Kiciputek: Starym indiańskim sposobem

piątek, 29 marca 2013

Starym indiańskim sposobem


Z innych ciekawostek to mam też coś takiego, że kiedy jem obiad, to wszystkiego z talerza musi ubywać równocześnie. Np. jeśli są to kotlet, ziemniaki i surówka, a ja źle coś obliczę i np. zjem już całą surówkę i kotleta, a zostanie trochę ziemniaków to ich już nie zjem. Jeśli widzę, że kotlet zaczyna ilościowo przeważać nad surówką, to muszę nadrobić tę przewagę żeby surówka nie skończyła mi się zanim zjem całego kotleta. Ostatni kęs musi być tym Kęsem Idealnym, zawierającym idealne proporcje wszystkich składników dania. 

Ciepłe napoje, takie jak kawa czy herbata - tylko w kubku, albo w filiżance. Chłodne napoje najlepiej w wysokiej, jasnej szklance. W takich małych, ciemnych z uchem już nie bardzo.  A jedyne rzeczy dopuszczalne do przechowywania w słoikach to ogórki, grzybki, papryka i dżemy. 

A owoce+ciasto/czekolada to najgorsze możliwe połączenie na świecie.

48 komentarzy:

  1. Znalazłam sobowtóra albo zaginioną siostrę *.* Myślałam, że tylko ja takie dziwactwa wyczyniam jedząc obiad :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. XD to ja też się witam z Wami, podzielam dziwaczne konsumowanie obiadu, wszystkiego musi ubywać równomiernie, inaczej coś zostanie na talerzu...sałatki w słoiku mnie nie pociągają, wszystkie rzeczy w mieszkaniu, poza tymi osobistymi, muszą być poukładane wg moich własnych wymysłów, często nieskładnie i nieporadnie, ale tak to musi być. Pozdrawiam :3

      Usuń
  2. moja koleżanka je schabowego z dżemem, co powiesz na takie połączenie.?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przecież dżemy świetnie pasują do mięs. dobry przykład to dżem żurawinowy!

      Usuń
    2. Chyba tylko żurawina...

      Usuń
    3. a próbowałaś np z brzoskwiniowym, truskawkowym albo porzeczkowym? moim zdaniem do niektórych mięs pasuje :)
      (tylko wiśniowy jest jakiś dziwny)

      Usuń
    4. właśnie nie chodzi o żurawinę, tylko takie słodkie dżemy jak truskawkowy czy wiśniowy.

      Usuń
    5. kto nie próbował ten się nie dowie :D moim zdaniem pasuje do niektórych mięs. no do parówki to tak średnio, ale już np do wołowiny jest super! czym to się różni od np suszonych śliwek, które się wkłada do pieczeni? albo od brzoskwiń/ananasów z puszki, które się kładzie na piersi z drobiu w panierce? często rzeczy które nam się wydają dziwne, okazują się PYCHA! np kto by dał do sałatki ze szpinaku z kurczakiem, jagody, truskawki i polał to polewą tofi? takie danie dostałam kiedyś w restauracji i okazało się naprawdę pycha. xD

      Usuń
  3. Ej z piciem i jedzonkiem się zgadzam fest, ale owoce + ciasto/czekolada to nie jest złe połączenie. Chyba że chodzi o czekolady Wedla, nie mogę znieść tam tych glutków ciągnących się jak źle złamię czekoladę. Ale np truskawkowa Milka jest bardzo dobra. Co do placków to osobiście owoce tylko do biszkopta (no i szarlotka, ale uciapciane jabłka nie wiem czy dalej zasługują na miano owoców :D)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, siostro, mądrze mówisz: milka truskawkowa i szarlotka to dwa chlubne wyjątki!

      Usuń
  4. O matko, a ja myślałam, że to ja jestem dziwna ;)
    Owoce, ciasto i czekolada to znakomite połączenie! :D
    Znaczy z tym ubywaniem z talerza - to owszem też nie lubię, jak coś mi się kończy za szybko.
    Ale jakiś zastrzeżeń do słoików nie mam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. a ja uwielbiam mieszać wszystko!
    aż czasami się zastanawiam, czy w ciąży nie jestem (ale jak ciąża to tylko spożywcza!).
    lody zagryzane ogórkiem kiszonym? no problem!
    kanapka z serem żółtym, białym, wędliną, ogórkiem, rzodkiewką, jajkiem i dżemem? OMNOMNOM :3
    owoce z sosem czosnkowym? sos czosnkowy pasuje praktycznie do wszystkiego!
    obiad też tak jem w proporcjach... a najbardziej mi smakuje jak mogę go sobie zjeść widelczykiem deserowym (wtedy czuję się prawie tak jakbym jadła deser a nie obiad <3 )
    jeśli chodzi o kawę i herbatę, to raczej wybieram wielgachne porcelanowe/gliniane kubki ponad wszystko inne.
    a w ogóle to jedzenie najlepiej smakuje wyżerane prosto z garnka wielką chochlą, albo paluchami z lodówki! :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę, weź ten medal kulinarnego hardkora roku ode mnie.

      Usuń
    2. jeśli jest w formie jedzenia to bardzo chętnie :3

      Usuń
  6. My jesteśmy wybredni, ale jak się okazuje nie aż tak dziwni z jedzeniem jednak o.O
    Gin&PT

    OdpowiedzUsuń
  7. Też jem tak obiad! Co prawda jeśli źle obliczę i coś zostanie, to i tak to zjadam, ale czuję się potem do końca dnia bardzo nieswojo. :<

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj tam, oj tam... Moja znajoma bez problemu jada jajecznicę z nutellą i żyje XD
    Jedyne co jadłam dziwnego to wołowinę z truskawkami... O dziwo była nawet dobra O.o
    a szczęście bogowie pożałowali mi nerwicy natręctw XD

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja dla odmiany jem wszystko osobno, to znaczy na początek to co lubię najmniej (np. ziemniaki), później coś pośrednio lubianego (np. kotlet), a na koniec zostawiam najlepsze (np. gotowana marchewka). Niestety najczęściej nie starcza mi miejsca w żołądku na to co lubię najbardziej.Do tego wszystko musi leżeć w odpowiednich odległościach od siebie, nic ni może się stykać. Nie wolno polewać sosami ryżu, albo kaszy, tylko mięso jak już. Mąż śmieje się, że najlepszy byłby dla mnie talerz z przegródkami. Nigdy nie popijam jedzenia, picie zawsze zostawiam na koniec. Na kanapce nie może być więcej jak jedna, max. dwie rzeczy i też nie wolno nakładać na nią tych różnych maziaji. Więc jak widzisz, nie tylko Ty jesteś dziwna ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kup sobie coś na kształt tych pojemników na jedzenie na wynos (źle to brzmi, wiem), tylko że z porcelany?

      Usuń
    2. Są takie fajne próżniowe pojemniczki z plastiku, one są ok.

      Usuń
    3. Hej, jak najbardziej istnieją takie talerze z przegródkami.
      I tace dla więźniów, jakie pokazują na amerykańskich filmach też mają przegródki. :>

      Usuń
  10. Znajomy zawsze je najpierw 2. danie potem zupe - argumentuje to tym, ze gdyby bylo odwrotnie, to kes np. kotleta robilby mu w brzuchu 'chlup'.

    OdpowiedzUsuń
  11. z napojami też tak mam - gorące w kubku (najlepiej dużym), zimne w szklance, ale nie tej ciemnej z uchem. o ile jeszcze herbatę ze szklanki jestem w stanie wypić, o tyle kawy never.

    moja Współlokatorka natomiast je zawsze... od lewej do prawej. :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja np. uwielbiam śledzie z ogórkami kiszonymi :D Odnośnie twoich upodobań mój luby też tak ma z jedzeniem równomiernie (mój piesek Kersik się cieszy jak coś zostanie na talerzach - od razu posprząta). Kawa tylko w filiżanka.
    Oh ... te upodobania żywnościowe.

    OdpowiedzUsuń
  13. nie tknę marchewki, jeśli jest pokrojona w kółka. Nie znoszę również, gdy jest w formie drobniutkich wiórków, za to takie solidne wióry są już spoko; może być również pokrojona w słupki!
    Póki nasze jazdy są znośne dla nas i otoczenia, celebrujmy je! :D jesteśmy przez to tacy wyjątkowi!

    pozdrawiam
    dziewczyna z gminu

    OdpowiedzUsuń
  14. Też tak mam ;__;
    Dodam jeszcze że nie potrafię zjeść rodzynek jak są w jakimś cieście (serniku czy coś) i nie przełknę startej marchewki - wolę w 'całości' ;__;

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja mam zupełnie odwrotnie - najpierw zjadam wszystkie ziemniaki (jeżeli je nałożyłam, bo z reguły nie jadam), później surówkę, a później kotleta. Albo najpierw ryż, a później warzywa/sos.

    Za to rozumiem to, że nie lubisz jeść czegoś ze słoika. Mam podobnie, z tym że... u mnie na talerzu wszystko smakuje gorzej niż z miski/wiaderka/garnka/słoika. Często jest tak, że najpierw wyjadam swoją porcję surówki z miski, by nie musieć go nakładać na talerz, bo wtedy już mi nie smakuje O.o

    OdpowiedzUsuń
  16. A jak mówię komukolwiek, że połączenie owoców z czekoladą jest najgorszym fuj, to twierdzą, że nienormalna jestem...

    Napoje ciepłe najlepiej z wielgachnych filiżanek, napoje zimne tylko w szklankach!

    Od przechowywania żywności typu sałatki, to ja mam pojemniki, ale jak się zdarzy zjawić sałatka od mamy faceta, to ze słoika najlepsza na świecie. Jak się przełoży na talerz to czar pryska. :(

    Żywieniowe dziwności <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Ej a płatki z mlekiem? Bo ja za bachora nie mogłam jeść ich z zimnym mlekiem, a teraz się przebiegunowało i nie ścierpię płatków z ciepłym.

    OdpowiedzUsuń
  18. hahahahaha, no, nie ma co ,ciekawe rzeczy z jedzeniem wyczyniasz <3

    OdpowiedzUsuń
  19. jak ci nie pasuje sałatka w słoiku to nie bierz albo rób sama. może wtedy docenisz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrobiłam sama, nic się nie zmieniło.

      Ależ ludzie to potrafią o wszystko spinać dupki :)

      Usuń
    2. Bo ty jesteś artystka, co oznacza, że i darmozjad. Nawet kanapki sobie nie umiesz zrobić, tylko jeździsz tymi ołówkami i kartki marnujesz, jakby to było komuś potrzebne. No.

      PS I nawet nie próbuj kłamać, że jest inaczej.

      Usuń
    3. OK, nawet nie będę próbować.

      Usuń
  20. Oczywiście, że ostatni kęs MUSI być idealny! Ja np. kiedy jem jajecznicę, bigos albo coś innego, co jadam z pieczywem, zawsze pieczywo jem je w taki sposób, żeby na koniec został mi kawałek chleba i ostatnia porcja miała dobre proporcje :D
    Słoików z jedzeniem nie lubię, bo są zimne, jak się chce wyjadać zapasy prosto z lodówki. Ale ogólnie wszystko wyjadane ze słoika/miski/innego pojemnika smakuje mi lepiej niż ładnie wyjęte na talerz.
    Lubię też jeść surowe ciasto (ale tylko takie słodkie), wyjadać różne rzeczy z torebek, np. proszek na galaretkę - bez dodatku wody, śmietankę w proszku i tak dalej... No i czy ktoś kiedyś nie jadł Vibovitu na sucho, prosto z tej torebeczki? :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Moje zboczenie żywnościowe polega na fakcie następującym: Wszystko na talerzu musi być oddzielnie, jeśli coś się z czymś styka, miejsce styku jest niejadalne np. takie mięso nasiąknięte surówką.. :) wiecie, talerzyki z przegródkami itd. Największa zbrodnia jak coś się zabarwi np. sokiem z buraczków lub czerwonej kapusty, ziemniaki poplamione burakami, brrr O.o"

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja zwalczyłam wsie natręctwa maści podobnej. Samo ich niszczenie było dużo ciekawsze niż celebrowanie.
    Celebrowane i pielęgnowane zaczynają rosnąć, puchnąć i zniewalać.
    Być dziwnym jest okej, ale psuć sobie codzienność już nie :).

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja mam swoje prywatne żywieniowe 10 przykazań:
    1. Na talerzu z drugim daniem nic nie może się ze sobą stykać.
    2. Zupy w talerzu ma być tyle, żeby było widać czubek zalanego makaronu.
    3. Na kanapce wszystkie dodatki muszą być widoczne, czyli trzeba je układać od największego (sałata, plaster sera, szynka...) do najmniejszego (pomidor, ogórek, rzodkiewka i najmniejszy drobno posiekany szczypiorek na czubku). Niedopuszczalne jest zakrywanie serem szynki lub sałatą sera lub inne świętokradcze praktyki, jakich dokonuje np. mój chłopak, tfu tfu.
    4. W każdej sałatce warzywa mogą być pokrojone wyłącznie w kostkę.
    5. Kiedy polewam mięso sosem, sos musi "rozlać" delikatnie z jednej strony i skapnąć na talerz. Ale tylko z jednej!
    6. Zawsze najpierw płatki, do tego mleko, nigdy odwrotnie. Mleko trzeba wlewać tak, żeby KAŻDY płatek się zamoczył. Suche płatki są niedopuszczalne.
    7. Połączenie warzywa-śmietana (np. mizeria albo sałata ze śmietaną) to koszmar.
    8. Do herbaty można wrzucić kawałek cytryny, ale nigdy cały plasterek, a tylko jego połowę, tak, żeby część cytrynki nie była otoczona skórką.
    9. CIEPŁE BURACZKI TO ZŁO
    10. Widelec, którym ściągnięto kotleta z patelni leci do zlewu, nie nadaje się do zjedzenia tegoż kotleta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pkt10 - też tak mam. Widelce, łyżki służące do mieszania potrawy są "skażone". Nie zjem nimi nic, trzeba wziąć nowy przyrząd. :>

      Usuń
  24. Kiedy to czytałam, co zdanie myślałam "o kurczę, jak ja", tylko do tych ciast/czekolady i owoców się nie zgodzę, bo moim ulubionym ciastem jest biszkopt z brzoskwiniami (bez innych dodatków, typu galaretka) i oczywiście szarlotka, najlepiej na ciepło, z lodami XD

    Co do tego równomiernego jedzenia, nawet mój luby (obecnie już chyba nie mój) jadł podobnie, więc spotkałam bratnią duszę pod tym kątem. Nie lubił nigdy jak ktoś mu podjadał z talerza, bo to psuło równowagę całości. A ja podjadałam tylko kiedy mi czegoś brakowało, np. surówki na ostatni idealny kęs :D

    Podobnie jak Anonimowy układam na kanapkach dodatki pod kątem wielkości, zawsze.

    Jajecznica lepiej smakuje prosto z patelni. Najlepiej jedzona dużą drewnianą łyżką.

    Sosu na talerzu ma być zawsze tyle, żeby ziemniaki/ryż/makaron nie były suche.

    Poza tym większość jedzenia lepiej smakuje jedzone palcami albo podjadane prosto z garnka, kiedy je robię :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Jak ja Cię rozumiem, mam identycznie z jedzeniem ;_;
    czasem też mieszam cały obiad ze sobą żeby była idealna proporcja wszystkich składników w jednym kęsie

    OdpowiedzUsuń
  26. Jak jem np. parówkę albo kiełbasę z chlebem, to też muszę pilnować i wyliczać poszczególne kęsy, żebym nie została z resztą chleba, albo żeby mi brakło go do kiełbasy;)
    I do kawy też mam inne filiżanki i kubki niż do herbaty. Wypić kawę w herbacianym kubku? Brr, nie wyobrażam sobie tego.

    #problemypierwszegoswiata

    OdpowiedzUsuń