderzyć słabszą, bezbronną istotę bez oporów i wyrzutów sumienia? 




Bardzo powoli przechodzę do tego, o czym w zasadzie chciałam pisać, czyli ogólnie o tym, jak się traktuje dzisiaj dzieci i dlaczego źle. Świetnie nada się do tego przykład z takiego oto fragmentu artykułu w "Polityce": 





Żeby pokazać, jak wiele zła czai się w tym tekście, będę musiała rozebrać go na czynniki pierwsze. Już pierwsze kilka zdań jawi nam się jako pretensjonalny i pozbawiony treści bełkot. Czy ktoś w ogóle potrafi mi wyjaśnić, o co chodzi z "poczuciem niezasłużonej degradacji"? 



"Na przykład gdy 12-letnia siostrzenica zjeżdża z kilkudniową wakacyjną wizytą. I odmawia zjedzenia obiadu, bo nie lubi buraczków."



A to wredna dziewczyna, na pewno na złość mu nie lubi tych buraczków. Jak w ogóle ma czelność czegoś nie lubić.



"Wstaje bez "czy mogę" i "dziękuję". Siedzi niechlujnie, podpiera się, podkula nogi."



Ratujcie mnie, czy my się cofnęliśmy do XIX wieku? Naprawdę trzeba pytać ludzi, czy możemy odejść od stołu? Naprawdę komuś przeszkadza, jak inni układają nogi siedząc przy stole z rodziną?



"Nie przychodzi jej do głowy pomóc w nakrywaniu, sprzątaniu, zmywaniu." 



A nie można po prostu poprosić o pomoc? 



"Nie ma w zwyczaju odpowiadać pełnym zdaniem." 



Kolejna tragedia, porażka kindersztuby.



"Wcina się ze swoimi problemami i uwagami w rozmowy dorosłych."



A to już po prostu koszmar. Jeszcze bezczelny bachor sobie pomyśli, że może rozmawiać z dorosłymi na równych prawach. Bezczelnie wcina się ze swoimi durnymi, dziecięcymi problemami, zamiast milczeć i znać swoje miejsce.  



"Chichocze, gdy coś wyda jej się niedorzeczne"



Bo nikomu z nas, dobrze wychowanych ludzi, się to nie zdarza. 



"Nie patrzy w oczy podczas rozmowy. Jest niewychowna." 



Jak żyć. 




Całość tekstu, poza kompletnie bzdurnymi pretensjami, jest też wyrazem ogromnego zdziwienia tym, że dzieci zachowują się jak dzieci. Czyli, czasami po prostu... well, dziecinnie. Wielu z tych okropnie poważnych problemów można by się pozbyć po prostu traktując dziecko jak drugiego człowieka, a nie istotę niższej rasy, w dodatku z obcej planety. 


piątek, 8 sierpnia 2014

Szach mat, ewolucjo


Dedykowane wszystkim dorosłym ludziom, którzy wierzą, że może opętać ich lalka, postać z kreskówki lub orientacja seksualna. 

Swoją drogą, skoro już palimy tęcze, dlaczego nie przejść od razu do kopania kotków, deptania motylków i srania na kwiatki? W końcu po co nam miłe, kolorowe rzeczy. 

wtorek, 29 lipca 2014

Kuc Rafał



Drodzy czytelnicy - poznajcie Kuca Rafała. Chociaż wiele z was pewnie miało okazję go już poznać.

Kuc Rafał to cyniczne stworzenie, które lubi przykrywać swoje chamstwo i brak inteligencji emocjonalnej "szczerością", "niepokornością" lub "bezpośredniością". Posiadacz "niepopularnych opinii". Niepopularnych tak bardzo, że powtarzanych tylko w co drugim kwejku. Niezmiennie uciskany i kneblowany przez poprawność polityczną. Jego wolność słowa jest nieustannie zagrożona przez ludzi, którzy nie śmieją się z jego żartów i przez dziewczyny, które nie chcą się z nim umawiać.

Zachęcam do podmieniania tekstów w dymkach i tworzenia własnych przygód Kuca Rafała.

sobota, 5 lipca 2014

Pułapki nostalgii




Nie znoszę wszystkich tych tekstów spod znaku "kiedyś było lepiej, ludzie mieli pieniądze/zdrowie/wartości/sens życia". Poszczególni ludzie - może i tak, zresztą tak samo, jak dzisiaj. Ogółem jednak historia ludzkości to historia okrucieństwa, ciężkiej pracy, cierpienia, chorób, wojen i głodu. I odważę się postawić śmiałą tezę, że nigdy nie żyło się ludziom w naszym zakątku świata tak dobrze, jak dzisiaj.

A tak z innej beczki, mały bonus: 

Na koniec mały kącik ogłoszeń:

Po pierwsze, dziękuję wszystkim, którzy zamówili w pre-orderze "Rag&Bones"! Komiksy już się drukują, a wysyłką zajmiemy się, jak tylko przylecą do nas z drukarni. Jeżeli przylecą przed 16 lipca - robimy wysyłkę 16 lipca, osobiście podpisując i pakując każdy egzemplarz. Jeżeli przylecą później, robimy to samo, z tym, że dopiero po moim powrocie z Luksemburga - 22 lipca. Tak czy inaczej, wszystkie powinny dotrzeć do Was przed końcem miesiąca.

Po drugie - w kwestii afery ze sprzedażą nielegalnej kopii pracy Daniela - dziewczyna, zdaje się, zrozumiała w końcu swój błąd, Daniel dalej prowadzi z nią rozmowę mailową. Zdecydował się nie kierować sprawy do sądu, jeżeli dziewczyna wywiąże się ze swoich obietnic poprawy. 

niedziela, 8 czerwca 2014

Klęska urodzaju


Na pewno to już wiecie, ale jest takie prawo wszechświata, według którego wszystkie zlecenia, imprezy i finalne etapy projektów komiksowych wypadają w tym samym tygodniu, co sesja. 

Jeżeli nie wiedzieliście tego i jesteście mi teraz wdzięczni za to odkrycie, lub jeżeli kochacie mnie z jakichś innych powodów, bądź też jeżeli nie lubicie mnie wcale, ale moja kreska nie jest Wam wstrętna - możecie na przykład kupić sobie mój komiks w przedsprzedaży:



Kucpie go zwłaszcza, jeżeli lubicie fajne historie. Pomysł na fabułę Rag&Bones siedział mi w głowie od dłuższego czasu, aż w końcu postanowiłam powierzyć scenariusz do napisania Dominikowi Szcześniakowi i to był strzał w dziesiątkę. Dominik świetnie wczuł się w klimat, tchnął życie w postaci i rozkręcił fabułę. Stworzył właśnie takie Rag&Bones, jakie sobie wymarzyłam.

Jeżeli czujecie się zachęceni - w poprzedniej notce znajdziecie dokładne instrukcje, jak zamówić komiks. 

środa, 4 czerwca 2014

Rag&Bones - przedsprzedaż!

"Rag & Bones" to komiks mój (rysunki) i Dominika Szcześniaka (scenariusz). Jego premiera odbędzie się podczas lipcowego festiwalu komiksowego w Luxemburgu. 28-stronicowy, czarno-biały zeszyt, zostanie opublikowany pod banderą wydawnictwa timof i cisi wspólnicy w dwóch wersjach językowych: polskiej i angielskiej. 


Aby zamówić komiks, należy wysłać mejla na adres ragandbonescomic@gmail.com i postępować zgodnie z instrukcją zawartą w odpowiedzi. Cena egzemplarza komiksu (z wliczoną opłatą za przesyłkę) to 14 zł.

Rag i Bones, ciągnąc swój wózek z rupieciami przemierzają postapokaliptyczny świat handlując wszystkim, co tylko uda im się znaleźć. W rzeczywistości, w której nikt nie pamięta pierwotnego przeznaczenia przedmiotów i urządzeń, kręcą swój własny, skromny biznes. Raz na wozie, raz pod wozem.


Poniżej pięć pierwszych plansz komiksu:









wtorek, 3 czerwca 2014

Nożyczki Do Penisów To Chwytliwy Tytuł Notki


Ilonka z Chata Wuja Freda robi planszówkę i jeśli uzbiera 42 000 zł to Kiciputek będzie jedną z postaci :) Na Polak Potrafi ma już 24 902 zł, więc są spore szanse! Wspierajcie tutaj: http://polakpotrafi.pl/projekt/igranie-z-gruzem#progi

czwartek, 22 maja 2014

Sudden realization




Niemożliwe, jestem szczupły i piękny.
Po co ludzie daliby mi za małe pudełko, to bez sensu.



W ten weekend będzie można spotkać mnie na Komiksowej Warszawie. Będę głównie się gdzieś tam kręcić, trochę siedzieć na stoisku Yatty z Kobietą-Ślimakiem, a w niedzielę o 14 mamy z Dominikiem Szcześniakiem spotkanie na temat naszego powstającego właśnie komiksu - Rag&Bones.




Rag i Bones, ciągnąc swój wózek z rupieciami przemierzają postapokaliptyczny świat handlując wszystkim, co tylko uda im się znaleźć. W rzeczywistości, w której nikt nie pamięta pierwotnego przeznaczenia przedmiotów i urządzeń, kręcą swój własny, skromny biznes. Raz na wozie, raz pod wozem.


Ruszamy z pre-orderami w połowie czerwca i liczymy na wsparcie :)

niedziela, 27 kwietnia 2014

Marketing zakompleksiony


Nie macie wrażenia, że producenci reklam traktują mężczyzn nieco obraźliwie? To znaczy – mam na myśli, że obchodzą się z nimi, jak z istotkami niemożliwie przewrażliwionymi na punkcie swojej męskości. Jakiś kompleks tu na wierzch wyłazi. Mam wrażenie, że taka fiksacja na punkcie męskości dotyczy głównie osobników niepewnych swojej tożsamości płciowej, którzy muszą sobie ją wmawiać odnosząc się do jakiś przedziwnych atrybutów macho-kultury. Mężczyźni pewni swojej męskości nie muszą się bać, że wykastruje ich włożenie rajstop, pozmywanie naczyń albo kolor różowy.
W ogóle dzielenie produktów na te dla mężczyzn i te dla kobiet rośnie ostatnio do poziomów absurdu. Czym się różni krem nawilżający dla kobiet i dla mężczyzn? A maszynki do golenia? Zatyczki do uszu? Długopis? Chusteczki? Młotek? I bynajmniej nie biorę tych przykładów z kosmosu, tu macie dowód.
Jeszcze jedna śmieszna rzecz – zauważyliście, że reklamy niemal WSZYSTKICH leków są kierowane wyłącznie do kobiet? Depresja, wzdęcia, zaparcia, migrena, nerwica, biegunka, żylaki – oglądając telewizję mam wrażenie, że to są choroby, które przytrafiają się wyłącznie kobietom. Mężczyznom pozostaje już tylko impotencja, łysienie i przerost prostaty. Skąd to się bierze? Czy z przekonania, że leki kupują wyłącznie kobiety, a mężczyzna prędzej umrze niż pójdzie do lekarza lub apteki? 
Na temat dalszych absurdów nie będę się już produkować, bo o wizerunku kobiet i mężczyzn w reklamach napisano już bardzo dużo. Podsumuję tylko osobistym wrażeniem – oglądając reklamy czuję się trochę jakby ich twórcy trwali zamrożeni na wieczność w latach pięćdziesiątych. 

wtorek, 25 marca 2014

Pyrkorelacja


Kapitan Ameryka - strażnik wartości moralnych i fan Tequili.

Jak było? Było super. Mając na uwadze doświadczenia sprzed roku, tym razem wybrałam się na konwent dzień wcześniej, żeby przed całym zamieszaniem wyspać się, przebrać, uczesać i przygotować. Jako gość dostałam pokój w ślicznym hostelu na starym mieście, tuż obok klubu Go-Go. Na miejsce Pyrkonu dotarłam więc w piątek wypoczęta i promieniująca energią.

Piątek upłynął mi na krążeniu między stoiskami (Dobre Historie sprzedawały Tequilę, Firebird kubki, Komikslandia wszystkie gadżety Kobiety-Ślimaka). Miałam trochę czasu żeby podziwiać konwentowe cuda. Na hali lego znalazłam na przykład coś takiego:



Konwentowa afera kostkowa oczywiście wzbudziła mój niesmak. Reklama była słaba i subtelna jak cegła w skarpecie.

Wieczorem miałam pierwszy dyżur autografowy i tu przeżyłam pierwszy szok związany z ilością ludzi, którzy przyszli do mnie po podpis na albumie "Tequili". Kolejka była naprawdę wielka, ale na szczęście wystarczyło mi sił, żeby każdemu naskrobać coś od siebie. Prewencyjnie zaopatrzyłam się wcześniej w ołówki, pędzle i tusze.




W sobotę, na drugim dużyrze, też zebrało się mnóstwo osób. Tym razem do podpisu dostaławałam nie tylko Tequile, ale też kadry z Barw Biedy, co mnie bardzo wzruszyło. Tak samo, jak nieśmiałe prośby o rysunek z Josephem lub Remim. Spotkałam też trzech panów, którzy przedstawili się jako moi hejterzy, ale po rozpoznaniu mojej tożsamości i zaproszeniu do pohejtowania na żywo szybko czmychnęli. Tak czy inaczej, pozdrawiam serdecznie!


A tak wyglądała kolejka do sali, w której odbywała się prelekcja o "Barwach Biedy". Niestety, nie wszyscy się zmieścili. Przez chwilę miałyśmy z Iloną nadzieję, że może dla nas też zabraknie miejsca i fani poprowadzą sobie spotkanie sami.

Spotkanie z fanami Barw Biedy wypadło zajebiście. Było dużo aaaaw i dużo śmiechu i dużo zaangażowania ze strony publiczności. Prawdziwy motywacyjny kopniak.

Ostatniego dnia już tylko snuliśmy się z Danielem z miejsca na miejsce, zmęczeni. Na koniec dopadliśmy jeszcze Jezusa, który wyglądał na dużo bardziej zmarnowanego niż my.


Można chyba powiedzieć, że ostatniego dnia konwentu Jezus chodził jakiś taki przybity.

I to tyle. Wróciliśmy z mnóstwem fajnych wspomnień... I mnóstwem gadżetów. 


Nie mam pojęcia, jakim cudem przytargaliśmy to wszystko do Lublina... 

A te wspomnienia psuje tylko fakt, że ostatniego dnia ktoś bezczelnie okradł stoisko Firebird ze wszystkich pieniędzy, które właścicielom udało się zarobić... Biorąc pod uwagę fakt, że przez halę bez monitoringu przewinęło się 23 tysiące osób, szanse na odnalezienie złodzieja są bliskie zeru. Pozostaje wielki żal i współczucie dla przesympatycznej ekipy Firebird. 

niedziela, 16 marca 2014

Pyrkon!


Uwaga, uwaga! Informacje pyrkonowe:

W piątek o 15:30 będę na Konkursie Tequilowym, być może też zahaczę o 16 o prelekcję Kobiety-Ślimak "O pisaniu i wydawaniu komiksów". O 17:00 zaczynają się "Pogaduchy przy Tequili", gdzie pewnie będą mnie pytać o Tequilę. I może o coś innego. O 18:00 będę razem z Łukaszem Śmiglem podpisywać Tequile. 

Następny dyżur autografowy mam z Iloną o 17:00 w sobotę - tuż po prelekcji o Barwach Biedy, punkt 16. 

Oprócz tego będą do kupienia moje kubki i trochę oryginalnych prac Daniela, na stoisku Firebird, o tutaj: 

No to widzimy się w piątek! Do zobaczenia :)