Kącik Kiciputka

sobota, 8 listopada 2014

Klapsy są dla dorosłych


Mam nadzieję, że nie trzeba tego wyjaśniać, ale na wszelki wypadek uprzedzę: chodzi o konsensualną zabawę erotyczną między dwojgiem dorosłych, oczywiście. Nie o klepanie po pośladkach przypadkowych kobiet.

A teraz pozwólcie mi pochylić się jeszcze raz nad najpopularniejszymi argumentami, z którymi spotykam się w internetowych dyskusjach na temat bicia dzieci:

"Klaps jest często jedynym skutecznym sposobem dotarcia do dziecka."

Nie jest. Jeżeli ktoś uważa, że ból jest bodźcem, który zniechęca dzieci do pewnych działań, nigdy chyba nie widział dziecka w gipsie, które właśnie wspina się na drzewo, z którego spadając dopiero co złamało sobie rękę.

"Klaps to nie przemoc, nie chodzi o ból tylko o pewien sygnał."

Skoro nie chodzi o ból, to dlaczego akurat klaps? Dlaczego nie jakiś sygnał, który n i e powoduje bólu?

"Dzieci, które nie dostają klapsów są rozpuszczone i niewychowane." 

Wychowywanie dzieci nie sprowadza się do tego, że albo je bijesz, albo nie wychowujesz wcale. Istnieje całe spektrum innych zachowań i metod wychowawczych.

"Dzieci w pewnym wieku po prostu nie rozumieją innych metod."

Wyobraź sobie, że zamiast dziecka masz do czynienia ze swoim starym, cierpiącym na demencję ojcem, który nie przyjmuje do wiadomości twoich słownych poleceń. Czy w tej sytuacji dałbyś mu "klapsa" w twarz? 
Jeżeli w "pewnym wieku" dziecko będzie miało do czynienia tylko z metodą klapsa, to jak ma się nauczyć rozpoznawać inne? Skąd ma wiedzieć, jak na nie reagować? Co zrobić z nastolatkiem, któremu już nie da się przyłożyć, a który w dzieciństwie nie miał kontaktu z innymi środkami wychowawczymi? 

"Co mam zrobić w sytuacji, kiedy małe dziecko jest nieposłuszne i sprawia dla siebie zagrożenie? Mam pozwolić, żeby zrobiło sobie krzywdę, żeby tylko nie dać mu klapsa?" 

Nie, masz go pilnować. W pewnym wieku dzieci po prostu nie mogą być spuszczane z oczu i to jest psi obowiązek rodzica dopilnować, żeby nic złego sobie nie zrobiły. Decydując się na dziecko trzeba brać to pod uwagę. 

"Mnie w dzieciństwie rodzice bili i dzięki temu wyszedłem na ludzi."

Pewne błędy wychowawcze nie przekreślają szans dziecka na bycie porządnym człowiekiem - kto zresztą uważa sam siebie za "nieporządnego" człowieka? Nie przekreślają też miłości i szacunku dziecka do rodzica, więc racjonalizowanie ich zachowania wydaje się być naturalnym ludzkim odruchem. Jednak dużo zdrowiej i uczciwej jest przyznać przed sobą że czasami jesteśmy dobrymi ludźmi i kochamy ich pomimo a nie dzięki ich działaniom.


Na koniec ponownie zapraszam was do lektury notki Wojciecha Orlińskiego, w komentarzach zaistniała tam ciekawa dyskusja na temat klapsów i wychowawczego bicia dzieci:

wtorek, 4 listopada 2014

Wolność od szczepień i od myślenia




Jeżeli ktoś uważa, że obowiązek szczepień jest ograniczeniem jego wolności, niech pamięta, że jest nim także obowiązek spełniania wymogów sanitarnych sanepidu przez lokale gastronomiczne. Chyba, że ktoś chciałby znieść także obowiązek spełniania wymogów sanitarnych sanepidu przez lokale gastronomiczne w imię wolnego rynku. I uważa, że jeśli struje się na śmierć w jakiejś knajpce to nigdy więcej już do niej nie pójdzie i będą kwita.

Jeżeli ktoś uważa, że państwo nie ma prawa decydować o losie jego dzieci, niech przypomni sobie, że prawo służy również do ochrony dzieci przed głupotą ich rodziców.

Jeżeli ktoś uważa, że zdrowie jego dziecka to jego sprawa, niech przypomni sobie, że szczepienia budują także odporność grupową, która ratuje życie osób nie mogących przyjmować szczepień i chroni zdrowie całej populacji.

Jeżeli ktoś uważa, że jest mądrzejszy od lekarzy, niech się puknie w głowę.

Polecam:
https://sporothrix.wordpress.com/2014/10/26/antywacki-chwytaja-sie-brzydko/




czwartek, 25 września 2014

Piksele gryzą


Daniel mnie poprosił o kiciputkowy portret. Postanowiłam uchwycić go w chwili klasycznej danielowej frustracji podczas powolnego stukania w klawiaturę jednym palcem. 

czwartek, 18 września 2014

Książkowi fetyszyści






Nie rozumiem dziwnego fetyszu (snobizmu?) na czytanie.

I nie zrozumcie mnie źle. Książki są fajne i mają swoje zalety. Jak każde inne medium. Czytanie wzbogaca słownictwo i może poszerzać wiedzę na różne tematy.
Ale może też robić z mózgu grzankę i uczyć paskudnego języka.

Przede wszystkim chciałabym rozprawić się z mitem, według którego czytanie rozwija wyobraźnię dużo bardziej niż inne media. Że bardziej angażuje i stymuluje mózg. Nieprawda. Kiedy masz, na przykład, wyobrazić sobie góry - co ci w tym bardziej pomoże? Opis tego, jak bardzo były strzeliste? Czy może oglądany wcześniej widok najpiękniejszych szczytów świata z różnych perspektyw? Poziom naszego rozwoju to nie tylko odpowiedni dobór odpowiednio użytych słów. Media takie jak film, obraz, komiks, gry uczą nas widzenia i operowania obrazem, co jest kluczowe dla wyobraźni. Bo do czego się ona sprowadza - do tworzenia nowych rzeczy ze skrawków obrazów rzeczywistości, które już mamy w głowie. Czytając też przecież nie tworzysz całkiem nowych obrazów, tylko korzystasz z twarzy, miejsc, rzeczy, które już widziałeś.

Kolejny przykład - granie w gry komputerowe angażuje mózg dużo bardziej niż bierne czytanie książki. Czy w takim razie można używać tego argumentu jako przykładu wyższości jednego medium nad drugim?

Wszystko, co przyswajamy - książki, gry, filmy - rozwija nas w równym stopniu, na różnych płaszczyznach.

Przez wiele lat książki były jedynym dostępnym źródłem wiedzy. Dzisiaj już nie są, a celebrowanie czytania pozostało. I o ile nadal wiele z najcenniejszych informacji w pewnych dziedzinach można znaleźć tylko w książkach - o tyle kompletnie już nie jestem w stanie zrozumieć celebrowania czytania książek jako rozrywki bardziej wartościowej niż - na przykład - oglądanie telewizji. Rozrywka to rozrywka. Ma sprawiać przyjemność. Jak można to wartościować?

A jeśli już mamy wartościować - to na podstawie samej treści rozrywki, a nie medium, jakim jest przekazywana. Oglądając ramówkę tvnu masz taką samą szanse natknąć się na gniota, jak przeglądając promocje w Empiku. Nie zapominajmy, że twórczość Katarzyny Michalak, Beaty Pawlikowskiej czy wszelkie twory greyopodobne to również książki.

niedziela, 14 września 2014