Kiciputek: Dygresja społeczna

środa, 17 lipca 2013

Dygresja społeczna



Są dwie rzeczy, których ostatnio nie lubię najbardziej na świecie: powszechnego przymusu przedsiębiorczości i oceniania ludzi na podstawie ich wartości na rynku pracy. Seriously guys - nie każdy wybierając swoją ścieżkę edukacyjną myśli tylko o tym, ile może na tym zrobić hajsów. Nie mam nic przeciwko zarabianiu pieniędzy, fajnie mieć pieniądze. Ale - może trudno to sobie niektórym wyobrazić - nie wszyscy dążą w życiu wyłącznie do tego, żeby mieć ich jak najwięcej. To nie jest tak, że jeśli wszyscy pójdą kształcić się na informatykę, inżynierię, zarządzanie, medycynę czy stomatologię to świat nagle stanie się lepszym miejscem i wszyscy będą żyć w dostatku. I nie jest tak, że jeśli ktoś w życiu ma pecha i akurat nie radzi sobie finansowo to jest nieprzedsiębiorczym, roszczeniowym pasożytem, który zasługuje wyłącznie na to, co najgorsze. Musisz być  "przedsiębiorczy" i "zaradny" - żadne inne twoje cechy się nie liczą. Odnoszę się tutaj trochę do ostatniej notki Naimy i tego, co znalazłam w komentarzach pod nią. Czyli na przykład takie oto cytaty z inicjatywy charytatywnej o nazwie "Szlachetna Paczka":

“Nie włączamy do projektu rodzin, które są roszczeniowe i utrzymują się ze swojej biedy.”
Rodziny te twierdzą że nasza pomoc im się należy. (…)
Jeżeli rodzina, zamiast proponowanego przez nas typu dżemu, żąda produkt konkretnej marki i to z górnej półki, to znaczy, że nie potrzebuje wsparcia, tylko drogich rzeczy. (…)


Bo jeżeli sytuacja życiowa wymaga od ciebie korzystania z pomocy społeczeństwa, to pamiętaj, że możesz prosić wyłącznie o najtańszy dżem, odpowiedni dla biedoty. Albo tylko o najtańszą, plastikową lalkę - a nie taką markową, jaką mają wszystkie koleżanki w klasie. Musisz pamiętać - to wszystko ci się nie należy. Należy się dzieciom, które miały szczęście urodzić się w bogatszej rodzinie.

148 komentarzy:

  1. Nie no, zawsze możesz uciec do lasu i uprawiać zbieractwo. Zdecydowanie to nawet pomoże przy pracy w zawodzie 'artysty' - bo będzie i awangardowo i biednie. Ale niestety tak świat nie działa i należy zastanowić się co chcemy robić by przynosiło to wymierne korzyści materialne pozwalające na dalsze życie (a miło, jeśli realizujesz swoje marzenia i pasje zarabiając przy okazji).
    Nie widzisz natomiast tego, że wiele osób nie chce pracować bo tak jest im wygodniej. Za 'moich' czasów za bumelanctwo milicja zabierała do paki a i przy okazji odbili nerki żeby nauczyć obywatela, że praca to podstawa rozwoju narodu. Obecnie ile masz ludzi którzy żyją sobie w biedzie z wyboru (bo tak jest całkiem przyjemnie) czasami odwalą fuchę na boku - żyć nie umierać.

    “Nie włączamy do projektu rodzin, które są roszczeniowe i utrzymują się ze swojej biedy.”

    Jest całkiem słuszne i tak do cholery, KIEDY na prawdę ktoś nie ma co do gara włożyć nie będzie wybrzydzał. Ktoś kto wybrzydza nie zasługuje na pomoc (naucz się tego!) - a osoba na prawdę głodna i cierpiąca nigdy przenigdy nie powie Ci, że dżem chce inny - po prostu ze łzami wzruszenia przyjmie coś czego nie ma a o czym może pomarzyć. Rly... zejdź na ziemię i zobacz co się wyprawia i jak niektórym wygodnie się żyje w 'biedzie klasy premium'

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co z osobami które nie są na skraju biedy, ale mają mało?

      Usuń
    2. Mówisz o mojej młodości? Nie wybrzydzałam. ; )

      Usuń
    3. Według Simona im najwyraźniej pomoc się nie należy, bo skoro ktoś nie wpierdala szczawiu z głodu, to najwyraźniej nie jest biedny, tylko roszczeniowy ;P

      Według mnie właśnie na tym polega pomoc, żeby komuś na przykład od czasu do czasu zafundować dżem z górnej półki zamiast wymagać od niego żeby jadł całe życie byle co.

      Usuń
    4. @kiciputek
      Ależ oczywiście, że robiąc paczkę dla SP możesz kupić im dżem z górnej półki - nikt ci tego nie zabrania. Jeśli jednak ofiarodawcy kupili jakiejś rodzinie tani dżem, a oni wybrzydzają to coś już jest nie tak.

      Usuń
    5. To popatrz jeszcze na to tak. Masz 10 głodnych rodzin i 10 zł w budżecie. Teraz wolisz "nakarmić" 10 rodzin dżemem za 1 zł, czy "posmakować luksusu" dwójce wybranych?

      Usuń
    6. MarBar, nie rozumiesz, jak działa ta inicjatywa - w niej wybierasz sobie jedną, konkretną rodzinę i pomagasz im według ich potrzeb.

      Jeżeli ktoś przy ofiarodawcach marudzi na produkty, które dostał, to jest to trochę nietaktowne, ale nie rozumiem sensu naskakiwania na ludzi dlatego, że poprosili o produkt lepszy niż ten, na który mogą sobie pozwolić na co dzień.

      Usuń
    7. Uwierz mi Kasiu, że w momencie kiedy na prawdę bieda piszczy wszystko jest dosłownie na wagę złota. Znasz takie pojęcie jak 'towary pierwszej potrzeby' ? Nie, to nie są takie lalki jak mają koleżanki, ale ubranie i jedzenie które pozwala egzystować w społeczeństwie, zeszyty które pozwalają się uczyć i książki z których się uczysz. To na prawdę nie jest powidło premium z cukrem trzcinowym dla hipsterów (notabene kijowe) ale najczęściej produkt krajowy i bardziej naturalny, tani, pozwalający go zjeść i przeżyć. Dodatkowo jak powyżej - mając ograniczone fundusze można pomóc większej ilości ludzi. I serio, bez znaczenia będzie chlebek normalny czy popieprzony z ziarenkami takimi a siakimi - wazne bedzie ze to jest jedzenie które można zjeść. Wiem, że może Ci być ciężko wyobrazić sobie taką sytuacje, może nawet nie mieści Ci się to w głowie - ale uwierz że tak jest. I ciesz się, że tego nie rozumiesz.

      Usuń
    8. Dlaczego uważasz, że nie rozumiem? Nie lubię tego typu protekcjonalnego tonu w rozmowach, ja przecież nie wchodzę tutaj w jakieś personalne aluzje.

      Właśnie dlatego powstały takie inicjatywy jak Szlachetna Paczka - dlatego, że jak się chce pomóc wszystkim, to się nie pomoże nikomu. A przecież można jednocześnie pomagać przeżyć ludziom w skrajnej nędzy i wspierać tych w mniej kryzysowej sytuacji, ale wciąż ubogich.

      Usuń
    9. No dobra - bieda piszczy, bierze się co dają i się dziękuje. Ale co kiedy bieda nie piszczy, da się przeżyć, ale jest ciężko? Kiedy nie ma ekstremalnej sytuacji, tylko jest sytuacja zła? Im się nie należy? Dlaczego?

      Usuń
    10. kiciputek, wiem jak to działa, ale podałem przykład innego typu pomocy i problemów z nim związanych. Co do Szlachetnej Paczki, to nadal uważam, że Simon-W ma rację. Jeśli osoba prosi o dżem i na propozycję innego niż ten z górnej półki reaguje: "Co to za pomoc! Domagam się lepszego", to tak naprawdę na taką pomoc nie zasługuje. Drugą i zupełnie inną sprawą jest już myślenie darczyńców, że można kupić byle gówno, a bieda i tak zje.

      Usuń
    11. Ale widzisz, tutaj poszło wyłącznie o to, że w spisie potrzebnych produktów rodzina wpisała ten jeden konkretny, droższy dżem i o to był do nich żal.

      Usuń
    12. Nie napisała, a (wg. cytatu) zażądała i stwierdziła, że taki im się należy, więc dalej nie rozumiem Twojego bulwersu.

      Usuń
    13. To "zażądała i stwierdziła, że taki im się należy" to już luźna interpretacja i nadużycie słowne piszącego. Wiem, jak działa Szlachetna Paczka, długo byłam w nią zaangażowana. Ktoś po prostu wpisał ten dżem w listę potrzebnych produktów - nie wiem, jak mógł "zażądać" i stwierdzić że "mu się należy" po prostu wypełniając ankietę potrzebnych produktów.

      Usuń
    14. Waaait. Jako takie pojęcie o SP też mam. Czy to nie wygląda tak, że taka godzina jest "badana" przed wyborem darczyńcy i jest prowadzona z nią rozmowa? Jeśli ten cały wybór rodziny potrzebującej kończy się na wypełnieniu ankiety to chyba coś jest nie tak...

      Usuń
    15. Jest rozmowa, taka ogólna - jaka jest ich sytuacja, czego najbardziej potrzebują. A dopiero później dostają do wypełnienia kartkę i wypisują, jakich konkretnie produktów potrzebują.

      Usuń
    16. Myślę, że Simon mówi o jednej sytuacji, a autorka o innej. Nie widzę kontrowersji tutaj. Ja rzuciłam pracę w agencji reklamowej i żyję tylko z malowania. Często spotykam się z ludźmi, dla których miarą sukcesu, powodzenia jest kasa. Wzruszam ramionami. Ja się nie śpieszę - i dla mnie to jest sukces. (znaczy, jak trzeba, to potrafię się sprężyć, wiadomo).

      Usuń
    17. Też miałam ze szlachetną paczką do czynienia. Nie dostawałam listy konkretnych produktów typu serek Danio waniliowy, tylko po prostu serek a jaki to już był mój wybór. Jeśli rodzina wpisała zamiast dżemu, dżem łowicza, dżem droższy to pierwsze co wolontariusze robią to też nie wychodzą z ryjem do takiej rodziny tylko rozmawiają skąd ten wybór. Myślę, że ten dopisek wyszedł właśnie z takiej rozmowy. Bo matka piątki dzieci mogła powiedzieć, że najmłodszy Jasiu kiedyś jadł i bardzo mu smakował, po nocach śni tylko o smaku tamtego dżemiku i wtedy jest wszystko okej. A może się baba zacząć awanturować, ze jej dżemu żałują. Każda rodzina wymaga indywidualnego podejścia i jestem pewna, ze nie wykluczają jakiejś tylko dlatego, ze chciała drogi dżem tylko na to składa się więcej czynników. Przykład dali jaki dali - uważam też, że nie tyczy się to każdej rodziny, która chce droższego dżemu tylko tych które są w tym właśnie roszczeniowe, stąd ten dopisek. Ot tyle.

      Usuń
    18. Pierwsza zasada wolontariatu brzmi - pomoc nie może być hańbiąca dla osoby, którą wspieramy. Zarzucanie rodziny produktami z najniższej półki w ogóle mija się z celem. Bo niech sobie żyją w przekonaniu, że są biedni, że niechciani i w ogóle niech buty liżą tym, którzy szarpnęli się na kaszę gryczaną z domieszką styropianu na obiad. "Łzy wzruszenia" to stanowcza przesada.
      Taką anegdotę z naszego miejscowego kółka pomocy przytoczę. Organizowaliśmy raz paczkę dla jednej rodziny, w której żyła sobie dziewczyna po studiach. Miała najlepszą chęć podjąć pracę, ale zwyczajnie nie mogła nic znaleźć. Pomoc między innymi oznaczała "doładowanie" szaf całej familii i dziewczyna dostała trochę nowych, naprawdę fajnych łaszek. I po raz pierwszy w życiu miała takie ciuchy, bo przeważnie dostawała zwykłe szmaty. No i co? Świadomość, że wygląda ładnie dodała jej pewności siebie i na rozmowie kwalifikacyjnej wypadła śpiewająco.
      Nie wiem, co jest złego w tym, jeśli mama poprosi o serek marki Tuptuś, skoro jej dzieci go uwielbiają, zwłaszcza jeśli Tuptuś ceną nie różni się wiele od tych najtańszych na rynku. Ale nie, dzieci pani Beatki nie mogą jeść Tuptusia, muszą zadowolić się serkiem trzydzieści groszy tańszym, bo na Tuptusia nie zasługują.

      Usuń
    19. "Zarzucanie rodziny produktami z najniższej półki w ogóle mija się z celem. Bo niech sobie żyją w przekonaniu, że są biedni, że niechciani i w ogóle niech buty liżą tym, którzy szarpnęli się na kaszę gryczaną z domieszką styropianu na obiad."

      Ja dla siebie nieraz kupuję te najtańsze produkty. Wcale nie są takie złe, nie przesadzaj. Ale nie sądziłam, że to jest hańbiące, kupować coś taniego. To spoko, skoro ktoś ubogi ma taki wrażliwy honor, to nie będę go obrażać moją gów**ną pomocą, kupując serek marki TIP w realu. Ja dla siebie taki serek kupię i zjem, a biedny niech sobie... no właśnie, co?
      Ciekawe, ile osób tak pomyśli i zniechęci się do pomocy, bo ktoś wybrzydza.
      Używanie tanich produktów nie oznacza degradacji i że się jest kimś gorszym, tylko oznacza, że nie stać cię na drogie rzeczy. Tylko tyle, nie dorabiajmy ideolo.

      Usuń
  2. Może jednak ludzie którzy postanowili kierować się przy wyborze szkoły lub pracy kwestią późniejszych zarobków to spoko. Może chcą po prostu wiedzieć, że będą później dzięki temu dostatnie żyć, albo za pomocą tych pieniędzy, dopiero później będą realizować swoje marzenia. Jednak kiedy ilość pieniędzy lub stanowisko stają się dla niektórych wyznacznikiem wartości danego człowieka to jest to już po prostu smutne i nieprawidłowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mam nic przeciwko temu, jeżeli ktoś idzie na studia po to, żeby później dobrze zarabiać. To jest w porządku - ale nie wymagajmy tego od wszystkich. Ludzie są różni.

      Usuń
    2. Chyba nie łapiesz do końca. Człowiek musi się rozwijać a narody / kraje są nimi głównie z tego powodu, że skupiają sobie podobnych ludzi którzy wspólnie pracują dla dobra swojego kraju i narodu. Miło jest robić to co się lubi i jeszcze dostawać za to godziwe pieniądze - płacić NORMALNE (a nie chore) podatki z których finansowane będą inwestycje z których wszyscy korzystamy (np infrastruktura miejska, podstawowa opieka medyczna). To wszystko jest mocno ok, robisz dla siebie i dla innych. I nikt nie każe Ci iść na studia, przez ten przerost formy nad treścią nie mamy ani porządnych robotników ani nie mamy przemysłu ciężkiego ani nawet nie ma szewca żeby dobrze buty naprawić. Nie, NIE trzeba iść na studia, ale TRZEBA zapier* na swoje pieniądze i być dobrym w tym co się robi.

      Usuń
    3. Każdy powinien się rozwijać w tym kierunku, w którym chce, a nie w kierunku np. przemysłu ciężkiego, dlatego, że naród od niego akurat tego wymaga. Jeżeli ktoś chce zdobyć wykształcenie socjologiczne, to ja mu się nie wtrącam po co mu to i czy będzie miał później pożyteczną pracę - i chciałabym, żeby naród czy też państwo również się do tego nie wtrącały. Nie znoszę, kiedy się ludziom wmawia, że muszą mieć jakąś konkretną przydatność i pożyteczność dla "narodu".

      Usuń
    4. Kiciputku, ale problem nie polega na tym, że ktoś idzie na socjologię, tylko że chętnych na socjologię, psychologię, kulturoznawstwo i politologię czy dziennikarstwo jest znacznie więcej niż chętnych na studia inżynierskie, a większość ludzi, którzy się na te pierwsze kierunki wybierają jakoś nie do końca sobie zdaje sprawę, że takie społeczno-humanistyczne studia nie pomogą im nijak znaleźć pracy i równie dobrze mogliby sobie oszczędzić te 3-5 lat, i od razu złożyć podanie do KFC. Jasne, że nie każdy musi być zaradny i przedsiębiorczy. Ale fajnie by było, gdyby większość była, a nie jakiś znikomy procent ludzi. Bo potem się dostaje władzy, państwu, czemukolwiek, chociaż człowiek sam swoimi własnymi decyzjami sobie zgotował swój los.

      Usuń
    5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    6. Skoro w naszym pięknym kraju jest więcej "chętnych na socjologię, psychologię, kulturoznawstwo i politologię czy dziennikarstwo niż na studia inżynierskie",
      - to nasze władze powinny się tym kierować przy kreowaniu wizji rozwoju kraju. Nie musimy być krajem przemysłowym. Równie dobrze możemy być rolniczo-humanistycznym.

      Usuń
    7. Sorcerer: Że jakim krajem?? "Rolniczo-humanistycznym"? Piszącym wiersze przy orce? SRSLY?

      Kiciputku, masz rację. A w zasadzie bardzo dobrze by było, gdybyś miała rację. Problem w tym, że Twoja racja się nie skaluje - bo tak, wolność i możliwość wyboru zawodu jest jednym z ciężko wywalczonych praw człowieka w cywilizacji zachodniej. Z drugiej jednak strony, brutalna ekonomia powoduje, że państwo musi konkurować globalnie z innymi. Musi produkować coś, co inni będą chcieli kupić. I dopiero sensownie konkurujące państwo może utrzymywać pewną ilosć socjologów i innych, którzy przy okazji wzbogacają je kulturowo.

      Więc, odnośnie indiwidualnych wyborów, ostracyzm niekoniecznie jest na miejscu. Niemniej, ogólna polityka państwa powinna kierować "masy" na praktyczność ich umiejętności. Państwo "rolniczo-humanistyczne" zwyczajnie zniknie z mapy.

      Usuń
    8. Ja jednak uważam, że państwo jest po to, żeby ludziom było łatwiej i lepiej, a nie ludzie są po to, żeby służyć państwu. Nie twierdzę, że państwo powinno w jakiś sposób dopłacać do tych zawodów, które są ekonomicznie czy gospodarczo nieopłacalne. Ja po prostu chcę, żeby ludzie szanowali każdego, bez względu na to, jak bardzo "opłacalną" ktoś wybrał drogę. Bo przecież nie każdemu zależy na tym, żeby mieć dużo pieniędzy. Niektórzy po prostu chcą żyć skromnie, może nawet biednie, ale robiąc to, co lubią.

      Usuń
    9. Ale to dwie różne rzeczy. Ludzie szanujący się nawzajem to co innego, niż to, co państwo proponuje swoim obywatelom.

      I tak, też uważam, że państwo powinno być ściśle podporzątkowane dobrobytowi ludzi. Niemniej, równocześnie musi tych ludzi odpowiednio kierować i kształtować, żeby mogło dalej istnieć - nie da się rozwiązać tego sprzężenia zwrotnego, można jedynie eliminować patologie, gdy się za bardzo odchyli nie tam gdzie trzeba.

      Usuń
  3. Pięknie prawisz, tylko, że te wszystkie przedsiębiorcze mądrale i tak tego nigdy nie zrozumieją.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiciputku, ranisz mnie tym podpisem...
    Ocena wg wartości na rynku pracy jest spowodowana popularnością gównianych studiów typu politologia, czy inne socjologie. Ty jesteś zuchem, masz talent, masz skilla, ciężko pracujesz, zarabiasz i lubisz swoją robotę, chwała tobe za to. Ale gdy galerie podbijają ukrzyżowane prącia, trudno znaleźć w sobie szacunek dla tysięcy ''artystów'' darmozjadów, którzy tylko narzekają jak świat nie rozumie ich sztuki... Faktem jest też, że jeśli z uczelni wyjdzie tysięczny lekarz, ogólna jakość życia się poprawi. A po co nam tysiąc socjologów, skoro użyteczną robotę wykonuje trzech?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i widzisz, Ty tutaj oceniasz ludzi po poziomie ich przydatności dla społeczeństwa - a według mnie jednostka wcale nie musi być przydatna. Jeżeli ktoś chce studiować politologię, bo jego to interesuje, to mnie nie obchodzi, jak bardzo mi się ta jego wiedza przyda ani ile będzie mógł na tym zarobić.

      Usuń
    2. A przepraszam co ma robić jednostka nieprzydatna dla społeczeństwa ? Generalnie tak na zdrowy rozum to wychodzi że jest takim rakiem albo pasożytem nie ? Czyli chyba organizm jakim jest kraj/naród nie potrzebuje takiego "czegoś" w swoich szeregach.
      Widzisz, m.in dla tego "u nas w rajchu" bezrobocia nie ma, a po 2 przegranych wojnach nadal jesteśmy potęgą gospodarczą :>

      Usuń
    3. I ani trochę Ci się takie podejście do człowieka nie wydaje obrzydliwe?

      Usuń
    4. Każdy człowiek powinien być wolny i robić co mu się żywnie podoba, o ile poniesie tego konsekwencje - i tyle w temacie.

      Usuń
    5. Mógłbym opisać Ci to jako obrazkowy minijoke "Nie... jestem niemcem". Ale sprawa leży w Waszym złym wychowaniu po prostu, jeśli nie rozpuszczeniu totalnym. Po prostu od dobrobytu po 1989 się w dupach poprzewracało poniekąd ;) Z jednej strony darcie japy za socjalem, z drugiej bumelanctwo, dalej masa kolejnych idiotycznych zachowań a degeneracja narodu postępuje w zastraszającym tempie.
      Wyobraź sobie, że pracujesz po to żeby żyć. Nikt nie da, pracujesz bo tak masz robić, bo to jest naturalne. Robisz coś dobrze - zarabiasz, realizujesz marzenia, podróżujesz, zwiedzasz, pomagasz, zakładasz fundacje, zatrudniasz ludzi, pracują za Ciebie, płacisz większe podatki zabezpieczasz życie rodzinie, pomagasz rodzicom na starość etc etc etc. Coś takiego no ... Owszem, możesz nic nie robić tylko nie wymagaj żebym ja Ci dawał, żebym ja (z moich podatków) Cię ubezpieczał jak studiujesz kretyński kierunek bez przyszłości itp. Fajnie jest robić nic i wymagać żeby państwo (czyli my, ja) dawali bo się należy. A już wkładu w to państwo nie ma, ne ?

      Usuń
    6. HAHAHA! "dobrobytu po 1989", kurcze, kiedy u nas był "dobrobyt"? Ja go nie widział.
      Masz racje, jako naród mamy spory problem z magistrami za 5 zł, ale jego geneza i rozwiązanie podawane przez ciebie, sam nie wiem czy jest śmieszne czy przerażające.
      Niech każdy robi to co chce robić, w tym czego nie chcemy i tak nigdy nie będziemy dobrzy i tyle wtedy będzie "pożytku dla państwa", że hoho.
      Jeżeli ktoś zarabia sam na siebie, to nie widzę w tym żadnego problemu, nawet jeśli robi to jako socjolog czy artysta, jeśli nie zarabia, to albo będzie żył jak śmieć, albo się przekwalifikuje i tyle.
      Idąc twoim tokiem rozumowania od razu powołajmy odpowiedni urząd, który będzie przydzielał nam odgórnie zawód, z pożytkiem dla państwa? Na pewno PKB wzrośnie lawinowo przez to zatrzęsienie specjalistów nienawidzących swojej pracy.

      Usuń
    7. Zakładam, że Simonowi nie chodziło o to, że jesteśmy mało istotnymi pionkami, których głównym celem jest służba ogółowi, nasze związki nie mogą być "jałowe" itp. Ale jeśli każdy chce być wolny i studiować to, co mu się najbardziej podoba, a perspektywy pracy są dla niego nieważne, bo on o takich przyziemnych materialnych sprawach nie myśli, to niech się potem nie dziwi, że ci, którzy podeszli do tego praktycznie, nie mają ochoty utrzymywać go teraz ze swoich podatków.

      A co do całej Szlachetnej Paczki... Sprowadzanie problemu do podejścia "jednym dzieciom się należy, a innym - nie", jest dla mnie bardzo dziwnym ujęciem, prowadzącym co najwyżej do kłótni. Zresztą wypowiadałam się już na ten temat obszernie tutaj: http://www.sierzantundsaper.fora.pl/lampa-z-zielonym-abazurem,27/o-dzialalnosci-charytatywnej,3788.html

      Melomanka

      Usuń
    8. Melomanko, ale przecież nie chodzi tutaj o bycie utrzymywanym z czyichś podatków, przecież w rzeczywistości to tak nie wygląda. Chodzi mi o sytuacje, w których ktoś dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że nie będzie zarabiał kokosów, ale godzi się z tym, bo woli żyć skromnie/biednie i robić to, co lubi. I nie mam nic przeciwko ludziom, którzy chcą być zamożni, ale nie lubię, kiedy się to stawia jako priorytet dla absolutnie każdego człowieka.

      Zaraz wczytam się w forumową dyskusję o charytatywności.

      Usuń
    9. Łee, ale to jest raczej oczywiste, to o czym tu dyskutować ;-)

      Melomanka

      Usuń
    10. No może z Tobą nie ma o czym ;) Ale zdziwiłabyś się ile osób z mojego otoczenia wartościuje ludzi na podstawie tego, jak bardzo "przyszłościowy" kierunek studiów sobie wybiorą.

      Usuń
    11. Ja nie mam nic do ludzi, którzy studiują "nieprzydatny" (w dużym cudzysłowie) kierunek, bo lubią daną gałąź wiedzy. Mogą być socjologami, politologami, malarzami, kimkolwiek tylko chcą. Przeraża mnie raczej fakt, że istnieje wielu ludzi, których nie interesuje tak na prawdę nic szczególnego, idą na gówniany kierunek (taki, na który najłatwiej się dostać) po to tylko, żeby dostać papierek, a za papierek - pracę. Tylko potem jest wielki płacz i lament, bo osoba z wykształceniem wyższym nie może nigdzie znaleźć pracy, bo ani to co robi nie jest przydatne, ani dobrze tego robić nie umie, ani nawet nie za bardzo lubi.

      Usuń
  5. Ten cytat z Szlachetnej Paczki jest strasznie pokraczny i na pewno nie powinni tego pisać, ale jestem w stanie ich zrozumieć. Uważam, że ludziom trzeba pomagać. Sam lubię to robić, ale z doświadczenia wiem, że niektórzy nie są warci pomagania. Wiele ludzi woli wyciągać ręce po zasiłki i zapomogi, niż iść do pracy ("Mam dostać 200 zł więcej i pracować? To ja posiedzę"). Są też Ci, którzy dostają różnego typu pieniądze (choćby na dzieci) i w całości przeznaczają je na alkohol. No i Ci roszczeniowcy... Jakieś kilka miesięcy temu przeczytałem o kobiecie, która prosiła ludzi o pomoc finansową. Żyła sobie z niepracującym od dawna mężem i 5 dzieci w małej klitce. Na razie 5, bo 6 w drodze. Płakała, że jej chcą te dzieci zabrać, bo nie ma warunków. Miasto jej już dawno obiecało, że mieszkanie wyremontują i okna nowe wstawią, a tego nie zrobiło. A i mało pieniędzy w ogóle dostaje od państwa. Na pytanie dlaczego w takim razie tyle tych dzieci ma, skoro taka kicha z lokum, odpowiada - bo ja lubię dzieci...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są też tacy, którzy chcą iść do pracy, nawet jeśli to tylko 200 zł więcej. Nie zapomnij, bo na razie podzieliłeś biednych na dwie grupy: "darmozjady, którym się nie chce" i "darmozjady, którym nie dość, że się nie chce, to jeszcze piją".

      Usuń
    2. Pisałem tylko o tych niezasługujących na pomoc...

      Usuń
  6. Cytat z "Paczki" jest poprawny, po prostu trzeba wiedzieć jak te instytucje działają. Osób zgłaszających się po pomoc jest naprawdę dużo i to często ponad możliwości danego ośrodka pomocy. Ale nikogo z kwitkiem nie odsyłają, dla każdego starają się coś zorganizować, mimo ograniczonego budżetu. Dlatego też wszystko się przekłada na ilość, zarówno produktów spożywczych jak i owych laleczek. Większość dzieci z ubogich rodzin ucieszy się z jakiejkolwiek zabawki. Nawet jeżeli miało by się poczuć nieco gorzej, że to nie jest markowa lala, to chyba ważniejsze jest by jak najwięcej dziewczynek dostało jednak jakąś lalkę niż nic nie?
    Dużo rodzin też utrzymuje się z biedy i jest to powszechny proceder. Często nawet jak się tym ludziom proponuje pracę- odmawiają. Wolą żyć za marne parę groszy niż iść do roboty. Jest to często uwarunkowane o wiele gorszymi problemami niż sama bieda, ale raczej to nie jest miejsce by nad tym się rozwodzić.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiciputku, myślę, że Ty masz po prostu niezłe szczęście - Twoja pasja pokrywa się w jakiś sposób z zapotrzebowaniami rynku. Sporo osób w pewnym momencie - zazwyczaj przed studiami - zmaga się z dylematem: rozwijać się w dziedzinie, w której się chce rozwijać, z perspektywą podawania frytek po studiach, czy iść jednak na kierunek, po którym jest praca. Znaczy: jest aktualnie, nie wiadomo, co za te pięć lat będzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję takim ludziom i przecież nie będę mieć pretensji do kogoś, kto idzie na bardziej opłacalny rynkowo kierunek, bo nie może sobie pozwolić na ten bardziej odpowiadający jego predyspozycjom i pasjom. Ale jeżeli ktoś ma możliwość iść na właśnie taki kierunek, albo jeżeli ktoś zdaje sobie sprawę z tego, że będzie mu się po nim żyło biednie, ale to akceptuje - to nie widzę powodu, żeby na takie osoby naskakiwać.

      Usuń
    2. Do niektórych kierunków dochodzi nie tyle kwestia życia biednie, co świadomość, że zapotrzebowanie jest: w słynnym miejscu zwanym "zagranico" :)

      A co do biedy: zastanawia mnie, czemu pomoc dla zwierząt tak bardzo różni się od pomocy dla ludzi. Bo dla ludzi, jak widać: najtańszy dżem i pasztetowa. A żeby adoptować kota czy psa, absolutnym standardem jest możliwość zapewnienia idealnych warunków: zbilansowanej (i drogiej) karmy, idealnej ilości ruchu, idealnie zabezpieczonego domu... Takie skrajności.

      Usuń
    3. Pasztetowa i dżem dla ludzi to jak chrupki mejd baj kerfur wysłane do schroniska. Przy adopcji dzieciaka są wcale nie mniejsze obostrzenia niż przy przygarnianiu papużki ;)

      Usuń
  8. Jeszcze pół biedy jak ktoś idzie na "nieprzydatny" kierunek z pasji, a nie po to by iść na jakiekolwiek studia, bo "tak wypada" albo "bo mama kazała". Potem spotykam takiego absolwenta dziennikarstwa, co nie potrafi napisać artykułu poprawną polszczyzną, o przekazaniu myśli nie wspomniawszy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu fakt, chodzenie na studia dlatego, że tak wypada to głupota.

      Usuń
    2. Myślę, że to jest właśnie główny problem. Sam akurat jestem informatykiem. Nie mam nic przeciwko ludziom idącym na studia humanistyczne, aby realizować swoje pasje. Wręcz przeciwnie - w końcu między innymi o to chodzi w studiowaniu! Natomiast wiele osób wybiera takie kierunki nie z pragnienia poszerzenia wiedzy, a ze zwykłego... lenistwa.

      To jest niestety prawdziwa plaga i głównie walce z nią ma, mam wrażenie, służyć nacisk kładziony obecnie na "rynkowość" wybieranego kierunku. Bo średni inżynier jest nam (w sensie społeczeństwu) bardziej potrzebny, niż średni politolog. A skoro "społeczeństwo" płaci, to jako klient ma chyba prawo stawiać jakieś wymagania.

      Choć dla mnie to i tak ślepa uliczka - nie rozumiem, czemu aż tak mocno akcentuje się konieczność skończenia studiów. Deprecjonuje to wartość i znaczenie zwykłej, fizycznej pracy. I nie chodzi mi o to, że do wykładania towarów na półkach nie jest potrzebne wyższe wyksztalcenie, a o to, że zamiast tego wykształcenia można by na przykład terminować u jakiegoś rzemieślnika. Pewnych rzeczy da się nauczyć tylko praktyką, a czas mamy ograniczony.

      Ze strony z kolei idących na studia, wyraźnie widać jedną bardzo niepokojącą rzecz - olbrzymi brak odpowiedzialności i zdolności planowania przyszłości. Bo przecież jasne jest, że po ich zakończeniu COŚ TRZEBA BĘDZIE ROBIĆ. Nie można cały czas zostać na garnuszku rodziców - a mam wrażenie, że spora część absolwentów szkół licealnych o tym zapomina. Przedłużają sobie dzieciństwo, ale to można zrobić tylko kosztem czegoś. A raczej kogoś - własnych rodziców, a także wspomnianych już finansujących ich naukę. Czyli nas.

      Podejrzewam, że gdyby na studia np politologiczne szły wyłącznie osoby faktycznie chcące coś w tym kierunku dalej robić, to nie mielibyśmy żadnej "nadprodukcji" absolwentów. Ba, mogłoby się okazać, że politologów, dziennikarzy BRAKUJE!

      Sam, jak wspomniałem, jestem akurat po drugiej stronie barykady - jestem informatykiem. Ale już na przykład mój Project Manager jest po iberystyce (czemu nie).

      Moja żona z kolei skończyła właśnie ekonomię - ale sama tak chciała i nawet przez kilka lat pracowała "w zawodzie". Chociaż obecnie zmieniła play - teraz wychowuje dziecko. I rysuje :)

      Usuń
    3. Też lubię pomysł terminowania u rzemieślnika - co ja bym dała, żeby od małego mnie na taką edukację przekazali :(! Wg mnie jak dzieciak przejawia totalne i ewidentne zdolności w jakimś kierunku, to tak się powinno robić. A jak się w zawodzie jakimś cudem nie sprawdzi, to zawsze można przekwalifikować przecież.

      Usuń
  9. Wszystko ładnie pięknie, studiujmy to, czym się pasjonujemy, ale już jeden z przedmówców zwrócił uwagę na kluczową sprawę. W obecnym systemie za studia płaci całe społeczeństwo, a nie studiujący. Każdy powinien płacić za siebie i wtedy okazałoby się ile osób tak naprawdę "pasjonuje się" zarządzaniem, europeistyką, czy innym hotelarstwem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtedy okazałoby się ile ludzi ma bogatych rodziców i pasja nie miałaby z tym kompletnie nic wspólnego.

      Usuń
    2. Albo ilu ludzi jest pasjonatami na tyle, że są w stanie zdobyć pieniądze na realizację swojej pasji.

      Usuń
    3. Albo to po prostu głupi pomysł.

      To państwo powinno kontrolować ilość dostępnych miejsc na kierunkach. Jeśli tak bardzo chcemy mieć wykształcone społeczeństwo, to chociaż kształćmy ich w potrzebnych kierunkach. Jak ktoś jest takim pasjonatem, to się dostanie na wybrany kierunek bez problemu. Jak ktoś jest bogaty, to sobie pójdzie na prywatne studia, gdzie państwo nie będzie narzucać ilości miejsce. A jak ktoś chciał iść na studia, bo nie wie co ze sobą zrobić, to pójdzie do roboty, bo miejsc już na uczelni nie znajdzie.

      Usuń
    4. Brak bogatych rodziców nie przeszkodził mi w przepracowaniu najdłuższych, pomaturalnych wakacji w moim życiu w celu zakupienia własnego komputera. Takie życie, niektórych rodzice finansują do 25 roku życia, a niektórzy muszą sobie sami dorabiać. Ja się nawet cieszę, że jestem w tej drugiej grupie.

      Usuń
    5. Nie narazili Cię rodzice, że Ci się w dupie poprzewraca z dobrobytu, Revv!

      Usuń
    6. Problem praktyczny nr 1: w jaki sposób owo "państwo" ma przewidzieć, jakie kierunki będą "potrzebne"? Skąd "państwo" ma wiedzieć np. ilu będzie potrzeba za 5 lat socjologów, a ilu architektów?
      Problem praktyczny nr 2: skąd "państwo" będzie miało na to pieniądze? Jeśli od obywateli, patrz problem moralny.
      Problem moralny: jakim prawem "państwo" zabiera swoim obywatelom pieniądze na coś, co nie jest potrzebą wspólną?
      PS Pisałem "państwo", a nie państwo, bowiem w rzeczywistości to "państwo" byłoby grupą urzędników.

      Usuń
    7. Ślimak - Dobrobyt jest spoko, ale zaradność i pracowitość zawsze na propsie!

      Usuń
    8. Jasne, że na propsie, ale jeżeli ktoś jest niezaradny to ja wychodzę z założenia, że na pewno ma jakieś inne fajne cechy i nie mam mu tego za złe.

      Usuń
    9. Nie trzeba być szczególnie zaradnym, żeby pójść pracować przy kasie, jeśli miało się tego skumulowanego pecha urodzić w niezamożnej rodzinie i mieć trudne do spieniężenia pasje. ; )

      Usuń
    10. Wg mnie to właśnie trzeba być wyjątkowo zaradnym, żeby pracować na kasie czy innych słuchawkach i się nie zabić / nie zwariować, bo mało co tak wykańcza fizycznie i psychicznie jak tego typu robota. Podziwiam ludzi, którzy są w stanie ją wykonywać.

      Usuń
    11. W supermarkecie może tak, ale podczas mojej 4-miesięcznej pracy w sklepie z herbatami czułam się, jakby mi ktoś płacił za pierdzenie w stołek. ; ) Mam fajne wspomnienia z nawiedzonymi klientami i w ogóle.

      Usuń
    12. Brawo Revv, jesteś moim bohaterem ^^ A w zakresie trudnych do spieniężenia pasji mieszczą się przecież też studia, od tematu których wszystko wyszło. Nawet jeśli to zakichane ASP, po którym nie ma przyszłości i można tylko iść do McDonalda to też można na nie chociaż częściowo zarobić wakacyjną pracą. Dalej jeśli nie ma się nikogo, kto do pasji dołoży, to studenci mogą liczyć na niskoprocentowe pożyczki, stypendia i inne formy dofinansowań, czasem bezzwrotnych, a czasem takich, które będzie się dało spłacić po tym jak już się spełni swoje marzenia i dowie wszystkiego czego trzeba, żeby być w swojej dziedzinie specjalistą.

      Obecnie tkwię w liceum, na podobnie zakichanym jak wszystko matfizie. Nie uczę się żadnego zawodu i generalnie po maturze pójdę szczęśliwie wydawać ludziom hamburgery. >:P Mam nadzieję, że któryś z moich znajomych pójdzie na jakieś polibudy i pozwoli mi łaskawie zamieszkać pod mostem, który zbuduje.

      Usuń
    13. Żadna praca nie hańbi, na 2 roku pracowałam przy spisie powszechnym, bo nie umiałam jeszcze niczego szczególnego. ; ) A ASP wcale nie takie głupie - katowicki oddział wypuszcza sporo sensownych osób pracujących dzisiaj chociażby w gamedevie, za to o absolwentach krakowskiego słyszałam, że są często odrealnionymi artystami.

      Usuń
    14. Jasne że nie, zwłaszcza kiedy jest tyle kłopotów z jej znalezieniem :) Macie odrobinę łatwiej, jako już pełnoletni. Żeby znaleźć na wakacje pracę przed osiemnastką, nie jako kelnerka/dziewczyna z budki z lodami, trzeba się nieźle naszukać. No chyba, że urodziło się jako facet/zmieniło płeć, to wtedy w grę wchodzi jeszcze noszenie pustaków na budowie.

      (Co do ASPeków - to nie był bojkot, w żadnym wypadku ;) )

      Usuń
    15. Ha, pamiętam, jak mając 16 lat chodziłam po bankach i pytałam się, czy nie chcieliby mi dać ulotek do rozdania. : D Nikt mnie nie chciał, a całe miasto obeszłam. Przed 18ką faktycznie ciężko coś dorwać.

      Usuń
    16. xD O jezas, hejtuję roznoszenie ulotek na całej linii, remanenty sklepów są przyjemniejsze, lepiej odmóżdżają, a czasem się nawet zdarza, że kierownictwo po kilku godzinach zliczania towaru pizzę zamówi.

      Usuń
  10. Czemu ludzie starają się brać więcej niż potrzebują? Czemu się napędzają konsumpcją? Zbierają jak najwięcej po to tylko by mieć co pokazać i powiększyść swą wartość. Ale jaka wartość ja się pytam? Przecież to tylko oszukiwanie samego siebie i każdy w głębi duszy to wie. Że tak zacytuje jeden z moich ulubionych filmów:

    "Twoja praca to nie ty. Ilość pieniędzy, jaką masz w banku, to nie ty. Samochód, jakim jeździsz, to też nie jesteś ty. Ani zawartość twojego portfela. Ani nawet twoje pieprzone portki. [...]" (dalsza część jest troche bardziej dołująca więc jej nie przytocze).

    Mieć pieniądze jest fajnie dopóki to one służą mi, a nie ja żyje po to by mieć ich coraz więcej.

    Najważniejsza jest pasja, i gdy ma się pasje to wszystko inne staje się drugorzędne...

    A tak swoją drogą kto czytał "Mieć, czy być" Fromma?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponoć ludzie się napędzają konsumpcją od zawsze, bo i za czasów jaskiniowych trzeba było tłuszczyk zbierać żeby przeżyć zimę, a w czasach późniejszych jakieś wojny nie wojny i się kradło co popadło, bo nigdy nie wiadomo co się mogło kiedy przydać, bo bieda... Jakiś o tym kiedyś artykuł mądry czytałam, że to instynkt ;)

      Usuń
    2. Myślisz, że to instynkt, a nie "niezdrowy odruch społeczny"? Podobno są całe rzesze ludzi, którzy są szczęśliwi, właśnie kończąc z konsumpcją. Którzy postanowili pracować nad sobą zamiast zbierać niepotrzebne przedmioty. Niestety żyją głównie na wschodzie...

      Usuń
    3. No w czasach dobrobytu można to pewnie uznać za "niezdrowy odruch społeczny". Ale jak kto biedy w życiu zaznał na przykład to jest to dla niego odruch zupełnie naturalny. Czy "właściwy, jedyny, słuszny i zbawienny" dla jego ciała i ducha to już inna kwestia.
      https://www.youtube.com/watch?v=rA89RbnGDzQ masz tu ładną taką piosenkę w ogóle ;)
      Z jednej strony fajnie "odrzucić konsumpcjonizm", z drugiej "żryć trzeba", w praktyce to najlepiej niech każdy szuka szczęścia po swojemu ;) Jeśli komuś szczęście daje np. setna para szpilek, to co mi do tego.

      Usuń
    4. Piosenka świetna :)

      Właśnie ja się zastanawiam, czy ta setna para szpilek może tak na prawdę uszczęśliwić kogokolwiek.
      Wydaje mi się że tylko chwilowo, pozniej jest potrzebna sto pierwsza, by znów na chwile poczuć szczęście, aż wpada się w rutynę i kupuje się "z przyzwyczajenia", bez emocji...

      A gdybym posunął się z stwierdzeniem, że zbieranie rzeczy wywodzi się z naturalnych odruchów ale w dzisiejszej formie już nie jest naturalne, bo nie ma żadnego sensownego celu?

      Usuń
    5. Wiele naturalnych rzeczy w ludzkim ciele i duszy jest dziś bez sensu - owłosienie na nogach, wyrostek robaczkowy, często reakcje towarzyszące takim uczuciom jak np. strach - kiedyś to miało mnóstwo sensu, że się wydziela adrenalina i mogę dzięki niej szybciej uciekać przed dzikim zwierzęciem, ale na co mi to dziś dajmy na to na egzaminie na prawo jazdy czy innej maturze? Ewolucja nie nadążyła za rozwojem cywilizacyjnym, stare instynkty zostały. Można je zwalczać lub się im poddać, co kto lubi.
      Co do setnej pary szpilek - wyższe zen. Ja mam na przykład tak, że jestem dość mało konsumpcyjna i generalnie "poprzewracało mi się z dobrobytu" i na niczym mi jakoś szczególnie nie zależy = apatia :D A gdybym tak pożądała tych szpilek chociażby to byłby jakiś, krótkookresowy ale zawsze, cel w życiu... ;)

      Usuń
    6. Tylko ten cel jest taki... nieproduktywny.

      Ja właśnie mam trochę inaczej. Rodzice byli biedni i nie mogłem mieć tego co chciałem. W końcu się dorobiłem, może nie jakoś ekstra, ale na pewno na dużo wyższym standardzie żyje co wcześniej. Wszystko czego tak pragnąłem, sobie kupiłem... I teraz się zastanawiam jaki to ma sens ;). I nie umiem uwierzyć, że takie zbieranie jest naturalne, ale może po prostu nie jest naturalne dla mnie?
      Może po prostu jestem dziwny?
      A może każdy, kto konsumuje w ten sposób czuje to samo tylko się do tego nie przyznaje tak przed innymi jak i przed sobą?
      Do dziś byłem za drugą opcją, ale zasiałaś we mnie zwątpienie :P

      Usuń
    7. Widzisz, ja na przykład bardzo wcześnie, obserwując moich rodziców, doszłam do wniosku, do którego wiele ludzi dochodzi pod koniec życia - że zarabiają pieniądze w pracach, których nie lubią, żeby kupować rzeczy, których nie potrzebują, żeby imponować ludziom, których nie lubią i tak dalej. No to ja foch z przytupem, ja tak nie będę! No to ok, tylko wobec tego omg CO JA MAM ROBIĆ? Skoro życie nie mija mi w pogoni za serem w wyścigu szczurów, to na czym mam spędzić życie, o ja biedna!
      Cel ze szpilkami faktycznie nieproduktywny - ale chociaż jakiś jest! ;)
      Pytanie "jaki to ma sens" jest dość naturalne dla ludzi zdolnych do myślenia i jakiejkolwiek autorefleksji. Podobno nie ma żadnego :) I podobno to w porządku, bo można się wyluzować i nie ma spiny i tak dalej. Akceptuję tę odpowiedź, ale pytanie "to co ja mam ze sobą zrobić" zostaje :D

      Usuń
    8. Robienie rzeczy produktywnych nie ma sensu?

      Usuń
    9. Jakiśtam sens ma, ale z perspektywy czasu potrafi już nie mieć. Kiedyś na przykład uważałam, że nauczenie się na klasówkę z historii jest produktywne, a dziś nic z tego nie mam :D

      Usuń
    10. Masz, nie kiblowałaś z historii i skończyłaś podstawówkę, czy tam gimnazjum ;).

      A może po prostu Einstein miał racje - wszystko jest względne.

      Usuń
    11. No ale na co mi ta 5, jak mogłam mieć 2 czy 3 i tak zdać ;)
      A że względne - prawda. Miał łeb ten Einstein.

      Usuń
    12. Ale miałabyś niższą średnią, i od razu inne opinie o Tobie by były, niestety by to mogło wpłynąć na Twoją samoocenę - mimo, że robiłaś to świadomie.

      Wiem coś o tym, mam świetne porównanie.
      Przechodziłem przez okres "genialnego dziecka" i "totalnego nieuka".

      W sumie to możesz być nawet nieświadoma na co to wpłyneło, ten cały tzw. "efekt motyla".

      Idąc dalej tym tropem to można dojść do dalszej konkluzji - wszystko co się robi ma sens, tylko nie jesteśmy w stanie go w calości dojrzeć :).

      Usuń
    13. Ewangelia wg Freemana 61 - "kiedy czynię dobro, świat staje się piękny, kiedy czynię zło, czynię świat gorszym, taki jest sens, już pamiętam" - jakoś tak.http://www.youtube.com/watch?v=mSUHEFahfbE

      Usuń
    14. Świat jest taki, jakim go widzimy. To nasz mózg go kreuje, a wszystkie nasze zmysły są subiektywne. I to w sumie jest już nawet naukowo udowodnione ;). Chociaż nauka tez nie jest pewna, bo na jej dnie też leżą założenia i aksjomaty ktore się zakłada i przyjmuje, a wcale nie są pewne. Jak takie proste założenie Arystotelesa (chyba jego):
      Jeżeli 'A' jest 'B', to 'A' nie jest 'nie B'.
      A jeśli jest tak: 'A' jest 'B' i 'A' jest 'nie B'?

      Jeny, chyba znów niepotrzebnie filozofuje, muszę się tego oduczyć.

      Usuń
    15. Hobby jak każde inne :D

      Usuń
  11. Ja uważam, że w pewnym sensie są dwa rodzaje pomocy tego typu. Masz rodzinę biedną, która dosłownie głoduje i biedną, która na co dzień żywi się byle czym, ale jednak nie jest tak źle, żeby poumierać. I o ile pierwsza rodzina chce zjeść cokolwiek i wybrzydzać nie będzie, o tyle ta druga chciałaby od czasu do czasu zażyć trochę luksusu (no przecież nie przysyła im się paczek codziennie, prawda?), podarować dzieciom te same lalki, co mają inne dziewczynki w szkole i ubrać je na świąteczny apel w ubranka niepochodzące z drugiej ręki. Tak więc bulwers o to, że ktoś wpisał w ankiecie lepszy produkt jest głupotą, bo jak ktoś sobie jada łososie i piersi z kurczaka dzień w dzień i chce pomóc, to pomyślałby może, żeby, już lecąc Biblią, traktować bliźniego jak siebie samego, jeśli pomaga rodzinie ubogiej.

    Osobiście dobrze rozumiem Twój problem, jeśli o pracę chodzi. Sama najlepiej sprawdzam się na humanie, a idę na matmę, bo chcąc nie chcąc co mi z humana, skoro i tak ostatecznie wylądowałabym w Biedronce na kasie? Pewnie, mogłabym mieć te parę lat uciechy na studiach, ale co potem, skoro i tak nie pracowałabym w zawodzie? A tak, to matematykę umiem i całkiem lubię, później na pewno coś się trafi (tak sobie przynajmniej wmawiam), więc idę i jakoś tam sobie poradzę. Mam nadzieję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Cię, Emilyanne, masz szczęście, że przynajmniej całkiem lubisz tę matematykę ;) Powodzenia i życzę, żebyś na studiach jednak znalazła też czas, żeby rozwijać swoje prywatne zainteresowania i znalazła taką pracę, która będzie nie tylko dobrze płatna, ale i interesująca :)

      Usuń
  12. Był taki czas, że miałam długi, i w instytucjach, i u ludzi. Instytucje pies ganiał. Ale zdaniem niektórych znających moją sytuację: mając długi, powinnam była żyć kranówką i suchym chlebem. Co ciekawe, największe potępienie wcale nie nadchodziło ze strony tych, którym wisiałam kasę.

    OdpowiedzUsuń
  13. A ja z głodu nie przymieram, kokosów tyż nie zarabiam, ale jakoś sobie sama radzę. Przyznam się bywają gorsze i lepsze dni. Czasem bywało naprawdę ciężko, ale jakoś dałam radę. Zdarzało się, że prosiłam o pomoc bliskich. Nie było to super uczucie, ale co miałam zrobić? Nauczyło mnie to dużo, szkoła życia się przydaje. Mimo tego wszystkiego darmowemu dżemowi z nawet niskiej polki nie powiedziałbym nie :P ale czaje o co chodzi. To że ktoś nie ma to nie znaczy że ma nie mieć marzeń nawet o lepszym dżemie i całować po stopach za każde otrzymane ścierwo, bo każdy na jakąś godność.

    OdpowiedzUsuń
  14. Popieram Anonimową, choć ja jestem raczej w sytuacji "darodawcy", niż "darobiorcy". Ale uważam, że każdego trzeba traktować indywidualnie i każdy przypadek osobno. Niemniej jednak takiemu ofiarodawcy mogłoby zrobić się trochę przykro, że ktoś nie chciał jego drzemu.
    Rozumiem wasz tok rozumowania i się z nim zgadzam - czasem choć raz, na święta ktoś chce zjeść coś lepszego niż to, co je na codzień.
    Z drugiej strony jak się nie ma nic, to odrobina czegokolwiek jest radością.
    A i tak, też prawda - mnóstwo osób dosłownie "żyje z biedy". Nie chcą pracować. Szczególnie wśród młodych ludzi - takich co kończą studia i myślą, że od razu dostaną biurko i stanowisko conajmniej kierownika. Nie, to tak nie działa - trzeba się piąć po drabinie do celu. A jak nie kierownik, to on (lub ona) podłóg zmywać nie będzie!
    Cóż, taki świat dzisiaj..

    OdpowiedzUsuń
  15. Znając życie to właśnie tacy "będę zarabił/a miliony" kończą jako biurwy albo macdonaldowcy. Inna sprawa, że to system wartości wpojony przez zapatrzenie się na Amerykański Sen(tm), w dupie mam co będę robił byle było forsy jak lodu. Co do paczki to już taka lekka nadinterpretacja z twojej strony Kici. Po prostu chcieli ograniczyć napływ pasożytów do inicjatywy.

    OdpowiedzUsuń
  16. Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby - tyle na temat.

    OdpowiedzUsuń
  17. Mam wrażenie, że niezupełnie wiesz, o czym piszesz bądź się nad tym nie zastanowiłaś (mam na myśli tak podkreślany kawałek o Szkachetnej Paczce).
    Od paru dobrych lat moja rodzina wspiera tę akcję, więc znamy listy zgłaszanych przez ludzi potrzeb. Proszą o węgiel opałowy. Ubrania na zimę. Środki czystości. Pościel. Sprzęt AGD (np. pralki). Dywan. Łóżko (tak, są rodziny, które w obecnych czasach śpią na siennikach i kocach na podłodze). Wyprawki dla dzieci do szkoły. Remont łazieki (bo rury przerdzewiały, a pleśń urządza z grzybem wyścigi po ścianach). Nutellę (bo córeczka prosiła na Święta). To są potrzeby podstawowe. I ludzie są wdzięczni.
    NIE NALEŻY IM SIĘ. "Należy" było w komunizmie. Ewentualnie w pomocy społecznej. Tutaj działają ludzie prywatni, którzy Z WŁASNEJ WOLI wydają własne pieniądze na pomoc. I nie mają nic w zamian poza satysfakcją i dyplomikiem na kartce A4.
    Takie zakupy/zamówienia dla jednej rodziny kosztują nas zazwyczaj 3-5 tys. złotych. Stać nas, a co, raz w roku można sobie poszaleć. A dla tych ludzi to błogosławieństwo.
    I wyobraź sobie, że przy powyższych potrzebach trafiasz na kogoś, kto ci wybrzydza na dżem - że nie z Łowicza tylko "marki Biedronka".
    Sądzisz, że takiej osobie naprawdę zależy na pomocy i jest jej ona rzeczywiście potrzebna? Gdyby ten dżem był im potrzebny to by i "biedroknowy" wzięli (nieraz jadłam i jest dobry, jak nie analizować na siłę, to nie czuć praktycznie różnicy). Ale jak ktoś wymyśla, że "dżem ma być taki a taki, a kurtka koniecznie markowa" to wylatuje z listy. Kropka.
    To akcja dla POTRZEBUJĄCYCH, nie tych, którym przeszkadza, że mają pięcioletnią komórkę, a chcieliby najnowszego iPhone'a.
    Pomyśl na przyszłość zanim tak autorytatywnie wypowiesz się na podobny temat, bo niestety tylko ten autorytet podkopujesz.
    Kalia

    OdpowiedzUsuń
  18. Darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby- fakt, gdy dostajemy podarunek niewątpliwie nie powinno się kręcić nosem, bo darczyńcę też nie musi być stać na ten dżem z wysokiej półki, by go oddać w Paczce, ale chce pomóc na miarę swoich skromnych możliwości.
    Ale jest też druga zasada, mianowicie darczyńca powinien pamiętać, że pewne podarunki mogą kogoś obrazić.
    Reasumując- oddając zabawki do domu dziecka mogę nie mieć pieniędzy, by kupić pluszowego misia za 500zł, bo ładny i modny. Ale gdy dam swoje stare misie, uszkodzone, poplamione i na pierwszy rzut oka będące zwykłym ochłapem mającym dopieścić moje ego (dobry uczynek zrobiłam!)... Mogę bardziej obrazić te dzieci niż ucieszyć, wychodząc z założenia "biedne, więc niech się cieszą każdym badziewiem, wszak jest za darmo"
    Podczas wszelakich aktów dobroczynności obydwie strony powinny być w porządku, a nie tylko jedna, niezależnie czy to obdarowujący czy obdarowywany miałby być tym fair.

    OdpowiedzUsuń
  19. Jako absolwentka liceum plastycznego i aktualnie studentka grafiki, przyklaskuję Ci czterema kończynami co do wyboru profesji, którą zwyczajnie będzie się lubiło poza tym, że ma przynieść dochód pozwalający na przeżycie. Cóż, jeżeli wydolę na ilustracjach, mam jeszcze w zanadrzu kilka pomysłów, pasji i możliwości, co zrobić z życiem, by wciąż nie myśleć o pracy z nawracającą migreną. Niewykluczone, że będę zmuszona pracować w kilku zawodach równocześnie, by mnie było stać na zaspokojenie podstawowych potrzeb, ale gdzie w tym zło?

    Nie potępiam ludzi, którzy wybierają zawód wyłącznie ze względu na przewidywany dochód w przyszłości. Oby każdorazowa kontrola stanu konta osładzała im trud ciężkiej pracy, jeżeli nie zapałają do niej sympatią.


    Zdaję sobie sprawę z tego, co miałaś na myśli, pisząc o tym nieszczęsnym dżemie, który wzbudza tyle emocji w komentarzach. Podałaś przy tym raczej nieco nieszczęśliwy przykład...
    Cóż, zasada "ciesz się z tego, co masz, ale chciej więcej" akurat w tym przypadku nie bardzo się sprawdza.

    Miniusza

    PS Wyłącz ten antyspaming w dodawanych komentarzach, jeśli możesz - wkurwia niemożebnie. :P

    OdpowiedzUsuń
  20. Zastanawiałem się czy coś tu wpisywać, komentować i tak dalej, ale jakoś nie mogłem się powstrzymać.

    Z tą biedą to nie jest tak, że da się to do końca zrozumieć, jak się tego nie odczuło na własnej skórze. Czasem nawet w momencie, gdy się nie przymiera i ma względną stabilność finansową tani dżem smakuje, bo się go dostało za darmo, a czasem chce się czegoś lepszego. Zależy od sytuacji i człowieka.
    Niemniej jednak jako osoba, która doświadczyła różnych stanów posiadania w życiu powiem tak: kasa kasą, ale ważne w życiu jest bycie fair z samym sobą. Jeśli czujesz, że potrzebujesz pracować, zarabiać i wydawać to to rób i niech Ci na zdrowie idzie, jeśli nie, to okej, żyj sobie za niezbędne minimum. Nigdy jednak nie bądź pasożytem, cholera. Pamiętaj, że komarów nikt nie lubi.
    Co do samych studiów - smutnym faktem jest, że dla wielu ludzi studia to taki czas, w którym przedłużają sobie dzieciństwo za pieniądze rodziców. Tacy nie mają ani pasji, ani chęci zarobku i to jest najstraszniejsza grupa wśród dzisiejszych studentów. Już wolę dorobkiewiczów, serio. Pytanie tylko co tacy ludzie ze sobą zrobią, gdy studia się skończą, jakiekolwiek doświadczenie będzie równe zeru, w głowie będzie pstro, a mama odetnie źródełko. Na szczęście to już nie moja bajka.
    Jeśli ktoś chce pogadać, to ja chętnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to już sobie powiedzieliśmy, co się z takimi ludźmi dzieje. Może praca w Tesco czy MacDonaldzie to nie szczyt ambicji, ale żyć się da.

      Miniusza

      Usuń
    2. Ja znam ludzi, którzy chronicznie przedłużają sobie dzieciństwo kosztem rodziców. Przykładem jest facet, rocznik 1984, który studiuje już czwarty kierunek, ale poprzednich ani nie skończył, ani nie obronił prac dyplomowych. Sweet.

      Usuń
  21. Co do szlachetnej paczki to się nie wypowiem bo nie mam zdania. Natomiast co do problemu studiów jest on moim zdaniem złożony. Z jeden strony mamy pasjonatów i ludzi zdolnych, którzy są konkretnie zorientowani co chcą robić w życiu i jak się będą w nim realizować. W drugiej grupie są natomiast osoby niezdecydowane lub takie, które pod wpływem społecznym/znajomych/rodzinny decydują się na studia popularne po, których rzekomo jest praca bo jest tam jakieś zapotrzebowanie. Widać to teraz na przykładzie studiów technicznych. Gdzie kierunki są "zamawiane" przez ministerstwo i dotowane przez różnego rodzaju stypendia. Ogólne z tego co obserwuje to panuje przekonanie wśród ludzi/mediów, że jak studia to tylko techniczne/ścisłe bo po nich na pewno będzie praca tylko zauważcie kilka rzeczy. Po pierwsze weźmy dla przykładu socjologie i fizykę. Na socjologie się dostaje powiedzmy 120 z czego powiedzmy 30% znajdzie prace w zawodzie. Z kolei na fizykę czy inny ścisły kierunek dostaję się z 10-15 osób z czego zatrudnienie w zawodzie wynosi 50-60%. Tylko gdy wartości procentowe przełożymy na liczby już nie jest tak ładnie kolorowo bo liczb wychodzi, że 36 ze socjologii podejmie pracę ww zawodzie a z fizyki tylko 5-6. Czy to oznacza, że powinno się zwiększać limity przyjęć na studia ścisłych? Moim zdaniem nie, ponieważ niech na tych kierunkach studiują naprawdę mądrzy ludzie, a nie osoby, które dzięki uprzejmości ministerstwa zdały maturę z matematyki tylko dlatego, że została ona sprowadzona do granic absurdu i w połączeniu z niżem demograficznym daję gwarancję dostania się na jakąś uczelnie techniczną czy to państwową czy prywatną. Gdzie taka osoba będzie lecieć na samych trójach lub będzie przepuszczana po 10 poprawce dalej bo szkoła straci pieniądze z uni/ministerstwa(tutaj dobrym przykładem jest uniwersytet techniczny we wro)i będzie musiała zamknąć rok lub kierunek. Później taki pan inżynier nie może podjąć nigdzie pracy w zawodzie bo nie ma w sobie pasji/miłość do zawodu i trafia do szkoły gdzie jest tym znienawidzonym nauczycielem co nie umie wytłumaczyć zadania a jedyne co tu robi to zabiera tlen i wypłatę lub co gorsza znajduję pracę w zawodzie i później pracuje na jednym stanowisku do końca życia bo nie jest wstanie się wybić.
    Kolejną ważną rzeczą w tym wszystkim jest tzw. inflacja dyplomów gdzie ludzie w naszym wieku są zmuszani do stałego poszerzania kwalifikacji zawodowych bo inaczej nie znajdą pracy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A potem się okazuje, że mają więcej kwalifikacji niż szefowie i ci ich nie chcą zatrudniać, bo mają kompleksy, albo się spodziewają, że taka osoba będzie miała za duże wymagania finansowe :D

      Usuń
    2. Po wielu kierunkach ścisłych jak np. matematyce ludzie zostają po prostu programistami, gdzie wykorzystują swoją wiedzę i inteligencję w praktyczny sposób. To nie jest tak, że po fizyce można zostać tylko nauczycielem i naukowcem. ; )

      Usuń
    3. http://www.youtube.com/watch?v=bXoc9hOIj3M

      Usuń
    4. @up - to się u nas na imprezach śpiewa!

      Usuń
    5. Niestety, smutne życie programisty jest smutne i trzeba się trochę namęczyć żeby to znieść.

      Usuń
  22. Co do świętego oburzenia wyrażonego w mniejszym stopniu tutaj, a dokładnie opisanego w cytowanym artykule - Paczka mówi o darmozjadach, którzy stwierdzają, że bardziej opłaca im się wyciągać od państwa zasiłki i zapomogi, niż pracować. To są rodziny roszczeniowe - tam sposoby wyciągania kasy przekazuje się z pokolenia na pokolenie. Tylko frajer będzie pracować, jak i tak dostanie mniej niż teraz ma za siedzenie na tyłku. Jeżeli ktoś ma tyle czelności, że nie pasuje mu marka dżemu, który dostaje za darmo, to niech się wypcha. Jak mi ktoś piwo stawia, to nie robię chryi że wolę Carlsberga od Perły. Jedną sprawą są ludzie, którzy naprawdę mają problem żeby związać koniec z końcem, a zupełnie inną - darmozjady żerujące na łatwowierności i miękkim sercu. A co do tego, że markowe zabawki, ciuchy etc. się komuś "nie należą" bo jest biedny - nie należą się nikomu. Ubrania bez logo znanej firmy też swoję funkcję spełniają, czasem nawet lepiej niż markowe. To nie jest tak, że biednym trzeba zakazać noszenia takich ubrań, ale jeżeli wolisz wywalić zasiłek na markowe ciuchy, to nie pierdol później, że ci do końca miesiąca nie wystarczyło.

    OdpowiedzUsuń
  23. Kiciputku - wielki szacun za stawianie człowieczeństwa nad przydatnością. Również za dzielną obronę swoich poglądów przed natłokiem "JAK SOM BIEDNI TO JAK MOGĄ CHCIEĆ WINCYJ ZŁODZIEJE DARMOZJADY" - które to głosy oczywiście się pojawiły mimo tego, że cały tekst Naimy i twój jego skrót są przede wszystkim o tym, że to kretyńskie.

    OdpowiedzUsuń
  24. Co do studiów - ja wiem, że hasła 'płatne studia da każdego' mogą nie brzmieć najlepiej, ale jak przeczytałam przed chwilą Pana Rysownika, to pierwsze co przyszło mi do głowy to myśl, że takie rozwiązanie wyeliminowałoby wiele absurdów.

    'Mam za sobą licencjat z Edukacji Elementarnej i Integracyjnej i we wrześniu bronię się z Socjologii. Tak, to proste i niepotrzebne kierunki, które wybrałem, aby żyć z kasy państwowej przez te kilka lat i na boku, na własną rękę, ćwiczyć rysunek, aby zacząć zarabiać jako grafik. ;)'

    OdpowiedzUsuń
  25. "Bo jeżeli sytuacja życiowa wymaga od ciebie korzystania z pomocy społeczeństwa, to pamiętaj, że możesz prosić wyłącznie o najtańszy dżem, odpowiedni dla biedoty. Albo tylko o najtańszą, plastikową lalkę - a nie taką markową, jaką mają wszystkie koleżanki w klasie."

    To może z pomocy społecznej będziemy rozdawać biednym sportowe samochody i wille nad morzem? Doskonale rozumiem, że można wpaść w problemy finansowe, że nawet jeśli teraz radzisz sobie finansowo świetnie to jutro możesz trafić pod przysłowiowy most, ale czego ty oczekujesz? Życie nie jest fair, mogłem się urodzić w afryce i teraz umierać na malarie, mogłem też się urodzić w rodzinie bankierów i tarzać się teraz w forsie. Czy lepiej rozdać potrzebującym 100 tanich dżemów czy 10 drogich, 100 tanich dobrych bytów czy 10 par markowych adidasów? Czy według ciebie lepiej pomóc mniejszej ilości osób i rozdać im luksusowe rzeczy, czy lepiej pomóc większej ilości osób i rozdać rzeczy tańsze?

    "Musisz pamiętać - to wszystko ci się nie należy. Należy się dzieciom, które miały szczęście urodzić się w bogatszej rodzinie." Przepraszam bardzo ale to bogate dziecko nie dostaje tego wszystkiego od społeczeństwa, ono to dostaje od rodziców którzy na to zapracowali.

    Nie rozumiem czego ty oczekujesz? Systemu komunistycznego w którym wszyscy mają po równo? Ta kusząca utopia raczej nie sprawdza się w praktyce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety, na takie racjonalne głosy autorka nie ma odpowiedzi, widać sobie nie przemyślała.

      Usuń
    2. Autorka ma swoje życie i nie musi odpowiadać na każdy z setek komentarzy, zwłaszcza, jeśli już odpowiadała na podobny.

      Usuń
  26. To już twój kolejny obrazek dotykający problemu społeczeństwa (chyba trzeci). I dziwi mnie tylko jedna rzecz: Brak posądzenia Cię o lewackie poglądy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może komentujący nie muszą explicite wyrażać tego, co widać na pierwszy rzut oka ;)

      Usuń
  27. Z tą przydatnością "społeczną" studiów to jest trochę jak z wróżeniem z fusów.
    Gdy zaczynałam pierwsze studia (architektura), wszyscy wokół masowo szli na różne biotechnologie, biochemie i mikrobiologie. mamieni grubymi tysiącami jakie po tych studiach mieliby zarabiać. Po 5 latach okazało się, że no cóż nie koniecznie tak to wygląda. mam znajomych którzy po 5 latach ciężkiej pracy na tych kierunkach pracują odbierając telefony w korpo albo uciekli na zachód (i gdzie tu przydatność społeczna?).

    Ideałem (według niektórych) byłoby gdyby wszyscy poszli hurtem na informatykę, czasem odnoszę takie wrażenie.

    Ja również wówczas politechnikę wybrałam trochę z asekuranctwa, zawsze marzyłam o studiach na asp.

    Szybko okazało się że po moim kierunku może 20% znajduje prace w zawodzie, z czego w większości przez pierwsze lata za darmo lub głodowe stawki.
    Podobnie w pokrewnym budownictwie - zapaść, dół i kilo mułu.

    W końcu jednak wybrałam się na to owiane złą sławą ASP i co się okazuje? Wcale nie jest tak źle z tą pracą i możliwościami. Na krakowskim działa do tego dość prężnie biuro karier, organizuje spotkania z pracodawcami, szkolenia z przedsiębiorczości. Uczą rozmawiania z klientem, przedstawiania swojego pomysłu. Nie jest źle.

    Ale myślę, że stoi za tym coś jeszcze. Taki Wydział malarstwa na studia stacjonarne przyjmuje co roku 21 osob, nie mniej nie wiecej. podobnie grafiki. Podczas kiedy na politechnice co roku zaniżane są progi punktowe i zwiekszana ilosc studentow (bo na ich ilosci zarabia uczelnia) co wcale nie przeklada sie na jakosc ksztalcenia.

    Mysle że nie należy deprecjonować studentow ASP. Wielu z nich to dobrzy rzemieślnicy, którzy maja konkretny fach w rękach (fach, który w historii ludzkosci zawsze był potrzebny).

    A co do płatnego kształcenia. Przez pewien czas pracowałam i uczyłam się w Rumuni (tej od gruzu i cyganów). Tam nie istnieją studia bezpłatne, nawet na państwowych uczelniach. Ale przy zachowaniu tej rumuńskiej proporcji zarobków do kosztów studiowania, to tak jakbyśmy w Polsce za rok studiów płacili od 1500-2000 złotych. I co? W ten sposób, to prawda, część studentów musi na swoją edukację zarobić w wakacje. Ale z drugiej strony szybko odsiewani są Ci, którzy idą na studia dla zniżek studenckich na pociągi (a to sie w Polsce czasem niestety zdarza).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z tym, że nie da się na 100% przewidzieć, co będzie przydatne w przyszłości. Nie zgadam się jednak z tym obniżaniem progów. W tym roku brałam udział w rekrutacji na politechnikę Warszawską i na moim kierunku progi wzrosły o 10 punktów (na 225 możliwych) a na niektórych nawet do 40.
      Też uważam, że wielu studentów idzie tylko po to aby móc napisać, że skończyło studia, ale ciężko coś z tym zrobić.

      Usuń
    2. Kinga, matury są coraz łatwiejsze, żeby dobrze wychodziło w badaniach, że Polska ma coraz wyższy poziom kształcenia. UE zachwycona, urzędnicy też. W rzeczywistości poziom obniża się, a wartość zdanej matury, która w czasach naszych rodziców była prestiżowym "czymś", tak teraz jest zdawana hurtem przez wszystkich.

      Co do uczelni: progi są odpowiednio podwyższane lub obniżane w zależności od wyników egzaminów, żeby uczelnie co roku przyjmowały podobne ilości osób. Jako, że matura idzie "coraz lepiej" to progi są też odpowiedni wyższe.

      Żeby wyeliminować problem braku faktycznej wiedzy po liceum czołowe polskie uczelnie chcą wrócić do egzaminów wstępnych. Przynajmniej wtedy wiedza zostanie jakoś sprawdzona...
      Ode mnie tyle.
      Alex

      Usuń
  28. Nie czytałam całej dyskusji, więc przepraszam, jeśli powtarzam coś co było wcześniej.
    Dżem - owszem, bo to sama chemia, a zdrowie nie ma ceny. Ale jednak nie miałabym sumienia kupować dziecku lalki za z grubsza stówę: http://www.smyk.com/zabawki-i-gry/lalki/celebrytki,713003,s?sort=scoreDesc jeżeli by to oznaczało, że przez to zabraknie pieniędzy na kurtkę, buty czy leki. Z bólem serca (sama wiem, co to znaczy, nie mieć, kiedy wszyscy mają albo mieć "obciachowe" zabawki)ale jednak.

    OdpowiedzUsuń
  29. Bardzo, bardzo trafny post. Trafia do mnie w 100% ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Jeśli chodzi o komiks, zgadzam się, że ważne jest realizować swoje pasje. Jednak jeśli ktoś nie ma konkretnych planów, powinien zastanowić się w czym jest dobry i kształcić się w tym kierunku, a nie zastanowić co mu da więcej pieniędzy, czy jest bardziej popularne. W tym roku zdałam maturę i długo zastanawiałam się na co pójść ale wybrałam politechnikę. Nie wiem czy mechatronika będzie mi pasowała, ale nie miałam konkretnych planów na przyszłość i zobaczymy jak będzie.

    OdpowiedzUsuń
  31. Nie o to chodzi... są ludzie naprawdę potrzebujący, którzy literalnie nie mają co do garnka włożyć. I oni powinni mieć pierwszeństwo przed tymi, których po prostu nie stać na Barbie. To właściwie dla nich stworzona została szlachetna paczka.
    Zresztą... kiedy ktoś twierdzi, że przymiera głodem i nie jadł od 3 dni, ty mu dasz bułkę, a on zapyta dlaczego nie pełnoziarnista, to chyba coś jest nie w porządku.
    Towary luksusowe mają to do siebie, że są luksusowe. A to znaczy, że z założenia nie wszystkich na nie stać i mają pokazywać prestiż (lub snobizm :)). Jasne, fajnie by było, gdyby wszyscy mieli Iphony i 5 tabletów, ale ostatecznie szpanują nimi często bogate puste dzieci. Sorry, świat nie jest fair.

    OdpowiedzUsuń
  32. @przedpiśca: tyle, że poza towarami rzeczywiście luksusowymi istnieją także produkty dobrej jakości, średniej jakości i całkowite śmieci udające jedzenie. Oczywiście, że nie fundowałabym biedakowi jedzenia, na które mnie samej na co dzień nie stać, ale też po prostu nie miałabym sumienia (zwłaszcza osobie starszej i chorej albo dziecku) dawać wędliny ze zmielonych kości i chrząstek czy wyrobu seropodobnego z utwardzonego tłuszczu roślinnego, tak samo jak np. zniszczonych ubrań, butów czy przedmiotów codziennego użytku lub nowego taniego badziewia, które zaraz się rozleci.

    OdpowiedzUsuń
  33. Z tym ASP to różnie bywa(ło).

    Po raz. Tę dekadę temu, kiedy sam stawałem przed wyborem studiów, ASP było naprawdę ryzykownym zawodowo posunięciem. Rynek był praktycznie żaden, internetów jak na lekarstwo (i w dodatku zapaść dotcomów nie zwiastowała takiego odrodzenia jak dziś). Pasją pasją, a żreć trzeba. I chociaż trochę żałuję tamtej decyzji (się musiałem napocić żeby nadrobić braki w czysto teoretycznej wiedzy), ostatecznie posłuchałem głosu rozsądku starszyzny rodzinnej i dałem sobie spokój. A dziś i tak graficzę i ilustratorzę po nauce samodzielnej, bo skoro się z tego utrzymać jednak da to czemu nie :)

    Po dwa raz. Ludzie które poszły na ASP (Warszawa) mieli niezłe traumy. W największym skrócie - zramolałe wykładowcy niedojdy, których doświadczenie łatwo było pomylić ze zmanierowaniem. W dodatku uznający techniki cyfrowe za pokrętną fanaberię szczeniaków, którzy są (cytat z głowy ale w miarę wierny) "zbyt wypacykowani żeby ubrudzić sobie rączki prawdziwą farbą". Mocno oderwani od rzeczywistości komercyjnej, bo każdy szkolić miał na Wielkiego Artystę. Nawet jeżeli miałbym to przesiać przez grube sito studenckiego marudzenia pt "jutro muszę oddać projekt zadany miesiąc temu, a ja taki nachlany że jak ma mam to zrobić, to głupek ten wykładowca - a to machnę Pollocka" to i tak sporo zostaje i się pokrywa u różnych źródeł :).


    A paczki... nie znam, nie śledziłem, nie znam ludzi o których mowa. Widziałem zarówno wieszanie psów na niewinnych ludziach, którzy nie chcieli wziąć totalnych szmat nadających się na... cóż, szmaty. Jak i bezczelną, czy wręcz chamską, roszczeniową postawę "ty masz mi pomóc bo ja nie mam a ty masz, a jak nie to w ryj i kluczem po samochodzie". I jedno i drugie istnieje, jest rzeczywiste, więc wygłaszanie jakichkolwiek kategorycznych sądów bez dokładnej znajomości tematu po prostu nie ma sensu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moi wykładowcy na wydziale są na szczęście bardzo otwarci na komis i sztuki cyfrowe, czym bardzo mnie zaskoczyli. Nawet na przeglądach z malarstwa czy grafiki warsztatowej wykładowcy namawiają mnie do przynoszenia moich komiksowych projektów.

      Usuń
  34. Wow ale pieprzenie ludzi z asp czy innego, dorabianie ideologii...

    OdpowiedzUsuń
  35. A prawda jest taka, że trzeba być dobry w tym co się robi i zapierdalać na stażu.

    OdpowiedzUsuń
  36. Znam ten ból... Każdy komentuje moją ekonofizykę tymi słowami 'a gdzie się po tym pracuje?' a w dupie, odpowiada Askadasuna w myślach i tłumaczy jak krowie na granicy, że w sektorze finansowym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo każdy ma obowiązek wiedzieć, gdzie szlachetna pani będzie pracować jeśli dostanie pracę w zawodzie. przecież to logiczne i popularne jak lekarz!

      Usuń
    2. Co innego dopytywać się, żeby wiedzieć, a co innego zadawać retoryczne, sarkastyczne pytanie tylko po to, żeby szydzić.

      Usuń
  37. Chłopak z części komiksowej w rzeczywistości mógł się odciąć, że po kilku latach studiów na ASP i roku zawodowej pracy wciąż nie znasz anatomii - vide czerwona kartka dla Tequili ze strony społeczności Escher Girls za standardową pozę "boobs and butt", jednoznaczną z bonusowym odcinkiem kręgosłupa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem po kilku latach na ASP ;) A poza jak najbardziej możliwa, co przyznała sama "społeczność Esher Girls", nie wiem gdzie się dopatrujesz jakiegoś dodatkowego kawałka kręgosłupa. A to że poza jest głupia i nieuzasadniona nie znaczy od razu, że jest błędem anatomicznym.

      Usuń
    2. Srać na głód, biedę i globalne ocieplenie, mamy nowy światowy problem - ktoś pozwala sobie na rysowanie bohaterki komiksu w niewygodnej pozie.

      Usuń
    3. Przejrzałem profil EG na tumblerze i... prawdę mówiąc mam wrażenie że to kolejny ruch histeryczek. Przypieprzanie się do stylizacji postaci rysunkowych w ramach ochrony godności kobiet? Srsly?

      Usuń
  38. Ja wiem, że trochę od czapy ale kiedy będzie Ragnar?

    OdpowiedzUsuń
  39. Nie to żebym się powtarzał, ale opierdalacie się Kiciputek!

    OdpowiedzUsuń
  40. Rany, bo to wszystko jest wina mediów, które nakręcają takie tematy. Śmiać mi się chce z tych znawców życia - zwłaszcza tych, którzy jeszcze nie przepracowali ani jednego dnia i bardzo by chcieli, żeby studia były gwarantem czegokolwiek. Po moim kierunku nikt nie wróżył mi powodzenia, a jednak. Jeśli czujesz się dobry w tym co robisz, po prostu to rób, bądź konsekwentny i pracowity. Tylko to i odrobina szczęścia daje sukces. A jeśli nie masz szczęścia i nie masz w sobie ani trochę pokory, żeby pracować poniżej swoich kwalifikacji, to także możesz mieć problem. Żadne studia tego nie uczą, to jest po prostu kwestia charakteru, wychowania etc.

    OdpowiedzUsuń
  41. Dużo tego i didn't read. Ale wiem jedno, szlachetna paczka czy jak ja tam jest bez sensu. To dawanie komuś ryby zamiast wędki. Nażre się lepszego dżemu i potem i tak będzie żarł gips bo na nic innego nie będzie go stać. Zamiast fundować paczkę lepiej zafundować miejsce pracy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba łatwiej kupić pralkę niż stworzyć miejsce pracy jednakowoż. Wiele z tych osób zresztą ma pracę, tylko taką, która na przykład nie pozwala im pokryć wszystkich kosztów związanych z kupnem leków dla chorego członka rodziny, albo nie wystarcza na wykarmienie wszystkich członków licznej rodziny.

      Usuń
  42. Hmmm... Ja po polibudzie zajmuję się właśnie grafiką i ilustracją... Dziwne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i fajnie :) Nie chodzi mi o konkretne uczelnie tylko o ludzi z pomysłem na siebie i tych, którzy liczą na łatwy zarobek.

      Usuń
  43. "Bo jeżeli sytuacja życiowa wymaga od ciebie korzystania z pomocy społeczeństwa, to pamiętaj, że możesz prosić wyłącznie o najtańszy dżem, odpowiedni dla biedoty."

    U mnie w mieście będąc "biedotą" można liczyć na talon na masaże rehabilitacyjne za 700zł od MOPSU, do wykorzystania w prywatnym gabinecie(tru story). Mnie osobiście nie stać na taki luksus, choć pracuję i płacę podatki (z których nota bene finansowane są takie "pomoce"). Dlatego jak słyszę historie, że ludzie biedni wybrzydzają, gdy dostają coś za darmo, to mnie szlag jasny trafia. Mnie nikt nie chce dać nic za darmo, a chętnie przyjmę darmowe masaże. Dżem z biedronki też jest spoko.
    s

    OdpowiedzUsuń
  44. A ja tam się zgadzam. "Dochodzę do zdrowia" po kilku latach w korporacji, zrezygnowałam z tej gry, bo stwierdziłam, że wyścig szczurów (który jest w Polsce całkowicie realny) jest szkodliwy dla zdrowia psychicznego; a poza tym to ten cały światek dużej kasy i wysokich stanowisk jest jakiś śmiesznie żałosny w swojej pustocie. Można żyć inaczej, tylko trzeba wykombinować sobie sposób. Ja jestem w trakcie kombinowania. A z uwagami, że nie spełniam parametrów, bo jestem nieprzedsiębiorcza, nieuśmiechnięta (jak na dobrego członka McSpołeczeństwa przystało) i w ogóle jakaś taka be, spotykam się cały czas.
    Trzymaj się dziewczyno na swojej drodze ;-)

    OdpowiedzUsuń
  45. Chciałbym móc bez stresu nie przejmować się wyścigiem szczurów i realizować się w tym, co lubię robić... np. gotować, prowadzić dom i pisać książki. Niestety - jestem mężczyzną, więc oczekiwania społeczne są takie, a nie inne... Jak nie będę zapieprzał nadgodzin w jakimś banku, to będę "ciota", "nieudacznik", "utrzymanek", "bezwartościowy nierób", "baba a nie chłop", itd... Szkoda, że nikt nie widzi problemu żeńskiego szowinizmu, który walczy o kolejne przywileje jednej płci, wmawiając innym że trwająca od wieków dyskryminacja mężczyzn to marginalny, o ile nie nieistniejący problem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz mi, wiele kobiet przejmuje się tym problemem. Od dawna chcę coś narysować na ten temat, ale nie mam pojęcia, jak to ugryźć, żeby przekaz był jasny. Oprócz chęci muszę mieć też wenę i siły, żeby poruszyć jakiś problem - proszę o trochę zrozumienia i cierpliwości.

      Usuń
  46. jeśli chodzi o szlachetną paczkę, to na prawdę nie widzisz dlaczego mają taką politykę? Że chodzi o to, żeby starczyło dla powiedzmy 3 osób, a nie jednej? Kupując lalkę barbie za 100zł ucieszysz jedno dziecko. Kupując lalkę Krysię za 25 ucieszysz 4 dziewczynki, bo dostaną COKOLWIEK. to samo z jakimiś dżemami etc. Dodatkowo, większość osob które sponsorują szlachetne paczki tak na prawde sama nie ma luksusow. Jeśli dla siebie kupuję dżem rapsodia w biedronce, to na prawdę oczekujesz ode mnie, że kupując coś innym sięgnę na półkę do której mi pensja nie pozwala dosięgnąć na codzień? Jeśli wysupłałam 100zł na ten cel, to wolę kupić więcej, zeby paczka była pełniejsza i fajniejsza, niż zaledwie kilka rzeczy, ale markowych. Przemyśl to sobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to ciekawe, bo z tego co ja wiem o szlachetnej paczce, chodzi o coś KOMPLETNIE innego. Chodzi o to, żeby tym razem pomagać personalnie, konkretnym rodzinom, specjalnie pod ich potrzeby, a nie kupować standardowe produkty, które przydadzą się jak największej ilości rodzin jak najbardziej wydajnie. I jeśli nie stać Cię, żeby im kupić ten konkretny dżem to przecież nikt Cię nie zlinczuje - chodzi o to, że ta rodzina została ochrzaniona za sam fakt, że wpisała sobie na listę taki dżem. Przecież to nie jest tak, że oni się go domagają tupiąc nóżką. Po prostu zasugerowali, który lubią najbardziej. Jak chcesz pomóc jak największej ilości rodzin to wybierz inną akcję charytatywną. Jak chcesz jakiejś konkretnej osobie dać dokładnie to, czego jej potrzeba (a ta osoba chyba wie to najlepiej) - to szlachetna paczka jest dla Ciebie. Przemyśl to sobie.

      Usuń