Kącik Kiciputka

czwartek, 14 maja 2015

Tatuśkowie



Ok, ta notka będzie trochę zawiła, bo dotyczy dość złożonego tematu. 

Inspiracją do dzisiejszego komiksu była pewna refleksja, która naszła mnie już jakiś czas temu. Refleksja nad zjawiskiem nadopiekuńczego tatuśka zafiksowanego na punkcie dziewictwa córki. Punktem wyjścia do przemyśleń było zdjęcie tej koszulki, które kilku z moich znajomych udostępniło na facebooku:



W pierwszej chwili pomyślałam: wtf, czy to jest koszulka dla ludzi, którzy chcą mordować swoje córki? A później zdałam sobie sprawę, że to kolejna tatuśkowa koszulka z serii "straszak na potencjalnych zięciów". Bo przecież istnieje głęboko zakorzenione w naszej kulturze (i popkulturze) przekonanie, że córka to wieczne utrapienie, bo trzeba ciągle odganiać od niej zalotników, z których każdy jeden ma jak najpodlejsze zamiary. Może tę córkę na przykład - niedajboże! - rozdziewiczyć. Naruszyć ten piękny, tatusiowy kwiatuszek. Motyw utraty dziewictwa, jako "utraty czystości", "zbrukania", jako jakiejś wielkiej straty to jest w ogóle tak paskudny aspekt naszej kultury, że zasługuje na dużo szersze omówienia i na pewno takie już istnieją, więc ja sobie odpuszczę. Przejdę od razu do podwójnych standardów, jakie z tego wynikają. Co się stanie, jeżeli w dowolnej scenie z życia/książki/filmu, w której występuje nadopiekuńczy tatusiek, podmienimy córkę na syna? Wyobraźmy sobie opis takiej sceny:

Spojrzał z uczuciem na swojego synka, który nie był już tym małym chłopcem, jakim na zawsze pozostanie w jego sercu. Nie mógł nie zauważyć, że ciało jego małego chłopca jest już właściwie ciałem mężczyzny. Dostrzegał ślady zarostu na klatce piersiowej, rysujące się wyraźne pod cienkim materiałem koszuli oraz męską linię ramion i pośladków. Nagle poczuł nieodpartą nienawiść do tej drobnej dziewczyny stojącej obok. To ona chce się dobrać do jego maleństwa. Na myśl o rzeczach, które będzie robiła z jego małym synkiem zrobiło mu się niedobrze. Poczuł chęć mordu. 

Nagle robi się creepy. Dlaczego? W jaki sposób ta sytuacja się zmienia? Takie lub podobne sceny z udziałem ojców i córek widziałam w tak wielu filmach, książkach i serialach, że nie dam rady ich wszystkich zliczyć. To zawsze wygląda tak samo: dorosła lub dorastająca córka, szczęśliwa ze swoim facetem i nieufny, agresywny wobec zalotnika ojciec. Już mnie brzydzi ten motyw, a przynajmniej mocno niepokoi. Czy ojcowie naprawdę powinni poświęcać tyle myśli życiom seksualnym córek? Czy powinni w taki sposób przywiązywać uwagę do tego, jak zmienia się ich ciało? Czy to nie jest jakieś... dziwne i niezdrowe? Niby zdarza się też czasami, że w podobnej scenie widzimy matkę agresywną wobec potencjalnej synowej, ale zawsze jest to przerysowane do śmieszności, podkreślone jako coś nienaturalnego i zabawnego. Tymczasem zazdrośni tatuśkowie to zawsze ultimate badasses, do których mamy w zamierzeniu odczuwać respekt. Podobnej sytuacji na linii ojciec-syn nie ma nigdy. I niestety dobrze wiem, dlaczego. 

Wiadomo, synek "zalicza" i jest powodem do dumy. Córka "się puszcza" i przynosi wstyd. Tak po prostu jest i nikt nie zastanawia się dlaczego. Dlaczego przyjemność z seksu należy się chłopakom, ale dla dziewczyn jest hańbą? Kontrola nad seksualnością kobiet daje mężczyznom poczucie kontroli nad kobietami w ogóle. Kontroli, z której kobiety od wieków się wyzwalają, z czym część panów wciąż nie może się jakoś pogodzić. Mam też swoją nieśmiałą teorię, że nadopiekuńczy tatuśkowie to po prostu ci, którzy sami wobec kobiet zachowują się jak ostatnie chujki i projektują te swoje zachowania na wszystkich facetów na świecie. A zdolność odczuwania empatii mają tak mocno ograniczoną, że chujowość podobnego zachowania odkrywają dopiero w odniesieniu do własnych córek (ewentualnie żon i sióstr). I oczywiście nie wyciągają z tego żadnych wniosków.

I tutaj przechodzimy w końcu do sedna, które stało się tematem komiksu - do tego argumentu, powtarzanego z cwaniackim uśmieszkiem: "Klucz, który otwiera wiele zamków jest dobrym kluczem. Zamek, który jest otwierany przez wiele kluczy jest słabym zamkiem". Cóż, ołówek ostrzony przez wiele temperówek nadaje się do wyrzucenia. Za to temperówka, która zaostrzyła wiele ołówków, jest dobrą temperówką. Czy możemy już skończyć z porównywaniem naszych genitaliów do przedmiotów codziennego użytku?


czwartek, 7 maja 2015

Niepokorny Bloger



Zastanawiam się jak długo jeszcze blogerzy będą próbowali robić fejmy metodą na kominka; to znaczy metodą "popiszę się pospolitą bucerą i będę udawał, że to coś wyjątkowego". Przykro mi, ale bucera to w tym raju rzecz powszechna jak psie kupy na chodnikach.

piątek, 1 maja 2015

Problem imigrantów oczami Polaka


Muszę zaznaczyć, że wyłowione tu przeze mnie perełki hipokryzji to nie są po prostu różne opinie zebrane w jednym środowisku. To są dosłowne cytaty wypowiadane przez te same osoby w jednej dyskusji. Osoby, które, najwyraźniej, w ogóle nie zdają sobie sprawy ze swojej moralnej schizofrenii.

A do wszystkich wołających "jak tak chcesz imigrantów to zamelduj ich u siebie w domu" apeluję:
  • jeżeli chcesz powszechnej edukacji, sam zacznij uczyć dzieci
  • jeżeli chcesz, żeby twoja mama nie umarła na raka to sam ją wylecz

Żyjemy w społeczeństwie. Systemowe problemy wymagają systemowych rozwiązań. Błyskotliwe one-linery mogą się wydawać mądre, bo są proste, ale rzeczywistość nie jest prosta.


niedziela, 12 kwietnia 2015

The Fall: studium przemocy


Ten cytat pochodzący z serialu "The Fall" przypisuje się oryginalnie Margaret Atwood.


"The Fall". Fantastyczny, wciągający serial. A w nim Gillian Anderson, która wcielając się w rolę Stelli Gibson w nienachalny sposób opowiada ważne rzeczy o równości.

Jest to produkcja z 2013 roku, ale dopiero teraz się na nią natknęłam i postanowiłam złożyć krótką notkę w hołdzie.

Fabuła opiera się na klasycznym motywie ścigania seryjnego mordercy, jednak łamie przy tym wiele szkodliwych i irytujących klisz.

The Fall nie romantyzuje przemocy wobec kobiet. Nie traktuje kobiet jak obiektów, których cierpienie istnieje tylko po to, żeby nadawać motywację działaniom i emocjom głównego bohatera. A morderca nie jest zwyrodniałym szaleńcem - to znaczy, właściwie jest, ale nie jest całkiem odczłowieczony, nie pełni wyłącznie funkcji kontrastu dla szlachetności głównego bohatera. Wręcz przeciwnie, podkreśla, że te same mechanizmy, które z niego uczyniły mordercę, są zakorzenione w głowach bardzo wielu mężczyzn, których spotykamy na codzień. Mówię o skłonności do dzielenia na kobiet na madonny i dziwki. Na te, które zasługują na szacunek, celebrację i opiekę i na te, które "same się proszą".

Druga irytująca klisza to ta, według której dwie atrakcyjne kobiety, jeżeli już spotykają się w fabule, to tylko po to, żeby generować konflikty. Ewentualnie wprowadzić wątek lesbijski, oczywiście potraktowany przedmiotowo, jako swoista gra wstępna ku uciesze męskich oczu.

Tymczasem w "The Fall"... Cóż, obejrzyjcie sami.

Wszystkie wątki poruszane w serialu są mi niesamowicie bliskie. Zdałam sobie ostatnio sprawę, że praktycznie każda kobieta, którą znam, przynajmniej raz w życiu doświadczyła molestowania lub przemocy. "Praktycznie każda", to znaczy każda, którą wypadało mi zapytać. A mówiąc o molestowaniu mam na myśli dotykanie przez obcych mężczyzn, prześladowanie, próby gwałtu, gwałty. Mężczyzn onanizujących się w samochodzie jadącym tuż za tobą. Lub w tym samym przedziale w pociągu. A nawet - co można nazwać pewnym wyczynem akrobatycznym - śledząc cię na rowerze.

I wszystkie te doświadczenia pochodzą zwykle z okresu między ósmym a czternastym rokiem życia.

Jeżeli macie odpowiednio silne nerwy możecie zresztą poczytać podobne historie w pewnym niesamowicie przerażającym wątku na reddicie, w którym kobiety opowiadają, kiedy i jak po raz pierwszy zostały potraktowane jako obiekt seksualnego zainteresowania:
http://np.reddit.com/r/AskReddit/comments/3249ff/women_of_reddit_when_did_you_first_notice_that/





niedziela, 29 marca 2015