Kiciputek: 2013

wtorek, 24 grudnia 2013

Let's go!


I odleciała w stronę pierwszej gwiazdki, objadać się kluskami z makiem ku czci Latającego Potwora Spaghetti.

sobota, 16 listopada 2013

Karoka: pug t-shirt i Tequila

Pewnie trochę się powtarzam, ale nie mam ostatnio w ogóle czasu na nowe odcinki, dlatego dzisiaj skrobnęłam sobie tylko kolejny mały rysuneczek z zamkniętej jakiś czas temu serii "what I wore" - a to z tej okazji, że właśnie dotarła do mnie cudowna mopsowa koszulka z karoka.pl - polskiego dystrybutora koszulek The Mountain. Karoka ma miliard świetnych wzorów i fantastyczną jakość, więc polecam, szczególnie, że zaczęły się już przedświąteczne promocje. 

Chciałam jeszcze dodać, że album o Tequili, który tak mi pożera czas ostatnio, jest już dostępny w pre-orderach i można zamawiać tutaj: http://dobrehistorie.pl/book,28.html

 Taka będzie okładka. Typografia w wykonaniu genialnego Michała Oracza :)



A na koniec pozytywny akcent: pomimo czasu udało mi się skrobnąć nowy odcinek Barw Biedy - będzie już dzisiaj wieczorem.



niedziela, 3 listopada 2013

The walking dicks


Jeżeli ktoś nie słyszał, to wyjaśnię, że doktor Boćkowski to lekarz seksuolog i biegły sądowy, który przerzuca część winy za gwałt na jego ofiary, tłumacząc go ich zachowaniem czy strojem. Doktor Boćkowski znany jest między innymi z takiej oto błyskotliwej myśli:

"Ja to zawsze młodzieży tłumaczyłem: jeżeli kobieta nie chce współżyć, to niech się nie spotyka z mężczyznami. Proste. Takie jest moje zdanie."

I w tej sytuacji zadziwia mnie tylko, że według wielu osób to feministki nienawidzą mężczyzn, podczas gdy to właśnie tego pokroju typki traktują facetów jak penisy na nóżkach, które nie mają żadnych ludzkich zahamowań. 

NIGDY nie przerzucajmy winy na ofiarę gwałtu, nawet w najmniejszym procencie. Ani strój, ani reputacja, ani zachowanie nie mogą być usprawiedliwieniem dla przemocy. Zacznijmy traktować mężczyzn jak ludzi, a nie jak napalone kawałki mięsa, przed którymi trzeba chować wszystko, co wodzi na pokuszenie. Dziwię się, że w XXI wieku trzeba jeszcze w Polsce takie rzeczy tłumaczyć. 

niedziela, 13 października 2013

Kultura Hejtu



Dzisiaj chciałam sobie trochę popisać o krytyce.
Na konwentach ludzie często pytają mnie, jak sobie radzę z tak zwanym hejtem w internecie. Odpowiadam, że z radzę sobie doskonale. Hejt nie jest problemem. Hejt nie boli. Wiecie co boli? Konstruktywna krytyka. Bo to ona potwierdza moje najgorsze obawy. Obnaża braki, których nie byłam świadoma. Żadna zmyślna obelga nigdy nie zaboli tak, jak naga prawda. Ale rysowanie przecież nie jest łatwe. Praca nad sobą nie jest łatwa, musi boleć, tak, jak bolą zakwasy po dwóch godzinach na bieżni.

Aha i jeszcze jedno:



Nie, to, że ktoś cię krytykuje, wcale nie znaczy, że jesteś sławny/mądry/świetny w tym co robisz. Get your shit together i zamiast szukać głupich usprawiedliwień, zastanów się, czy może w słowach krytyki, nawet tej "niekonstruktywnej" nie ma ziarna prawdy i słuszności. A nawet jeśli nie ma - czasem hejt jest po prostu hejtem i nie oznacza kompletnie nic.  Popularny mem "źli hejterzy" bardzo ułatwia zamknięcie się w swojej szczelnej banieczce własnego komfortu, ale nie tędy droga.


poniedziałek, 7 października 2013

Pan tu nie stał

Dzisiaj z dumą chcę zaprezentować Wam komiks, który zdobył wyróżnienie w konkursie na krótką formę komiksową na tegorocznym Międzynarodowym Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi. W tym roku (jako że sponsorem głównym konkursu został Narodowy Bank Polski) był to konkurs tematyczny: "Fakty i mity o obrocie bezgotówkowym". Ppo scenariusz zgłosiłam się zatem do mojego bardziej doświadczonego kolegi - Dominika Szcześniaka, redaktora naczelnego Ziniola. Z naszych połączonych mocy powstało właśnie coś takiego:            







              I tylko rzuca mi się na usta klasyczne "Ach, gdybym miała chociaż jeden dzień więcej przed deadlinem...".




czwartek, 5 września 2013

Witch Hunt


Nie wiem dlaczego tak wiele ludzi reaguje alergicznie na słowo "feminizm". Wśród mężczyzn to może być - sama nie wiem - strach przed utratą kontroli? Przed przebiciem ego-balonika nadmuchiwanego do granic przez lata wychowania w patriarchalnej kulturze? W przypadku kobiet to pewnie jakiś lęk przed odrzuceniem, byciem naznaczoną przez seksistowkich kolegów. No i może trochę hipsterstwo na zasadzie "Jestem kobietą anty-feministką, czy to nie przewrotnie oryginalne?" W obu przypadkach na pewno część winy ponosi też niedoinformowanie i głupie stereotypy na temat feministek. Nie widzę jednak powodu, żeby przy odrobinie dobrej woli nie pokopać głębiej i przyjrzeć się uważnie, żeby to wykluczyć.

Chciałabym jakoś odczarować to słowo.
Chciałabym, żeby szacunek do kobiet i równe traktowanie były dla ludzi tak naturalne, jak oddychanie.

EDIT:

Po dyskusji, jaka się nawiązała, chciałabym dodać kilka rzeczy.
Po pierwsze, owszem, mężczyźni też są dyskryminowani na wielu polach co również leży na sercu mi i innym feministkom, jednak problem ten wydał mi się w obecnej chwili problemem na dużo mniejszą skalę niż dyskryminacja kobiet. Tak czy inaczej też na pewno się nim kiedyś zajmę.
Po drugie owszem, te słowa pełne nienawiści padają równie często ze strony kobiet, nigdzie w tym komiksie nie sugeruję, że nie. Zapomniałam gdzieś tutaj dorzucić apelu, żebyśmy się nie dały zaszczuć na siebie nawzajem. Uznajcie, że niniejszym go dorzucam.
Po trzecie - nie wiem na ile jestem sfrustrowana i brzydka, wylegitymuję się jakimś certyfikatem jak tylko poddam to jakiejś obiekywnej weryfikacji.

sobota, 31 sierpnia 2013

Give it to me.


To tylko po to, żeby na blogu pozostał jakiś ślad z mojej ostatniej tumblrowej zabawy "what I wore these 31 days". Oto dzień ósmy.

piątek, 23 sierpnia 2013

GMO



Kolejna z rzeczy, które mnie irytują: bezczelna hipokryzja firm, które ślizgając się na fali durnej paniki wokół GMO próbują kreować się na "ekologiczne"  - gdy tymczasem ich produkty pochodzą od kur z chowu klatkowego.

 

czwartek, 15 sierpnia 2013

Kiciputek - geneza


 A tak informacyjnie, dla wszystkich pytających, kiedy znowu będzie Ragnar - Ragnar spędza wakacje we Włoszech, więc nie może mnie już tak często inspirować. Sorry, bros. 

niedziela, 11 sierpnia 2013

Matczyna troska



Witam wszystkich po długiej wakacyjnej przerwie! Chciałabym móc napisać, że prażyłam się w tropikach,  zwiedzałam autostopem Azję, przepłynęłam samotnie Pacyfik i karmiłam tygrysy w Tybecie, niestety - moje "wakacje" sprowadziły się (i ciągle sprowadzają) do ślęczenia całą dobę nad kolejnymi planszami Tequili. Praca jest przyjemna, ale wyczerpująca, stąd tak mało ostatnio komiksów na Kąciku. Staram się, żeby nowe zobowiązania nie odciągały mnie od tych starszych, mniej "opłacalnych" - jak Barwy Biedy. Niestety czynsz trzeba płacić, piwo pić, a koty karmić. A dzięki nowym zleceniom prawdopodobnie niedługo ukaże się światu kilka moich nowych komiksowych projektów. 

środa, 17 lipca 2013

Dygresja społeczna



Są dwie rzeczy, których ostatnio nie lubię najbardziej na świecie: powszechnego przymusu przedsiębiorczości i oceniania ludzi na podstawie ich wartości na rynku pracy. Seriously guys - nie każdy wybierając swoją ścieżkę edukacyjną myśli tylko o tym, ile może na tym zrobić hajsów. Nie mam nic przeciwko zarabianiu pieniędzy, fajnie mieć pieniądze. Ale - może trudno to sobie niektórym wyobrazić - nie wszyscy dążą w życiu wyłącznie do tego, żeby mieć ich jak najwięcej. To nie jest tak, że jeśli wszyscy pójdą kształcić się na informatykę, inżynierię, zarządzanie, medycynę czy stomatologię to świat nagle stanie się lepszym miejscem i wszyscy będą żyć w dostatku. I nie jest tak, że jeśli ktoś w życiu ma pecha i akurat nie radzi sobie finansowo to jest nieprzedsiębiorczym, roszczeniowym pasożytem, który zasługuje wyłącznie na to, co najgorsze. Musisz być  "przedsiębiorczy" i "zaradny" - żadne inne twoje cechy się nie liczą. Odnoszę się tutaj trochę do ostatniej notki Naimy i tego, co znalazłam w komentarzach pod nią. Czyli na przykład takie oto cytaty z inicjatywy charytatywnej o nazwie "Szlachetna Paczka":

“Nie włączamy do projektu rodzin, które są roszczeniowe i utrzymują się ze swojej biedy.”
Rodziny te twierdzą że nasza pomoc im się należy. (…)
Jeżeli rodzina, zamiast proponowanego przez nas typu dżemu, żąda produkt konkretnej marki i to z górnej półki, to znaczy, że nie potrzebuje wsparcia, tylko drogich rzeczy. (…)


Bo jeżeli sytuacja życiowa wymaga od ciebie korzystania z pomocy społeczeństwa, to pamiętaj, że możesz prosić wyłącznie o najtańszy dżem, odpowiedni dla biedoty. Albo tylko o najtańszą, plastikową lalkę - a nie taką markową, jaką mają wszystkie koleżanki w klasie. Musisz pamiętać - to wszystko ci się nie należy. Należy się dzieciom, które miały szczęście urodzić się w bogatszej rodzinie.

środa, 10 lipca 2013

NOPE.


Dziwności i różności powstałe pod wpływem wieczornych rozmów z Danielem i Iloną.
Niech ktoś napisze do Disneya, żeby następną księżniczką był Kiciputek, pls.

sobota, 15 czerwca 2013

Ogień, cycki, jednorożce i prawa autorskie

Rysuję dla Was dzisiaj zaintrygowana zachowaniem pewnej poczytnej polskiej pisarki, określającej siebie pseudonimem "AutorKasia". Naprawdę ta pani nazywa się Katarzyna Michalak, a jej bloga możecie poczytać tutaj

Pozwólcie, że walory literackie jej książek pozostawię do oceny ludziom bardziej kompetentnym, którzy produkowali się na ten temat między innymi tutaj i tutaj.

To, czym ja chciałabym się zająć, to sprawa łamania praw autorskich. Wyobraźcie sobie, że taka poczytna polska pisarka odkrywa nagle z entuzjazmem portal deviantart. Oczywiście natychmiast czuje się jakby była u siebie w domu i radośnie przywłaszcza sobie prace popularnych artystów - publikuje je na swoim blogu jako okładki "Kroniki Ferrinu", swojej wielkiej sagi fantasy, którą pragnie wkrótce wydać. Żadnych podpisów, nazwisk autorów, odnośników do galerii. Jakby te grafiki były naturalnym dobrem internetu, które na potrzeby jej genialnej powieści mogła sobie dowolnie przywłaszczać.

Kiciputek, jako istota zaangażowana społecznie, oczywiście nie może przejść obojętnie. Zostawiłam na blogu pani Michalak uprzejmy komentarz z informacją, że tak się postępować nie powinno. Komentarz jednak nie został przepuszczony przez moderację, która na blogu pani Michalak dopuszcza do głosu wyłącznie pochlebne peany na cześć autorki.

W takim przypadku pozostało mi wyłącznie skontaktować się z twórcami przywłaszczonych grafik. Kilku z nich odezwało się do AutorKasi osobiście, kilku poprosiło o moje pośrednictwo. Większość była po prostu wkurzona, ale niektórzy zaproponowali nawet, że za niewielką opłatę ze strony wydawnictwa chętnie pozwolą na wykorzystanie ich grafik na okładkach. Wydawałoby się, że sprawa zmierza do jakiegoś cywilizowanego zakończenia. Ale zamiast przeprosić i dogadać się z artystami, pani Michalak kasuje z bloga wszelkie ślady po tej sprawie. Tak jakby nic się nie wydarzyło.

Kolejne propozycje okładek pojawiły się już za zgodą autorki grafik. I tutaj zmierzam do sedna sprawy. Zaintrygowana sytuacją postanawiam stworzyć własny projekt okładki dla "Kronik Ferrinu". W swojej kreatywności sięgam po ulubione motywy ilustracyjne AutorKasi, czyli patos, cycki, ogień i powiewające suknie (seriously, przykłady możecie pooglądać sobie tutaj):


 Jestem skłonna przekazać pani Kasi tę okładkę całkowicie za darmo do dowolnego okładkowego użytku.

Niestety na tym nie kończą się moje pokłady WTF. W jednym z komentarzy na temat swoich nowych cudownych okładek pani Michalak pisze tak:

"Już ja na moich książkach wolę ilustracje Sandry, które - mam nadzieję - zapewnią jej świetny start na trudnym i pełnym konkurencji rynku grafików i ilustratorów. Może dzięki Kronikom nie będzie musiała projektować opakowań do pieluszek pampers..."

Bo rozumiecie, kto nie zadebiutuje na rynku okładkami do genialnych powieści AutorKasi, ten na bank skończy projektując opakowania pampersów. Co jak wiadomo jest wizją katastrofalną. W końcu kto by tam chciał pracować dla marki rozpoznawalnej na całym świecie, skoro może dostać 500zł za zrobienie okładki powiastki fantasy.


środa, 12 czerwca 2013

Praca domowa


Nie planowałam na dzisiaj komiksu, ale Ragnar inspiruje w najmniej oczekiwanych momentach. A każda wymówka jest dobra, żeby nie robić prac na piątkowy przegląd z malarstwa. 

piątek, 7 czerwca 2013

środa, 29 maja 2013

Ragnar: handluj z tym


Zdaje się, że polubiliście tego typka, więc postanowiłam zamieszczać czasem trochę więcej jego światłych idei. W międzyczasie pewnie pojawi się znowu trochę kotów, trochę tematów społecznych i trochę prywatnych paranoi, ale Ragnar też pewnie będzie się gdzieś czasem przewijał.

sobota, 25 maja 2013

Oto jest Ragnar

Pragnę dzisiaj przedstawić Wam moje kolejne - za kotami i zezem - źródło życiowej inspiracji. Oto Ragnar - siedmioletni syn mojego współlokatora. Dziecko-derp, dziecko-nerd. Lubi kakao, Pingwiny z Madagaskaru i eksperymenty (głównie takie w stylu "ile kotów zmieści się do jednej szuflady").

More of him soon.

piątek, 17 maja 2013

Moja nowa muza

Zaczynam tęsknić za poprzednią.

Serio, to wszystko wina Tequili! Siedzi nade mną z tym wielkim tasakiem i sprawia, że słowo "deadline" wydaje się nagle śmiertelnie poważne. Bo pewnie już wiecie, ale projekt Tequila został sfinansowany z nawiązką i ruszamy z pracami nad albumem. Póki co całymi dniami siedzę nad drugim shortem do siódmego numeru "Cosia". A jak ktoś nie ma pojęcia, o co chodzi, to zapraszam tutaj: https://www.facebook.com/projekttequila

No i ten, właśnie, tak jakby, dlatego na Kąciku ostatnio tak mało kotów, zeza, cycków i w ogóle. Sorki.

sobota, 20 kwietnia 2013

Natura inspiracji


 Lubię sobie wyobrażać moją Wenę, jako taką bardziej zblazowaną wersję Muzy z komiksu oglaf.com: http://sjaejones.com/wp-content/uploads/2011/04/muse.jpg

Jako bonus dodam marudzenie jako główny sposób twórczej inspiracji:



 

sobota, 13 kwietnia 2013

Marudzenie okołorysunkowe


Brain, stahp.

Tak naprawdę to jeden z tych kilku upierdliwych nawyków, które wpędzają mnie w artblocka. Nie umiem jak normalny człowiek cieszyć się ze swoich postępów. Jeśli nowa praca jest lepsza od poprzedniej, nie czuję się dobrze, tylko źle, że tamta poprzednia jest taka gorsza i nie pasuje mi do tej nowej. Fuck logic, w końcu jestem Kiciputkiem. 

Od kiedy uświadomiłam sobie ten problem i zaczęłam z nim walczyć zauważam duży wzrost swojej artystycznej kondycji ogólnej.

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Syndrom Króla Midasa


Totalny artblock. A myślałam, że nigdy więcej mnie już to nie spotka. Nie pamiętam już kiedy ostatnio nie narysowałam niczego konkretnego przez tak długi czas (jakiś tydzień już).

piątek, 29 marca 2013

Starym indiańskim sposobem


Z innych ciekawostek to mam też coś takiego, że kiedy jem obiad, to wszystkiego z talerza musi ubywać równocześnie. Np. jeśli są to kotlet, ziemniaki i surówka, a ja źle coś obliczę i np. zjem już całą surówkę i kotleta, a zostanie trochę ziemniaków to ich już nie zjem. Jeśli widzę, że kotlet zaczyna ilościowo przeważać nad surówką, to muszę nadrobić tę przewagę żeby surówka nie skończyła mi się zanim zjem całego kotleta. Ostatni kęs musi być tym Kęsem Idealnym, zawierającym idealne proporcje wszystkich składników dania. 

Ciepłe napoje, takie jak kawa czy herbata - tylko w kubku, albo w filiżance. Chłodne napoje najlepiej w wysokiej, jasnej szklance. W takich małych, ciemnych z uchem już nie bardzo.  A jedyne rzeczy dopuszczalne do przechowywania w słoikach to ogórki, grzybki, papryka i dżemy. 

A owoce+ciasto/czekolada to najgorsze możliwe połączenie na świecie.

poniedziałek, 25 marca 2013

Neverending story


Przygotowuję już powoli dłuższą fotorelację z Pyrkonu. Póki co mogę napisać, że pojechałam z nastawieniem raczej na intensywną pracę niż zabawę, ale ubawiłam się przy okazji świetnie. Posyłam z tego posta serdeczne buziaki dla Ilony, która targała mnie za sobą na swoje prelekcje, a także wszystkim, którzy z zaciekawieniem przyglądali się co tam sobie ciągle bazgram i nawet czasem chwalili!

Promocja Projektu Tequila - superudana. Ale to też temat na osobny wątek, który wkrótce się pojawi.

środa, 13 marca 2013

Graficzne piekło



Usłyszałam ostatnio od kogoś niezajmującego się grafiką, że takie rzeczy, jak Pollock to on w przedszkolu malował.
Aha.

Moim osobistym faworytem jest też "KIEDYŚ to była prawdziwa sztuka, a nie to co teraz, jakieś kwadraty na białym tle". "Czarny kwadrat na białym tle" Malewicza powstał sto lat temu. Pozdro.

środa, 6 marca 2013

Syndrom crazy cat lady


Ach, to pokolenie '80... Nigdy nie zrozumieją tej grozy, bo kiedy wychodził "Jurassic Park" byli wystarczająco dorośli, żeby wiedzieć, że to wszystko nieprawda i żaden tyranozaur nie zakradnie się w nocy żeby zeżreć im psa.