Kiciputek: Every fuckin' time

piątek, 18 stycznia 2013

Every fuckin' time


155 komentarzy:

  1. ciągle czytam twój nick jako "Kicikupek" :X przepraszam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuje, teraz juz na zawsze zostanie mi w głowie kicikupek... moje życie już nigy nie bedzie takie samo ;)

      Usuń
  2. W ramach rozpętywania bezsensownych konfliktów, ideologicznych dyskusji itepe itede, dowcip z brodą:
    "Kiedy się kończy feminizm? Jak trzeba wnieść szafę na trzecie piętro."
    Bada-bum. Pszsz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mniam, mniam, jaki pyszny suchar. Aż nakruszyłam na klawiaturę.

      Usuń
    2. Oh, wait, trochę nieświeży. Teraz boli mnie brzuch, co narobiłeś :(

      Usuń
    3. a ja przed świętami samodzielnie przywiozłam na sankach i wtachałam na drugie piętro półtorametrową choinkę w doniczce, która ważyła więcej ode mnie. jestem prawdziwą feministką, nawet nie obudziłam mojego chłopaka. ;D

      Usuń
    4. Tak, tak, a wiesz, kiedy się kończą talenty techniczne mężczyzn?
      Kiedy trzeba obsłużyć pralkę.

      Usuń
  3. A abstrahując od sucharów i takich kopalnianych standardów argumentacyjnych - faktycznie popierasz feministki?
    (chyba choruję na to samo co Ty...)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, głosuję, studiuję i zarabiam pieniądze - jakby nie patrzeć, sporo im zawdzięczam.

      Usuń
    2. Dawnym feministkom - na pewno. A co myślisz o działaniach obecnych, np. parytety?

      Usuń
    3. Parytety nie są głównym celem środowisk feministycznych, ale zanim zaczniemy je demonizować warto szybko opisać o co chodzi, bo wiele osób jest błędnie przekonanych, że w parytetach chodzi o to, żeby było tyle samo kobiet i mężczyzn w parlamencie - otóż nie. Do rządu ludzie wybierani są przez obywateli, którym nie można nakazać głosowania na daną osobę ze względu na płeć. Chodzi o wyrównane szanse kobiet i mężczyzn na dostanie się na listy wyborcze, a zasadnicza różnica jest taka, że listy te nie są ustalane w sposób demokratyczny, ale odgórnie, przez szefa lub zarząd partii, co często prowadzi do nadużyć i dyskryminacji na listach wyborczych ze względu na płeć. Tutaj pojawia się kontrowersyjna kwestia czy wspominane przez niektóre feministki 30%, które na listach wyborczych powinny zajmować kobiety to nie jest pierwszy krok w stronę pozytywnej dyskryminacji, czyli faworyzowania osób ze względów od nich niezależnych (jak płeć czy pochodzenie). Nie jestem przekonana co do słuszności tego rozwiązania, ale póki co nikt nie proponuje żadnego innego sposobu na dyskryminację wewnątrz partii.

      Poza tym przekonanie, że tak ważne sprawy, jak prawo do głosu, edukacji czy decydowania o sobie to zasługa dawnych feministek jest błędne - istnieje współcześnie wiele krajów, w których te sprawy wciąż są problemem i w których wciąż trzeba o nie walczyć. I to właśnie robią między innymi feministki.

      Usuń
    4. Szczerze mówiąc parytety to dla mnie nie jest rozwiązanie i mówię to jako osoba, która kiedyś kandydowała. Obecnie 'walka z dyskryminacją' sprowadza się do łapanki przypadkowych żon i córek oraz upychania ich po końcówce listy, bo czasem są to osoby, które chcą tylko pomóc w spełnieniu formalnych wymogów, a nie mają zapędów politycznych.
      Kobiety w polityce istnieją - aktywistki które chcą dadzą sobie radę bez takich wymuszeń.

      Reasumując: imho w Polsce dyskryminacji płciowej już nie ma i feministki nie mają tutaj nic palącego do roboty. Przydałoby się raczej małe lobby 'szownistów', które oddemonizowałoby wizerunek samotnego ojca - bo tutaj stereotypy ładnie szaleją.

      Usuń
    5. To dobrze, że o tym wspominasz, bo akurat w tej dziedzinie szeroko działają właśnie feministki, jako nie tyle środowisko skupione na równości kobiet, ale równości płci w ogóle - a więc i prawa do pracy jako pielęgniarz czy opiekun w przedszkolu bez narażenia na szykany, albo do wychowywania dzieci przez samotnych ojców - wiem, bo jednym z nich jest mój współlokator na przykład :)

      Parytety nie zostały wprowadzone, więc ten przykład który podałaś to nie ich wina tylko jakichś koszmarnych machlojek i nadużyć, których w polityce nie unikniesz.

      Usuń
    6. Ale płcie nie są równe i pomijając wyjątki każdy z nas ma inne predyspozycje... A feministki chyba nie zmienią tego, co siedzi w głowie ludziom (typu przemyślenia - 'dlatego ten pan pracuje w przedszkolu?' tyle jeśli chodzi o szykany).

      I dlaczego zdobywa się kobietom dodatkowe przywileje w pracy, co tak naprawdę tylko zniechęca pracodawcę od zatrudnienia takiej, trochę brzydko mówiąc, świętej krowy? Chcę powiedzieć tylko, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane.
      Heh, mam szczęście, że istnieją umowy zlecenia. ; )

      Usuń
    7. I tak trzymać! W końcu jakiś normalny głos w tym internecie. Ile można śmiać się z kobiet, wcale nie jesteśmy słabszą płcią. Odnoszę wrażenie, że poprzez ciągłe wyśmiewanie się z nas (choćby idiotyczny dowcip 'oj tam, oj tam') stara się nam odebrać to, o co tyle lat walczyłyśmy. Dziękuję i popieram całkowicie! Lilith.

      Usuń
    8. Droga Revv,
      błędnie użyłaś stwierdzenia 'szowinista'. Pojęcie, którego, jak z Twojej wypowiedzi jednoznacznie wynika, chciałaś użyć to 'Maskulinizm'.

      Atoli muszę przyznać, że moje poglądy na poruszony temat pokrywają się poniekąd z Twoimi. W skrócie: Uważam, że w Polsce większość rzeczy, które były do wywalczenia feministki już wywalczyły (a to że kobiety przez NIEKTÓRYCH mężczyzn są nadal traktowane tak jak są wynika z mentalności polaków - stereotypowych "chamów i prostaków"). Implikuje to bardzo prosty wniosek: Większość pań feministek (zwanych tudzież Feminazistkami) krzyczy i kłóci się dla samego podtrzymywania waśni i tylko nieliczne z nich starają się zrobić coś sensownego.

      Na koniec pragnę nadmienić, że temat ów jest "tematem rzeką" i aby cokolwiek zdziałać należałoby starać się zmienić mentalność "polaczków" np. na poziomie edukacji podstawowej (co jednak z obecnym Ministerstwem Edukacji możliwym nie jest), ponieważ krzyczenie nic nie pomoże, a nawet wręcz przeciwnie zniechęcić może grupę docelową.

      Pozdrawiam,
      Cezary


      PS Szowinizm to skrajna odmiana nacjonalizmu.

      PS2 Niektórych może urazić brak "cyfrowego podpisu" pod postem. Nie podpisałem się, ponieważ nie posiadam żadnego z niżej nadmienionwych kont.

      Usuń
    9. Chcę tylko zaznaczyć, że podany przeze mnie szowinizm został podany w cudzysłowie, ponieważ to słowo faktycznie samo z siebie było trochę zbyt mocne. ; ) Dzięki za uwagę.

      Usuń
    10. Może Cię to zdziwi, Revv, ale będąc kobietą dobiegającą do czterdziestki, zamężną i dzieciatą - popieram feministki.
      Co nie przeszkadza mi lubić mężczyzn i dogadywać się z większością z nich lepiej niż z większością kobiet.

      Usuń
  4. A ja bym chciał te materiały o kobietach w kopalniach, przydadzą sie do gaszenia kumpla konserwatysty. Tak serio to szlag mnie bierze na takie argumenty, ten z szafą też - zwykle wygłaszają go faceci ktorzy mieliby problem z wniesieniem po schodach większego krzesła...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53581,3764527.html
      http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,114757,9755972,Kobiety_w_PRL_u.html
      http://listverse.com/2011/10/05/top-10-female-adventurers/

      Proszę, tyle wygrzebałam na razie, mam nadzieję, że pomoże :) Też już widzę tych facetów, którzy garną się do samodzielnego tachania szafy na szóste piętro - zresztą ocenianie wartości człowieka po zdolności do ciągnięcia mebli po schodach też jest dla mnie jakąś egzotyką.

      Usuń
    2. Drogi kiciputku (aka kicikupku),
      Pragnę nadmienić, iż podane linki podają przykłady, a nawet "wyjątki" potwierdzające regułę(mam na myśli głównie pierwszy odnośnik). Nie oszukujmy się, mężczyźni mają po prostu predyspozycje fizyczne do wykonywania niektórych prac (chociaż patrząc po dzisiejszych "gimbusach" człowiek się zastanawia czy owe stwierdzenie jest nadal prawdziwe). Nie zmienia to jednak faktu, iż mężczyźni (szczególnie nasi rodacy), często nadużywają sobie tego "naturalnego przywileju" starając się w mało inteligenty sposób uwłaczać kobietom, co mnie bardzo mierzi. Pomimo to uważam, że większość skrajnych feministek, ma po prostu nie równo pod sufitem i próbuje grać "silne kobiety, które zawsze w życiu sobie pomogą" co często im nie wychodzi. Tu nadmienię, że nawet "najtwardsi" mężczyźni z odrobiną inteligencji wiedzą kiedy trzeba się zwrócić do kogoś o pomoc.

      Podsumowując, nic nie mam do kobiet które walczą o swoje prawa. Oczywiście wtedy jeśli robią to w granicach zdrowego rozsądku.

      Pozdrawiam,
      Cezary

      Usuń
    3. W każdej grupie znajdą się ludzie, którzy mają nierówno pod sufitem, ale tak jak zauważyłeś - są kobiety, które po prostu walczą o swoje prawa w granicach zdrowego rozsądku i to z nimi się identyfikuję.

      Kobiet pracujących w kopalniach jest oczywiście mniej niż mężczyzn, owszem, mają do tego mniejsze predyspozycje, ale nie wiem, dlaczego to ma być ZAWSZE argumentem w jakiejkolwiek dyskusji na temat równości płci, jakby zdolność do machania łopatą świadczyła o wartości człowieka. Podane przeze mnie linki służą tylko przypomnieniu o kobietach w kopalniach i ich niewyobrażalnie ciężkiej pracy, taka forma zamknięcia ust ludziom machającym tym kopalnianym argumentem na prawo i lewo.

      Usuń
    4. Prawda, że argument o "machaniu łopatą" jest idiotyczny i sam go (chyba) nie użyłem w podobnej rozmowie. Na pewno nie w przedstawionej przez Ciebie formie. Jednakże sznurki, którymi zarzuciłaś, imho nie są kontrargumentem zbijającym (nawet idiotyczny i niepoprawny) argument o predyspozycjach fizycznych. Mało tego jest on poniekąd umocnieniem stawianej tezy.

      Pragnę jednak podkreślić, iż jest to moje osobiste odczucie, z którym możesz się nie zgadzać i jak to powiedział Wolter:
      "Nienawidzę Twoich poglądów, jednak będę bronić do śmierci twojego prawa do ich wygłaszania."

      Pozdrawiam,
      Cezary

      Usuń
    5. Cieszę się, że wyraziłeś swoją opinię, zawsze fajnie porozmawiać z ludźmi na kontrowersyjne tematy. Jak już mówiłam, linki te służyły raczej czemuś innemu niż udowadnianie jakiejkolwiek tezy, ale jeśli jesteś zainteresowany to mogę jeszcze takim czymś zarzucić:
      http://writingwomenshistory.blogspot.com/2012/06/pit-lasses-truth-about-britains-female.html
      http://ftfmagazine.lewcock.net/index.php?option=com_content&view=article&id=208:pit-brow-lasses&catid=47:april-2009

      Usuń
    6. Dziękuję, jak znajdę czas to poczytam.

      Usuń
  5. P.S.1: Oj-oj, jest tu ograniczenie długości tekstu, muszę podzielić swój na kilka części
    P.S.2: Trochę mi zeszło na napisanie tego komentarza i w międzyczasie inni użytkownicy zdążyli powiedzieć sporo tego, co ja miałem do powiedzenia, niemniej jednak:
    Moim zdaniem walka o równość kobiet i mężczyzn jest jak walka o równość łyżek i widelców (a twierdzenie, że kobiety/mężczyźni są lepsze/si to jak twierdzenie, że łyżki/widelce są lepsze). Wiadomo, że dyskryminacja jest zła, ale tylko wtedy, kiedy faktycznie jest dyskryminacją. A jeżeli ktoś szuka ochroniarza na bramkę w klubie, w którym faktycznie zdarzają się rozróby i odrzuci jakąś kandydatkę nieostrożnie podając jako powód to, że jest kobietą, i zostanie o to pozwany do sądu, i afaik zgodnie z obecnym prawem przegra, to to nie jest walka z dyskryminacją, tylko czysty debilizm. Niezależnie od tego, jak bardzo wszyscy by się starali, kobiety po prostu są fizycznie mniejsze, lżejsze i słabsze, i nie znajdziesz tak przypakowanej babki, jak przypakowanych możesz znaleźć facetów. No a poza tym nawet gdyby, to mimo wszystko kobieta będzie się cieszyła mniejszym poważaniem niż mężczyzna, bo póki co tak po prostu na razie jest. Możesz sobie feministycznie ewangelizować klientów lokalu na przyszłość, ale na razie lepiej, żebyś miała do tego ochroniarza-faceta. Inny punkt - ostatnio czytałem sobie taki oto artykuł: http://m.torun.gazeta.pl/torun/1,106521,13180318,Polska_szkola_jest_seksistowska__ROZMOWA_.html i nieźle się uśmiałem. Mój ulubiony fragment to "Mnóstwo badań pokazuje, w jaki sposób nauczyciele nieświadomie różnicują swoje zachowanie zależnie od płci ucznia. Np. dziewczynkom każe się sprzątać, chłopcom przestawiać ławki.". Już widzę, jak wszystkie dziewczyny z mojej klasy z podstawówki, czy z gimnazjum, czy z liceum, czy teraz na roku na studiach rzucają się do noszenia ławek przed chłopakami, normalnie biorą po dwie na jedną osobę i nawet nie noszą, tylko miotają od razu na miejsce, łypiąc szyderczo w stronę malutkich, słabych i wystraszonych chłopczykow stojących lękliwie pod ścianami! Reasumując, kobiety statystycznie SĄ słabsze od mężczyzn. Oczywiście, są dziewczyny/kobiety, które bez problemu mogłyby mi spuścić wpierdol i są chłopcy/"mężczyźni", którzy mogliby bez problemu dostać wpierdol od kogokolwiek (tak cholera, celowo piszę >>kobiety<< i >>"mężczyźni"<<, cechą mężczyzny jest w jakiś sposób siła, kobiety nie jest, deal with it), ale rozkłady statystyczne mają to do siebie, że lubią od czasu do czasu rzucać wyniki daleko od wartości oczekiwanej. I w kopalni nigdy (ewentualnie do czasu, aż zmieni to ewolucja, ale tego raczej nie dożyjemy) fizycznie nie będzie pracować tyle samo kobiet, co mężczyzn, no chyba że się będzie do tego sztucznie doprowadzać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie, ja koniecznie chcę wyeksponować ten wywiad, żeby nie zginął w ścianie tekstu i zapytać się "Kicipupka' ; ) co o nim myśli, bo jest niesamowity:
      http://m.torun.gazeta.pl/torun/1,106521,13180318,Polska_szkola_jest_seksistowska__ROZMOWA_.html

      Usuń
    2. Jaki jest problem w przestawianiu ławek? Przecież z tym to i ja sama bym dała radę... nie pamiętam ze szkół takich podziałów, że to chłopaki ławki noszą, a dziewczyny sprzątają.

      Co ma do tego statystyka? Czy naprawdę nie możemy spojrzeć na każdego człowieka jak na oddzielną osobę tylko przez pryzmat statystyk - "o, jesteś kobietą, to statystycznie jesteś słabsza fizycznie, więc to na pewno się odnosi bezpośrednio do ciebie". Świat byłby lepszym miejscem, gdyby na każdego człowieka patrzeć indywidualnie a nie przez pryzmat grupy.

      Zresztą od kiedy we współczesnym świecie siła fizyczna jest wyznacznikiem czegokolwiek? Problem, który jest obecnie najważniejszy, to takie zagadnienia jak równość płac i dostęp do stanowisk kierowniczych, do władzy, do kariery. Nie potrzeba tu żadnej siły fizycznej. I moim zdaniem ten wywiad w bardzo dobry sposób opisuje ten problem.

      Usuń
    3. Naprawdę mamy problem w dostępie kobiet do kariery?

      Usuń
    4. Naprawdę. Nie jest to jakaś ogromna skala zjawiska, ale to jednak bywa problem.

      Usuń
    5. A do stanowisk kierowniczych? Wiesz w czym może tkwić problem, bo niekoniecznie w dyskryminacji:
      nie znam kobiety ze swojego otoczenia, która rozkręcałaby jakiś biznes. Wszystkie szukają ogłoszeń i na nie odpowiadają. Bez ryzyka. Za to paru moich znajomych ruszyło z firmami. Wysokie, dobrze opłacane stanowiska nie spadają z nieba i to nie jest pierwszy lepszy etat. Oczywiście zdarzają się wyjątki, ale nie wymagajmy, że na stanowisku do którego trzeba mieć określone predyspozycje i silny charakter będzie nagle dzięki działaniom feministek więcej kobiet.
      Aczkolwiek rozumiem, że każdy chciałby być jakimś szefem, zarabiać kupę kasy i mieć plecy w jakiejś organizacji walczącej z dyskryminacją. ; )

      A co do samych pieniędzy - kobiety siłą rzeczy będą zarabiać mniej, skoro chodzą na macierzyński...

      Usuń
    6. Gdyby pracodawcy chętniej przydzielali urlopy rodzicielskie mężczyznom, kobiety nie musiałyby tyle siedzieć na macierzyński i zarabiać mniej :) a wynagradzanie pracodawcy strat poniesionych przez pracownicę na urlopie z powodu ciąży to obowiązek państwa, bo to ono czerpie korzyści z przyrostu demograficznego. W cywilizowanych państwach to bardzo dobrze działa.

      Sugerujesz, że kobiety mają słabszy charakter i mniejsze predyspozycje? Nie rozumiem zresztą przytyku na temat pleców w organizacjach (które wśród korporacji mają naprawdę tyle do powiedzenia, że nic tylko sobie plecy robić...)

      Zwróć też uwagę, że patrzysz w tej chwili wyłącznie ze swojej perspektywy, w miarę dobrze sytuowanej (jak mniemam) studentki politechniki. W wielu miasteczkach i wsiach dziewczyny po prostu nie mają takich możliwości jak ty, bo od dziecka wpaja im się na siłę, że służą jedynie do gotowania i rodzenia dzieci. Uwierz mi, tak się dzieje. I jak takie zmanipulowane i zastraszane od dziecka dziewczyny mają piąć się na stanowiska kierownicze?

      I nie, wcale nie wszyscy chcieliby być szefami i zarabiać kupę kasy :) są też kobiety (faceci też), które spełniają się np. pracując w domu. O ułatwienia dla takich osób też walczymy, o to, by jakoś uregulować ich pozycję, zapewnić emeryturę, ubezpieczenia itd.

      Usuń
    7. Nie jestem dobrze sytuowana, bo nie zamierzam pracować jako informatyk, tylko zmieniam branżę. ; )Pochodzę z mniejszego miasteczka, więc znam realia. Mogłabym teraz zwrócić uwagę na Twoją sytuację, która też nie jest codzienną walką o byt, ale przecież nie o to chodzi.
      W ramach ciekawostki: W IT feministki nie mają nic do roboty. Kobiety są tu zatrudniane z wielką przyjemnością - jeśli tylko jakaś jest zainteresowana. Oczywiście standard jest taki, że kobiety przeważnie nie są zainteresowane - taki fakt. ; )

      Facet nie może nadrobić wszelkich urlopów za kobietę, chociażby z tego powodu, że nie karmi piersią. ; )

      Sugeruję, że większość kobiet nie nadaję się do stanowisk kierowniczych, tak samo zresztą jak i do polityki, gdzie trzeba mieć silny charakter i nawet odrobinę 'agresji' - trzeba walczyć o swoje i być bardzo odpornym na krytykę. Nie każda kobieta jest jak cudowna Margaret Thatcher, niestety. ; ) Co nie oznacza, że takie się nie zdarzają. Jeśli kobieta się nadaje, przebija się do takiego środowiska w naturalny sposób.

      A co do emerytury jako takiej - to jest poważny problem ekonomiczny, który nie leży w kompetencjach feministek. Osobom w naszym wieku polecałabym zacząć oszczędzać na własną rękę.

      Jesteś aktywną działaczką feministyczną, czy tylko sympatyzujesz?

      Usuń
    8. Sympatyzuję.

      Dziwne doprawdy znasz kobiety, skoro tak mało ich znasz o "silnym charakterze" bądź "odrobinę agresywnych" ;)często zresztą jest to kwestia specyficznego sposobu wychowywania dziewczynek.

      Nigdzie nie mówiłam, że kobiety mają problemy z pracą w branży IT. Fajnie, że nie ma w tej kwestii dyskryminacji.

      Dlaczego ekonomia miałaby nie leżeć w kompetencjach feministek?

      Usuń
    9. 1. Kobiety nigdy nie będą miały takiego samego podejścia do ryzyka jak mężczyzna. Jeśli jakaś się znajdzie - nazwiemy ją kobietą o męskim charakterze. To nie dyskryminacja, to kwestia tego jakie jesteśmy. Nikt kobietom nie zabrania zakładać firm. ; )

      2. Pracowałam w wielu miejscach i w wielu branżach - nie spotkałam się nigdzie z dyskryminacją, wprost przeciwnie. I to nie dzięki jakimś sztucznym, odgórnym regulacjom.

      3. Bo feministki nie są alfą i omegą i nie poradzą nic na starzejące się społeczeństwo i system emerytalny, który polega na utrzymywaniu emerytów przez osoby obecnie pracujące? ; )

      Usuń
    10. 1. Skąd masz takie pojęcie o tym, jakie są absolutnie wszystkie kobiety? Co daje ci prawo do wyrokowania o ogólnej i uniwersalnej naturze kobiet?

      2. Kurcze, to się autentycznie cieszę :)

      3. Ale mogą próbować?

      Usuń
    11. "1. Kobiety nigdy nie będą miały takiego samego podejścia do ryzyka jak mężczyzna. Jeśli jakaś się znajdzie - nazwiemy ją kobietą o męskim charakterze. To nie dyskryminacja, to kwestia tego jakie jesteśmy. Nikt kobietom nie zabrania zakładać firm"

      Jak słyszę takie pierdolety o męskich charakterach, to mi się to i owo w kieszeni otwiera. Nie, kurtwa, mężczyźni nie mają monopolu na zachowania i cechy charakteru. A silna kobieta jest silną kobietą, nie męską, bo jej żaden penisik nie dorasta nagle od tego, że myśli.
      Jak to, nie ma kobiet, które zakładają firmy? To dla kobiety jedyna szansa, żeby móc mieć karierę bez dyskryminacji ze względu na wybory osobiste, choćby posiadanie partnera i dziecka. Coraz więcej kobiet wybiera właśnie taką ścieżkę życiową. Wystarczy się trochę rozejrzeć dookoła, a nie powtarzać farmazony, które pasują do ideologii.

      Ps. Czy możesz wyłączyć wpisywanie kodu? Jest praktycznie nieczytelny dla mnie.

      Usuń
    12. Zrobione.

      Przy okazji dziękuję za dorzucenie fragmentu na temat "męskich" cech, sama zapomniałam o tym wspomnieć, ale lepiej bym tego nie ujęła.

      Usuń
    13. Tak, bo wcale parę razy nie powiedziałam, że są kobiety, które wyłamują się wszelkim standardom ; ) Dziękuję za barwny język sugerujący wielkie pokłądy emocji.

      @Kiciputek:
      1. Nie definicuję ostatecznie i niezaprzeczalnie wszystkich kobiet na świecie, ale sugeruję, że różnimy się od mężczyzn nie tylko budową ciała.
      2. To standard który obserwuję w wielu miejscach. Może bardziej zgadzałabym się z feministkami, gdybym faktycznie widziała objawy dyskryminacji.
      3. Jeśli o mnie chodzi to mogą nawet walczyć z problemem głodu na świecie, ale to chyba nie jest ich główne założenie.

      W sumie co chciałam powiedzieć to powiedziałam. ; ) Ciekawa jestem tylko, czy przykłady dyskryminacji znasz z życia czy głównie z mediów.

      Usuń
    14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    15. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    16. Cóż, ja tylko mam nadzieję że osoby tak zaciekle walczące z dyskryminacją płciową pamiętają np. o szkodliwych stereotypach dyskryminujących mężczyzn, ale finalnie uderzających w całe społeczeństwo. Bo osobiście ardzo chętnie zamieniłbym się na role społeczne z typową, uciskaną kobietą. Bardzo chętnie byłbym broniony podczas wojny, zamiast przymusowo bronić i narażać się na kilkukrotnie większe prawdopodobieństwo śmierci. Bardzo chętnie przyjąłbym wasze 95% szans na wywalczenie sobie praw do wychowywania potomka w razie rozwodu. Bardzo chętnie po przejściu na emeryturę pożyłbym sobie statystycznie te 15 lat, zamiast przewidywanych dla mnie pięciu. Bardzo chętnie przez całą młodość byłbym świadkiem tego, jak przemoc symboliczna wpajana od maleńkiego uderza nie we mnie, tylko właśnie w tę drugą płeć, "co to jej nie można nawet kwiatkiem". Przyjemniej podróżowałoby mi się, gdybym wiedział, że to akurat moja płeć ma pierwszeństwo przy ewakuacji. Bardzo chętnie zostałbym beneficjentem jakiejś akcji prozdrowotnej za pieniądze podatników, bo do mojej obecnej płci niestety nie są one w ogóle kierowane a gdy pójdę do lekarza zaraz zaczną się ze mnie nabijać, że "ledwo się przeziębił a już umiera, typowy samiec" (tak, tak, drogie panie, panowie wstydzą się przyznać, że coś im dolega, z powodu szerzonych przez Was stereotypów - nie dziwi więc ich nadumieralność...)

      Przykłady tego, w jaki sposób dyskryminowani są dziś mężczyźni, można mnożyć. I, szczerze mówiąc, nie widzę dzisiaj żadnych przykładów (prawdziwych, nie takich, które przeczą współczesnej nauce) na dyskryminację kobiet... A nawet, jeśli jakieś są - to jednostkowe. Podczas, gdy mężczyźni dyskryminowani są systemowo: prawnie, społecznie, KULTUROWO, a są starania o to, by byli jeszcze ekonomicznie. O co więc walczą feministki? O JESZCZE WIĘCEJ przywilejów dla kobiet? Coś tu jest nie tak. Jeżeli chce się walczyć z dyskryminacją płciową, to trzeba umieć spojrzeć na ten temat SZEROKO i zorientować się jak naprawdę wygląda rzeczywistość, a nie widząc tylko czubek swojej własnej waginy. Walka z uciskaniem kobiet to niestety tylko POŁOWA walki o równość. Połowa, którą dawno mamy już za sobą...

      Usuń
    17. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    18. Wybaczcie tak chaotycznie wklejane posty, niełatwo mi się przyzwyczaić do tego systemu komentarzy. :)))) A bardzo bym się chciał odnieść do toczącej się dyskusji już konkretnie. Kiciputek pisze - "Gdyby pracodawcy chętniej przydzielali urlopy rodzicielskie mężczyznom, kobiety nie musiałyby tyle siedzieć na macierzyński i zarabiać mniej :)". No tak, tylko że to problem złożony. Wynikający z tego, że mężczyzna nie jest w stanie o taki urlop poprosić. Po pierwsze - mężczyzna na każdym kroku jest dziś uświadamiany o tym, że jest rodzicem drugiej kategorii. Rola ojca we współczesnym Polskim modelu rodziny jest dziś deprecjonowana. Czemu? Bo mężczyźni, uwaga!, zwłaszcza w małych miastach od maleńkiego są programowani: "ty masz się nie zajmować pierdołami, ty masz pracować, bo ty jesteś mężczyzna i musisz utrzymywać rodzinę!". Zostanie w domu z dzieckiem jest "niemęskie" - chłop ma brać nadgodziny i harować nawet na mało bezpiecznym i nierozwijającym stanowisku. Malarz słupów wysokiego napięcia to zajęcie, przyznam - zyskowne, ale uwierzcie mi, że żaden mężczyzna o tym nie marzy. Większość chciała by móc dążyć do samorealizacji, zarabiać mniej - ale cieszyć się wykonywaną pracą i mieć możliwość poświęcić trochę czasu rodzinie. Ale nie może, bo zaraz pojawi się widmo nazwania go "niezaradnym", czy innym "gołodupcem", które rośnie im dalej mężczyzna mieszka od wielkomiejskiego ośrodka. Te wzorce są już zabetonowane - chłopcy odbierają je już od swoich ojców, wyganianych przez ich z kolei żony "na fuchy", "na nadgodziny", albo na jakieś zagraniczne misje... Tatusie nie ma w domu, czasem po 12 godzin a czasem po 2 miesiące... skąd tu odebrać wzorzec dobrego ojca poświęcającego się rodzinie, skoro reszta społeczeństwa mówi: mężczyzna to wół roboczy i tylko do tego się nadaje?

      kiciputek zarzuciła Revv: "Zwróć też uwagę, że patrzysz w tej chwili wyłącznie ze swojej perspektywy, w miarę dobrze sytuowanej (jak mniemam) studentki politechniki" Ale i ona patrzy na sprawę dyskryminacji płciowej jednostronnie, zupełnie, jakby na mężczyzn nigdy nie były narzucone ŻADNE wzorce.

      Uwierz mi, kiciputku, tak się dzieje. Tak się dzieje, że chłopaki od dziecka są zastraszani i manipulowani. I jak oni mają być, choćby chcieli, dobrymi ojcami? Jak mają wydłużać swoją średnią długość życia, skoro perspektywa niczego-tylko-pracy skutecznie pcha ich w choroby krążenia i do samobójstw (uwaga - 85% polskich samobójców to mężczyźni! jak myślisz, zabijają się dla sportu, czy z powodu narzuconych na nich wymagań społecznych?)... Kobiety nie mają monopolu na bycie uciskanymi i najwyższa pora to zrozumieć. Jeżeli chcesz Kiciputku walczyć o równość płci i nie być postrzegana jako hipokrytka, to zacznij sympatyzować nie tylko z feminizmem, ale zacznij patrzeć na problem całościowo - zahaczając o maskulizm, czy w ogóle o egalitaryzm. Mów: "to źle, że kobietę szufladkuje się jako inkubator" ale i także "to źle, że mężczyzn bierze się przymusowo do wojska". Okaże się wtedy, że tak naprawdę, na dłuższą metę, nie ma dyskryminacji kobiet ani dyskryminacji mężczyzn. Jest tak naprawdę chore społeczeństwo, które zawsze najlepiej wie, co jest najlepsze dla każdego jego członka bardziej, niż on sam. Zauważcie, że przez dyskryminację kobiet obrywają mężczyźni. Im gorzej oni chcą dla kobiet, tym gorzej mają oni sami. I dokładnie tak samo jest w drugą stronę - kobiety będą się czuły tak długo źle w społeczeństwie, jak długo będzie ono narzucało mężczyznom anachroniczne role społeczne. Feministki dążą dziś do uprzywilejowania roli kobiet, ergo do dyskryminacji mężczyzn. I niestety, dobrze zgadujecie - w tej sposób sprawią tylko, że nam wszystkim - i kobietom, i mężczyznom, będzie coraz gorzej. Nie tędy droga.

      Usuń
    19. Zunamaid - widzisz, i właśnie to mam na myśli, kiedy mówię o nieznajomości feminizmu w Polsce. Dzisiejszy mainstreamowy feminizm dotyka większości wymienionych przez ciebie problemów i jak najbardziej mówi o egalitaryźmie. W Polsce bywa z tym różnie, bo i nasz feminizm jest, mam wrażenie, mało dojrzały - niemniej jednak twierdzenie, że feminizm jest ideologią zmierzającą do uprzywilejowania kobiet względem mężczyzn mija się z prawdą.

      Usuń
    20. Moje wnioski opierają się na długotrwałej obserwacji medialnych wypowiedzi przedstawicielek ruchów feministycznych w mainstreamowych mediach. Uwierz, że poświęciłem temu wiele czasu - nazwijmy to takim moim hobby. Może gdzieś tam istnieją jakieś niszowe odłamy, które odcinają się od tych najgłośniejszych pań. Mi, nie bez przyczyny, znane są tylko te żeńskoszowinistyczne odłamy reprezentowane w ogólnopolskich dziennikach więc moja krytyka jest jak najbardziej zasadna. Zresztą średnio sobie wyobrażam, jakby te ruchy mogły przemawiać w inny sposób. Bo - szczerze mówiąc - jeżeli feministki chciały by naprawdę równości płci, to nagle musiałyby przestać być feministkami i zacząć być maskulistkami - walczyć o prawa mężczyzn i otwarcie krytykować swoje koleżanki oczekujące kolejnych przywilejów. Przy tak wielkiej dysproporcji pomiędzy ruchami walczącymi z szufladkowaniem - tak to nazwijmy - kobiet (nadreprezentacja) i mężczyzn (praktyczny brak reprezentacji) każde inne podejście będzie właśnie ocierało się o hipokryzję. Skierowanie wszystkich mocy przerobowych na problemy kobiet nie zapewni już dzisiaj równości. Z tych powodów, o których wspomniałem wcześniej.

      Usuń
    21. Tytułem uzupełnienia - nie przeczę, że ruchy o których mówisz Z ZAŁOŻENIA chcą naprawdę dążyć do równości. Rzecz jednak w tym, że chcieć to nie zawsze móc i obecnie ta sztuka nie za bardzo im wychodzi. Wciąż bowiem, dla przykładu, nawołują m.in. do tego, by stanowiska polityczne czy zarządcze były rozdawane nie ze względu na kompetencje, a z uwagi na płeć (parytety, kwoty) czyli całkiem odwrotnie w stosunku do tego, co podpowiadałaby racjonalna interpretacja pojęcia "zapewnienie równości".

      Usuń
  6. Ok, to najprostszą (bo różnice fizyczne widać gołym okiem i łatwo zmierzyć) część mamy już za sobą. Teraz jeszcze śmiem stwierdzić, że kobiety domyślnie różnią się psychicznie od mężczyzn i bynajmniej nie jest to skutek wyłącznie wychowania. Tu będzie trochę gorzej, bo ciężko odróżnić wpływ środowiska od naturalnych predyspozycji jednostki, ale na przykład mogę uczepić się hormonów - zależą od płci, a od nich zależy zachowanie i psychika. Z innej strony - kobiety zachodzą w ciąże i rodzą dzieci, w międzyczasie ich organizmy przechodzą różne, znaczne zmiany na potrzeby dziecka, na przykład po porodzie karmią piersią. Mężczyźni z ciążą bezpośrednio (no oprócz tego, że się do niej na początku przyczynili) nie mają nic wspólnego. Po pierwsze można się w związku z tym spodziewać analogicznych (tzn. też pod potrzeby dziecka) zmian w psychice, silniejszego instynktu macierzyńskiego czy coś, u kobiet. Po drugie siłą rzeczy matka jest bliżej dziecka niż ojciec, bo je karmi. Skoro jest bliżej i je karmi, to prawdopodobnie częściej będzie się zajmować innymi, podobnymi czynnościami typu powiedzmy zmienianie pieluch. A skoro tak, to raczej będzie się zajmować pokrewnymi rzeczami i później, i ogólnie będzie się zajmować domem. A skoro tak, to ma statystycznie większe predyspozycje do zawodów takich jak na przykład nauczycielka, przedszkolanka albo lekarz rodzinny. Inna różnica - w gatunku ludzkim to raczej samiec uganiał się już od dłuższego czasu za samicami, więc genetycznie jest bardziej przystosowany do rywalizacji i walki o szeroko rozumiane zasoby mające służyć do zdobywania samic, w tym na przykład władzę. I potencjalnie to dlatego teraz mężczyźni częściej zajmują kierownicze stanowiska, po prostu są do tego trochę bardziej stworzeni.
    A więc jeżeli chodzi o stosunek do kobiet i do mężczyzn w Polsce, to uważam, że jest z grubsza w porządku - są różnice między kobietami i mężczyznami, więc nie ma niczego dziwnego w tym, że są różnice w stosunku do nich. Może i nie jest idealnie, ale drobne przegięcia znajdą się i w jedną, i w drugą stronę, i wychodzi mniej więcej na zero.
    Jeszcze na sam koniec to, czego nie twierdzę - otóż przez cały tekst używam słów 'statystycznie', 'prawdopodobnie' itp. Znaczy to tyle, że o ile jestem przeciwny sztucznym działaniom typu parytety, czy zmuszanie pracodawców do traktowania kandydatów niezależnie od płci, to absolutnie nie mam nic przeciwko tym bardziej nietypowym dzieciom statystyki (i to nie miało być określenie pejoratywne), czy to kobietom-prezesom, czy mężczyznom-pielęgniarzom (albo jakikolwiek inny skrajnie męski/żeński zawód sobie wymyślicie, ja nie siedziałem nad tym zbyt długo). Jeżeli ktoś chce, to śmiało, follow your dreams. Tylko jak jest inny, to niech się nie dziwi, że ściąga na siebie uwagę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam żadnej feministki, która by twierdziła, że mężczyźni i kobiety są identyczni.

      Jesteśmy różni - ale równi. Te różnice nie sprawiają, że któraś z płci jest lepsza, a któraś gorsza. Każda ma trochę inne predyspozycje, ale - powtórzę - to nie jest powód, żeby oceniać każdego po jego płci. Chciałabym, żeby do każdego podchodziło się indywidualnie, a nie na zasadzie "o, jesteś kobietą, to na sto procent jesteś próżna, słaba i delikatna". Po co oceniać mnie na podstawie statystyk, skoro można mnie poznać i dopiero wtedy wyrobić sobie opinię?

      Poza tym, zgadzam się z tobą. Sytuacja w Polsce nie jest taka zła, przynajmniej w moim środowisku. Ale zdarzają się przegięcia w jedną czy w drugą stronę i mimo wszystko uważam, że warto z tym walczyć. No i są jeszcze kraje, w których kobiety mają o wiele poważniejsze problemy niż my tutaj i myślę, że to też jest bardzo ważne wyzwanie dla współczesnych feministek.

      Usuń
    2. Generalnie widzę, że wystawiacie mnie tu na walkę z argumentami kompletnie nieskierowanymi do mnie, bo postulat o tym, że kobiety są takie same jak mężczyźni to twórczość feminizmu drugiej fali i to ma miejsce wyłącznie w XX wieku. Żadna ze współczesnych feministek czegoś takiego nie postuluje. Chwalimy sobie kobiecość, chwalimy sobie te nasze różnice między płciami. Jedyne z czym walczymy to przejawy traktowania kobiet jako istot niższej kategorii i możecie mówić, że takich przypadków nie ma, ale uwierzcie - są. Może nie w waszym środowisku, nie w waszej okolicy, ale są domy, miasteczka, wsie, osiedla, na których ten problem jest codziennością.

      Dlatego proszę, przestańcie walczyć z wiatrakami, bo palące staniki feministki nienawidzące mężczyzn to sen z przeszłości.

      Usuń
    3. Jeszcze jedna sprawa - prezentowany przez ciebie darwinizm społeczny (samce zawsze biegały za jedzeniem, samice siedziały i gotowały w domu udo z brontozaura) - nie jest teorią potwierdzoną i zwykle po prostu się nie sprawdza. Na przestrzeni różnych gatunków i różnych okresów cywilizacji wcale nie zawsze było tak, że to samiec ganiał za jedzeniem i wiedzą, serio.

      Poza tym, jest już XXI wiek i nie wiem jak się ma polowanie na brontozaury do pracowania w firmie na stanowisku kierowniczym :P

      Usuń
    4. Głupie te porównania przyrodnicze. U różnych gatunków różnie to bywa z podziałem "obowiązków". Czasem jest stado samiczek i samiec alfa, czasem stado samic i samica alfa (a samce żyją samotnie), czasem samica zjada samca po kopulacji, czasem samiec i samica wspólnie wychowują młode, czasem tylko samiec wychowuje, a samica poluje... Powoływanie się więc na świat zwierzęcy i proste przenoszenie rzekomych cech na tej podstawie jest komiczne i bezsensowne, bo niby który przykład chcemy naśladować? :)

      Usuń
  7. Cześć Kiciputku, fajna jesteś.

    A teraz ad rem: problem z feminizmem w Polsce jest taki, że wiele osób zwyczajnie nie ma pojęcia, na czym on właściwie polega - ot, jak choćby powoływanie się na darwinizm społeczny czy twierdzenia, że według każdej feministki "facet to świnia". Feminizm ma wiele twarzy (ja na przykład nie znam ideologii bardziej obraźliwej dla kobiet niż tzw. radfemy) i zależnie od odłamu zajmuje się często różnymi rzeczami. W Polsce faktycznie sytuacja nie jest tragiczna - ot, na przykład statystyki w kwestii różnic płac mamy lepsze niż większość UE. Ale po pierwsze, sytuacja nie jest idealna, po drugie, nigdy nie będzie dość dobra, żeby można było po prostu siąść i powiedzieć "skończyłem/łam". Feminizm dąży do poprawy sytuacji ludzi bez względu na płeć, ba, dotyka czasem problemów, których żaden inny ruch nie ma ochoty ruszać (bo kto z was słyszał o interseksach?). I tak, przede wszystkim feminizm dąży do zmiany mentalności, tego co ten Kowalski sobie myśli - bo to przecież sposób myślenia determinuje działania. Tylko tak można dokonać trwałej zmiany, same parytety czy insze regulacje nic nie zdziałają, mogą co najwyżej pomóc. I stąd się biorą zresztą te komentarze na temat seksistowskich podręczników szkolnych - wszak to one kształtują nasze postrzeganie świata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szkoda że nie walczy np. z tym, aby mężczyźni nie byli postrzegani jako mięso armatnie - niedawno odwieszono pobór dla części mężczyzn, jakoś żadna działaczka "zmieniająca mentalność" nie paliła się do protestowania, że takie myślenie determinuje mentalność... Może dlatego, że obowiązkowo wcielane do wojska kobiety to nawet nie promil obowiązkowo wcielanych do wojska mężczyzn? A powinny albo walczyć o to, by mężczyzn w OBOWIĄZKOWYM wojsku było tyle, co kobiet, albo, żeby takiego obowiązku nie było dla nikogo. Podkreślam, że mówią o OBOWIĄZKOWYM - bo że kobieta może zgłosić się tam z własnej woli, to wiem. Ale praktycznie tylko mężczyzna musi iść tam czy tego chce, czy nie.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. No dobra, po namyśle - nie wiem, czy walczą, nie interesowałam się. Za to istnieje taka dość oczywista przyczyna, dla których mogą nie walczyć - ot, na przykład, zajmują się w międzyczasie ofiarami gwałtów. Istnieje niestety skończona ilość mocy przerobowych...

      Usuń
    4. Czyli ludzi, którym pomagają, wybierają według określonego klucza opierającego się, niech zgadnę, na płci? A więc czas zmienić ich mentalność na mniej szowinistyczną!

      Usuń
  8. Miałem napisać 2-3 odpowiedzi do powyższych komentarzy, ale uznałem, że lepiej streścić to w jednym sensownym poście.

    Pierwsze co mnie się rzuciło w o czy i kuje aż do teraz to Twoje stwierdzenie Kiciputku: "Jesteśmy różni - ale równi."
    Aż rzuca mi się nawiązanie do akcji nie tak całkiem dawno prowadzonej w Polsce "Niepełnosprawni - sprawni inaczej". Obie tezy mają (chociaż na pierwszy rzut oka nie wygląda) wiele ze sobą wspólnego. A mianowicie oba są wyraźnym pokazaniem zdań jak najbardziej błędnych logicznie. Z definicji słowa NIEPEŁNO wynika, że człowiek niepełnosprawny nie jest sprawny (nawet inaczej). Tak samo z różnością i równością. Popatrz na te dwa symbole, które graficznie obrazują oba słowa: ≠ i =

    W odpowiedzi do kilku osób wypowiadających się tutaj. W Polsce nie jest faktycznie źle jeśli chodzi o równouprawnienie. Jest natomiast bardzo źle, jeśli weźmiemy osoby dochodzące do głosu (i nie chodzi tu tylko o feministki, jednak na ich przykładzie wyjaśnię o co mnie chodzi). Większość feministek nie ma może już tak skrajnych poglądów, jak przytoczone już feministki "drugiej fali", jednak nadal są to skrajne i niewiele z otaczającą nas rzeczywistością poglądy, że ich dyskusje i wypowiedzi wyglądają, jak to określiła podczas rozmowy ze mną koleżanka, jak batalie "wrzeszczących macic".

    Jeszcze raz podkreślę, że powyższe stwierdzenie wyszło z ust mojej koleżanki - kobiety już (19 lat) niezależnej i sfrustrowanej tym co się dzieje w polityce.

    Na zakończenie podam coś co uważam za całkiem dobry wzór do naśladowania dla wszystkich organizacji:

    Tak się powinno działać

    PS mam nadzieję, że taki HTMLowe działają w postach, bo nie mam możliwości edycji i będzie to śmiesznie wyglądać.

    Pozdrawiam,
    Cezary

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałem wyrazić swoją opinię na temat artykułu podanego przez kolegę Kreta.

      Bardzo, krótko mówiąc, ta Pani jest jedną z "wrzeszczących macic", a z całego artykułu mogę się w 100% zgodzić tylko z dwoma rzeczami:

      1. WOS powinni w ogóle usunąć albo zmienić jego postać o jakieś pi/2 stopni.

      2. W Szwecji oraz Belgii jest o niebo lepiej i gdyby nie to, że jeszcze nie czas mi o tym decydować (no i bariera językowa dochodzi) to bym już dawno uciekł z tego chorego państwa.

      PS Polecam używać HTMLa do pisania postów, bo jak widać w powyższym komentarzu działają bez zarzutu ;)

      Usuń
    2. Jeśli taki artykuł nazywasz krzykiem wrzeszczącej macicy to każdego dnia jestem bezczelnie atakowana z każdej strony przez wrzeszczące penisy.

      Usuń
    3. Nazwał bym raczej takich facetów "chamami", "prostakami" albo błędnie używanym stwierdzeniem "męskimi szowinistami".

      I masz rację. Troszkę źle się wyraziłem. Chodziło mnie o to, że argumentację jakiej używa owa Pani można zbić w bardzo trywialny sposób. Plus (co może być nierzetelnością redaktora) brak mi odnośników do badań, na które się powołuje.

      Peace,
      Cezary

      PS Ja bym jednak polecał reCAPTCHA wprowadzić, bo istnieje całkiem duże prawdopodobieństwo nawinięcia się jakiegoś niechcianego bota. Zawsze można odświeżyć, jeśli nieczytelny obrazek się trafi.

      Usuń
  9. Szanowny Cezary, popełniasz podstawowy błąd, powielany zresztą namiętnie na wszelakich kwejkach i tym podobnych. Otóż "jesteśmy różni - ale równi" nie oznacza zaprzeczania biologii czy STATYSTYCZNIE (co podkreślam i polecam przemyśleć) różnic dotyczących wydolności fizycznej. Oznacza (i proszę to sobie wbić do głów raz na zawsze) RÓWNOŚĆ WOBEC PRAWA.
    Równouprawnienie. Równo-uprawnienie. Te same prawa. Dla obu płci. (Obu lub wszystkich, ale to już raczej pieśń przyszłości.)
    To, oprócz równych płac za tę samą pracę, oznacza również odpowiednie traktowanie ofiar przemocy i absolutny zakaz zrzucania winy na ofiarę. Jeśli nie wiesz, o czym mówię, poczytaj sobie, jak traktowane są ofiary gwałtów w tym kraju. To jest zgroza.

    Natomiast walka z szowinizmem (niestety wciąż bardzo powszechnym) to trochę inna para kaloszy. To tak naprawdę walka z chamstwem, co zresztą dobitnie obnażają żałosne kontrargumenty o przepuszczaniu w drzwiach czy ustępowaniu miejsca. Serio, w kraju, w którym nikt nie raczy ustąpić ciężarnej, pierniczenie o "przywilejach" polegających na działaniach wynikających ze zwykłej (kiedyś, bo przecież nie dziś) kindersztuby jest tak żałośnie głupie, że ręce i cycki opadają.

    Agaa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://images50.fotosik.pl/1324/edf92f80d117e0cd.gif

      Usuń
    2. Agaa - problemem jest to, że co bardziej nawiedzone feministki uważają, że przepuszczenie w drzwiach je dyskryminuje (niedokładny cytat z Konkresu Kobiet). Ale zdaję sobie sprawę, że każda grupa społeczna musi mieć swojego oszołoma.

      Usuń
    3. Kindersztuba? Aaa, to inna nazwa dyskryminacji symbolicznej? ;-) Kiedyś do kindersztuby należało na przykład to, by kobieta nie zabierała publicznie głosu bez zgody swojego męża, a w USA np. jeszcze w ubiegłym wieku - żeby murzyn nie zajmował siedzącego miejsca w autobusie. Ale rozumiem, że jest "gorsza" i "lepsza" kindersztuba a to, która jest która zależy od tego, która jest fajna dla aktualnie nadreprezentowanej grupy interesów? ;-) Brrrawo!

      Usuń
    4. Przyznaję rację, że porównanie nie jest stuprocentowo trafione, jednak czuję się urażony porównaniem do "kwejków i podobnych", których nie przeglądam, więc na pewno nie tam tworzą się moje poglądy.

      Pragnę nadmienić, iż nie odgadłaś intencji moich wypowiedzi, więc mogę jedynie przeprosić, jeśli poczułaś się urażona tym co powiedziałem.

      Pozdrawiam,
      Cezary

      PS Kiciputku i inni naprawdę polecam używanie tagów HTMLowych. Nie zabiera to dużo czasu i miejsca, a cholernie ułatwia życie innym.

      HTML

      Usuń
    5. ta tzw. kindersztuba jest tak samo dyskryminująca, jak dyskryminujące są np. podręczniki od historii o które się tak kłócą feministki. nie rozstrzygam czy to dużo, czy mało, ale cytując kogoś kto pisał przede mną: ktoś, kto sprzeciwia się "kindersztubie" po prostu "dąży do zmiany mentalności, tego co ten Kowalski sobie myśli - bo to przecież sposób myślenia determinuje działania". Z tym, że tutaj chodzi także o to, co myśli sobie Kowalska. Kowalski nie powinien myśleć że kobieta jest gorsza więc trzeba ją inaczej traktować, a Kowalska - że kobieta jest jakąś lepszą płcią i zasługuje na specjalne, lepsze traktowanie. KONSEKWENCJA - gdy pozbywamy się swoich OBOWIĄZKÓW, to pozbywamy się też PRZYWILEJÓW. w innym przypadku, jak już TEŻ było mówione, zahaczamy o hipokryzję.

      Usuń
    6. Nigdy nie rozumiałam tego przepuszczania w drzwiach - czemu jest to właściwie zarezerwowane dla kobiet, a mężczyźni to robiący uważają się za rycerskich?
      Dla mnie to jest śmieszne, coś jak atawizm z dawnych czasów: "Idź pierwsza, bo ja się boję, więc pójdę za tobą" (w domyśle: jak cegła spadnie ci na głowę albo coś cię zagryzie, to ja ocaleję, bo będę drugi i zdążę uciec/uchylić się - czy to aby na pewno rycerskie?:) Więc w sumie ten 'przywilej' to raczej chroni facetów przed niebezpieczeństwem wejścia pierwszemu do groźnej, ciemnej jaskini. ;P
      A z drugiej strony - kobieta nie jest inwalidą i otworzyć sobie drzwi umie. No dobrze, wniesienie szafy po schodach jest trudniejsze (choć nie dla każdej kobiety) i tu pomoc faceta się przyda. Ale do naciskania klamki trzeba męskich biców? Serio?

      Usuń
  10. Masz bardzo przyjemna dla oka kreskę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super to słyszeć właśnie od ciebie - od jakiegoś czasu przeglądam sobie twoją twórczość i po cichu ją adoruję :)

      Usuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  12. Feministkom byłoby na świecie łatwiej, gdyby nie fakt że wszystkie istniejące dziś mainstreamowe ruchy feministyczne to po prostu typowe ruchy - uwaga! - żeńskoszowinistyczne. (Sad, but true - walki o więcej przywilejów dla uprzywilejowanej dziś grupy społecznej nie da się inaczej nazwać.) Ludzie to niestety widzą i - mym skromnym zdaniem - nie ma się co dziwić, że feministki mają przez to dzisiaj taki tragiczny PR. O ile publika jakoś tam jeszcze łyknie walkę o dodatkowe prawa dla kobiet, a to z racji swoich biologicznych imperatywów, o tyle zwyczajnej hipokryzji (jaką można z całą odpowiedzialnością nazwać ustawiczne przepychanie pod szyldem "walki z szowinizmem" swoich własnych szowinistycznych zachowań) już tak łatwo nie łykną. Rozwiązania widzę dwa, ale... komu by się chciało to czytać. ;-) Kto podziela moje zdanie - ten pewnie sam ma jakieś dobre pomysły i niczym nowym go nie zaskoczę, a kto nie podziela - zagotował się pewnie już po pierwszym zdaniu i nie ma ochoty czytać żadnych racjonalnych analiz. ;-) Pozdrawiam Maskulistów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważam, że przesadziłeś(aś?) w drugą stronę. I (co mnie cholernie wkurza) błędnie używasz stwierdzenia "szowinizm". Muszę jednak przyznać, iż do głowy nie przychodzi mi żaden słuszny odpowiednik pasujący do Twego komentarza.

      Pozdrawiam,
      Cezary

      Usuń
    2. Szanowny Kolego, rozwiń myśl o przesadzie w drugą stronę - chętnie na ten temat z Tobą podyskutuję! Dzięki za czujność, jeżeli chodzi o błąd ze słowem "szowinizm", z tym że... bądź jeszcze łaskaw wskazać mi, gdzie ten błąd popełniam, bo (autentycznie!) nie mam pojęcia.

      szowinizm
      1. «postawa, którą charakteryzuje brak tolerancji i przyznawanie uprzywilejowanej pozycji własnej płci, rasie lub grupie»
      2. «skrajny nacjonalizm wyrażający się w bezkrytycznym stosunku do własnego narodu oraz w pogardzie i nienawiści do innych narodów»

      - tyle na temat tego słowa mówi PWN, i chyba moje użycie pasuje do pierwszej definicji?

      Pozdrawiam,
      Damian ;)

      Usuń
  13. Ale się tego namnożyło, czas dorzucić znów coś od siebie. No i znowu nie mieści mi się to ramach jednego komentarza :/

    1. "Jaki jest problem w [...], a dziewczyny sprzątają."
    Pięknie, że dałabyś sobie radę, pięknie, że nie pamiętasz ze szkół takich podziałów, ale po pierwsze odnosiłem się wtedy do artykułu według którego taki podział istnieje - nawet mogę zacytować - "Podręczniki to jedno, a prowadzenie lekcji przez nauczyciela - drugie.
    - Na tym poziomie też widać seksizm. Mnóstwo badań pokazuje, w jaki sposób nauczyciele nieświadomie różnicują swoje zachowanie zależnie od płci ucznia. Np. dziewczynkom każe się sprzątać, chłopcom przestawiać ławki. To oni obsługują sprzęt elektroniczny. Poza tym dziewczynki są postrzegane jako lepiej przygotowane do szkoły, zdatne do nauki, pracowite, sumienne. Chłopcy są mniej "szkolni"."
    , po drugie założę się, że miałaś w klasie dziewczynę lub kilka, które by się obruszyły mniej lub bardziej, gdyby kazać im się zabrać za ww. zajęcie, po trzecie przeciętnej grupce chłopaków pójdzie to lżej, szybciej i sprawniej niż przeciętnej grupce dziewczyn, więc mogę się także założyć, że przeciętnie to jednak chłopacy częściej nosili ławki z tego czysto praktycznego względu, sprowadzając do skrajności widelcem też w końcu zjesz zupę, ale po co, skoro jest łyżka. Podsumowując, o co chodziło w tym akapicie i w akapicie, do którego się odniosłaś - według mnie kobiety różnią się od mężczyzn i naturalnym jest, że inaczej rozkładają się zawody wykonywane przez kobiety i przez mężczyzn, według tego artykułu kobiety są takie same jak mężczyźni, z dokładnością do genitaliów i zapisu w dowodzie osobistym, więc rozkład zawodów powinien być z grubsza identyczny. Ja się z tym nie zgadzam i we fragmentach mojej wypowiedzi, o której aktualnie mowa, uzasadniam to na płaszczyznie fizycznej odwołując się do konkretnego fragmentu artykułu.

    2. "Co ma do tego statystyka? [...] a nie przez pryzmat grupy."
    Otóż więc właśnie temu służyła ta uwaga na końcu drugiej połówki mojego pierwszego komentarza. Tłumaczyła, co ma do tego statystyka. I jeżeli według ciebie wynika z tego "o, jesteś kobietą, to statystycznie jesteś słabsza fizycznie, więc to na pewno się odnosi bezpośrednio do ciebie", no to już nic nie jestem w stanie poradzić na taki dysonans komunikacyjny.

    3. "Zresztą od kiedy we współczesnym świecie siła fizyczna jest wyznacznikiem czegokolwiek?" Od zawsze. Teraz oficjalnie już nie, ale podświadomie nadal to działa. Ludzie więksi i silniejsi cieszą się większym autorytetem z samej racji bycia większymi i silnijeszymi, zarabiają więcej itd. Artykułów na ten temat jest mnóstwo, możesz sobie poznajdywać trochę zaczynając wyszukiwanie na przykład od "wzrost amerykańskich prezydentów".

    4. "Problem, który jest obecnie najważniejszy, [...] ten wywiad w bardzo dobry sposób opisuje ten problem."
    Płaca i awanse zależą od pracy. Artykuł zakłada identyczność predyspozycji obu płci do większości prac, a moim zdaniem to założenie jest błędne i o tym była cała ta ściana tekstu. A skoro predyspozycje są różne, to i podejmowane prace są różne, a co za tym idzie także zarobki, awanse i władza. Artykuł zakłada też, że kobiety są zniechęcane do wybierania się na politechniki. A z mojej obserwacji bynajmniej nie są tam dyskryminowane, wręcz przeciwnie, jeżeli faktycznie trafi się jakaś studentka 'into science', to ma większy respekt niż analogicznie łebski student. Problemem jest, że takich prawie w ogóle nie ma i na przykład u mnie na roku na informatyce większość dziewczyn jest w sumie nie wiadomo dlaczego.

    OdpowiedzUsuń
  14. Co nie zmienia faktu, że i tak są raczej uprzywilejowane, bo na przykład nikt na dziewczynę się nie będzie darł, jak coś ciężko spierdoli w projekcie grupowym albo prosi o pomoc w czymś, z czym powinna sobie dać sama radę. Inna sprawa, że mężczyźni są z reguły bardziej hardzi, dumni i uparci, i jeżeli któryś będzie miał problemy, to będzie ciężko walczył, żeby je rozwiązać zachowując swoją pozycję, załatwianie spraw na piękne oczy i bezradny uśmiech absolutnie nie wchodzi w grę, a kobiety nie mają z tym problemu i chyba dobrze się z tym czują. Stąd też bierze się chyba nieco protekcjonalny stosunek płci męskiej do żeńskiej w tego typu społecznościach, ale jeżeli okaże się (i nie wymaga to wcale jakichś wysiłków), że jednak do czynienia ma równy z równym na tym gruncie (tak, jeżeli jedna strona radzi sobie o rząd wielkości gorzej niż druga i prosi o pomoc, to nie jest to relacja równy-równy w tej dziedzinie), to postawa natychmiast się stosownie zmienia i nie ma mowy o jakimkolwiek nierównym traktowaniu. Tylko po prostu takie wyjątki są rzadkie (niemniej jednak pozdrawiam prowadzącą od systemów operacyjnych, powinienem się właśnie uczyć na kolokwium, ale obiecuję, że zrobię to jutro!). To tyle na temat studiów, cofnę się teraz w czasie do liceum - czy dziewczyny były zniechęcane do ścisłej ścieżki? Nie, no chyba że liczyć może odrobinę protekcjonalny charakter naszego dość specyficznego informatyka, który mógł się niektórym nie podobać. Żeńska część klasy rozsiała się po różnych ścisłych studiach, jest przyszła pani lekarz, przyszła pani matematyk, przyszła pani informatyk, afaik wszystkie są na jakimś ścisłym kierunku, większość na inżynierskich. Jeżeli chodzi o gimnazjum, to mało kto miał tam jakieś ambicje do studiów wyższych, niezależnie od płci, więc ciężko się wypowiadać, ale gdyby ktokolwiek wyraził chęć poważnego zdobywania wiedzy, to myślę, że niezależnie od płci i wybranej dziedziny byłby przychylnie przyjęty i wspierany przez nauczycieli. Podstatówka była tak dawno temu, że niewiele pamiętam i nie mam prawie żadnego kontaktu z kimkolwiek z klasy, ale z tego, co na szybko kojarzę, to jeden chłopak jest na politechnice, jedna dziewczyna na medycynie, inna też na medycynie albo czymś pokrewnym, ja jestem na informatyce, w klasie było mniej więcej równo chłopców i dziewcząt, więc stosunek ilościowy chłopców i dziewcząt pnących się gdzieś wyżej to mniej więcej 1:1. A moim zdaniem to, że męska część poszła w stronę techniczną, a żeńska w medyczną to kwestia predyspozycji, zresztą nawet gdyby nie, to prestiż obu kierunków jest podobny, jeżeli medycyny nie jest nawet większy. A więc z mojego doświadczenia wynikałoby, że nie ma absolutnie żadnych kłód rzucanych pod nogi kobiet chcących kształcić się w jakimkolwiek kierunku. No chyba że to dlatego, że mieszkam w wielkim, cywilizowanym Krakowie, a reszta kraju poza paroma innymi dużymi miastami to dżungla, ale nie przypuszczam, powiedziałbym nawet, że Kraków jest chyba bardziej zamknięty, dumny, ponury i konserwatywny, niż inne miasta.

    5. "Dlaczego ekonomia miałaby nie leżeć w kompetencjach feministek?"
    Ok, na przykład straż pożarna trochę się przekwalifikowała i teraz jeździ nie tylko do pożarów, ale też na przykład do wypadków drogowych, bo ogólnie jest przystosowana do sytuacji awaryjnych, ma sprzęt itd., a nie było żadnej innej instytucji, która by się tym zajmowała. Dla odmiany feministki nie mają wiele wspólnego z ekonomią, o jakiej teraz mowa, a specjalizowanych ekonomistów nie brakuje. Czyli krótko odpowiadając na twoje pytanie - bo byłoby to niepraktyczne i nieuzasadnione.

    OdpowiedzUsuń
  15. 6. @Sileana: "Nie, kurtwa, mężczyźni nie mają monopolu na zachowania i cechy charakteru. A silna kobieta jest silną kobietą, nie męską, bo jej żaden penisik nie dorasta nagle od tego, że myśli."
    No i właśnie cały problem leży w tym, że cały czas uparcie generalizujecie to, co powie ktoś o innym zdaniu, niż wy. Ktoś powie "Kobiety nigdy nie będą miały takiego samego podejścia do ryzyka jak mężczyzna. Jeśli jakaś się znajdzie - nazwiemy ją kobietą o męskim charakterze. To nie dyskryminacja, to kwestia tego jakie jesteśmy. Nikt kobietom nie zabrania zakładać firm", a wy słyszycie "Żadna, nawet najodważniejsza kobieta nigdy nie będzie miała takiego samego podejścia do ryzyka, jak najbardziej strachliwy mężczyzna. Jeżeli jakaś przypadkiem się zbliży, to wszyscy pomyślą, że tak naprawdę ma penisa. To nie dyskryminacja, to kwestia tego, że kobiety są gorsze. Spróbuj tylko założyć firmę, kobieto!". A miało to znaczyć to, co w rzeczywistości znaczyło. Btw, czy koń może założyć firmę? :D :D :D

    7. @Sileana: "Jak to, nie ma kobiet, które zakładają firmy? To dla kobiety jedyna szansa, żeby móc mieć karierę bez dyskryminacji"
    Tak, na przykład w branży IT ciężko brnąć w karierę bez dyskryminacji mężczyzn od czasu do czasu, np. Google od czasu do czasu organizuje eventy wyłącznie dla kobiet, nie słyszałem o jakichkolwiek eventach IT zamkniętych dla mężczyzn. Czysta dyskryminacja! A tak w ogóle skoro jednak są kobiety, które nie mają problemu z zakładaniem firm, to z czym do cholery w takim razie jest problem?

    8. "Nie znam żadnej feministki, która by twierdziła, że mężczyźni i kobiety są identyczni."
    To przeczytaj jeszcze raz ten artykuł, według niego różnice są malutkie.

    9. "Chciałabym, żeby do każdego podchodziło się indywidualnie, a nie na zasadzie "o, jesteś kobietą, to na sto procent jesteś próżna, słaba i delikatna". Po co oceniać mnie na podstawie statystyk, skoro można mnie poznać i dopiero wtedy wyrobić sobie opinię?"
    Patrz jeszcze raz ten punkt o niezrozumieniu, co w moich komentarzach miało znaczyć statystycznie i jeszcze raz powtarzam, nie miało to nic wspólnego z jakimkolwiek 'na sto procent'. A po co oceniać na podstawie statystyk? Bo tak trzeba. Na wstępie, kiedy nie mamy prawie żadnych informacji na temat drugiej osoby, musimy ją dopasować do jakiegoś stereotypu, żeby ustalić jakieś ramy komunikacji chociażby. Później faktycznie można i należy sobie wyrobić trafniejszą opinię, ale na początku zawsze potrzebujemy jakiegoś przybliżenia, którym są stereotypy. No i według stereotypu wstępnie założę, że jesteś mniejsza, słabsza, delikatniejsza, życzliwsza, niezbyt wybuchowa, może trochę skłonna do fochów, bo coś wstępnie założyć muszę.

    10. "Generalnie widzę, że wystawiacie mnie tu na walkę [...] Żadna ze współczesnych feministek czegoś takiego nie postuluje." i "Dlatego proszę, przestańcie walczyć z wiatrakami, bo palące staniki feministki nienawidzące mężczyzn to sen z przeszłości."
    No mam wrażenie, że kilka postów wyżej było co innego, jak Revv napisała na przykład, że "Kobiety nigdy nie będą miały takiego samego podejścia do ryzyka jak mężczyzna. [...]", to zaczął się mały shitstorm.

    OdpowiedzUsuń
  16. 11. "Jeszcze jedna sprawa - prezentowany przez ciebie darwinizm[...] jak się ma polowanie na brontozaury do pracowania w firmie na stanowisku kierowniczym :P"
    No to w końcu kobiety są takie same, jak mężczyźni, czy nie? Akapit wyżej twierdzisz, że nie, a tutaj, że tak. Ciężko mi się z tym spierać. Jeżeli chodzi o przestrzeń gatunków - owszem, afaik są nawet gatunki, w których to samiec zachodzi w ciążę, ale dlatego pisałem "w gatunku ludzkim". Jeżeli chodzi o przestrzeń cywilizacji, to jakoś niewiele przykładów przychodzi mi do głowy, w których żeńskość nie byłaby kojarzona z płodnością i rodziną, a męskość z walką, dowodzeniem i utrzymaniem. Owszem, są jakieś pojedyncze wyjątki, ale patrz wzmianka o statystyce. A polowanie na brontozaury do pracowania w firmie na stanowisku kierowniczym ma się stosunkowo blisko - patrz punkt 3.

    12. @Agaa "RÓWNOŚĆ WOBEC PRAWA. Równouprawnienie. Równo-uprawnienie. Te same prawa. Dla obu płci. (Obu lub wszystkich, ale to już raczej pieśń przyszłości.)"
    Mam wrażenie, że prawnie kobiety mają dużo lepiej, niż mężczyźni, nie ma chyba ani jednej kwestii, w której mężczyzna byłby uprzywilejowany, więc ten argument jest absolutnie nietrafiony.

    13. @Agaa "To, oprócz równych płac za tę samą pracę, oznacza również odpowiednie traktowanie ofiar przemocy i absolutny zakaz zrzucania winy na ofiarę. Jeśli nie wiesz, o czym mówię, poczytaj sobie, jak traktowane są ofiary gwałtów w tym kraju. To jest zgroza."
    Podejrzewam, że w prawie akurat nie ma z tym problemu, tylko w mentalności. Tak czy inaczej to rzeczywiście jest słuszny cel i na feministki zajmujące się tym nie patrzę się myśląc "no rety, ileż można..."

    14. @Agaa "Natomiast walka z szowinizmem (niestety wciąż bardzo powszechnym) to trochę inna para kaloszy. To tak naprawdę walka z chamstwem, co zresztą dobitnie obnażają żałosne kontrargumenty o przepuszczaniu w drzwiach czy ustępowaniu miejsca. Serio, w kraju, w którym nikt nie raczy ustąpić ciężarnej, pierniczenie o "przywilejach" polegających na działaniach wynikających ze zwykłej (kiedyś, bo przecież nie dziś) kindersztuby jest tak żałośnie głupie, że ręce i cycki opadają."
    No jeżeli ktoś nie chce ustąpić kobiecie w ciąży, która faktycznie tego potrzebuje, to to nie jest szowinizm, tylko po prostu chamstwo i wątpię, żeby miało znaczenie, czy jest to kobieta w ciąży, czy starszy pan o lasce, czy ktoś młody z nogą w gipsie.

    15. Kwestia przepuszczania kobiet w drzwiach, czy noszenia im bagaży
    Jak już ustaliliśmy kobiety są statystycznie słabsze i ustąpienie kobiecie miejsce, przytrzymanie drzwi, noszenie im betów jest czystą, praktyczną (niech każdy zajmuje się tym, do czego nadaje się lepiej) życzliwością, jeżeli jakaś kobieta czuje się tym urażona, no to chyba ma ze sobą jakiś poważny problem.

    Nie odnoszę się do żadnych komentarzy Zonaimad, bo po prostu się z nimi zgadzam i nie mam niczego paląco istotnego do dodania, a ten komentarz i tak jest już żyrafio długi.

    Tak całkiem poza konkursem, jeżeli chodzi o wywoływanie ideologicznych dyskusji, to muszę przyznać, że udało ci się przednio ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że na prawie każdy przykład tzw. "dyskryminacji kobiet" da się znaleźć analogiczny przykład "dyskryminacji mężczyzn". Przy czym w drugą stronę to już tak nie działa. ;-)

      Co do ostatniego akapitu - racja. Dyskusja ideologiczna to najlepszy sposób na rozruszanie bloga i nabicie sobie odsłonek. ;) Ale to bardzo ryzykowne. Z doświadczenia wiem, że doprowadzi to w dłuższej perspektywie do "onetyzacji" bloga oraz do utraty szacunku dużej części odbiorców, zwłaszcza tych, którzy nie opowiadają się po żadnej ze stron. Ludzie nie widzą już twórczości, którą przychodzą docenić (jak w przypadku KOPS czy Chatolandii). Przychodzą się kłócić - są to więc "puste" wejścia nie przekładające się na wzrost popularności autora bloga. Najgorsze, że próba zapobiegnięcia pierwszemu pogłębi tylko to drugie. :-) Nie idź tą drogą, Kiciputku, jeśli nie wiesz na co się piszesz. :-)

      Usuń
  17. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  18. Przede wszystkim drogie feministki, radykalizujące na miarę Kazi Szczuki, wbijcie sobie do głów jedno: stereotyp kobiety jako słabej płci skończył się wraz z przeterminowaniem się dzieła matki-założycielki, Simone de Bevoir. Kochane feministki, kochani feminiści, słyszeliście o teorii genderowej? A o jeszcze bardziej chaotycznej i niespójnej teorii queer? Ta ostatnia zakłada, że płeć jest tylko teatralizacją, że w zasadzie nie istnieje ŻADNA płeć, ani kulturowa, ani biologiczna, więc wszystkie Wasze spory na temat równe i mniej równe zostały pogrzebane wraz z Judith Butler. Nie chcę Was martwić, ale w złotych czasach PRL-u, kiedy to rząd partyjny kładł nacisk na aktywizację zawodową kobiet, zrównał jej pozycję zawodową z mężczyzną, czy to nie wspaniałe? Odtąd kobiety harowały po 12 godzin bez przerwy, a bywało, że i więcej. A przecież wprowadzono wyczekiwane przez wszystkich równouprawnienie!

    Dzisiaj kobiety i mężczyźni mają takie same prawa, a odnoszę wrażenie, że i kobietom więcej wolno. Ktoś wypowie się o aborcji, o tym, że nie mogą zajmować pozycji dyrektora czy szefa, wreszcie, że brak jest form żeńskich i biedne, uprzedmiotowione muszą być sprowadzane do roli mężczyzn. Ale tego chciałyście, to przecież jedna z form równouprawnienia ;). Dzisiaj kobiety są wolne od kulturowych stereotypów, które przetrwały w takich dyskusjach właśnie i w świadomości narodowej. Nie ma sensu radykalizowanie, ani ideologizowanie. Kobieto! żyj, jak chcesz, spełniaj się i twórz! Z ideologizowania nic dobrego nie ma i nie było. Pokaż na ile Cię stać, na ile możesz zaistnieć w świecie, który wg Ciebie zdominowany jest przez mężczyzn, zamiast wypisywać jaka to nie jesteś biedna i uciśniona.

    Teoretyzowanie to też samobójstwo,
    rzekłam.
    Jo

    OdpowiedzUsuń
  19. Jo, stanowisz jaskrawy przykład kobiety ślepej - takiej, której się udało i w związku z tym uważa, że zjadła wszystkie rozumy. Rozejrzyj się. Zapytaj, co po powrocie z pracy robi Twoja sąsiadka, a co robi jej mąż. Zapytaj, dlaczego dostała w mordę za to, że ośmieliła się wytknąć mężowi błąd. "Kobieto, żyj jak chcesz?" Powiedz to tym, które wciąż chodzą w ciąży, po Pan i Władca uważa, że antykoncepcja to grzech i egzekwuje swoje "prawa małżeńskie" za każdym razem, gdy mu się zachce. Powiedz to tym, których młodsi stażem i doświadczeniem koledzy dostają awans tylko dlatego, że są facetami. Powiedz to tym, o których przełożony protekcjonalnie wypowiada się per "nasza śliczna koleżanka". Powiedz to tym, które podpici faceci klepią po tyłkach. Powiedz to tym, które notorycznie muszą brać zwolnienie na chore dziecko, bo przecież opieka nad chorym to kobieca rzecz. Powiedz to pani inżynier, która prowadząc budowę swojego domu notorycznie słyszy od "fachowców", że chcą uzgadniać coś z mężem, bo przecież "kobieta się nie zna".
    Walka o równość polega przede wszystkim na walce o zmianę mentalności.
    BTW warto pamiętać, że podział na role kobiece i męskie uderza również w mężczyzn, zmuszonych do odgrywania ról, w których wcale nie muszą się dobrze czuć. Panowie komentujący, przypomnijcie sobie, ile razy robiliście coś, na co wcale nie mieliście ochoty, coś głupiego, niebezpiecznego lub podłego - tylko po to, by koledzy nie wyzwali Was od ciot i mięczaków? Nie zdarzyło się Wam wstydliwie ukrywać z jakimś "niemęskim" hobby? Nie męczy Was wieczny przymus wymachiwania wirtualnym penisem i udowadniania, że jesteście twardzi, silni i męscy do szpiku kości? Macie odwagę powiedzieć, że np. nie interesuje Was piłka nożna?
    Walka ze stereotypami leży także w Waszym interesie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpierw mówisz Jo, że pisze z pozycji kobiety ślepej, żeby zbijać jej argumenty wyimaginowaną służalczą kobietą bez charakteru, demonizując mężczyzn i szerząc patologie w całej Polsce. Ja z przejawami dyskryminacji kobiet nie spotkałem się nigdzie poza ekranem telewizora, a ten raczej jest nastawiony na podawanie mi takich "nośnych" relacji, które ostatecznie wykrzywiają rzeczywistość. Żaden z moich znajomych nie dostał awansu, gdy mogła być awansowana kobieta (ba, jedna jest moją szefową). Co do tej "ślicznej koleżanki" nawet nie mogę się wypowiedzieć, bo nie bardzo wiem co masz na myśli. Że mówienie o kobiecie śliczna to jakiś przytyk? Czy może widzisz w tym seksizm (bo kiedy ja tak czasem powiem to po prostu chcę być miły)? Że podpici faceci klepią kogoś w tyłek to chyba nie jest objaw dyskryminacji, a chamstwa, nie sądzisz? Analogicznie podpite kobiety żartują z kondycji seksualnej mężczyzn, a w skrajnych przypadkach zaczynają ich okładać (przecież nie zacznę się szarpać z kobietą, bo to już będzie "napaść"). Z Panią inżynier masz rację, z chorowaniem dziecka... no nie wiem, to chyba kwestia umowy w rodzinie, nie generalizowałbym.
      Problem polega na tym, ze równość już jest, tylko skrajne przypadki chamstwa i głupoty gdzieniegdzie się uchowały. Ale nie martw się, radykalne feministki uzupełniają drugą stronę skali, demonizując i umniejszając każde zasługi mężczyzn, tylko dlatego, że są mężczyznami. Tylko problem polega na tym, że walka niektórych "feministek" nie jest walką o równe prawa, ale o zemstę za lata mniejszych praw. W swojej batalii próbują zanegować różnice w budowie ciała, mózgu, a co za tym idzie i psychiki. Oczywiście nie mówię tu o pojedynczych przypadkach, lecz o statystycznych tendencjach. I nie mam tu na myśli, że powinniśmy się tymi statystykami kierować w życiu, tylko raczej powinniśmy na nie zerknąć, gdy pojawia się np. pytanie "ale czemu w branży IT tak mało kobiet?". Nie dlatego, że są dyskryminowane, ale dlatego, że kobiety nie lubią tego typu pracy. Statystyka służy wyjaśnianiu takich rzeczy, a nie ślepemu za nią podążaniu.
      Muszę zauważyć, że masz smutne wyobrażenie o mężczyznach. Ja nie znoszę piłki nożnej, w ogóle nie bardzo lubię sport, nie muszę udowadniać komuś, że mam większego penisa niż on, nie wmawiam nikomu, że jestem twardy (raczej słaby) i nie odgrywam ról, bo ktoś chce mnie w nich widzieć. Jak robiłem coś głupiego lub niebezpiecznego (od podłych rzeczy raczej stronię) to tylko dla zabawy. Uderzenie adrenaliny od czasu do czasu jest zabawne. Na pewno motorem moich zachowań nie jest opinia znajomych. Tak samo nie ubieram się tak jak aktualnie jest modnie, tylko tak jak mi się podoba i w czym się najlepiej czuję.
      Tak, walka ze stereotypami leży w interesie nas wszystkich (nie "naszym" czy "waszym"), tylko w biegu do boju można się czasem upewnić, czy nie zgubiło się po drodze zdrowego rozsądku.
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Biedna, uciśniona kobietko, mnie zarzucasz ślepotę, a sama powołujesz się na patologiczne marginesy. Nikt nie każe żadnej kobiecie żyć z mężem, który ją bije. Wszyscy ludzie mają wolny wybór, mogą go egzekwować. Nie zjadłam wszystkich rozumów, dla mnie kobietą w pełni jest kobieta twórcza, która się samorealizuje i jej życie ma cel samo w sobie. To, że kobiety maja patologicznych mężów i nie umieją od nich odejść to ich wybór. Antykoncepcja dzisiaj nie stanowi takiego grzechu i niesubordynacji, jak za PRL-u. Więc nie używają jej ci, którzy żyją w zgodzie z moralnością kościoła i ci, których na nią nie stać. Docinki i chamskie komentarze zaznaczające słabą płeć są WSZĘDZIE. W utopijnej, feministycznej krainie kobiety zżarłyby siebie żywcem, gwarantuję. To w jaki sposób żyjesz i jak reagujesz na patologię, robiąc z marginesów ścisłe centrum pokazuje, że jesteś słaba i niepewna siebie. Boisz się samorealizować i pozwalasz się obalić stereotypom i przesadzonym przykładom. Żyj tak dalej i zarzucaj innym ślepotę i narzekaj na swój los.

      Jo

      Usuń
    3. Mogę tylko załamać ręce na widok Twojego poziomu empatii i wiedzy o otaczającym świecie. Gratuluję poczucia wyższości wobec "patologicznych marginesów", to pięknie świadczy o Tobie jako o człowieku. Poczytaj trochę o przemocy psychicznej w rodzinie, o relacjach między katem i ofiarą, o PTSD, o problemie współuzależnienia ofiary od kata... Ale nie, nie poczytasz, bo WIESZ LEPIEJ. Staram się Ciebie nie potępiać, mając te dwadzieścia parę lat też byłam szczelnie okryta kokonem samozadowolenia, dopiero później wyrosłam z egocentryzmu i przestałam pogardzać słabszymi. Może i Ty kiedyś do tego dojrzejesz.
      Urocze były te wycieczki osobiste, takie... khem... charakterystyczne. Brakowało tylko czegoś o kompleksach. W którym miejscu narzekałam na SWÓJ los, hę? Czego nie przeczytałaś, to sobie dośpiewałaś, ale peszek, trafiłaś jak kulą w płot. Zapewniam Cię, nie trzeba być biedną i uciśnioną kobietką, by mieć oczy otwarte na problemy innych.

      Usuń
    4. Witam! Pozwolę sobie przybliżyć Państwu temat, bo widzę, że zaistniała potrzeba wyjaśnienia.
      1. Przemoc dotyczy obu płci, przy czym kobiety częściej padają ofiarą przemocy fizycznej, mężczyźni natomiast psychicznej.
      2. Osoby skłonne do przemocy potrafią się doskonale maskować. W ukrywaniu patologicznych skłonności bierze często udział rodzina.
      3. Skłonność do przemocy może się pojawić po kilku latach związku lub pod wpływem określonych czynników.
      4. W początkowym okresie od zaistnienia aktu przemocy ofiara wierzy w możliwość poprawy, zwłaszcza gdy sprawca/sprawczyni wyraża skruchę. Pani przede mną wspomniała już o dodatkowych aspektach psychologicznych.
      5. Udowodnienie przemocy, zwłaszcza psychicznej lub ekonomicznej, jest bardzo utrudnione.
      6. Rozwód, szczególnie jeśli para ma dzieci, jest długim, trudnym i często kosztownym procesem trwającym od kilku miesięcy do kilku lat.
      7. Okres przebywania w ośrodku pomocowym jest ograniczony, dlatego często większość czasu trwania procesu rozwodowego ofiara zmuszona jest do zamieszkiwania z katem.
      8. Nawet po orzeczeniu rozwodu nie jest łatwo pozbyć się osoby przemocowej z mieszkania.
      9. Eksmisja nie zapobiega nachodzeniu oraz atakom poza miejscem zamieszkania.
      10. Ściągalność alimentów jest znikomo niska.

      Dziękuję za uwagę.

      Usuń
  20. Anonimowy, każdy przykład, jaki podałam, wzięłam z życia. Trochę już żyję, nazbierało się. Mogłabym ich podać więcej. Te "wyimaginowane służalcze kobiety" istnieją i wcale nie są służalcze z wyboru, są najczęściej zastraszane latami, mają złamane kręgosłupy. Wiesz, jak wygląda tzw. tradycyjna polska rodzina, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach i na wsi?
    Co do "ślicznej koleżanki" zwracam Twoja uwagę na fakt, że mówi to przełożony. Stosunki służbowe to nie miejsce na charakteryzowanie kogokolwiek przymiotnikami odnoszącymi się do urody, zwłaszcza jeśli zestawienie wygląda tak: to X, specjalista od tego, to Y, znakomity znawca owego, a to nasza śliczna koleżanka" - i zwłaszcza w sytuacji, gdy ta koleżanka robi więcej niż X i Y razem wzięci.
    To, co napisałam o mężczyznach, nie jest żadnym "smutnym wyobrażeniem" - tak się składa, że pracuję z mężczyznami, którzy traktują mnie jak kumpla i nie wstydzą się szczerych rozmów. BTW dlaczego uznałeś, że koniecznie musisz bronić mężczyzn i na własnym przykładzie udowadniać, że nie mają żadnych słabości?
    Anonimowy, to że TY nie masz problemu z opinią znajomych nie znaczy, że wszyscy mają tak fajnie. Przyjrzyj się kiedyś - tak uważnie - dzieciom z podstawówki i gimnazjum. Popatrz, jak napędzają się nawzajem, jak bardzo boją się opinii kolegów. Zwróć uwagę, jak niszczone są jednostki słabsze. To się zaczyna od małego, od nieśmiertelnego "nie rycz, nie jesteś babą".
    Patrzysz przez pryzmat własnych doświadczeń, tak jak Jo patrzy przez pryzmat swoich. Tylko że wybacz, ale chyba ubogie to doświadczenia, skoro problem przemocy psychicznej w rodzinie kwitujesz tekstem o "wyimaginowanej służalczej kobiecie." Wiesz, ja też tak myślałam jeszcze 15 lat temu, ale z czasem nauczyłam się patrzeć i rozumieć.
    Nie neguję istnienia rąbniętych feminazistek - ekstrema są wszędzie. Mam jednak niestety wrażenie, że większość komentujących skupia się na najbardziej kontrowersyjnych aspektach feminizmu, starannie przymykając oczy na całą resztę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu nie zajmujecie się ofiarami gwałtów, tylko skupiacie się na działaniach, przez które mój szef będzie bał mi się powiedzieć komplement albo otworzyć drzwi? Przecież to są bzdury.

      A ten wątek o kobiecie inżynier też trochę odrealniony. Polecam przeczytać wszystkie komentarze (chociaż zdaję sobie sprawę, że jest ich sporo) - ale kobieta która zasłużyła na swojego inżyniera cieszy się większym poważaniem niż facet który prezentuje sobą ten sam poziom co ona - bo on jest tylko jednym z wielu.

      Skoro mówisz o przemocy psychicznej, to skupiajcie się na przemocy psychicznej, a nie pokazujcie się od zawistnej strony 'bo ten facet dostał awans a nie ja, to na pewno dyskryminacja i wcale na niego nie zasłużył'. Awans się uzyskuje dzięki własnej pracy, a nie podkopywaniu innych.

      Usuń
    2. 1. Dlaczego jedno ma wykluczać drugie? A praca to nie jest miejsce na komplementy od szefa w stylu "śliczna koleżanka", to raczej miejsce na chwalenie kompetencji, a nie urody kogokolwiek.

      2. Odrealniony? Sine podaje przykłady podpatrzone z życia... to że ty masz fajnie, nie znaczy, że wszyscy mają, już wiele razy to było tłumaczone.

      3. A kiedy facet faktycznie dostaje awans z powodu dyskryminacji, bo jego koleżanka z pracy była lepsza, ale jest kobietą? Przecież nie rozmawiamy tu o normalnej sytuacji, w której ktoś jest lepszy - odnoś się do przykładu a nie wymyślonej innej sytuacji.

      Usuń
    3. Nie wątpię, że podałaś przykład z życia, ale jednocześnie stwierdziłaś, że to wszystko odnosi się do sąsiadki przedmówcy. Czyli innymi słowy jest powszechne, czai się za rogiem. Dla mnie nie jest, ale może to faktycznie różnica doświadczeń. Jak wygląda taka rodzina wiem. I wiem jak bardzo ten model się zmienił przez ostatnie lata. Ale znowu, może gówno wiem.
      Jak dla mnie nie ma problemu, żeby szef czasem odezwał się do nas jak człowiek i z nami pożartował, to też starałem się przekazać w powyższej wypowiedzi. Oczywiście umniejszanie zasług i seksistowskie teksty są nie na miejscu, tu masz rację.
      No cóż, znowu wychodzi na to, ze żyję w innym środowisku, moi kumple także nic na pokaz nie robią. I nie bronię mężczyzn... na pewno nie swoim przykładem (no chyba, że wyznanie słabości traktujesz jak deklarację braku słabości, wtedy nie mam już kontrargumentu), ale mogę na tym samym przykładzie podać masę wad: leniwi, uparci, głupi, słabi psychicznie. Lepiej? Moim celem było pokazanie, że dramatyczne apele o walkę o "naszą" swobodę są trochę na wyrost i do stwierdzenia uniwersalnego (a takie tu widzę aspiracje) sporo im brakuje.
      Serio, za przykład ludzi, którzy mają problem z akceptacją podajesz dzieci? Nie wiem, może mam zakłamany obraz rzeczywistości, ale wydawało mi się, że indywidualizm zaczyna się kształtować gdzieś na przełomie gimnazjum i liceum. Jasne, może nie wykształcić się nigdy, ale mimo wszystko trochę dziwny przykład. Żeby było zabawniej, sam byłem taką jednostką. Słabą psychicznie i raczej nielubianą, wyśmiewaną za słabość. A chciałem być taki jak całą reszta. Dzisiaj mam to gdzieś i śmieję się z tych ludzi. Więc nawet słabe jednostki mogą (fakt, nie muszą) zachować swoją odrębność.
      Ok, o wyimaginowanej kobiecie pisałem, ale powtórzę. Ja nie komentuję "teorii" o przemocy w rodzinie jako wyimaginowanego problemu, który wymyśliły feministki. Jest, należy z nim walczyć i potępiać. Ale nie uważam, żeby był tak powszechny jak to opisujesz. To wynika z różnicy doświadczeń, ja wyolbrzymiam swoje, Ty swoje. Ale może się mylę (wybacz za powtórzenia, ale to jedna z moich postaw życiowych - załóż, że możesz nie mieć racji).
      Nie przymykam oczu na istnienie normalnych feministek, ale one przechodzą pod radarem i nie afiszują się. Bardziej słyszy się o tych rąbniętych, a z jedną nawet miałem okazję być w związku. Swoje niezbywalne prawa do wolności interpretowała jako możliwość sypiania z kim i kiedy zechce. Może to, niedawne, doświadczenie spowodowało, że w ogóle się tu wypowiadam (zwykle takich dyskusji unikam, na forach kiepsko się dyskutuje).
      Widzę, że niepotrzebnie się odezwałem, mam problem z przekazywaniem tylko tego co chce powiedzieć (stąd długie teksty i masa nawiasów), więc wybacz, jeśli nie będę kontynuował dyskusji. Ogólny przekaz jest taki, że problem jest, ale uważam, że ma mniejsza skalę niż to opisujesz. I w sumie tyle.

      Pozdrawiam
      Filip (wybacz, że się nie przedstawiłem wcześniej)

      Usuń
    4. 1. A nie powinno to zależeć po prostu od charakteru firmy? Praca to też nie jest miejsce na luźne pogawędki czy sprawdzanie prywatnego maila, ale przecież to się czasem zdarza. Jeśli istnieje obustronna zgoda, co zdarza się często, to nie ma co robić z igły widły.

      2. No cóż, mogę odbić piłeczkę i powiedzieć, że najwyraźniej zyjemy w dwóch skrajnie różniących się światach. Btw w prywatnej firmie właściciel może zatrudniać kogo chce i awansować kogo chce, przypominam. No chyba, że macie ambicje na zarządzanie cudzym majątkiem. ; )

      I cieszę się, że odpowiadasz na moją krótką i skromną wiadomość, ale widzę, że Kret bardzo się natrudził aby Ci odpowiedzieć. Sama z chęcią przeczytam Twoją polemikę. ; )

      Usuń
    5. Odpowiem najpierw Filipowi, bo faktycznie, jego obfity post mogę podsumować właściwie krótko: o tych ekstremalnych, krzykliwych feministkach więcej się słyszy, bo o takich się więcej mówi, proste. Skrajne przykłady zawsze są bardziej ciekawe, przyciągają uwagę mediów. To nie powód, żeby dyskredytować ogromną pracę tych rozsądniejszych.

      Revv - oczywiście, że są sytuacje, w których można sobie na coś takiego pozwolić. Nam chodzi wyłącznie o przypadki, kiedy kobiety są traktowane niepoważnie, właśnie jako takie "śliczne koleżanki" i wcale im to nie pasuje, czują się z tym niekomfortowo, czują się poniżone. Nikt nie ma zamiaru wpychać się w relacje między ludźmi, kiedy istnieje obustronna zgoda. Ale są przypadki, kiedy takiej zgody nie ma.

      2. Oj Revv, tutaj akurat mówisz nieprawdę. Nie po to są takie mądre rzeczy jak sądy pracy, ochrona praw pracownika i związki zawodowe. Prawa obywatelskie i demokracja to coś, co stoi jednak ponad kapitalistycznymi zasadami ;) Właściciel firmy wcale nie może awansować i zatrudniać kogo chce i jak chce. Owszem, mamy ambicje na zarządzanie cudzym majątkiem. Tak działa państwo.

      Usuń
    6. 2. Czyli co, jeśli założę firmę to nie będę mogła zatrudnić w niej np. nikogo z mojej rodziny bo mnie pozwą o nepotyzm? Albo samych kobiet/samych mężczyzn? Ja nie mówię o patologiach typu szef bije pracowników. ; )

      Usuń
    7. Nie, jeśli założysz firmę, to nie będziesz mogła zatrudnić kogoś ze swojej rodziny tylko dlatego, że jest twoją rodziną, chociaż nie ma lepszych kwalifikacji/zdolności niż inni pracownicy. Oczywiście nie tyczy się to każdego zawodu, ani każdej firmy, ale jednak. I nie będziesz mogła nie zatrudnić kogoś tylko dlatego, że jest kobietą lub mężczyzną. Taka maleńka różnica, a jakie znaczenie.

      Usuń
    8. Tak jest kiciputku (o ile mogę tak osobiście ^^), mechanizm "krzycz to będą mówić, a im głupiej zakrzykniesz tym więcej powiedzą" działa zawsze i wszędzie. Nie chciałbym, żeby ktoś pomyślał, że dyskredytuję czyjąkolwiek pracę, po prostu dyskusje o równouprawnieniu są pełne... uproszczeń. Aż mi wstyd, że moja odpowiedź na uproszczenie sama takowe zawierała ^^

      P.S.
      Twój blog odkryłem niedawno, za sprawą waszej współpracy z Kobietą Ślimakiem. Bardzo ciekawa i miła oczom kreska :)

      Pozdrawiam
      Filip

      Usuń
    9. Dziękuję i cieszę się, że zabrałeś głos w dyskusji, o to właśnie chodziło w tym komiksie :) Pozdrawiam

      Usuń
    10. Krótko, bo czasu mi brak.
      Filipie, celowo napisałam o sąsiadce. Ci ludzie żyją wśród nas, ale pamiętaj, że takie rzeczy się starannie ukrywa. Nawet pozornie idealna rodzina może zaskoczyć przy bliższym poznaniu.
      Koleżeńskie stosunki w pracy są ok, ja miałam na myśli sytuację bardziej oficjalną, gdzie taki tekst był bardzo nie na miejscu.
      Co do mężczyzn - mam tego pecha, że ludzie traktują mnie jako coś w rodzaju darmowego psychologa (nie wiem, dlaczego), więc się nasłuchałam.
      Podałam dzieci, bo upychanie w ciasne ramki zaczyna się w dzieciństwie.
      I serio, feminizm nie ma nic wspólnego z kwestią niedogadania się co do formy związku, Twoja dziewczyna znalazła sobie doprawdy kiepski argument.
      Wiesz, ta kwestia skali... Moim zdaniem nawet jednostkowe przypadki zasługują na to, by ktoś się zajął problemem. Bo owszem, przypadki skrajnej dyskryminacji może i są rzadkie, ale taka zwykła, codzienna dyskryminacja też może solidnie dopiec.
      Również pozdrawiam serdecznie!

      Revv:
      Ależ feministki zajmują się ofiarami gwałtów. Feministki to nie tylko celebrytki produkujące się w telewizji. Sprawdź chociażby "Feminotekę".
      Teraz autobiograficznie będzie:
      W momencie odebrania dyplomu nie odpadły mi cycki, nie wyrosły wąsy, czerwony napis "inżynier" nie zapalił się nad moją głową, więc jakim cudem miałabym się cieszyć poważaniem robiąc zakupy w hurtowni budowlanej albo wpuszczając do domu Zdzicha - elektryka, który izolował przewody kawałkami papieru?!? Dlaczego zanosząc własnoręcznie wykonany projekt mebli muszę koniecznie słyszeć od stolarza "ale tu mąż za grube deski wybrał" i widzieć zdumienie w jego oczach, gdy tłumaczę, że te grubsze wybrałAM celowo, bo tam będą stały książki?
      Dlaczego mój sąsiad miał czelność oświadczyć na zebraniu wspólnoty mieszkaniowej, że on z babami w zarządzie nie będzie, bo baby są głupie i na niczym się nie znają?
      Tę mentalność trzeba zmieniać. Chociażby takimi komiksami i takimi dyskusjami.
      A tak z grubszej rury pytanie do każdego, kto twierdzi, że w Polsce nie ma problemu dyskryminacji kobiet. Otóż dlaczego taki poseł Górski (tfu!) z podniesionym czołem może powiedzieć, że on KAZAŁBY żonie urodzić dziecko z gwałtu? Kazałby!!! Mieści Ci się w głowie, że w XXI wieku, w cywilizowanym kraju, osoba publiczna mówi takie coś i nie oznacza to automatycznego końca kariery politycznej? Ten facet traktuje drugiego człowieka przedmiotowo, jak niewolnika, a jego otoczenie to akceptuje, bo chodzi o kobietę.

      Usuń
    11. Miejscami sie zgadzam, ale nie widzę powodów do pretensji w przypadku stolarza, który nie miał żadnych danych o autorze projektu, więc założył mężczyznę - bo ci trafiają się najczęściej. To nie dyskryminacja, to statystyka.

      Usuń
    12. Wkurza mnie patrzenie na każdego człowieka przez pryzmat statystyki, jakby naprawdę wielkim wysiłkiem było podejście do każdego indywidualnie i nie zakładanie jakichś bzdetów ot tak z miejsca, bez żadnych przyczyn.

      Usuń
    13. Mogłabym sparafrazować 'wkurza mnie narzucanie innym osobom sposobu, w jaki mają myśleć, jakby naprawdę wielkim wysiłkiem było zrozumienie, że nie znając danej osoby/rzeczy tymczasowo zakładamy dla ułatwienia sobie zycia pewne standardowe zalożenia".

      Niech Cię wkurza. To tylko i wyłącznie Twoja prywatna irytacja - natomiast sprawa nie ma ciągle nic wspólnego z dyskryminacją. ; )

      Usuń
    14. Ja nie zakładam z góry dla "ułatwienia sobie życia" niczego na temat spotykanych osób na podstawie ich płci, wyglądu, pochodzenia czy orientacji.

      I z doświadczenia powiem, że to wcale nie jest trudne... A nawet bardzo ułatwia życie.

      Narzucanie innym sposobu, w jaki mają myśleć, a zwykła uprzejmość - widzisz różnicę?

      Usuń
    15. Ciągle nie widzę nic złego ani nieuprzejmego w założeniu, że 'coś związanego z techniką kojarzy się z mężczyznami'. Żadna zdrowa osoba bez kompleksów nie będzie się przez to czuła oburzona, to tylko skojarzenie które nie jest 'bez żadnych przyczyn' jak napisałaś, bo ma swoje poważne uzasadnienie.

      A generalnie - wszystko co myślę na ten temat napisał Kret w swoich długich komentarzach w punkcie 9. Szkoda, że je zignorowałaś, ale zerknij w wolnym czasie.

      Usuń
    16. Sineira, akurat to mężczyznom przez tysiąclecia kazało się więcej rzeczy, niż kiedykolwiek kazało się kobietom. Kobiety były i są uprzywilejowaną płcią. Poseł mówi, że "kazałby" urodzić kobiecie dziecko z gwałtu - ale on może sobie mówić, bo póki co w tej kwestii, zgodnie z literą prawa, każda kobieta decyduje indywidualnie w takiej sytuacji. Poseł może sobie mówić takie rzeczy, bo demokracja to także prawo do mówienia debilizmów. Pamiętaj, że na tego pana głosowali nie tylko mężczyźni, ale także kobiety - stanowiące dużą część wyborców PiSu. Znam dziesiątki kobiet, które są przeciwne aborcji w jakiejkolwiek sytuacji. Uważasz ich stanowisko za mniej kobiece? Uważasz, że nie mają prawa do wybrania sobie takiego przedstawiciela, który - bez względu na jego płeć - będzie popierał ICH punkt widzenia? Dlaczego zabraniasz kobietom mieć własne zdanie bez względu na to, jakie by ono nie było? Czemu każda kobieta ma uważać tak, jak TY uważasz?

      Bez względu na to, co poseł jeden, czy drugi sądzi o aborcji płodu pochodzącego z gwałtu, prawo jest jasne. Kobieta w tej sytuacji wybiera i ma prawo do dokonania zabiegu aborcji.

      Natomiast prawo wciąż dyskryminuje mężczyzn. W XXI wieku, w cywilizowanym kraju, można nakazać mężczyźnie na kilkanaście tygodni zostawić rodzinę, pracę i hobby. Po to, żeby społeczeństwo nie musiało płacić kroci ochotnikom za obronę kraju i w końcu, by w razie konfliktu zbrojnego można było nakazać mężczyźnie ginąć - za pozostawione w kraju kobiety, które w tym czasie będą wieść dość wygodne (jak na warunki wojennej zawieruchy) życie. To jest dopiero traktowanie człowieka przedmiotowo, jak niewolnika. Na tym właśnie polega niewolnictwo - że można kazać człowiekowi pracować w określonym miejscu, przez 24 godziny na dobę, za ubranie, jedzenie i dach nad głową. TO jest niewolnictwo, a nie to, że jakiś poseł gada głupoty. Gadanie pierdół to nie jest dyskryminacja. Prawo, które pozwala na traktowanie mężczyzny jak przedmiotu - to już JEST dyskryminacja.

      [nawiasem mówiąc - tak, ten obowiązek wciąż istnieje; nie - nikt go nie zniósł; tak - przymusowe wojsko ostało na jakiś czas ZAWIESZONE, ale już w tym roku zostało w części ODWIESZONE i prawdopodobnie w najbliższym czasie będzie odwieszone w całości]


      Usuń
    17. Kto jest tej dyskryminacji winny? Każdy, kto nie jest za prawem mężczyzn do wolności osobistej, w tym także w razie konfliktu zbrojnego. Każdy, w tym także żeńskie szowinistki (feministki), które są za kolejnymi przywilejami dla kobiet, a nie walczą o faktyczną równość płci. I w końcu - winne są kobiety, które popierają taki układ sił. Prawie każda kobieta, z którą rozmawiam na ten temat jest za tym, by mężczyzna szedł na kilka miesięcy do więzienia tylko za to, że jest mężczyzną a w razie wojny - bronił jej, która to będzie sobie spokojnie siedzieć w domu i modlić się o koniec konfliktu. Ach, jaki to heroizm z jej strony!

      Jeszcze kilkadziesiąt lat temu sytuacja na świecie była taka, że każda płeć miała przypisane swoje role. Prawa i obowiązki. Nakazy i zakazy. Była to jakaś równorzędność, choć nie każdy musiał czuć się w swej roli dobrze - i to było złe. Kilkanaście lat temu kobiety zażądały, by nie dotyczyły ich dotychczasowe, kobiece obowiązki. Z całą stanowczością można uznać, że ta walka im się udała. Problem jest jednak taki, że nikt nigdy nie chciał słyszeć o tym, by również nakazy dotyczące mężczyzn zostały zniesione. Mimo, że oni sami bardzo tego chcieli. W rezultacie sytuacja jest taka, że nie ma już praktycznie żadnych spośród dawnych nakazów kulturowych dotyczących kobiet (poza pojedynczymi przypadkami) i absolutnie żadnych prawnych nakazów dotyczących tylko kobiet. Prawna i kulturowa dyskryminacja mężczyzn natomiast kwitnie.

      Walczenie o kolejne przywileje kobiet dyskryminację tę pogłębi. Co gorsza - uderzy ponownie także w kobiety (na przykład - kolejne przywileje pracownicze kobiet obniżają ich konkurencyjność wobec mężczyzn na rynku pracy). To uderzenie sprawi, że kobiety znów będą walczyć o kolejne przywileje (żeby "zrównoważyć dyskryminację") i znów w ten sposób pogłębiać swoją własną "niedolę".

      Żeński szowinizm to zło. Walczcie z tym, kobiety.

      Usuń
    18. Po raz kolejny walczycie z jakąś wymyśloną grupą ekstremistycznych feministek, zamiast z tymi tu obecnymi i ich wypowiedziami.

      Feministki walczą o równość płci, a nie tylko o przywileje dla kobiet. Prawo mężczyzn do równego traktowania jest dla nas równie ważne, co prawa kobiet.

      Nikt tu nie każe myśleć innym kobietom tak, jak my, ale wymagamy tego samego w zamian. Jeżeli któraś z tych wyborczyń PiSu, o których była mowa, zaszłaby w ciążę z gwałtu (czego w żadnym wypadku nikomu nie życzę...) to żadna z nas nie kazałaby jej tej ciąży przerywać. Dlatego chcemy, żeby to działało też w drugą stronę - żeby te kobiety nie kazały donosić w takim wypadku ciąży komuś, kto tego nie chce.

      To, że posłowie gadają debilizmy, to nie jest jakaś nieszkodliwa i stała cecha demokracji. Wypowiedź o zmuszeniu własnej żony do urodzenia dziecka będącego wynikiem gwałtu to coś, za co w cywilizowanym kraju taki człowiek mógłby żegnać się z karierą polityczną - bo to są słowa zbrodniarza, to jest słowne przyzwolenie na przemoc, a nie jakaś zwykła głupota.

      Usuń
    19. Nie prawda. Feministki NIE walczą o równość płci i jeszcze NIGDY nie widziałem feministki walczącej o prawa mężczyzn. Nigdy nie widziałem KOBIETY walczącej z dyskryminacją mężczyzn (mimo, że wielu mężczyzn walczy z dyskryminacją kobiet) dlatego z pełną odpowiedzialnością za swoje słowa mogę zarzucić Tobie kłamstwo. Chyba, że pokażesz mi jakieś przykłady stałych i skoordynowanych działań środowisk feministycznych na rzecz walki z dyskryminacją mężczyzn? Jakieś akcje na rzecz tego, by przeciętny mężczyzna mógł się cieszyć emeryturą tak długo, jak przeciętna kobieta? Jakieś akcje na rzecz tego, by mężczyzna nie mógł wybrać, czy chce bronić swój kraj (bo przecież posyłanie kogoś na śmierć na wojnie to zbrodnia, przyzwolenie na przemoc, za które powinno się tracić stanowisko - a tymczasem cały czas polskie prawo na to przyzwala)? A może chociaż akcje na rzecz parytetów w składach orzekających w sądach rodzinnych, żeby zniknęła z nich logika "lepsza najgorsza matka niż najlepszy ojciec"? Cokolwiek? Choćby najdrobniejsza akcja? A musiałabyś przytoczyć naprawdę sporo takich akcji, by udowodnić, że "prawo mężczyzn do równego traktowania jest dla nas równie ważne, co prawa kobiet", oj dużo, bo póki co feministyczne postulaty ciągną raczej w stronę przywilejów dla jednej strony i to niestety widać gołym okiem...

      Nie "walczymy" z grupą, jak to określiłaś, ekstremistycznych feministek, tylko z feministycznym mainstreamem, który reprezentuje w rzeczywistości postawę skrajnie żeńskoszowinistyczną. Jeśli nie podoba Ci się, że jako feministka jesteś postrzegana przez pryzmat tych grup, to... zacznij z nimi walczyć. To jedyne rozwiązanie. Podpowiem, że na krzyczeniu "ja się z nimi nie utożsamiam" skończyć się raczej w tej sytuacji nie może...


      Usuń
    20. W tym momencie obrażasz Revv, która bezpośrednio broni mężczyzn i pokazuje racjonalne podejście do sprawy.

      Usuń
    21. WTF, obrona praw kobiet nie oznacza ataku na mężczyzn, chyba że ktoś ma bardzo, bardzo wrażliwe ego.

      Revv raczej nie poczuła się obrażona.

      Usuń
    22. "kobieta która zasłużyła na swojego inżyniera cieszy się większym poważaniem niż facet który prezentuje sobą ten sam poziom co ona - bo on jest tylko jednym z wielu"

      No to źle. Bo powinna mieć taki sam szacun. Jeśli ma większy, to znaczy, że "była gorsza, a proszę, udało jej się dokonać tego, co lepszym - czyli mężczyznom". Taki tok myślenia zakłada, że mężczyzna-przeciętniak = wybitna kobieta. I to ma być powód do zadowolenia czy do irytacji raczej?

      Usuń
  21. Wybaczcie flooda, ale coś mi się przypomniało.
    Szanowny Anonimowy, pytał Cię ktoś kiedyś na rozmowie w sprawie pracy o to, czy zamierzasz mieć dzieci? Ot, taki drobiazg... Życie składa się z drobiazgów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że afaik zgodnie z prawem taki pracodawca może za to zostać pozwany do sądu na grube odszkodowanie? Pracodawca nie ma prawa martwić się, że być może będzie musiał przez ładne parę miesięcy utrzymywać pracownicę zupełnie za nic. Ot, taki drobiazg... Życie składa się z drobiazgów.

      Usuń
    2. Drogi Krecie, wiem doskonale, ale powiedz mi, co z tego? Tak w praktyce? To nie chodzi o to, by kobieta na rozmowę przychodziła z dyktafonem a potem biegała po sądach, tylko o to, by szanującemu się pracodawcy nawet nie przyszło do głowy zadanie takiego pytania.
      Lata temu przy podobnej okazji wstałam, powiedziałam co myślę i wyszłam. Ale ja MOGŁAM sobie na to pozwolić, pojedyncze zlecenia wystarczały mi na życie. Większość osób szukających pracy nie ma tak dobrze.

      Usuń
    3. Tak w praktyce to z tego, że jak w jakiejś małej firmie trafią się dwa macierzyńskie naraz, to może to całkowicie położyć firmę i kilku ludzi straci pracę. Pytanie pytaniem, jest niemiłe, ale rozwiązanie działalności i zostawienie pracowników na lodzie nie jest mniej niefajne. Nie twierdzę, że zachodzenie w ciążę to zło i hańba ani nic podobnego, po prostu to nie jest tak, że pracodawca to chciwy skurwysyn bez skrupułów (no chyba że w sporym korpo, w którym straty na macierzyńskim i chorobowym to tylko statystyka i zło konieczne), a prawo i tak stoi po stronie kobiety.

      Usuń
    4. Drogi Krecie,
      zazdroszczę lekkości pióra, ale będzie to odczytane jako negatywne uprzedmiotowienie mnie, niegodnej by zwać się kobietą. Zatem powiem, że gratuluję lekkości pisania.

      Jo

      Usuń
    5. Problem z urlopami macierzyńskimi jest taki, że nikt pracodawcy nie zwraca kosztów nieobecności pracownika, który wynosi się opiekować dziećmi. W rezultacie dla małej firmy może być to ekonomiczna śmierć. Mawia się: "moje potomstwo to nie jest sprawa pracodawcy". Ale RZECZYWISTOŚĆ jest INNA. To jest sprawa nie tylko szefa, czy właściciela firmy, ale także innych osób w niej zatrudnionych. Oczywiście - przecież ZUS płaci pieniądze za kobietę, która ucieknie na macierzyński (czy też za ojca, który ucieknie na ojcowski - jeżeli wreszcie żeńskie szowinistki dopuszczą mężczyzn do równoprawnego wychowywania dzieci i urlopy ojcowskie zaczną coś w końcu znaczyć). Ale kto zwróci pozostałe koszty związane z tym, że jeden pracownik nagle znika z firmy i to tylko na jakiś czas? Pracodawcy trzeba oddać także pieniądze za: procedurę rekrutacji nowej osoby (którą trzeba będzie za chwilę zwolnić!), wyszkolenie takiej osoby, obniżenie wydajności pracy zespołu pomiędzy okresem zatrudnienia zastępstwa a jego wyszkoleniem, a w razie nieznalezienia odpowiedniego zastępstwa - zapewni zwrot utraconych z tego tytułu korzyści. Dopiero WTEDY kobieta uciekająca na macierzyński NIE będzie zmartwieniem pracodawcy i dopiero WTEDY pracodawca nie będzie patrzył na zatrudnienie płodnej kobiety jak na mniej opłacalną inwestycję.

      Usuń
    6. Zabawne jest także to, że kobiety prowadzące firmy doskonale to wiedzą. I także "dyskryminują" inne kobiety. Znam panią (panią prawnik, nawiasem mówiąc, byłą feministkę zresztą), która w swoim biznesie na umowę o pracę zatrudnia tylko mężczyzn i kobiety z odchowanymi dziećmi, a młodym kobietom daje umowy-zlecenia. Dlaczego? Bo w swojej poprzedniej firmie miała przypadek dwóch pokrywających się urlopów macierzyńskich - w tym jeden wzięty przez kobietę, która kończąc jeden urlop macierzyński zaraz uciekała na kolejny! Takiego obciążenia budżet firmy nie wytrzymał. Przedsiębiorstwo poszło do likwidacji, na bruk trafiło dziewięciu pozostałych pracowników. W tym trzy kobiety wychowujące małe dzieci! x] I co? Ktoś się dziwi, że pani prawnik z feminizmu wyrosła raz, a dobrze?

      Usuń
    7. Polecam przeczytać komentarz pod spodem - urlopy macierzyńskie opłaca państwo, a znalezienie kogoś na zastępstwo to nie jest jakiś ogromny wysiłek. Pan poniżej, jak widać, doskonale sobie z tym poradził. Skoro twoja znajoma pani prawnik temu nie podołała, to najwyraźniej średnio nadaje się do prowadzenia firmy, bo inni pracodawcy doskonale sobie z tym radzą.

      PS: słowo "szowinizm" oznacza zgoła co innego, niż się kilku tutaj dyskutującym wydaje.

      Usuń
    8. Polecam przeczytać (ze zrozumieniem) mój komentarz. Znaleźć zastępstwo "ot tak" to możesz za rozwoziciela pizzy albo panią na kasie, nie umniejszając oczywiście roli ciężko pracujących na tych stanowiskach osób. Tam to faktycznie rekrutacja ogranicza się do rozlepienia ulotek w okolicy jakiejś artystycznej uczelni i zrobienia jednej rozmowy kwalifikacyjnej. W branżach, które wymagają trochę główkowania i opierają się na kapitale ludzkim (sektor IT, media, konsulting i wiele, wiele innych) znalezienie dobrego pracownika i wyszkolenie go to jedno z najtrudniejszych zadań, jakie stoi przed właścicielem biznesu. Zadanie tak trudne, że w części z tych branż to pracownicy dyktują w dużej mierze warunki pracodawcom. ;] I, gdybyś przeczytała i zastanowiła się nad moim postem, zrozumiałabyś, że pieniądze za urlop macierzyński (które, jak słusznie zauważyłaś - płaci państwo) to najmniejsze zmartwienie. Dopóki ty i inne feministki nie zrozumiecie jak działa świat, biznes, kapitalizm - nie wywalczycie za dużo. A to, co wywalczycie, uderzy w was same prędzej, czy później... I mówię to mimo całego mojego antykapitalistycznego nastawienia, bo - wbrew pozorom - czerwony jestem do szpiku kości.

      PS: szowinizm - «postawa, którą charakteryzuje brak tolerancji i przyznawanie uprzywilejowanej pozycji własnej płci, rasie lub grupie» (wg PWN). Znaczy więc dokładnie to, co mi się wydawało.

      Usuń
    9. Gdybyś to ty uważnie mnie przeczytał, zauważyłbyś, że odsyłam cię do "świadectwa" pracodawców, którzy jakoś nie mają z tym najmniejszych problemów, a nie zajmują się dystrybucją ulotek. Wymieniają też wiele zalet zatrudniania matek i przyszłych matek, które wynagradzają tę niedogodność.

      Zastanawia mnie też, dlaczego tylko plany reprodukcyjne kobiet leżą w kręgu żywego zainteresowania pracodawców, skoro mężczyzn rodzicielstwo również dotyczy i znam rodziny, w których to ojcowie biorą urlop, żeby zajmować się dzieckiem.

      Usuń
    10. I co? Sądzisz, że wypowiedź jednego czy dwóch pracodawców w komentarzu na webkomiksowym blogu daje reprezentatywny obraz sytuacji na rynku pracy? ;) Skoro tak, to świetnie. Oznacza to, że pracodawcy doskonale rozumieją zalety zatrudniania młodych potencjalnych matek, nie ma problemu z dyskryminacją młodych kobiet na rynku pracy i cała dyskusja jest bezcelowa! :) W zasadzie, to podoba mi się to podejście! Mimo, że nie przepadam za przebywaniem z optymistami.

      Odpowiadając na Twoje drugie pytanie - po pierwsze, odpowiedź na nie padła już w mojej wcześniejszej wypowiedzi. Mężczyzna w zachodniej kulturze wciąż jest niestety przede wszystkim bankomatem. Wołem roboczym, który ma pracować na rodzinę i nie przywiązywać się za bardzo do ojcostwa, bo przecież to jest JEJ dziecko i jak coś jej się w mężulku nie spodoba, to oczywiście dzieci zabierze ONA a ON będzie miał prawo do cieszenia się z bycia ojcem tylko wówczas, gdy ona będzie miała taki kaprys. I sąd rodzinny (w którym, o zgrozo, brakuje parytetu płci!) przyzna jej rację, dopóki ONA nie będzie kradnącą pijaczką z zaburzeniami (samo bycie złodziejką, kradnącą pijaczką albo pijaczką z zaburzeniami nie wystarczy, bo nawet najgorsza matka jest dla polskiego społeczeństwa lepsza, niż najlepszy ojciec). Innymi słowy - ojciec wciąż jest dzisiaj postrzegany jako rodzic drugiej kategorii. Kobiety, zwłaszcza w małych miastach, wciąż - wbrew wszelkim pozorom - nie lubią dopuszczać mężczyzny do cieszenia się z uroków ojcostwa bo uważają, że ma on zgoła inne zadania do wykonania. Na przykład praca gdzieś daleko od domu, która zapewni regularny dopływ czterocyfrowej kwoty w obcej walucie.

      To, że znasz inne przypadki, jest chwalebne. Ja też takie znam! W zasadzie, to prawie wszyscy moi znajomi reprezentują taki fajny model! To, że nie znasz takich, które opisałem - no super sprawa! Żyć nie umierać. Ale zmartwię - nie ma w tym nic dziwnego. Ludzie, o których mówię, rzadko wiodą bogate życie towarzyskie więc to mało prawdopodobne, byś była ich znajomą. Ale jest ich na kopy. To dramatyczna codzienność wsi, niedużych miasteczek, średnich lokalnych "metropolii" i robotniczych osiedli typu miejskiego. Codzienność, której - życzę Ci - nigdy nie poznasz.

      Ale to, że nie widzisz tego świata takim, jaki jest, a obserwujesz go raczej w swoich kolorowych, disneyowskich barwach nie powinno prowadzić do wydawania przez Ciebie jednoznacznych osądów na podstawie tego, co robisz i uważasz Ty, albo Twoi znajomi. Bądźmy dorośli. Nie jesteś całym społeczeństwem. Ani nawet jego przekrojem. Ty i Twoi znajomi stanowicie, wychowaną pod swego rodzaju kloszem, mniejszość. A pracodawcy, biznesmeni, sądy, społeczeństwo - mają troszkę szerszy ogląd sprawy. Po jednostkach raczej nie oceniają.

      Usuń
    11. Jeez, slow down, man. Przecież nie mówię, że takie rzeczy się nie dzieją - tylko, że nie powinny się dziać, bo można inaczej. I nie mieszaj do tego starego Disneya :D

      Usuń
    12. [gender troll mode on] Bajki Disneya robią dziewczynkom z głowy to, co chłopcom robią z głowy filmy porno. :D

      Usuń
    13. Ale ja tego trolla całkowicie popieram i czekam na bajkę Disneya, w której genderowe role zostaną w końcu, w imię sprawiedliwości, odwrócone i postać męska nie będzie tam atrakcyjna dla Księżniczki tylko i wyłącznie z powodu stanu swojego posiadania, czy siły lub aparycji. :> Przydało by się uświadomić dziewczynkom, że to nie jest wcale najważniejsze przy doborze życiowego partnera. Jakiś pomysł na fabułę? :>

      Usuń
    14. Przecież są Zaplątani. Tam postać męska to biedny, ale uroczy złodziej i raczej towarzyszy księżniczce niż ratuje ją z opresji. A Merida? Tam - o zgrozo - w ogóle nie ma true lovera!

      Usuń
    15. Jeszcze lepiej. Postać utrwalająca stereotypy o tym, że przestępcami i biedakami są mężczyźni... A fuj! Nie może się pojawić jakiś niezamożny, uczciwy, przeciętnej urody (a nie uroczy) mężczyzna atrakcyjny dla postaci żeńskiej - najlepiej pracującej, zapraszającej do restauracji i płacącej swoją połowę rachunku?

      Usuń
    16. Nie nadinterpretujesz trochę? ;) Nie sądzę, żeby postać Flynna miała być utrwaleniem jakiegoś stereotypu, jest złodziejem, bo tak pasowało do fabuły, ale jest przy okazji zakompleksionym biedakiem, który potrafi się przyznać do swoich słabości. Nie łamie to stereotypu boskiego księcia ratującego księżniczkę z opresji?

      I co złego w tym, że jest uroczy? Roszpunka też jest urocza. Ogółem postaci Disneya są urocze. Dzięki temu je lubimy. Chociaż wydaje mi się, że jest taka postać Disneya, która odpowiada twoim oczekiwaniom - wyszła ostatnio taka miniprodukcja Paperman.

      Jeśli chodzi o postać żeńską to twojemu opisowi odpowiada chyba Tiana z "Księżniczki i żaby". Ciężko pracująca dziewczyna, która zarabia na otworzenie własnej restauracji, samodzielna i zaradna. Tylko tu z kolei książe jest bogaty, rozpuszczony i marudny i strasznie działa mi na nerwy.

      Usuń
    17. Mnie już jako dzieciaka irytowało, że bajki Disneya są za mało mroczne. Wszyscy są tam piękni i uroczy, i to jest ich receptą na szczęście. Jak ktoś jest brzydki - to jest ZŁY. W większości Disneyowskich produkcji, ale nie tylko. To dyskryminacja brzydkich i nudnych ludzi, takich jak ja, któzy przez ten chory obraz kreowany przez bajki nie widzieli w dzieciństwie dla siebie miejsca w społeczeństwie. :>

      Usuń
    18. No to też był dla mnie problem, że wszystkie księżniczki Disneya były takie piękne, co też w dzieciństwie było dla mnie problemem - żyłam w przekonaniu, że wszystkie fajne rzeczy w życiu zarezerwowane są dla ludzi pięknych. Ale ten trend zanika, postaci są bardziej charakterystyczne, niż ładne - tak jak Merida i cała jej rodzinka.

      A co do ludzi nudnych - nie bardzo wyobrażam sobie, jak zrobić ciekawy film dla dzieci o kimś nudnym. Chyba że w trakcie fabuły dozna przemiany, pokocha przygody i rzuci się w wir akcji.

      Usuń
    19. Trudno, dzieci muszą dostosować się do egalitarnego obrazu świata, gdzie nudni ludzie także mają swoje prawa. :D To już problem wydawców i producentów, co z tym zrobią. :D

      Usuń
    20. Oj jaka straszna dyskryminacja mężczyzn. W wielu przypadkach to ojcowie wcale nie rwą się do opieki nad dziećmi. Wolą znaleźć sobie "nowszy model" kobiety, a dzieci mają weekendowego tatusia. Gdyby mężczyznom tak bardzo zależało na opiece nad dziećmi, to by tych sytuacji nie było, bo sądy widziałyby, że ojcowie równie dobrze zajmą się dziećmi. Tylko że to na głowach matek głównie spoczywa wychowanie potomstwa. Jak mężczyzna jest "bankomatem", to kobieta "inkubatorem".
      Tak, wiem, uogólniam. Okropna jestem.

      Usuń
  22. Tak w praktyce to matka, jak się jej trochę pójdzie na rękę, jest solidnym i godnym zaufania pracownikiem, bo jej zależy na stałym zatrudnieniu, bo dziecko trzeba stale karmić i ubierać. Zasiłek na macierzyńskim płaci państwo a nie przedsiębiorca, wiec jak ktoś jest nieogarnięty i nie umie zatrudnić człowieka na zastępstwo to tylko jego wina. Młody gniewny singiel po przeszkoleniu i zdobyciu kontaktów porzuca firmę bez żalu, co przerabiałem wiele razy jak i jeden niekończący się macierzyński, tylko to był wyjątek a faceci odchodzący po roku - dwóch i próbujący mi podbierać klientów to reguła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż nie wiadomo, kogo zatrudniać;) Młoda kobieta nie, bo urodzi. Młody facet - ucieknie. Starsi - e, to już nad grobem stoją. Student - nic nie umie. No kiepsko z pracownikami, panie dzieju:)

      Usuń
  23. Ja się tylko wtrącę co do szkół. Kilka razy spotkałam się z takim uogólnianiem - jak to, jesteś dziewczyną, musisz to lubić! Nie było to może bolesne, ale sytuacje powtarzają się stosunkowo często. Przykład pierwszy z brzegu:
    Chcieliśmy jechać do kina, ja zaproponowałam jakiś sensacyjny, a chłopaki w głos, ze 'przecież ja baba jestem, a baby jeżdżą tylko na komedie romantyczne'
    Albo do dziś pamiętam zdziwienie mojej nauczycielki od polskiego, która po wygłoszeniu opinii "To jest książka romantyczna, dziewczynkom będzie się podobać" usłyszała moja uprzejma odpowiedź, że owszem, jestem dziewczyną, ale gustuję w kryminałach i fantastyce, a romanse i harlequiny zdecydowanie do mnie nie przemawiają.
    Ogólnie, bardzo irytują mnie takie stereotypy, wrzucanie wszystkich do worka DZIEWCZYNA albo CHŁOPAK. A przecież dziewczyna może się boksować i kopać piłkę, a chłopak natomiast gotować.
    Bardzo denerwujące jest to zdziwienie - 'Jak to, jesteś dziewczyną i nie lubisz zakupów? BABOCHŁOP!'
    Poza tym, uciśnione kobiety są bardzo popularnym tematem książek, ba, BESTSELLERÓW (50 shades of Grey), gdzie kobieta jest bezwolna, słabsza i ogólnie rykliwa memeja, a decyduje za nią mężczyzna. Po takich lekturach nie można się ustrzec od stereotypów.
    Mieszkam w małym miasteczku i myślę, ze takie cos zdarza się tutaj duzo częściej.

    Pozdrawiam, Hania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale Cię rozumiem. Ja do dziś pamiętam złośliwe komentarze na temat mojej awersji do sportu ("pfff, co to za chłopak co nie umie piłki kopać!"), niechęci do motoryzacji ("co? chłopak nie marzy o samochooodzie?), czy nie przepadaniem za przeładowanymi agresją bajkami (wolałem te bardziej ryjące mózg ;))... Wybór humanistycznej ścieżki kształcenia zapewniającej mi samorealizację, zamiast zyskownej kariery zawodowego programisty spowodowała wręcz agresję niektórych moich członków rodziny! "No jak to, mężczyzna nie będzie żonie i dziecku przynosił kokosów do domu?" ... Wracając jednak do czasów podstawówki... Ho, ho, hooo... ile to ja musiałem przejść, żeby udowodnić wychowawczyni, że chłopcy to nie tylko są be, rozrabiaki i hultaje które się ciągle tłuką, a dziewczynki wcale nie są takimi cudownymi aniołkami za jakie ona je uważa, też się tłuką, kombinują na sprawdzianach, a także - o zgrozo! - palą papierosy i napadają na swoje młodsze koleżanki (pani się to nie mieściło w głowie, nie przyjmowała tego długo do wiadomości, a za wszelkie zło próbowała karać chłopców)! Walka ze stereotypami to oczywista konieczność, w pełni Cię popieram. ;-)

      Usuń
    2. O, fajnie, że ktoś wspomniał o samorealizacji i o tym, że ocenianie człowieka po jego wartości na rynku pracy jest totalną pomyłką :) i o tym, że stereotypy są krzywdzące po równi dla obu płci, nawet na wczesnych etapach życia

      Usuń
    3. Z w ł a s z c z a na wczesnym etapie życia.

      A po wartości na rynku pracy to można oceniać co najwyżej pracownika - obecnego lub potencjalnego. Nigdy człowieka. Znam masę świetnych ludzi, których nigdy bym nie zatrudnił. ;-) Co więcej - sam sobie nigdy nie dałbym pracy, gdybym miał być swoim pracodawcą. :D

      Usuń
    4. Och, nie tylko w małym miasteczku są takie stereotypy i podziały. Wystarczy włączyć ogólnopolską tv. Oto mamy blok filmowy "Męskie kino", a w nim oczywiście filmy akcji. "Babski wieczór" (już sam przymiotnik 'babski' jest pejoratywny; 'chłopski' jakoś nikt nie mówi) i romansidła.
      Reklamy to już temat rzeka. Kobiety w reklamach zawsze w zwiewnych kieckach i pastelowych sweterkach, podają mężowi i dzieciom obiad, myją kibel, dyskutują o proszkach i chorują na wszystko, co się da. Mężczyźni w reklamach muszą mieć zarośnięte gęby, ubranie półmenelskie i ryczą do siebie, siedząc na kanapie i oglądając mecz, a w dłoni piwko. W kobiecej reklamie musi być słodko, subtelnie, różowo i lektorka z kojącym głosem. Męska reklama to ociekające testosteronem, robiące groźne miny istoty - gladiatorzy, piłkarze, wojownicy.
      Śmiać mi się chce z tych reklam. I jedne i drugie głupie, że aż strach.

      Usuń
  24. http://piekielni.pl/pobierz/201301/46408_by_czerwona_szminka_piekielni_pl.jpg?1359728508

    OdpowiedzUsuń
  25. Bardzo cieszy mnie fakt, że takie istoty jak Ty - Kiciputek potrafią wznieść dyskusję ponad chamskie oskarżanie się nawzajem. Po przeczytaniu całego wątku, mam jedną refleksję: ostatnie stulecie przyniosło tyle zmian światopoglądowych, prawnych i zdrowotnych (swoją drogą chciałabym się dowiedzieć skąd wzięto statystyki, że jakoby mężczyni żyją tylko 5 lat po emeryturze. Przy zbieraniu materiałów do pracy magisterskiej trafiałam na dane mówiące o tym, że w przeciągu ostatnich 50 lat mężczyźni zyskali 12 lat życia), że należy mieć nadzieję na zmiany mentalne naszego narodu. Co więcej przeobrażamy się jako naród jednak na plus.

    OdpowiedzUsuń
  26. Wszystkim zaślepionym antyfeministom niezauważającym z powodu klapek na oczach działań feministek na rzecz ojcostwa polecam choćby ten tekst:
    http://wyborcza.pl/energiakobiet/1,118219,13290246,Rodzic__czyli_matka__Patriarchat_jest_po_to__by_mezczyzni.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, że jakaś feministka raz na jakiś czas napisze kiepski felieton na ten temat (i to w tonie oskarżycielskim - że mężczyźni *migają się* od ojcostwa, sic!) nie oznacza, że walczy z dyskryminacją mężczyzn. Choćby dlatego, że dyskryminacja mężczyzn to zjawisko wielopłaszczyznowe i do niedocenienia roli ojca w rodzinie wcale się nie ogranicza. Po drugie - nawet walcząc o prawa mężczyzn feministki nie są w stanie zauważyć sedna problemu, którym jest swego rodzaju kryzys kobiecości. Ale to już temat na inny referat.

      Usuń
  27. W Polsce można dziś zaobserwować coś co nazywam systemową lub inaczej uogólnioną dyskryminacją mężczyzn i incydentalną, rozproszoną dyskryminacją kobiet. Normy savoir-vivre to też jest dyskryminacja, gdyż wprowadza rozróżnienie zachowania ze względu na płeć i to rozróżnienie wypada na zdecydowaną niekorzyść mężczyzn. Kobiety, które zdają się tego niee widzieć albo zbywać problem jako mało istototny nie są feministkami tylko zwyczajnymi hipokrytkami. Poza tym sprzymierzeńcem kobiet i to dużym jest język. W o wiele doskonalszy sposób potrafią werbalizować swoje żądania i potrzeby, co wynika z ich przyrodzonych zdolności. Natomiast w sposób perfidny wykorzystują pewną męską językową nieporadność. Otóż, my nie walczymy o równwouprawnienie, tylko o równość, a to oznacza też, takie same traktowanie w dziedzinie, jaką jest kultura osobista. Walka tylko o równe prawa bez uwzględniania dziedziny obyczajowej i innych jest zwykłą hipokryzją. Poza tym, to nadal tylko na mężczyzn nałożony jest obowiązek obrony kraju. W razie zamieszek lub wojny kobiet do wojska nie wezmą, a to już jest nierówność wobec prawa. Dlatego słynne hasło "mylisz kulturę z równouprawnieniem" jest perfidną sztuczką językową i nie dajcie się Panowie na to nabrać. My nie żyjemy w próżni; w życiu jedno zjawisko wpływa na drugie. Dopóki nie doczekamy się korekty savoir-vivre i zniesienia całkowitego ZSW, nie możemy mówić o prawdziwej równości. A pieprzenie o parytetkach, szklanych sufitkach, lepkich glebach, czy dyskryminacji w miejscu pracy, to przypadki rozproszone, raz to jest, raz nie. Po prostu drobiazg, o którym wobec ogromu dyskryminacji mężczyzn nie wypada nawet wspominać. Dla mnie taka kosmetyka, bo równość dawno już jest,natomiast nierówności prawne dotykają mężczyzn (wojsko, emerytura), społeczne (finansowanie programów zdrowotnych) i kulturowe (savoir-vivre, który dzisiaj jest odzianą w piękne słówka dyskryminacją mężczyzn).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie podoba mi sie obowiazkowa sluzba wojskowa dla mezczyzn, nie wymagam tez od mezczyzn, zeby przestrzegali wzgledem mnie jakichkolwiek zasad savoir-vivru (wymagam tylko uprzejmosci, ale takiej samej od mezczyzn i od kobiet). Dyskryminacja mezczyzn boli mnie w rownym stopniu, co dyskryminacja kobiet. Ale tak szczerze mowiac, to, ze ktos oczekuje, ze odsuniesz mu krzeslo, albo zaplacisz za kolacje i obraza sie, jesli tego nie zrobisz to nie jest jakas straszna tragedia w porownaniu z cierpieniami, jakie kazdego dnia spotykaja kobiety z powodu dyskryminacji. Nie mam zamiaru twoich problemow umniejszac w jakikolwiek sposob, ale nie chce, zeby staly sie argumentami w stylu "po co zajmowac sie problemami kobiet? Przeciez my, faceci, to dopiero mamy problemy!" przez co stanie na tym, ze wszyscy maja po rowno i problemy pojda pod dywan.

      Przepraszam za brak polskich znakow. Wiem, ze czytelnosc na tym cierpi, ale nie dzialaja na klawiaturze, z ktorej wlasnie pisze.

      Usuń
  28. I co mi z tego, że nie podoba Ci się służba wojskowa dla mężczyzn. Walczysz, żeby ją znieśli? Albo czy walczysz o taki obowiązek dla siebie? Odpowiedz sobie sama na te pytania...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale czy ja walcze o cokolwiek? W inny sposob niz przez krotkie komiksiki w sieci? Nie. I nie twierdzilam nigdy, ze jest inaczej. Sympatyzuje z aktywistkami, szanuje je, ale sama jedna nie jestem i gdybym twierdzila inaczej to bylaby ujma dla tych dziewczyn i chlopakow, ktorzy naprawde cos robia. Od czasu do czasu podpisze jakas petycje, jesli mi ktos podsunie i tyle.

      Usuń
    2. Walczysz! Popatrz, jakie Twój krótki komiksik w sieci zrobił zamieszanie. Chyba nie zbagatelizujesz jego wpływu na swoich odbiorców? W końcu po coś te komiksy robisz. Wywieranie wpływu na ludzi to inaczej perswazja, a perswazja ze swej natury zawsze jest elementem jakiejś walki.

      Koń... znaczy... komiks, jaki jest - każdy widzi. To wprawdzie komiks nie o równości, ale o Tobie - ale z wyraźnym zabarwieniem feministycznym. Czyli, chcąc - nie chcąc, jesteś w jakimś (choćby tak drobnym, jak mówisz) stopniu walczącą feministką. Z tym musisz się pogodzić. Teraz natomiast jest Twój ruch - czy dla swoich czytelników pozostaniesz kobietą sympatyzującą z ideami równościowymi (egalitaryzmem, feminizmem, maskulizmem) czy hipokrytką (albo nawet szowinistką!).

      Nie umywaj tylko rąk, jak próbujesz robić to teraz. ;-) Odskoczenie od tematu i krzykniecie "Ale ja przecież nic nie robię!" (podczas gdy jest przecież inaczej) będzie tylko brnięciem w tę pseudofeministyczną hipokryzję. ;-)

      Usuń
    3. Nie próbuję się odcinać i nie mam nic przeciwko byciu walczącą feministką - po prostu wydaje mi się, że takie komiksiki w sieci to naprawdę mało i nazwanie mnie aktywistką byłoby ujmą dla tych wszystkich, którzy naprawdę działają i coś robią. Ale jeśli ktoś chce przyznać mi taki tytuł - wporzo, przyjmuję go z dumą na klatę.

      Usuń
    4. Tytuł hipokrytki? ;-)

      Anonim pytał o coś zupełnie innego. Ja też chętnie poznam odpowiedź na jego pytanie.

      Usuń
  29. To ja, ten cały Gall, o którym wspominasz :) Oczywiście pogodziłem się z tym, że nie otrzymam sensownej odpowiedzi od Szanownej Autorki, no bo jakby to wyglądało: wiesz, jestem walczącą feministką, ale walczę o równouprawnienie, a nie o równouobowiązkowienie. Albo coś w tym stylu: kobiety powinny mieć równe prawa, ale nie mogą służyć w wojsku bo są słabsze, ble, ble, ble... Hipokryzję trzeba jakoś zracjonalizować, a kobiety są w tym niedoścignionymi mistrzyniami: słynne równouprawnienie swoją drogą, a dobre wychowanie swoją. Czyli zawsze u nich jest tak: równouprawnienie, ale... To nie feminizm, to zakłamanie. Znamienne jest chociażby to, że według badań socjologicznych kobiety chętnie widziałyby na powrót facetów w kamaszach. To też o czymś świadczy. A wytłumaczenie na wszystko jest jedno: bo to my rodzimy i wychowujemy dzieci, bo to my jesteśmy słabszą płcią, w związku z tym należą się nam wszelkie przywileje i oczywiście równe prawa. No bo jak mężczyzna nie okaże kobiecie szacunku choćby w drzwiach to cham, ale spróbuj powiedzieć kobiecie, że powinna umieć gotować, to usłyszysz, że nie jest drobiem domowym i służką mężczyzny-ciemiężyciela. Ale jak gwoździa przybić czy zmienić oponę to facet, bo ona słaba kobieta. Od tego sawuarwiwru to się naszym paniom w dupach poprzewracało i zachowują się trochę jak nasz kler, który też ma mnóstwo absurdalnych przywilejów i które próbuje w żałosny sposób racjonalizować. Ech, szkoda słów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem do kogo się zwracasz w tym momencie, na pewno nie do mnie, Szanownej Autorki, bo ani nie jestem za obowiązkową służbą wojskową dla mężczyzn, ani nie oczekuję przepuszczania mnie w drzwiach ani nic z tych rzeczy. Także znowu zachodzi tu jakaś walka ze zmyślonymi wiatrakami.

      Ale spoko, rozumiem potrzebę wylania swoich frustracji w internecie.

      Usuń
    2. Chwilka, chwilka. Nikt nie mówi, że Ty jesteś za dyskryminowaniem mężczyzn! Nie obracaj, nomen-omen, kota ogonem. ;-)

      Po prostu ten Anonim, a prócz tego - przyznam - także i ja zastanawiamy się, czemu "walczysz" (tak, robienie komiksów to rodzaj walki, co sama przyznałaś) z "dyskryminacją kobiet", a nie walczysz z dyskryminacją mężczyzn - skoro w swoich wypowiedziach deklarujesz ideały równościowe. Zamiast równości ciągniesz jednak w swojej "walce" w stronę uprzywilejowania jednej strony, a tak się równości nie osiąga... Tak s ię osiąga coś całkiem przeciwnego...

      Póki co wychodzi więc na to, że co innego mówisz (piszesz, znaczy się, w komentarzach), a co innego robisz.

      Jako Twoi czytelnicy czujemy się nieco (zakładam, że anonimowy rozmówca nie ma nic przeciwko, bym wypowiedział się też w jego imieniu)... hm... zdezorientowani. Taką postawę nazywa się po prostu hipokryzją. A ja - przyznam - przez ten krótki czas, w którym odwiedzam Twojego bloga, polubiłem nawet Twoją twórczość i po prostu ciężko byłoby mi przyjąć do wiadomości, że jesteś zwykłą hipokrytką.

      Na moje (nasze) poprzednie pytanie nie otrzymałem odpowiedzi. Przyznam Ci szczerze - czuję się trochę zignorowany i jest mi po ludzku przykro. Nie przywraca mi to również wiary w powagę Twoich intencji. :/

      Usuń
    3. Wydawało mi się, że pytanie brzmiało czy walczę o prawa mężczyzn, tak? Odpowiedziałam, że nie. Więc nie musi Ci być przykro, że Cię ignoruję, chyba, że pytanie brzmiało jakieś inaczej, przyznam, że wśród stu pięćdziesięciu komentarzy trochę się gubię. Jeśli tak to przepraszam.

      Nie martwiłabym się o moją hipokryzję. Chętnie zrobię komiks, który będzie walką o prawa mężczyzn. Jedyny powód, dla którego jeszcze tego nie zrobiłam jest taki, że nie wpadłam na odpowiednio ciekawy pomysł na taki komiks. Jak mnie najdzie wena, jak to fajnie przedstawić, to pewnie zrobię. A nie chcę robić nic na siłę tylko po to, żeby pasowało pod moją ideologię, bo nie o to chodzi w tym blogu.

      Wydaje mi się, że hipokrytką byłabym wtedy, gdybym w ogóle nie uznawała istnienia faktu dyskryminacji mężczyzn. To, że po prostu nie zrobiłam o tym jeszcze komiksu nie czyni ze mnie w moich oczach hipokrytki.

      Usuń
    4. Ok. W takim razie trzymam kciuki za wenę. (:

      Usuń